List do Ojca
Ty to, Władzio, masz jednak charakter! Nie spodziewałam się po tobie czegoś takiego! wykrzyknęła Jadwiga, zupełnie nie zważając na dobre obyczaje i otarła nos rękawem bluzki.
Elegancką bluzkę uszyła jej mama. Wyciągnęła z kufra kawałek jedwabiu, wzdychała nad nim, żałując trochę, że nie jej przypadnie w udziale ta uroda, ale siadła do maszyny, bo jakże dziewczyna już podrosła, trzeba się stroić. Kto na nią spojrzy, jeśli będzie wyglądać byle jak?
„Lepiej by mama tak się nie starała… I cóż z tego?” pomyślała Jadwiga, patrząc za swoją pierwszą miłością.
Ten, o którym mowa, szedł od niej raźnym, wojskowym krokiem i ani razu się nie obejrzał.
Tak przykro, że aż się chciało płakać!
Jadwiga raz jeszcze pociągnęła nosem, lecz przypomniała sobie, że ma wytuszowane rzęsy, na przekór zakazowi mamy, więc nie wolno jej teraz płakać.
Władek, Władzio, Władziunio…
Jedyny, ukochany! Tylko pół roku było im dane szczęście. Jadwiga liczyła. Od ich pierwszego spotkania minęło równo sześć miesięcy.
Tylko pół roku, a wydarzyło się tak wiele…
Władek jednak się obejrzał, lecz Jadwiga udała, że tego nie widzi.
Bo i po co! Przyszła do niego z taką wiadomością, a on się obraził?! Niech sobie idzie! Marynarz! Snuje o morzu i wolności! Widziała go! Niech droga mu lekką będzie! Co ona, dziecko? Sama da radę wychować dziecko, sama je urodzi. Pytać o zgodę nie zamierza! Cała cześć na bok!
Jadwiga się złościła, ale w środku cicho, ni to płaczliwie, aż zgrzytała zębami z żalu.
Jak to? Przecież mówił, że kocha, obiecywał wszystko, czego dusza zapragnie! Zapewniał, że będą razem… A on? Gdy tylko powiedziała mu, że będzie miała dziecko, uciekł jak niepyszny?
Tak to już bywa…
Wspomniała tylko, że liczy na więcej niż krótkie spotkania w niedzielę, a on odparł, że czeka na niego morze. I dla jej kaprysów nie zamierza zmieniać swoich planów. Powiedział jeśli kocha, to niech zbiera się i jedzie z nim.
A jak ona miałaby zostawić matkę?! Do Gdyni, gdzie nie ma rodziny, nikogo i niczego?
No nie! Na to się nie zgodzi!
Jadwiga podniosła się z ławki, poprawiła spódnicę i włosy. Ma, co prawda, tylko kilka strąków na głowie, ale trwała ondulacja potrafi zdziałać cuda. Mama miała rację wygląd dużo zmienia. Przecież Władek, z pozoru niepozorny, a dziewczyny za nim szalały. Bo i rozumny, i wesoły, i poważnie porozmawiać potrafi, nie gorzej niż ten student. Choć wykształcenie tylko podstawowe! Nawet ukończył szkołę, znał się na rzeczach.
Zresztą ona, Jadwiga, też nie skończyła wiele. Technikum i tyle. Dalej się uczyć nie chciała, choć mama namawiała. Pokłóciły się wtedy na cały miesiąc! Kiedy to było…
Ale Jadwiga wie, gdzie jej pożytek. Po co jej dyplom, skoro już teraz na budowie porządnie zarabia! Mamie wysyła pieniądze, dla siebie też starcza.
Mama już się pogodziła, znowu przygarnęła córkę pod skrzydła, tak jak matki mają w zwyczaju. Tylko… co powie, jak się dowie, że zostanie babcią? Awantura murowana?
Przypuszczała, że bez tego się nie obejdzie.
Mama krzyczała tak, że sąsiadki się zeszły. Ostatecznie rozeszły się po zapewnieniu, że Jadwiga ma kłopoty w pracy. Bo i co tłumaczyć! Rodzinne sprawy rozwiązuje się w rodzinie, bez nieproszonych oczu i uszu.
Jak to, córko? Czy nie mówiłam ci, by się pilnować do ślubu? Kto cię teraz zechce?! Ech, Władziu! Nie spodziewałam się po nim takiej podłości! Wyglądał na porządnego chłopaka! Żmij! Co, jak powiedziałaś mu o dziecku, tak uciekł?
Jadwiga zastanawiała się. Powiedzieć prawdę matce? Zjadłaby ją żywcem. Tak… łatwiej, kiedy powie się matce, a Władek już będzie daleko.
Tak, mamo. Tak było.
Oj, cóż za bieda… I co my teraz zrobimy?
Nic! Co, dziećmi jesteśmy? Damy radę, mamo! Pomóż mi na początku, to i nie boję się rodzić.
A gdzież bym cię zostawiła?! Co ty mówisz! Jaka matka by dziecko zostawiła w potrzebie?
Jadwiga na moment zamknęła oczy i westchnęła z ulgą.
No i widzisz, Władziu! Bez ciebie też damy radę! Odpływaj sobie skoro morze ważniejsze niż dziecko!
Po jakimś czasie Jadwiga sama zapomniała szczegóły rozmowy z Władkiem. Nawet uwierzyła w swoją wersję że powiedziała mu o dziecku, a on ją zostawił. Tak więc złość i żal stworzyły sobie ciepłe gniazdko w jej duszy, zamieszkały w niej, i od czasu do czasu dawały o sobie znać, śmiejąc się:
No patrz! Córa cały tatuś! Ten sam mały diabeł! Kręci się, wierci, nerwy szarpie! Opowiedz jej, powiedz! Niech nie pyta, gdzie ten jej łotr ojciec! Odpłynął na swoje morze i ani śladu, ani wieści! I ona ucieknie od ciebie, jak podrośnie! Bo nie potrafi docenić i kochać! I się nie nauczy! Jabłko, co z jabłoni…
Może dlatego Helenka, córka Jadwigi, dorastała w przekonaniu, że na świecie kocha ją tylko babcia i to nie zawsze. Pogłaszcze, pożałuje, ale gdy sąsiadki coś szepczą, odsuwa ją natychmiast:
Idź, idź! Do matki idź! Niech cię ona żałuje, biedulko… Za co to pokaranie, Panie Boże? Czym my się naraziłyśmy?
Do trzeciego roku życia Helenka była absolutnie pewna, że „bidulka” to jej imię. Mama nazywała ją Helenką tylko wtedy, gdy nastrój pozwalał. Wtedy córeczka dostawała tę rzadką, upragnioną czułość.
Chodź tu, córeczko! Uczeszę ci warkoczyki! Śliczne nie jak moje… Ty masz bujne, a ja tylko kryseczki… Po ojcu, on też miał gęste, czarne jak krucze skrzydło. A oczy niebieskie jak Bałtyk, na który popłynął… Ty po nim jesteś. Urodziwa, a szczęścia z tego nie będzie, tyle ci powiem.
Dlaczego? pytała mała Helenka, gotowa już wybuchnąć płaczem.
Bo tak!
Głos mamy łamał się i Helenka wiedziała, że lepiej już nie pytać. Lepiej pójść do babci, wtulić się w pachnący kotletami i rosołem fartuch, popłakać. Najpierw nad sobą, potem nad mamą, na koniec i nad babcią. Bo mama przejęła wstyd, a babcia wszystko dźwigała.
Co to był za wstyd i dlaczego ktoś musiał go ciągnąć Helenka dowiedziała się wiele później. Miała ledwie dziesięć lat, kiedy jej mama nagle rozkwitła, wypiękniała i wyjechała do Warszawy tam budować nowe życie.
Helenka została z babcią.
Nie żeby bardzo brakowało jej matki. Ta często wyjeżdżała „do pracy”, bo „trzeba jakoś zarobić na samotne dziecko”. Ale zawsze wracała, wymęczona, ale czuła i szczęśliwa. Przywoziła torby z prezentami i nowymi ubraniami, tuliła Helenkę, cieszyła się jej wzrostem i szczupłością, a potem narzekała babci:
Mamo, czemu ona taka chuda? Ludzie będą gadać, że jej nie karmimy!
Bo nic nie je, twoja córka! Ja już próbowałam na wszystkie sposoby. Kęs chleba ugryzie i już syta! Gdyby matka była częściej, dziecko by jadło! A ja? Muszę przy zwierzętach, na polu, i jeszcze dziecko w domu! Lepiej byś wróciła i córkę wychowywała!
Po co ją niańczyć, mamo? Dorosła już! Nie kłóć się, lepiej zobacz, co ci przywiozłam!
A po co mi te twoje prezenty? Lepiej byś była blisko! Serce mi się kraje. Tęsknię…
Na to matka pochmurniała, Helenka kuliła się w kącie, bo wiedziała, że znów będzie kłótnia.
Tak? Tęsknisz?! A ja nie?! Też bym chciała żyć jak człowiek, a nie jak jakaś samotnica! A tu jeszcze twoje wyrzuty! Wtedy już naprawdę nie chce się żyć! Mamo, może ty mnie przynajmniej zrozumiesz! Tak mi ciężko… Jakbym wiedziała, że tak będzie, nigdy bym go nie puściła!
Cóż teraz, córko? Po wszystkim, to tylko żal nic nie da!
Mamo!
Co?! Dziecko wychowałaś, to wychowuj! A nie chcesz napisz do ojca! Może zabierze tę dziewczynę?
Oddałabym mu Helenę?! Nigdy w życiu! On nawet nie chciał o niej słyszeć! Teraz dać mu gotowe? Nigdy! Nie po to się tak męczyłam na budowie, żeby on przyszedł i zabrał sobie wszystko!
Jak nie, to nie narzekaj! Dziecko wszystko słyszy! Myślisz, nie jest jej przykro? Wiedzieć, że ojciec podlec, a matka tyra ponad siły?
Niech się obraża! Życie to nie tylko miód raz daje szczęście, raz boli! Wystarczy, mamo! Nie próbuj pisać do Władka! Znam cię!
Babcia obietnicę dotrzymywała, przynajmniej przez jakiś czas.
Helenka szykowała się do egzaminów końcowych, kiedy nadszedł list z miasta. Matka Helenki urodziła chłopca, a po tygodniu zmarła, nie zdążywszy już nic nikomu wyjaśnić.
I tajemnica narodzin pozostałaby dla Helenki sekretem, gdyby nie jej upór.
Gdy się o tym dowiedziała, babcia spakowała się i wyjechała, zostawiając płaczącą Helenkę i przykazując, by pilnowała domu.
Teraz nie czas na łzy, dziecko… szeptała babcia, zawiązując czarną chustę. Jak my teraz damy radę? Z czego żyć?
Babciu, pójdę do pracy!
Poczekaj z tym. Najpierw zajmiemy się noworodkiem. Ojciec go zabrał, ale nie zamierza wychowywać. A ja… Damy radę?
A jak inaczej? Babciu, ja bez mamy dorastałam. Oddamy go do domu dziecka?! To nie godzi się!
Wiem… Ale się boję, Helenka. Czy starczy mi sił?
Babcia pojechała, a Helenka przeszukała cały dom, rozumiejąc, że zakazy mamy straciły już sens.
Trzeba znaleźć ojca bez jego pomocy nie dadzą rady…
Wiedziała, co trzeba robić. Od dziecka, zanim jeszcze nauczyła się pisać, rysowała listy do ojca, chowając je przed mamą i babcią. W tych obrazkach opisywała, jak pojawił się w domu nowy kot czy jak babcia uczyła ją lepić pierogi. Zeszyty z rysunkami babcia kiedyś znalazła, ale nie powiedziała nic. Spróbowała jeszcze raz przemówić do córki, lecz widząc jej upór, dała za wygraną. Mama Helenki złościła się na dawnego ukochanego, nie wiedząc, że on nie wie nic o córce.
Potem przyszły koślawe litery i Helenka pisała listy, chowając zeszyty, pełne swoich radości, smutków i zwycięstw nad sobą.
Teraz pozostał jej do napisania jeden, najważniejszy list. Ten, który wreszcie wyśle…
Adres w końcu znalazła. Stary, wytarty koperta, który mama schowała idealnie. Gdyby nie przypadek, nigdy by go nie znalazła zdjęcie spadło ze ściany, z roztrzaskaną szybą, i Helenka rozpłakała się z żalu. „Prawda mama mówiła niezdarna ze mnie córka…”
Zza zdjęcia wystawał brzeg koperty. Helenka pociągnęła za nią i, czując, że oto znalazła to, czego szukała, rozszlochała się jeszcze głośniej.
Mamo! Dlaczego tak ze mną? Co ja ci takiego zrobiłam?
Siedziała długo na podłodze, mówiąc mamie wszystko, co leżało jej na sercu, prosząc o wybaczenie, sama nie wiedząc za co…
Nie poczuła jednak ulgi.
Przepraszam, mamo, ale nie posłucham cię. Nie chciałaś, żebym kontaktowała się z ojcem… Wiem. Ale on nam jest potrzebny! Babcia mówi, że nie jest wieczna… Złoszczę się na nią za to, ale wiem, że to prawda. Same sobie nie poradzimy. Jeśli jest takim łotrem, jak mówiłaś, to przynajmniej będę wiedziała. A jeśli nie? Przepraszam cię, ale nie wierzę ci do końca. Wciąż powtarzałaś, że ojciec zły, a sama… Po co mnie rodziłaś, skoro nie umiałaś mnie pokochać? Po co to wszystko? Tak, wiem, co powiesz że jestem niewdzięczna… Może i tak. Ale wiesz, jak to boli, gdy nikt cię nie kocha? Kiedy wciąż słyszysz, że jesteś podobna do kogoś, kogo nigdy w życiu nie widziałaś? Skąd mam wiedzieć, jaki jest naprawdę? Dlatego nie miej żalu! Chcę go zobaczyć! I usłyszeć, co mi powie!
Nie przyszło jej do głowy, że adres mógł być już nieaktualny, albo ktoś go tam nie zna.
Nie myślała o niczym. Działała.
Wieczorem i pół nocy spędziła nad kartką wyrwaną ze starego zeszytu. W końcu napisała trzy zdania, w których zamknęła całą swoją złość, prośbę o pomoc i cichą nadzieję, że ojciec ją usłyszy.
Wysłała list rano w drodze do szkoły. Gdy wróciła, zastała już babcię z niesfornym, malutkim w jej oczach, niemowlakiem.
To, Helenko… Alek to jest… Twój brat… babcia wzdychała i odwracała głowę, przewijając wnuka, a Helenka z ciekawością mu się przyglądała.
Babciu, czemu on taki maleńki?
Normalny. Ty byłaś mniejsza i chudsza.
Naprawdę?
Tak. A patrz, jak wyrosłaś. I on wyrośnie.
Babciu, a ojciec…
Obiecał pomagać, ale zabrać nie chce. Ma swoje życie.
Zawsze to coś… Helenka tak dobrze skopiowała ton babci, że ta aż się roześmiała.
Oj, Helenka! Czy my sobie z nim damy radę?
Damy! Jak wszyscy z dziećmi dają radę? Popatrz, Ksenia Nowakowa ma dziewięcioro i nie narzeka! Obiecała mi dać pieluchy i śpioszki po bliźniętach. Mówi, że niektóre prawie nowe dzieci szybko wyrosły. To prawda, babciu?
Co? Że dzieci szybko rosną? Prawda, dziecko. Szybciej niż czas. Jeszcze niedawno tak trzymałam twoją mamę na rękach, a już jej nie ma…
Nie płacz, babciu! Bo i ja się rozbeczę! I ten maluch też chyba zaraz będzie krzyczał. Czego chce? Mokry?
Pewnie głodny. Już czas! Rzeczywiście! Pora karmić!
Babcia zaczęła się śpieszyć i podała niemowlaka Helence.
Trzymaj! Nie bój się, nie upuścisz go! Jesteś zaradna dziewczyna, dasz radę! Oby i on taki był!
Helenka stężała.
W jej ramionach leżał dowód na to, że nigdy nie będzie już sama. Tyle lat marzyła, by ktoś był jej potrzebny jak powietrze i ona komuś. Babcia i mama się nie liczyły one zawsze miały swoje wyobrażenia, kto komu i po co jest potrzebny.
Wyjdziesz za mąż, to szukaj wiatru w polu! powtarzała mama na pytania Helenki, co dalej, gdy dorośnie.
A Helenka chciała usłyszeć, że będą żyć jedną, dużą rodziną. Tak chociaż jak u Kseni Nowakowej, gdzie niby taki bałagan, zgiełk i gwar, a jednak cieplutko i dobrze. Dzieci biegają po domu szczęśliwe, a trzy pokolenia razem grzeją siebie nawzajem.
Ksenia mieszkała z rodzicami i teściami, wszystkich z równym ciepłem nazywała mama-tata. Dom trzymała mocną ręką, bo czuła, że wszystko, co dzieje się pod jej dachem, to jej odpowiedzialność jako matki, żony i gospodyni. Skoro los powierzył jej tyle dzieci, musi zrobić wszystko, by były szczęśliwe. Mąż ją wspierał, a sprzeczki od razu gasił:
A nuż! Sprzątnąć po sobie! Rodzinie nie należy podnosić głosu!
Helenka, słysząc to, zapisała sobie to w pamięci. Tak trzeba żyć pamiętać, że rodzina jest najważniejsza!
Szkoda, że u niej tylko babcia i mama. Gdyby miał się jeszcze ktoś znaleźć…
No i stało się.
Choć ten chłopczyk, ziewający, mruczący i gotów zaraz zapłakać, miał raptem dwa tygodnie, już wiedziała to na zawsze. Ona potrzebuje go, a on jej. I choćby był dorosły, zawsze będzie tym ciepłem i ciężarem, co męczy, a grzeje serce.
Radzić sobie z bratem nauczyła się szybko. Tylko raz wpadła do niej zdyszana Ksenia. Zgrabnie rozwinęła płaczącego Alka, obejrzała wątłe rączki i nóżki:
No, hej, wojowniku! Płaczesz? I bardzo dobrze! Głośniej! Ćwicz płuca! Tak, Helenka, słuchaj uważnie. Niczego tutaj się nie bój! Wszystkie kobiety sobie radzą, to i ty dasz radę! Jak kąpać, przewijać i tulić pokażę ci. Gdzie babcia?
Pojechała do miasta załatwić dokumenty. Powiedziała, że musi szybko. Pokazała mi wszystko, ale jeszcze wolę podpytać ciebie…
Po co? Babcia źle uczyła? Ksenia się zmarszczyła.
To nie tak! Nie wybrzydzam! Ale babcia mówi, że już zapomniała, co to niemowlę. Ty jeszcze pamiętasz…
Jeszcze bym nie pamiętała! roześmiała się Ksenia, której najmłodsze bliźnięta dopiero skończyły rok. Jakby to było wczoraj!
Dlatego wolę, żebyś ty mi jeszcze raz pokazała. Boję się, Ksenia! On taki mały…
Nie martw się, Helenka! Przetrwamy! Ksenia zręcznymi palcami przewijała coraz spokojniejszego Alka. Kiedyś dziewczyny wcześnie szły za mąż. Według dawnych zwyczajów już byś miała przynajmniej dwoje. Poradzisz sobie!
Helenka patrzyła na ręce Kseni, sama myśląc, że do bycia matką zupełnie nie jest gotowa. Bo pieluchy i butelki to nie wszystko… Trzeba jeszcze kochać swoje dzieci… Jak to zrobić?
Tego nauczył ją Alek. Teraz Helenka ze szkoły nie wracała ona leciała do domu! Tam ją czekali! A pierwszym szerokim bezzębnym uśmiechem Alek obdarował nie babcię a ją, Helenkę. I jej imienia nauczył się szybciej niż innych słów.
Nela! wołał pękaty chłopczyk, kulejąc przez podwórko do biegnącej ku niemu siostry.
Już jestem, kochanie! Chodź tu!
Ciepłe ramiona opasywały jej szyję, a Helenka topniała, całując brudne policzki brata.
Gdzieś ty znów łaził? Czemu taki cały ubłocony? Chodź, umyjemy się!
Dla siostry Alek był skory do wszystkiego, nawet znosił mydło i gąbkę. Babcia śmiała się, patrząc, jak Helenka gania za niesfornym maluchem:
Zmykacz z niego! Trzymaj go mocno, Helenka, bo sobie krzywdy narobi!
Wśród tych obowiązków Helenka zupełnie zapomniała o liście do ojca. Odpowiedź nie nadeszła i Helenka uznała, że milczenie jest odpowiedzią. Skoro milczy nie jest jej potrzebny.
Gdzieś tam w sercu zagnieździł się żal, ale długo nie narzekał. Helenka nie miała czasu myśleć o sobie. Cała jej uwaga skupiała się na Alku.
Babcia zaczęła wspominać o maturze i studiach, lecz Helenka nie chciała nawet o tym słyszeć.
Babciu, wiesz przecież, że to niemożliwe! Jeśli pójdę na studia, będę musiała wyjechać do miasta! A wy tu sami? Nie, nawet nie ma co o tym mówić!
Babcia uparcie próbowała ją przekonać, a Helenka się złościła. Czy nie znajdzie pracy w miasteczku? Na gospodarce zawsze potrzeba ludzi, a Ksenia z mężem otworzyli właśnie sklep, potrzebni są sprzedawcy. Ksenia już mówiła, że weźmie Helenkę.
Ale babcia nie słuchała.
Helenka! Twoja matka też tak przegapiła życie, ty znowu to samo! Chcę dla ciebie lepiej!
Babciu, wiem, ale nie przekonuj mnie! Są rzeczy ważniejsze niż szkoła!
Właśnie wtedy, w środku tych sporów, pojawił się ktoś, kogo Helenka już nie spodziewała się zobaczyć.
Szła z Alkiem od Kseni. Brat, wybawiony z bliźniakami, trochę marudził, ale wiedział, że z siostrą nie ma żartów. U progu domu pociągnął ją za spódnicę:
Nela! Weź mnie!
I siostra go podniosła, uśmiechając się do tego żądańska: „Weź!”
Gdy weszła na podwórko, znieruchomiała. Na werandzie kręcił się jakiś obcy. Stał na stołku, grzebał przy żarówce, która nie świeciła odkąd sięgała pamięcią.
No tak, masz to swoje! sapnął z zadowoleniem obcy, gdy żarówka rozbłysła, i zeskoczył ze stołka.
Dopiero wtedy zobaczył zasztywniałą Helenkę i cichutkiego Alka u niej na rękach.
Córeczko…
Władek zrobił krok, drugi, i nie zwracając uwagi na niepewny ruch Helenki, która się cofnęła, objął ją i Alka.
Moja kochana…
Helenka ze zdziwieniem zobaczyła łzy w oczach tego obcego.
Wybacz mi, córeczko! Nie wiedziałem o tobie nic! Twój? Władek spojrzał na Alka, który patrzył na niego wielkimi oczami. Dajesz go dziadkowi? Chodź tu, kochanie! Daj się obejrzeć!
Dopiero wtedy Helenka oprzytomniała i zrozumiała, kto to jest.
To nie mój! To znaczy… Syn nie mój! Tato, to… to syn mamy. Mój brat, Alek…
A to ci dopiero! Władek przytulił chłopca, który nie protestował, wręcz przytulił się mocniej do mężczyzny, wtulając policzek w szorstką brodę.
Kłuje!
Nie ma sprawy, maluszku! Ogolę się! Dziecinko, do domu chodźmy. Komary tu zawzięte! Pokąsały mnie jak nic!
Rzeczka blisko, tato…
Pamiętam…
Babcia spojrzała na nich tak, że Helenka wiedziała dorośli już wszystko ustalili i będzie zgoda. Więc i ona nie miała powodu do żalu.
Jaki sens rozdrapywać stare sprawy rodziców sprzed lat? Najważniejsze teraz i tu w rodzinie pojawił się ktoś nowy. I trzeba być za to wdzięcznym.
Patrzyła, jak Alek kręci się pod nogami ojca i czuła tak już będzie. W domu pojawił się w końcu mężczyzna. I to dobrze…
Potem dowiedziała się, że jej list nie przepadł na poczcie, tylko doszedł na stary adres. Nowa lokatorka nie żałowała czasu, by go odnaleźć i przekazać Władkowi. Sporo trwało, zanim znalazła kontakt, wysłała list, a potem zmięty koperta czekała na Władka dobrych kilka miesięcy, aż wrócił z rejsu.
Jak tylko dostałem twój list, córeczko, od razu przyjechałem! Myślałem, że zostałem sam na świecie! Do twojej matki pisałem, prosiłem, błagałem. Rodzinę chciałem.
A ona?
Odpisała tylko raz. Że wyszła za mąż i prosi, bym nie przeszkadzał. Dałem za wygraną… Ach, córeczko, gdybym wiedział, co się naprawdę wydarzyło, przyszedłbym wpław! Za co mi takie szczęście?! Nie zasłużyłem! Pojedziesz ze mną? Mam w Gdyni mieszkanie. Duże, jasne! Z okna widać morze i takie zachody słońca, że aż żyć się chce!
Tato, nie mogę…
Dlaczego?
Nie pojadę bez Alka i babci! Tak być nie może!
Kto mówi, że bez nich? Mieszkanie duże. Miejsce dla wszystkich się znajdzie. Ty pójdziesz na studia! Babcia będzie z Alkiem, a ciebie wysyłamy na uniwerek!
Za co wyżyć? Ledwie z babcią wiążemy koniec z końcem! Ojciec Alka, choć obiecał, nie płaci alimentów, nie pomaga wcale. Jakby go nie było. Od roku go nie widzieliśmy. Na dziesięć minut był, zobaczył, że Alek cały, i pojechał. Ani widu, ani słychu.
Córko, chcesz mnie obrazić? Władek zmarszczył brwi, a Helenka niemal wybuchła śmiechem, tak był podobny do obrażonego Alka. Z czego się śmiejesz? Jestem facet i nie nakarmię dwóch kobiet i chłopca?! Zniesławiasz mnie! Pakujcie się! Babcia mądra kobieta. Już się zgodziła na przeprowadzkę, czekaliśmy tylko na twoje słowo! Teraz już chyba je dałaś. Tak czy nie?
Tak, tato. Tak…
I Helenka obejmie ojca, błogosławiąc dzień, kiedy wpadła na pomysł, żeby do niego napisać. Potem wyjadą razem nad Bałtyk, który wcale nie będzie taki cichy, jak mu na imię.
A jeśli życie Helenki nigdy nie będzie spokojne, a burz i ciszy wystarczy na trzy takie morza, dziewczyna będzie wiedzieć jedno ma własną przystań, gdziekolwiek by rzuciło tam zawsze czeka dom.
A w tej przystani zawsze będzie spokój i ciepło. Tam czekają bliscy i zapach ukochanych pierogów z kapustą, których Helenka, mimo starań babci, nigdy się nie nauczy dobrze lepić.
I tam już zawsze czekał będzie rozczuchrany chłopak, witający siostrę lekko już męskim głosem:
Cześć! Tata mówił, że przyjedziesz! Helenka, tęskniłem!
Ja też, kochanie… Ja też…




