Pilnie poszukiwany mąż
Mamusiu, ty koniecznie musisz jak najszybciej znaleźć sobie nowego męża! Bardzo, bardzo pilnie!
Alicja o mało nie upuściła filiżanki z kawą, z której kropla rozlała się na haftowany obrus. Ostrożnie odstawiła ją na stół, chrząknęła i wbiła uważne spojrzenie w córkę.
Wyjaśnij mi, o co chodzi poprosiła, starając się mówić spokojnie. Skąd ten pośpiech?
Dziewczynka przestąpiła z nogi na nogę, wzrok przykuł wzór na starym, włochatym dywanie. Było jej głupio, ale była przekonana, że postępuje właściwie.
Rozumiesz Dzisiaj powiedziałam tacie, że masz jakiegoś pana westchnęła ciężko. On mnie tak zasypał pytaniami! Cały czas tylko: Znalazła ktoś mamę? Znalazła? Zawsze mówiłam, że nie, a wtedy zaczynał swoje kazania, jaki to byłaś niemądra, że go zostawiłaś. Że niczego nie rozumiesz, skoro pozwoliłaś sobie stracić tak świetnego faceta!
Podniosła wzrok na matkę, w oczach mieszały się żal, bezradność i drobna złość na ojca.
I jeszcze powtarza, że zrozumiesz dopiero, jak bardzo się myliłaś, i wrócisz do niego. Że lepszego nigdy nie znajdziesz. No więc się zdenerwowałam i powiedziałam, że już masz kogoś.
Alicja przeczesała włosy palcami, w pamięci usłyszała znajome intonacje byłego męża: ta teatralna pewność siebie, ten sposób, by każdą rozmowę zmieniać w monolog o własnych zaletach.
Wyobrażam sobie, jakich kolorowych słów przy tym używał mruknęła z lekkim sarkazmem. Do dziś nie może się pogodzić z tym, że zostawiłam taki ideał. Czasem mam wrażenie, że Janek zaprasza cię w weekendy tylko po to, żeby się wygadać. Jego nie obchodzi rozmowa z tobą, tylko świeże plotki. Jego ego leczy się twoimi wizytami.
Lidka ciężko westchnęła i zapadła się w aksamitny narożnik, podwijając nogi pod siebie. Głaskała leniwie poduszkę, zbierając myśli.
Tak, też tak sądzę odparła, zapatrzona gdzieś w bok. Półtorej godziny słucham, jaki jest cudowny. Reszta czasu, cóż nawet nie spyta, co się u mnie dzieje, czy potrzebuję czegoś, nie pyta o szkołę
Opowiadała o tym, jak gdyby zrelacjonowała codzienność: pobudka, śniadanie, szkoła, lekcje. Tak było od dawna, aż stało się nużącą rutyną niewartą emocji.
Wyciągnęła się na kanapie, patrząc w sufit, przypominając sobie ostatni dialog z ojcem. Zaczęło się od jego sukcesów tym razem szczegółowo relacjonował mistrzostwo w negocjacjach z partnerami. Potem przeszedł do swoich planów i trudów w pracy, żalenia się, jak bardzo jest niedoceniany. Półtorej godziny monologu Lidka nawet zerknęła na zegarek, by zapamiętać na rozmowę z mamą.
A kiedy próbowała opowiedzieć o olimpiadzie matematycznej w szkole, tata tylko skinął głową i zaraz wrócił do swoich spraw. No, fajnie, ale wiesz, w twoim wieku to ja już i znów seria opowieści o własnych triumfach.
Dziewczynka wzruszyła ramionami, odganiając wspomnienia. Była już przyzwyczajona do takiego układu. Odkąd pamiętała, tata skupiał się wyłącznie na sobie. Pozostali domownicy istnieli gdzieś na obrzeżach jego świata ważni, lecz nie aż tak, by zasłużyć na większą uwagę.
Każda rozmowa i tak prędko schodziła na niego. Jeśli mama narzekała na zmęczenie, znów były żale o pracy. Jeśli Lidka dzieliła się troskami związanymi z koleżankami, tata natychmiast wspominał swoje licealne czasy oczywiście o wiele ciekawsze i barwniejsze. Problemy innych zdawały się dla niego przezroczyste.
Lidka nie mogła pojąć, jak mama wytrzymała piętnaście lat z takim człowiekiem. Może trwała przy nim tylko dla jej dobra, by nie wychowywać córki bez ojca? Kiedyś naprawdę wierzyła, że tata się zmieni, zacznie dostrzegać, pytać, interesować się ich życiem. Ale czas mijał i nic się nie działo. Dopiero po rozwodzie ze zdumieniem odkryła, że bez niego w domu jest o wiele spokojniej! Nikt nie robi z siebie centrum wszechświata.
Ale dlaczego niby pilnie mam szukać partnera? głos Alicji zabrzmiał ostrzej niż chciała. No i co się stało od takiej drobnostki?
Widzisz, gdy tata to usłyszał zupełnie się zmienił! Lidka skrzywiła się lekko, przytulając do piersi poduszkę. Wpierw pobladł, potem się zaczerwienił i wrzeszczał tak, że nawet sąsiadka przyszła sprawdzić, czy jest wszystko w porządku. Prawdę mówiąc, trochę się przestraszyłam.
Zamilkła na chwilę, przypominając sobie tamten widok: piskliwy, załamany głos taty, zaciśnięte pięści, błądzące spojrzenie. Wyglądał, jakby miał zaraz eksplodować od nadmiaru emocji.
Domagał się nazwiska tego pana i szczegółowego opisu! dodała, dłubiąc palcami w tkaninie poszewki. Oczywiście powiedziałam, że mi zabroniłaś, zwłaszcza przed nim Nie zdziwię się, jeśli lada moment zacznie do ciebie wydzwaniać z pretensjami.
Alicja wyprostowała plecy, oparła się o parapet i spojrzała na córkę z lekkim rozbawieniem i rezygnacją czeka ją dziś niezły dzień Stężenie histerii Janka łatwo przewidzieć Dobra robota, córuś.
Alicja usiadła obok Lidki i przytuliła ją mocno. Cóż, mleko się rozlało, słowa już padły i nie da się ich cofnąć
Czemu to wymyśliłaś? zapytała cicho, kołysząc ją w objęciach. Przecież żyłyśmy spokojnie! Zaraz znów się zacznie płacz i awantury. Z chęcią bym wyłączyła telefon
Lidka wyprostowała się łagodnie z objęć mamy, usiadła naprzeciwko, poważnie spoglądając przez szkła okularów w oczach miała upór.
Bo jesteś wspaniała! oświadczyła z przekonaniem. Jesteś piękna, mądra, każdy cię lubi, a panowie się za tobą oglądają! Myślisz, że nie widzę? A tata wciąż źle o tobie mówi! Mam tego dosyć!
Kobieta delikatnie pogładziła córkę po włosach, przesuwając palcami po jasnych pasmach. Błysk czułości zmieszał się z rozterką.
Zrozumiałam, skarbie odparła łagodnie. Szczerze mówiąc, bałam się, czy chciałabyś, żebym z kimś się związała. Wiesz, od rozwodu minęło tylko pół roku
Te słowa przyszły jej trudno. W głębi duszy lękała się, że córka potraktuje nową miłość jak zdradę albo próbę zastąpienia ojca. Uważnie wpatrzyła się w buzię Lidki, wypatrując śladów żalu.
Ależ głupstwa! Lidka parsknęła i aż się uśmiechnęła. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa!
Skrzyżowała ręce na piersi, patrząc na mamę z pogodą i powagą znacznie przewyższającą jej lata.
Alicja długo jeszcze patrzyła na córkę i z każdą chwilą w jej sercu malał niepokój. Lidka brzmiała tak przekonująco, że aż ulatywały wątpliwości. Może rzeczywiście za bardzo żyje przeszłością i boi się patrzeć w przyszłość?
Jesteś moim skarbem szepnęła, wtulając ją jeszcze raz. Dziękuję, że się o mnie troszczysz.
Lidka wtuliła się w bok mamy, a w tej minucie obie poczuły przyjemne, miękkie ciepło ich mała rodzina, choćby jak burzliwa, właśnie stawała się jeszcze silniejsza
***************************
Alicja siedziała przy biurku, próbując zebrać myśli nad jakimś raportem. Litery rozmywały się przed oczami, a tępy ból w skroniach, który z rana tylko nieśmiało dawał znać o sobie, teraz urósł do nie do zniesienia. Zwyczajnie masowała głowę, licząc na odrobinę ulgi robiła to już setki razy dziś.
Po chwili poprosiła koleżankę z pracy, by ta wstąpiła do apteki po leki było tylko dwie minuty drogi z biura. Wypiła tabletkę z wodą z dzbanka i próbowała jeszcze raz rozczytać się w dokumentach. Na próżno. Głowa była ciężka jak z ołowiu, a każdy dźwięk stukot klawiatury, szum klimatyzacji, śmiechy na korytarzu wibrował w niej ostrym echem.
Wtedy w drzwiach pojawił się ochroniarz. Miał uprzejmą minę, ale w oczach czaiła się ostrożność.
Pani Alicjo, ktoś do pani przyszedł powiedział, lekko uchylając drzwi. Były mąż nalega na spotkanie. Zejdzie pani, czy go wyprosić?
Alicja zamarła. Wnętrze wypełniła fala irytacji pomieszanej ze zmęczeniem. Wzięła głęboki oddech, starając się nie okazywać zniecierpliwienia.
Zaraz zejdę, przepraszam za kłopot odparła wstając.
W duchu rzuciła grubszym słowem. Idealny moment, nie powiem. Dzień i tak okrutnie ciężki, głowa rozsadza, a tu jeszcze Janek zjawia się bez zapowiedzi. Czemu nie zadzwonił? Po co przyszedł do biura, gdzie pełno obcych ludzi? Chce chyba zrobić przedstawienie.
Zmusiła się do powolnych kroków, bo przyspieszenie ruchów tylko pogarszało stan głowy. Korytarz tętnił życiem: ktoś śmiał się przy automacie z kawą, ktoś biegł z plikami, ktoś gryzmolil coś na tablicy. Alicja przemykała obok, czując jak napina jej się kark.
W holu natychmiast dostrzegła Janka. Krążył przy recepcji, żywo gestykulując, raz napierający na ochronę, raz zawracający pod ścianę. Wymachiwał rękami i coś wrzeszczał, a strażnicy ledwo powstrzymywali się przed ostrzejszą reakcją, gotowi użyć innych środków, gdyby sytuacja się wymknęła.
Czego chcesz? spytała bez ceremonii zbliżając się. Jej głos był równy, choć w środku narastała złość. Co to za teatr? Chcesz spotkania z policją? Chętnie to załatwię.
Janek odwrócił się gwałtownie na dźwięk jej głosu, twarz miał czerwoną, oczy rozszerzone nietypowym ogniem czy to zazdrość, czy wściekłość. Rzucił się na nią, wytykając ją palcem jak złodzieja.
Ty! wrzasnął. Lidka mi powiedziała! Pół roku po rozwodzie, a ty już masz faceta?!
W jego tonie mieszał się żal, niedowierzanie i zazdrość. Widząc jej chłodny spokój, zrozumiał, że nie była to żartobliwa prowokacja.
Alicja uniosła brew, przekrzywiła głowę. Pozostała zrelaksowana, choć jej oczy aż zabłysły zimnym światłem.
Mam ci być wierna na wieczność? zapytała lodowatym tonem. Nawet po rozwodzie? Chyba żartujesz, zwłaszcza że sam z wiernością miałeś problemy.
Janek zamarł, wyciągnięta ręka opadła bezwładnie. Zgłupiał i nie wiedział, co odpowiedzieć. Tłum ludzi wokół krążył swoim rytmem pracownicy, goście, kurierzy ale ten kawałek przestrzeni był przez moment zamkniętą bańką, w której gęstniały stare urazy i nowa, niełatwa rzeczywistość.
Ty po prostu zaczął, lecz Alicja już go przerwała:
Może obejdźmy się bez scen, Janek jej głos zmiękł, ale nie stracił twardości. Jeśli masz coś do załatwienia, pogadajmy kulturalnie. Ale nie tutaj i nie w ten sposób.
Scen? Zaraz ci pokażę scenę!
Krzyczał już niemal, jego głos odbijał echo w szerokim holu. Twarz poczerwieniała, na szyi wzmogły się żyły, pięści otwierały się i zaciskały w nerwowym bezwładzie. Robił krok do przodu, zaraz cofał się, zupełnie zagubiony.
Nie dopuszczę, by moja córka mieszkała z jakimś obcym facetem! wrzeszczał, nie bacząc na przyciąganą uwagę przechodzących. Odbiorę ci Lidkę, już nigdy jej nie zobaczysz!
Mówił coraz głośniej, niemal histerycznie, ale Alicja tylko uniosła brwi z lekceważącym spokojem. Odbierze dziecko? Chciałaby to zobaczyć! Każdy sąd stanie po jej stronie.
Już skończyłeś? Prawdziwy kabareciarz z ciebie! odcięła się rozbawionym tonem. Z cyrku.
Co tu się dzieje?
Janek ucichł w półsłowie i gwałtownie obrócił się w stronę obcego głosu. W drzwiach holu stanął mężczyzna w eleganckim granatowym garniturze szedł z nonszalancją, ze spojrzeniem spokojnym i wyważonym. Ochroniarze natychmiast się spięli musiał to być ktoś ważny w firmie.
Nie wtrącaj się! syknął Janek, obrzucając przybysza niechętnym spojrzeniem. To prywatna sprawa, nic ci do tego!
Nieznajomy nie odpowiedział od razu. Przeszedł wolnym krokiem bliżej, ustawiając się na wprost obu. Uśmiechał się pod nosem coraz szelmowskim grymasem, co jeszcze bardziej wytrącało Janka z równowagi.
Sprawa osobista jest wtedy, gdy rozmawiacie na osobności powiedział w końcu. Gdy robicie awanturę publicznie, to już nie jest prywatne, tylko robi się wstydliwie głośne.
Alicja patrzyła na to wszystko z dystansem. Nie spodziewała się obecności Olgierda Radosza, ale jego interwencja, choć niespodziewana, była na miejscu przynajmniej przerwała falę krzyków i gróźb Janka.
Janek wszedł w pole Olgierda, gotów odburknąć, jednak ten nawet nie drgnął. Jego wzrok pozostał zimny, wyważony, jakby miał do czynienia z bardziej niebezpiecznymi typami.
A pan to kto, że się pan wtrąca? syknął Janek przez zęby.
Olgierd zrobił dwa pewne kroki naprzód. Podszedł do Alicji, która wciąż tkwiła w lekkim oszołomieniu, i objął ją w pasie. Pokazowo, bez cienia niepewności.
Kim jestem? powiedział całkiem nijakim tonem, lecz w jego głosie zabrzmiał taki lód, że Janek automatycznie cofnął się o krok. Jestem tym, kto sprawia, że Alicja jest szczęśliwa. Krzyczeć na moją kobietę nie pozwalam. Jeżeli spróbujesz zrobić z córki przetarg, to popamiętasz. Z policją się nie wykręcisz. Zrozumiałeś?
Janek zamarł. Twarz, do tej pory czerwona, zbielała. Rzucał spojrzeniem raz na Olgierda, raz na Alicję, jakby usiłował zrozumieć, że grunt usuwa mu się pod nogami.
Minuty mijały w milczeniu, tylko pięści nerwowo zaciskały się i rozluźniały. Słowa same zastygały gdzieś w gardle.
W końcu, wykrzywiwszy usta, burknął coś niewyraźnie i odwrócił się na pięcie. Chód miał już niepewny, starał się tylko nie stracić resztek dumy. Zanim zniknął w drzwiach, rzucił przez ramię:
Alimentów nie zobaczysz!
Wcale mi niepotrzebne odparła z kpiną Alicja, kiedy za nim zamknęły się drzwi. Przynajmniej Lidka już nie będzie musiała do niego jeździć!
Dopiero po tej scenie Alicja zorientowała się, że silna dłoń dyrektora generalnego wciąż miękko spoczywa na jej talii. To dotknięcie pozornie zwykłe, a bardzo wymowne zawstydziło ją momentalnie. Pospiesznie opuściła wzrok, czując ciepły rumieniec na policzkach, i delikatnie się wyswobodziła, starając się zrobić to niezauważalnie.
Z ledwie wyczuwalnym, lekko zbitym z tropu uśmiechem spojrzała na Olgierda:
Bardzo dziękuję, naprawdę nie wiem, jak mam się odwdzięczyć!
Zabrzmiała szczerze i bez pozy. W tej minucie naprawdę czuła wdzięczność nie tylko za przerwanie kłopotliwej sceny, ale za to, jak naturalnie i spokojnie to rozegrał.
Olgierd uśmiechnął się przekornie, spojrzenie na moment zmiękło.
Może wszystko opowiesz mi przy obiedzie? zaproponował, wyciągając rękę.
Alicja przez sekundę się zawahała. Czy nie za wcześnie? Czy nie wygląda to zbyt frywolnie? Ale zaraz odgoniła te myśli. Olgierd był uprzejmy, nie narzucał się i naprawdę chciała spędzić z nim czas w spokoju, bez całej tej bieganiny.
Czuła w środku palące ciekawość: kim właściwie jest, co ją do niego ciągnie, co się kryje za tą ich relacją?
Z przyjemnością odparła cicho, kładąc dłoń w jego dużej, ciepłej ręce.
To dotknięcie było zaskakująco przyjemne pewne, bez nachalności. Alicja poczuła, jak napięcie i gniew z ostatniej godziny ustępują miejsca spokojnej ekscytacji i nadziei.
Godzinę później, przy stoliku pod lampami w maleńkiej kawiarni nieopodal biura, wszystko toczyło się zupełnie inaczej. Miękkie światło, dyskretne nuty piosenek, zapach ciepłych brioszek.
W swobodnej rozmowie Alicja odkrywała, że jej wybawca miał od dawna do niej słabość. Mówił o tym bez przesady, ot tak, jakby od zawsze kłębiło mu się to w myślach, lecz brakowało sposobności, by się z tym podzielić.
Długo się zbierałem, żeby porozmawiać przyznał, kręcąc małą łyżeczką w filiżance. Zawsze byłaś taka skupiona, poważna Wiedziałem, że przechodzisz przez trudny moment po rozstaniu i nie chciałem przeszkadzać ani się narzucać.
Alicja przysłuchiwała się temu, nie przerywając. Było w tym tylko szczere zainteresowanie i życzliwość, żadnej pychy.
A dziś, kiedy zobaczyłem, jak on wrzeszczy na ciebie Olgierd zmarszczył brwi. Po prostu nie mogłem udawać, że tego nie widzę.
Jej uśmiech był miękki i wdzięczny. Dopiero wtedy spostrzegła, jak bardzo myliła się co do intencji szefa! Olgierd przypadł jej do gustu, ale przez stanowisko nigdy pierwsza nie odważyłaby się wykonać kroku
*******************
Po trzech miesiącach od tej sceny w biurze Alicja i Olgierd zostali oficjalnie małżeństwem. Wesele było bajkowe, Olgierd spełnił każdy kaprys żony, fundując najpiękniejszą suknię i tort z marcepanowym bocianem.
Lidka naprawdę cieszyła się szczęściem mamy. W dzień ślubu pomagała się jej szykować, dobiarała welon i gładziła koraliki przy guzikach. Gdy młodzi wymienili obrączki, Lidka się uśmiechnęła i mocno ich oboje przytuliła.
Jestem taka szczęśliwa, że was mam! wyszeptała z prawdziwą radością.
Ale uczciwie ostrzegła, że nie zamierza od razu mówić na Olgierda tato.
Lubię cię, Olgierd powiedziała podczas pierwszego wspólnego wieczoru. I fajnie, że mama jest z tobą. Ale tata tata jest tylko jeden.
Olgierd skinął głową bez cienia urazy:
Dokładnie tak ma być, Lidko. Najważniejsze, że jesteśmy razem.
Zaproszenie na ślub trafiło nawet do Janka nie z sympatii, raczej z ironią. Alicja długo się wahała, ale w końcu postanowiła, że będzie lepiej, jak i on się dowie, że jej życie się układa, a bez niego idzie do przodu. Kartkę z datą i adresem wysłała zwyczajnie pocztą, bez słowa więcej.
Oczywiście Janek się nie pojawił. Nawet przez chwilę nie rozważał przyjścia ta myśl budziła w nim tylko irytację i żal. Zamiast tego, wyładował się, dzwoniąc po znajomych.
Zadzwonił już następnego dnia po otrzymaniu zaproszenia. Głos starał się mieć neutralny, lecz wyraźnie wrzało w nim rozgoryczenie.
Wyobrażasz sobie, ona mnie zaprosiła na swój ślub! Po tym wszystkim, co było!
Przyjaciel z dawnych lat spytał uprzejmie, co w tym niby złego, ale Janek tylko prychnął:
Jak mogła?! Chciała mnie ośmieszyć!
Przez dni powtarzał tę scenę z każdym telefonem, z każdym powitaniem. W głębi duszy chyba liczył, że któryś z rozmówców przytaknie: Tak, to okropne.
Ale reakcje były stonowane. Ktoś kiwał głową, ktoś zbywał temat ogólnikami w stylu: Każdy układa życie po swojemu, jeszcze inni milczeli, nie wiedząc co powiedzieć. Im częściej Janek powtarzał swój monolog, tym bardziej stawał się sam dla siebie niewiarygodny.
W końcu uznał, że Alicja śpieszy się z nowym małżeństwem i że to tylko ucieczka od samotności.
To tylko próba zapomnienia o mnie, rozumiesz? Zupełnie się nie liczę?
Potem zaczynał narzekać, że nie dostał szansy na rozmowę. Gdybyśmy porozmawiali, mógłbym jeszcze
Ale nigdy nie precyzował, co konkretnie odzyskać ją, zmienić coś w sobie?
Czasami oskarżenia były naprawdę dziwne:
Tyle dla niej zrobiłem, a ona nawet nie podziękowała. Po prostu sobie poszła i zabrała mi dziecko!
Te słowa o niewdzięczności były zupełnie nieprzekonujące. Rozmówcy wzruszali ramionami, czasem delikatnie pytali:
A właściwie za co miałaby ci dziękować? Ma prawo żyć dalej.
Janek milkł, czując tylko coraz większy żal. Jego słowa nie robiły już na nikim wrażenia; nikt nie mówił o Alicji złego słowa. Przeciwnie, wszyscy uznawali, że ma prawo do nowego początku a to bolało go jeszcze bardziej.
Zmęczony powtarzaniem tego kina, w końcu przestał dzwonić. Siedział potem sam w mieszkaniu, wpatrując się w pozostałe po Alicji ślady spinkę na szafce, stary album ze zdjęciami, kilka za małych sukienek Lidki i coraz bardziej docierało do niego, że życie toczy się dalej. Z tą różnicą, że tylko on nadal nie bardzo wiedział, gdzie jest w tej nowej wersji.
A tymczasem w Alicji i Olgierda domu panował spokój i ciepło, które można znaleźć w zwykłych radościach: wspólnej kolacji, spacerze po Plantach, żartach o tym, który film dziś obejrzą Jak w śnie, którego nie chce się opuszczać o świcie.




