Zazdrość na krawędzi

Zazdrość na krawędzi

Tak, to właśnie to! On nigdy nie zorientuje się, że przede mną nie stoi jego narzeczona

Aniela stała przed wielkim lustrem w swoim pokoju na warszawskim Mokotowie, wpatrując się uważnie w swoje odbicie. Powoli uniosła dłoń i poprawiła niesforny kosmyk włosów, wsuwając go za ucho. Serce zaczęło bić szybciej efekt przerósł jej oczekiwania! Makijaż, fryzura, mina wszystko odwzorowane z iście kobiecą precyzją. Aniela wstrzymała oddech. Jej siostrzana bluzka oraz spódnica dopełniały całości nawet własna matka z trudem odróżniłaby je w tej chwili.

Ten triumfalny pomysł wywołał na jej twarzy uśmiech, lecz zaraz spoważniała, rzucając szybkie spojrzenie na zegar z jeleniem, stojący na szafce. Do przyjścia Szymona miał zostać ledwie kwadrans. Narastał w niej lekki niepokój. Wszystko musiało pójść idealnie żadnych niekontrolowanych gestów, żadnego zająknięcia. Jeżeli Szymon domyśli się choćby przez moment, cała jej drobiazgowo planowana intryga runie. A wtedy Lena, jak zawsze, znów zostanie tą wygraną.

Wzięła głęboki oddech, próbując opanować drżenie rąk i ruszyła w stronę drzwi. W tej samej chwili rozległ się dzwonek do mieszkania, a Aniela już stała w progu, gotowa do swojej roli. Drzwi otworzyły się, a kiedy zobaczyła Szymona, natychmiast przybrała wyraz twarzy, który widywała u siostry. Jej oblicze rozjaśnił łagodny, lekko rozmarzony uśmiech, a oczy nabrały ciepłego blasku.

Szymon, cześć! odezwała się spokojnym, przyciszonym głosem, jakby każde słowo ważyła na złotej wadze.

Zanim zdążył odpowiedzieć, stanęła na palcach i musnęła jego policzek ledwie wyczuwalnym pocałunkiem. Wszystko musiało być jak podpatrzyła sugerując czułość, ale nie przesadzając.

Wejdź, może napijesz się kawy? zaproponowała, cofnęła się lekko, wskazując na przedpokój. W brzmieniu jej głosu wyczuwała się znajoma swoboda, jakby to był kolejny, zwykły wieczór, a nie skrupulatnie zaplanowana rozgrywka.

Szymon zmarszczył na moment brwi, jakby próbował wyczuć drugie dno jej słów. Po chwili jednak uśmiechnął się ukradkiem nagle coś zrozumiał. Co planuje siostra jego narzeczonej? Dlaczego aż tak bardzo stara się grać Lenę? Nie dając po sobie poznać, że coś podejrzewa, skinął głową i wszedł.

Aniela z ożywieniem krzątała się po kuchni. Policzek już ją bolał od wyuczonego uśmiechu, który musiała nieustannie trzymać. Ruchy miała nieco nerwowe: ustawiała filiżanki, talerzyki, łyżeczki, zerkając od czasu do czasu na butelkę wina marki z Lublina, stojącą na górnej półce. Czekała na odpowiedni moment beztroskie popołudnie, lampka czegoś lepszego

Doskonale wiedziała, że Szymon prawie nie pije jego organizm źle znosił alkohol. Jednak w miłym towarzystwie dałby się przekonać do pół lampki. Właśnie na to liczyła: Szymon miał się rozluźnić, nie zwracać uwagi na drobiazgi, puścić wodze wtedy Aniela mogłaby spróbować przekonać go i zrealizować cały plan.

Kiedy parzyła kawę w ekspresie, Szymon usiadł przy stole, splecionymi na piersi rękami obserwując ją uważnie. W jego oczach odbijały się ciekawość i cień rozbawienia. W końcu odezwał się, wyrywając ciszę:

Anielko, powiedz mi po co to wszystko? spokojnie spytał. A gdzie Lena? Jeśli to żart, to chyba nie najlepszy

Aniela zawahała się na sekundę, jakby szukała odpowiednich słów. W jej oczach mignęło zakłopotanie, lecz szybko zapanowała nad sobą.

A jak się zorientowałeś? próbowała zażartować, zachowując ciepłą, lecz nieco wymuszoną tonację. To raczej eksperyment. Lena nie ma o niczym pojęcia.

Szymon uniósł brew, kręcąc filiżankę w rękach. Był rzeczywiście zaintrygowany, ale nie chciał tego okazywać. Wolał, by to Aniela podjęła kolejne kroki.

Przecież jesteście zupełnie inne, chociaż bliźniaczki zauważył. Jak w ogóle można was pomylić?

Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał smsa do narzeczonej: Gdzie jesteś? Zielone światło z ekranu rozświetliło mu na chwilę twarz.

O co chodzi z tym eksperymentem? powtórzył pytanie, odkładając telefon.

Aniela zaczęła się wiercić, patrząc w swoją filiżankę z herbatą. Odważyła się na mały łyk, po czym z nieoczekiwanym entuzjazmem odezwała się:

Ludzie ciągle nas mylą. Ty mówisz, że mamy inne charaktery, a nawet nasza mama chodzi czasem zdezorientowana. Wystarczy, że ubierzemy się podobnie, uczeszemy tak samo i nikt nie wie, kto jest kim.

Zamilkła na moment, spoglądając spod oka na Szymona, potem kontynuowała:

Bywa to przykre. Zwłaszcza, gdy angażują się uczucia. Ile razy coś poszło nie tak przez to podobieństwo Kiedyś mój chłopak umówił się ze mną, ale podszedł do Leny, bo stała bliżej. Albo odwrotnie: Lena chciała porozmawiać z twoim znajomym, a on pomylił ją ze mną i rozpoczął niewłaściwą rozmowę.

Czemu po prostu nie zmienić fryzury? wtrącił Szymon, lekko przechylając głowę. Dobrze pamiętał, że Lena wielokrotnie narzekała, że dla Anieli wszelkie zmiany wyglądu to tabu. Wyglądało, jakby jej podobała się ta gra, że wszyscy je mylą, a siostra tylko się podporządkowuje.

Aniela momentalnie wzruszyła nosem, jakby poczuła cytrynę.

To byłoby nudne powiedziała, kręcąc głową. Złożyłyśmy sobie przysięgę, że nie będziemy nic zmieniać do końca studiów. Takie nasze siostrzane prawo Poza tym tu na moment zawahała się, uśmiechając się figlarnie czasem bywa to pomocne. Profesorowie też nas mylą.

Zaśmiała się cicho, autentycznie zachwycona swoją przebiegłością.

Rozumiem zamyślił się Szymon, patrząc na nią przenikliwie. W tej chwili telefon piknął; Szymon przeczytał szybko wiadomość i skinął głową. Lena czeka w naszej kawiarni. Chyba nawet nie wie, gdzie się znajduję.

Spojrzał na Anielę z czymś w rodzaju współczucia.

Spokojnie, nic jej nie powiem dodał cicho. Rozumiem, że chcesz dobrze, ale nie chcę, żeby przez moją gadatliwość ucierpiała wasza relacja.

Aniela odetchnęła z wyraźną ulgą.

Dziękuję, Szymon jesteś naprawdę w porządku.

Muszę już iść powiedział wstając. Lepiej nie zwlekać, żeby nie martwiła się o mnie.

Drzwi zamknęły się cicho, a Aniela została sama. Cisza gęsta niczym mgła w październikowy poranek ogarnęła całe mieszkanie. Opadła na krzesło, zaciskając dłoń na krawędzi stołu, jakby to miało powstrzymać napływ łez. Dlaczego wszystko się nie udało? Dlaczego Szymon nie uwierzył w mistyfikację? Czemu jej plan, w który włożyła tyle serca i energii, zawiódł?

Myśli kłębiły się jej w głowie, prowadząc z powrotem do pierwszej chwili, gdy Szymon pojawił się w ich życiu. Pamiętała ten pierwszy uśmiech, swobodę w rozmowie, pewność gestów i nagłe zakochanie, które od tamtego wieczora nie dawało jej spokoju. Kiedy był blisko, jej puls przyspieszał, a dłonie pociły się z nerwów. Tysiące razy ćwiczyła w myślach dialogi, które mogłaby z nim przeprowadzić, wyobrażała sobie romantyczne spacery, wspólne marzenia Ale za każdym razem ogarniał ją strach, wahanie, obawa, by nie zburzyć tej kruchutkiej równowagi z Leną.

A Lena Lena zawsze była odważniejsza. Pewnego razu po prostu przyprowadziła Szymona do domu, tak od niechcenia. Poznajcie się, to Szymon rzuciła radośnie, a rodzice natychmiast odetchnęli z ulgą, ciesząc się, że ich córka znalazła sobie fajnego chłopaka.

Aniela pamiętała ten wieczór do najmniejszego szczegółu. Stała w drzwiach salonu, obserwując jak Szymon rozmawia z jej ojcem, śmieje się z żartów mamy, odpowiada grzecznie na ich pytania. W jej wnętrzu kipiała burza, choć na twarzy miała tylko uprzejmie uprzejmy, beznamiętny uśmiech. Boże, jak trudno było nie zdradzić się ze swoimi uczuciami, kiedy wszystko w środku krzyczało!

To przecież ona pierwsza zauważyła Szymona! To dla niej ten uśmiech, pragnęła go od miesięcy! To ona układała ich wspólne życie w głowie, a Lena po prostu przyszła i zabrała go, nie zastanawiając się nawet, czy siostra nie czuje tego samego!

Aniela westchnęła głęboko, chcąc powstrzymać łzy. Musiała przestać myśleć o tym w taki sposób. Musiała się opanować. Ale jak znaleźć spokój, gdy serce boli tak bardzo?

Lena zawsze przyciągała uwagę mężczyzn. Była jak promień słońca otwarta, roześmiana, spontaniczna. Uwielbiała tłum i towarzystwo, imprezy i wielogodzinne plotki z przyjaciółmi. Mimo to radziła sobie na uczelni doskonale egzaminy zaliczała śpiewająco, bez zarwanych nocy nad notatkami.

Aniela patrzyła na siostrę z ukrytą goryczą. Ona sama była inna zamknięta, powściągliwa, skrupulatna. Wieczory spędzała nad lekturami, a za relaks uważała filiżankę herbaty i dobrą powieść. Do grupowych spotkań się nie garnęła. Nie mam czasu na takie głupoty mawiała, udając, że bardziej jej się to opłaci w przyszłości.

Dopiero teraz, z perspektywy czasu, zaczęła się zastanawiać, czy rzeczywiście postąpiła właściwie. Może gdyby choć raz zgodziła się przyjść na imprezę, może wtedy Szymon by spojrzał inaczej? Może zobaczyłby w niej kogoś rozważnego, silnego, wartego uwagi Ale Szymon zakochał się w Lenie niefrasobliwej, energetycznej, ale tak czarującej…

W głębi serca Aniela wiedziała, że to nie tylko kwestia zachowania. Lena po prostu potrafiła być w centrum łatwo, bez wysiłku. Ludzie garnęli się do niej naturalnie. A ona, Aniela wiecznie przejmowała się, myślała za długo, analizowała każde słowo, każdą sytuację. Zawsze stawała w cieniu.

Te myśli nie dawały jej spać. Próbowała przekonywać siebie, że jej droga też zostanie kiedyś doceniona. Jednak gdy zapadał wieczór, kiedy Warszawa tonęła w ciszy, a powietrze w pokoju stało się nieprzyjemnie gęste, wpadła w sidła wyobraźni: jak wyglądałoby życie, gdyby była choć trochę jak Lena?

Kiedy Lena z promiennym uśmiechem ogłosiła podczas rodzinnej kolacji, że planują ślub, Aniela poczuła jak ziemia usuwa jej się spod nóg. Uśmiechnęła się mechanicznie, oficjalnie pogratulowała, objęła siostrę, ale w głowie wciąż dźwięczało: To nie może być prawda! Przez cały wieczór udawała zadowoloną śmiała się, rozmawiała a w środku była jak wydmuszka.

Następne dni bezsenne. Analizowała wszystko na nowo na okrągło. Aż w końcu przyszedł jej do głowy plan, który z początku wydawał się logiczny i nie do podważenia.

Jeżeli Szymon mnie pokocha i wszystko się wyda myślała gorączkowo wtedy Lena mnie znienawidzi, związek się rozpadnie. Lepiej, żeby nikt go nie miał, niż żeby ona znowu wygrała.

Każdy szczegół został zaplanowany: butelka wina z lubelskiej winnicy, scenariusz rozmowy, ułożenie światła w pokoju, nawet gest podpatrzony przez miesiące współżycia pod jednym dachem. Przed lustrem ćwiczyła lenowe ruchy, sposób odchylania włosów, zadziorny uśmiech.

Nadszedł sądny dzień. Nerwy, suchość w ustach, śliskie dłonie ale postanowiła walczyć. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, do momentu, gdy Szymon, ledwie przekroczywszy próg, natychmiast się zorientował

Porażka była spektakularna. Szymon dostrzegł podstęp i z niezachwianą kulturą pożegnał się, idąc prosto do prawdziwej narzeczonej.

Aniela siedziała bez ruchu, gapiąc się w pustkę. Plan-od-przekształcenia życia posypał się w sekundę. Zegar bezlitośnie odliczał czas do ślubu Leny a rozwiązania nie było.

Muszę coś wymyślić szlochała w myślach, gniotąc w palcach skraj obrusika. Zanim wszystko będzie za późno. Rozpaczliwe myśli przeplatały się z coraz ciemniejszymi wizjami przyszłości.

***

Minęło parę tygodni. Lena z zachwytem zebrała wszystkich przy stole, by oznajmić, że spodziewa się dziecka. Jej oczy mieniły się szczęściem, kiedy z przejęciem kreśliła plany na przyszłość. Rodzice rozpromienieni gratulowali, planowali, dopytywali o samopoczucie.

Aniela siedziała skulona, obejmując filiżankę z zimną już herbatą. Z wysiłkiem zachowywała spokojną twarz uśmiechała się, kiwała. Każde dobre słowo Leny, każdy entuzjastyczny okrzyk rodziców bolał ją jak ukłucie szpilki.

Przed oczami stawały jej rodzinne kolacje, święta, na których Szymon siedzi obok Leny, z dumą obejmuje jej brzuch, wszyscy się śmieją, cieszą nowym życiem. Aniela jedna, cicho cierpiąca. Miała wrażenie, że nie zdoła tego znieść.

Coraz częściej brzmiała w niej jedna myśl: coś trzeba zrobić. Natychmiast, zanim sytuacja stanie się nieodwracalna.

Zrodził się nowy plan dramatyczny, szokujący, lecz w jej stanie wydawał się jedyną drogą. Co mogłoby zranić siostrę i Szymona najbardziej, jeśli nie strata upragnionego dziecka? To było okrutne, nieludzkie, ale tylko taki krok wydawał się możliwy.

Aniela spojrzała na Lenę ciepło, troska, miłość aż iskrzyła z jej oczu. Serce Anieli drgnęło, lecz natychmiast to uczucie stłumiła. Myśli już zaczęły układać się w ciąg działań wystarczy zadzwonić do znajomego lekarza, zapłacić kilkaset złotych i szkodliwy lek już jest w zasięgu ręki

Bezszelestny śmiech wyrwał się z jej gardła pełen desperacji, przekonania i goryczy. Lena spojrzała, myśląc, że siostra dzieli z nią szczęście.

Twoje szczęście jest kruche powtarzała w myślach Aniela, patrząc na rozpromienione twarze najbliższych. Jej spojrzenie zamieniło się w twardą determinację osoby, która wie, że nie ma już odwrotu

***

Chcesz soku? Aniela zapytała neutralnie, próbując brzmieć jak najbardziej naturalnie. Jej uśmiech był perfekcyjnie wyreżyserowany.

O, dziękuję! Lena natychmiast rozpromieniła się, ujmując Anielę za rękę. Jesteś najlepszą siostrą pod słońcem!

Przez Anielę przeszedł dreszcz, lecz szybko zamaskowała wahanie.

Już nalewam! odparła, nie dopuszczając do drżenia głosu.

W kuchni znalazła karton z sokiem, powoli nalała do szklanki. Palce dotknęły kieszeni, w której czekała niewielka tabletka. Ściskając ją, znieruchomiała.

Co ona robiła? Spojrzała na szklankę, potem na tabletkę. W myślach przewinęły się obrazy: Lena śmiejąca się, dumni rodzice, Szymon czule trzymający Lenę za rękę

Czy naprawdę jest zdolna do takiego czynu? Do prawdziwego przestępstwa? Ogarnął ją lodowaty strach.

Nie! To nie ona! To jakaś ciemność zawładnęła jej myślami. Nie może, nie chce tak postąpić!

Tabletka wypadła z jej dłoni, stuknęła cicho o blat. Aniela głęboko zaczerpnęła powietrza, próbując opanować drżenie.

Aniela? Co się stało? Lena zjawiła się w drzwiach, z niepokojem zaglądając w twarz siostry. Ty cała pobladłaś! Mam dzwonić po lekarza?

Aniela spojrzała na nią. Po raz pierwszy zobaczyła to wyraźnie prawdziwą, bezinteresowną troskę i radość, że mają siebie. To było takie czyste, takie cenne.

Nic. Chwilę zakręciło mi się w głowie odparła z wymuszonym uśmiechem. Już lepiej, naleję ci sok, a sobie zrobię herbatę.

Odwróciła się do zlewu, napełniła czajnik wodą. Ręce jej się trzęsły, lecz starała się tego nie zauważać. Wszystko robiła jak przez mgłę.

Wciąż rozpamiętywała moment, kiedy omal nie przekroczyła cienkiej granicy, za którą nie ma powrotu. Jak prosto pozwolić się ponieść czarnym myślom, jeśli karmi się nimi miesiącami, latami

Wsypała herbatę, zalała wrzątkiem, zamieszała długo. Aromat naparu trochę ją uspokoił. Patrzyła na Lenę, która rozmawiała z przejęciem, roztaczając plany na sobotę. Lena promieniała szczęściem. Bolało tym bardziej.

Do czego byłam zdolna? Przecież to moja siostra najbliższy człowiek Aniela ściskała filiżankę, walcząc o oddech. Zrozumiała boleśnie: nagromadzone latami poczucie krzywdy, zazdrość, gorycz, urosły do czegoś, co prawie ją zniszczyło.

Musiała się przyznać przed samą sobą zaszła za daleko. Potrzebowała pomocy, nie tylko wyżalenia się koleżance prawdziwej rozmowy, wsparcia. Może nawet powinna otworzyć się przed kimś obcym.

O czym tak myślisz? Lena roześmiała się pogodnie, przechylając głowę. Dziś jesteś jakaś taka zamyślona.

A, tak sobie Aniela zdołała odwzajemnić się uśmiechem. Dużo mam na głowie ostatnio. Może powinnam z kimś pogadać, zrobić plan działania.

Lena wydawała się usatysfakcjonowana odpowiedzią. Zaczęła znów opowiadać o przygotowaniach do dziecka, a Aniela słuchała i kiwała, czasem coś dodając. Stopniowo jednak rodziło się w niej nowe uczucie tym razem nie bezsilność, lecz determinacja.

Nie pozwoli już, by ciemne myśli kierowały jej życiem. Za dużo kosztowały ją i rodzinę. Musi podjąć walkę o siebie, o relację z Leną, o własną równowagę.

Pierwszy krok? Uczciwe przyznanie: Nie radzę sobie. Potrzebuję pomocy. Czy ktoś mi pomoże?

***

Lena urodziła śliczną dziewczynkę, która szybko skradła serca całej rodziny. Mała Zosia pojawiła się na świecie w spokojną, czerwcową noc, a już rano dumny dziadek chwalił się zdjęciami sąsiadom, babcia robiła na drutach buciki, a rodzice przynosili kolejne zabawki i akcesoria.

Nowy rozdział okazał się zaskakująco szczęśliwy. Lena z Szymonem troszczyli się o córkę, ucząc się wszystkiego od nowa. Babcia, dziadek, rodzice wszyscy pomagali.

Ale to Aniela stała się najważniejsza dla Zosi. Najpierw przychodziła, by wesprzeć Lenę, potem zostawała z małą coraz dłużej. Oglądała z zachwytem malutkie paluszki, cieszyła się każdą nową minką, każdą bezbronną uśmiechem.

Aniela nauczyła się kołysać Zosię na ramieniu, śpiewać jej na ucho, przebierać w śpioszki, które kupowała z wielką precyzją. Kiedy dziewczynka stawiała pierwsze kroki, Aniela była tuż obok dawała jej wsparcie i doping.

Z czasem Zosia traktowała ją nie tylko jak ciocię, ale też powierniczkę. Aniela rozkładała porcelanowy serwis i urządzała z Zosią herbatki, pokazywała książeczki, uczyła liczmanek.

Lena obserwowała te chwile i dziękowała w duchu za siostrę. Pewnego wieczoru, gdy Zosia zasnęła, Lena powiedziała cicho:

Dziękuję ci. Widzę, jak bardzo ją kochasz. Jesteś dla niej kimś wyjątkowym.

Aniela uśmiechnęła się nieśmiało. Nie przypuszczała, że zwykła opieka, proste gesty i chwile bliskości dadzą jej tyle satysfakcji. W tych codziennych drobnostkach dziecięcym śmiechu, ufnych oczach, pierwszych słowach odnalazła to, czego zawsze jej brakowało: uczucie bycia ważną, kochaną, potrzebną.

Patrząc na szczęśliwą siostrę i jej rodzinę, Aniela zrozumiała, że czasem los daje zupełnie inne rozwiązania niż oczekiwaliśmy. I że największe szczęście można znaleźć, troszcząc się o drugiego człowieka.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zazdrość na krawędzi