A jak dorosnę, to zostanę wróżką!
Zosiu, a czemu akurat wróżką?
Bo tak chcę!
Zosia zeskoczyła z rąk mamy, gdzie właśnie przyjmowała życzenia z okazji swoich piątych urodzin, i rozłożyła szeroko halkę sukienki.
Mamusiu, wróżki są piękne i mądre! I wszystko mogą! Ja też będę mogła!
Na pewno, kochanie! Kasia wyciągnęła ręce, by przytulić córkę, ale ta już była w innym miejscu, gotowa do zabawy.
A tort będzie?
Zaraz będzie! Idź pobaw się chwilę z dziećmi, a ja cię zawołam, dobrze?
Dobrze!
Patrząc, jak kręcą się na ramionach ledwo zakręcone rano loki córki, Kasia uśmiechnęła się do swojej przyjaciółki:
Ależ ona wytrwała! I mądra! Które dziecko w tym wieku tak klarownie powie, czego chce? Wszystko potrafię!
Najważniejsze to nie złamać tej wiary przytaknęła Basia, najlepsza przyjaciółka Kasi. Nieraz rodzice gaszą takie słowa: musisz patrzeć realistycznie, trzeba przejść długą drogę. A trzeba po prostu wierzyć w dziecko. Jak moja Michalinka chciała być baletnicą
Wiem, Michalinka jest niesamowita! Dziewczyny, pomożecie mi? Pora kroić tort. Kasia z gracją ruszyła do kuchni.
Wielki dom aż dudnił od głosów dzieci. Na podłodze kolorowe konfetti i resztki po balonach, gdzieś w kącie leżał potargany bukiet tulipanów mama Kasi, Elżbieta, zamówiła go specjalnie dla wnuczki. Teraz mieszkała z córką, choć kiedyś wolała zapraszać Zosię do siebie.
Nie czuję się tu swojsko, córciu. Boję się, że coś potłukę albo popsuję. Za bogato tu dla mnie.
Mamuś, no przestań! burzyła się Kasia. Jest na tyle bogato, na ile możemy sobie pozwolić. Tomek haruje, ja też. Mamy prawo żyć wygodnie.
Mimo wszystko najlepiej mi u siebie.
Jak wolisz. Byle Zosia była szczęśliwa.
Elżbieta opiekowała się wnuczką od jej narodzin.
Nie mam czasu, mamo. Kasia w biegu nakładała makijaż, wychodząc do pracy. Jeśli odpuszczę, wszystko, co zbudowałam przez pięć lat, przepadnie. Takie mamy czasy wyścig szczurów. A to nie tylko moje pieniądze to ludzie, którzy dla mnie pracują. Ale Zosię mam w sercu zawsze.
A nie ważniejsze, by mama była blisko, póki Zosia taka mała?
Mama, proszę cię! Tylko ja zadbam o moje dziecko i nikt więcej.
A Tomek?
Mamo, no błagam! Pewnie, też się stara. Ale jest facetem dziś jest, jutro może być z kimś innym. I co wtedy?
Skąd te czarne myśli, córko? dziwiła się Elżbieta. Masz dowody, że ktoś jest inny?
Skąd! Kiedy miałabym sprawdzać? Może i jest. Mi nic nie wiadomo. W każdej ciąży i po porodzie wypadałam z obiegu teraz muszę nadrabiać! I ty mi w tym pomożesz, co nie?
Oczywiście, kochanie. Elżbieta patrzyła na wnuczkę w łóżeczku. Malutka Ty byłaś pulchniejsza.
I co z tego? Mała to zdrowsza. Nadrobi.
Zosia rosła delikatna, często chora. Elżbieta już nie panikowała przy każdej infekcji, miała zaprzyjaźnioną pediatrę, a Kasia była notorycznie zajęta.
Mamo, ona nie ma przecież gorączki czterdziestu! Dawaj jej syropek i odpoczywajcie. Mam spotkanie, nie mogę rozmawiać!
Zosia tuliła się do babci, zanosząc się płaczem, a Elżbieta szeptała:
Spokojnie, malutka. Zrobię ci kompot z malin, odpoczniesz i przejdzie. Chcesz bajki?
O wróżce?
Może być i o wróżce.
Tak!
Kolorową książkę z bajkami przywiózł Zosi tata z Londynu.
Tomek, ale ona jest po angielsku! Elżbieta przeglądała obrazki.
To dobrze! Niech się oswaja z językiem. Przecież tyle lat wykładałaś na uczelni. Z bajką dasz radę?
Pewnie. Ale będę musiała szybciej zacząć z nią lekcje.
Te codzienne sprawy, radości i smutki wnuczki, stały się całą jej radością. Na nowo Elżbieta odnalazła sens życia.
Od kiedy Kasia skończyła studia i wyszła za mąż, Elżbieta widywała się z nią rzadko córka ciągle była zabiegana. W końcu przestała nalegać, by się spotykały. Tęskniła za czasami, gdy Kasia przychodziła ze szkoły, kuliła się na kuchennym tapczaniku z kubkiem herbaty z miętą i opowiadała, jak minął dzień. Córka była dla niej całym światem.
Elżbieta urodziła Kasię młodo. Związek ze studiów skończył się rozwodem, gdy Kasia miała rok, została sama z dzieckiem. Gdy mała miała dwa lata, zachorowała matka Elżbiety i te dwanaście lat były koszmarem ciężka mama, małe dziecko O siebie nie było kiedy zadbać. W lustrze nie odnajdywała już dawnej siebie nigdy nie była pięknością, ale coś w jej rysach zostawało w pamięci.
To, czego jej zabrakło, Kasia odziedziczyła w nadmiarze była naprawdę piękna. Chciała, by dziewczyna nie zmarnowała tej urody. Dała jej lekcje tańca, posłała do szkoły muzycznej, uczyła angielskiego i francuskiego. Przy końcu szkoły Elżbieta miała poczucie spełnienia. Jedno ją niepokoiło Kasia była bezwzględnie twarda w sprawach swoich celów i potrzeb. Zawsze na pierwszym miejscu siebie, nawet jeśli przez to cała rodzina musiała zaciskać pasa.
Mamo, potrzebuję tych butów. Nie mogę iść na rozmowę o pracę w byle czym. Muszę wyglądać. To ważne!
Elżbieta wyciągała oszczędności na wakacje i oddawała córce. Morze może poczekać.
Kulminacją był ślub z Tomkiem. Ocierając łzy wzruszenia, Elżbieta patrzyła, jak piękna Kasia idzie pod rękę z mężem przez salę jedynej tak drogiej restauracji w Krakowie. Tomka nie polubiła od początku, coś jej w nim nie grało, ale machnęła ręką córka mówiła jasno:
Mamo, to nie tylko miłość. Mamy też ustalenia. Kontrakt. Małżeństwo z rozsądku dłużej trwa.
Myślisz?
Tak! Od dnia ślubu jesteśmy partnerami. Nie roszczę do jego majątku z przeszłości. Mam tylko jedno zadanie.
Jakie?
Urodzić mu syna, a wtedy warunki się zmienią na moją korzyść.
To dziwne
Ale bardzo nowoczesne, mamo.
Najważniejsze, byś była szczęśliwa.
Po tym tematu więcej nie podejmowały. Kasia zaczęła rozwijać własny biznes, pod okiem męża, i biegać od lekarza do lekarza długo nie mogła spełnić kluczowego punktu kontraktu.
Narodziny Zosi były dla niej niespodzianką.
Jak tu wierzyć badaniom? marudziła, układając niebieski rożek po kupnie typowo dla chłopca. Trzy razy, mamo! Trzy razy mówili, że będzie syn! I co? Widzisz tu chłopca?
Córciu, ale przecież to żaden problem.
Boże, nie! Ale To nie to, czego się spodziewałam.
Będzie i syn, spokojnie, zobaczysz.
Ale coś się zacięło. Kasia znowu próbowała klinik i lekarzy.
Próbowałam już wszystkiego
Może skup się na Zosi, tej, którą masz?
Mamo!
Zosi już cztery, prawie pięć. Jest cudowna. Kto powiedział, że ojciec kocha tylko syna? Może zmieńcie układ.
Kasia się zamyśliła. Coś w tym było.
W takim razie Zosia musi być w domu.
Ależ Przecież ona mnie się nie może tak po prostu odzwyczaić!
Kto mówi, że ma zapomnieć o babci? rzuciła Kasia, przeglądając rysunki córki. Dobrze rysuje. Trzeba ją do szkoły plastycznej zapisać.
Już chodzi, do nauczycielki rok już prawie. Elżbieta ledwie powstrzymała łzy.
Nie dramatyzuj. Będziesz ją widywać tak samo często. Nie zamierzam zatrudniać niani, gdy mam babcię pod ręką. Będzie kierowca, będzie co trzeba. A może przeprowadź się do nas na stałe?
Nie, to zły pomysł. Ale chcę z Zosią tyle samo czasu, co dawniej.
Oczywiście życie nieco wszystko zweryfikowało. Przy pierwszej chorobie Zosi, gdy po nowym rozkładzie dnia znowu zaczęła gorączkować, Elżbieta i tak przeniosła się do wnuczki.
Masz tu wszystko. Dużo miejsca, masz dziecko przy sobie, możesz być spokojna.
Elżbieta obejrzała raz jeszcze pokój, w którym już tydzień mieszkała westchnęła.
Tak Zosia w pobliżu.
Skupiała się na wnuczce i specjalnie nie wnikała w to, co dzieje się między Kasią a Tomkiem. Widziała, że w ich relacji źle się dzieje, ale wolała zostawić sprawę dorosłym, zbyt zajętym, by zauważyć rozbrykaną, lekko zawsze potarganą Zosię w ogromnych pokojach.
Babciu, tu jest więcej miejsca niż u ciebie! Mogę mieć psa?
Nie wiem, kochanie. To pytanie do mamy i taty.
Ale czemu nie do ciebie? Przecież tutaj też mieszkasz?
To nie mój dom, Zosiu. Tutaj królują rodzice, a ja mam swoje mieszkanie i tam mogę decydować. Tu nie.
Nawet zakazywać nie możesz?
Zależy co. Rozlewanie mleka po stole mogę zabronić, psa nie.
Rozumiem!
Zosia zamyśliła się i usiadła na podłodze. Elżbieta zdała sobie sprawę, że takie miny robiła Kasia, gdy już coś zdecydowała a po niej zawsze dostawała to, czego chciała.
Porozmawiam z tatą! oznajmiła nagle, i pobiegła do gabinetu Tomka.
Do rozmowy doszło jeszcze tego wieczora. Tata niepewnie spojrzał na córkę.
Kochasz mnie?
Tomek się wystraszył za rzadko miał czas na dłuższe rozmowy z Zosią, z reguły ograniczało się do Cześć, malutka!. Teraz ją zaskoczył pytaniem.
Pewnie, że cię kocham. Każdy rodzic kocha swoje dziecko.
Nie każdy, tylko ty masz mnie kochać.
Chcesz nową zabawkę?
Nie! Zosia zmarszczyła brwi. Chcę psa!
Robota?
Zosi brwi aż podskoczyły do góry.
Nie robota! Żywego psa!
Tomek westchnął, zdjął okulary i przetarł oczy.
Dużego?
Może być mały. Ale żeby był fajny.
Jak wybierzesz daj znać. Będzie pies.
Kasia była przeciw. Wieczorem sprzeczali się do późna, nie wiedząc, że Zosia podsłuchuje pod drzwiami.
To nie zabawka. Dziecko nie może dostawać wszystkiego. Pies to obowiązek.
Przecież jest twoja mama, pani do sprzątania. Dodajmy im trochę płacą. Ruch nikomu nie zaszkodzi.
A weterynarz? A wszystko inne?
Weterynarzy w Krakowie nie brakuje! A na wystawy nie musisz chodzić. Weźcie kundelka, święty spokój.
To nie takie proste. To odpowiedzialność.
A to tak straszne, by moje dziecko dostawało, co chce?
Kasia milczała. Zosia spokojnie wstała pod drzwiami. Miała psa już pewnego.
Małego szpica przywieźli jej po dwóch dniach. Po dwóch miesiącach, dokładnie tydzień po urodzinach Zosi, razem z babcią wróciły do starego mieszkania. Kasia, przygaszona, piła na śniadanie mocną kawę i prawie z nikim nie rozmawiała.
Babciu, co się dzieje z mamą?
Wyjaśni ci to sama, kochanie. Elżbieta głaskała na zmianę Zosię i szczeniaka.
Czy my tu będziemy mieszkać na stałe?
Tak mi się wydaje, słońce. Chyba na dłużej
Elżbieta sama niewiele rozumiała. Kiedy Kasia parę dni po urodzinach Zosi, weszła, przyniosła walizkę i powiedziała:
Mamo, pakuj się, wracamy do siebie. Zbieraj też rzeczy Zosi, nie mam czasu.
Elżbieta chciała spytać, o co chodzi, ale gdy spojrzała córce w oczy zamilkła.
Wszystko zrobię, tylko daj mi chwilę.
Wieczorem zaparzyła Kasi jej ulubioną herbatę z miętą i próbowała nawiązać kontakt.
Nie pytaj, mamo. Rozwodzimy się.
Elżbieta aż jęknęła i zerknęła na drzwi. Na szczęście Zosia była zajęta bajką.
On ma inną. Ma też syna
Kasia wcisnęła twarz w kolana. Elżbieta podeszła ją przytulić, ale gdy córka się zaśmiała, zatrzymała się.
Myślałam, że płaczesz…
No co ty, mamo! Moje się nie udało…
Jak, kiedy i dlaczego Tomek zmienił rodzinę, Elżbieta nie wiedziała i nie chciała wiedzieć. Ucieszyła się, że zrozumieli się bez burd. Po pół roku Kasia kupiła duże mieszkanie tuż obok i ich życie wróciło do nowego normalnego.
Zosia była coraz bardziej uparta i silna. Co chciała, musiało być spełnione w rodzinie.
Kasia spełniała każde jej widzimisię.
Kasia, tak nie można.
Mamo, co cię martwi? Będzie z niej zaradna, przebojowa dziewczyna, która wie, jak zdobyć to, na co ma ochotę. W tych czasach to liczy się najbardziej. Myśleć o sobie!
Ja się tego boję. I nie zgadzam się na to.
Ja nie! Gdyby nie myślała o sobie, może do dziś byłabym z Tomkiem, dla jego kaprysów. Głupota…
Głupota to nie słuchać swojego dziecka! wybuchła Elżbieta. Ma nie tylko kaprysy, ale i potrzeby. Najważniejsza z nich to mama!
Ma ciebie.
Całe szczęście! Ale dobrze, gdyby miała też ciebie.
Po co? I tak słucha tylko ciebie.
Bo ja potrafię powiedzieć jej nie. Ty nie.
Chcę, by wiedziała, że jak czegoś bardzo chce, może to dostać. Nie chcę być tą, która wszystko zabrania. Lepiej przyjaciółka, niż Cerber, prawda?
Elżbieta zrezygnowana wzdychała.
A jak się nie uda? Jeśli nie dostanie tego, co sobie wymarzy?
To niemożliwe. Bo ona wie, czego chce i do tego dąży. Sama zobaczysz.
Wiem Ale życie nie zawsze układa się po naszej myśli. Jest tyle różnych spraw…
Dziękuję ci, mamo głos Kasi był zimny. Elżbieta milkła. Po co się spierać, skoro i tak córka postawi na swoim. Dla Zosi zresztą argumenty nie miały znaczenia wiedziała, że matka stanęłaby za nią murem, a babcia kocha, więc wszystko będzie dobrze.
Kasia pracowała coraz więcej, w dom praktycznie nie zaglądała, czasem zabierała Zosię na zakupy.
Masz być świetnie ubrana. Urody nie odziedziczyłaś, ale odpowiednie rzeczy i makijaż to podstawa, naucz się tego.
Tu Zosia matki słuchała. Kasia miała doskonały gust. Mimo że Zosia nie była podobna do niej z twarzy, to figurę miała taką samą i szybko zaczęła podbierac ubrania z matczynej szafy.
Te, te i jeszcze ewentualnie to. Reszty nie ruszaj to dla starszych. Wszystko w granicach rozsądku Kasia wybierała, co może znaleźć się w szafie córki.
Koleżanki zazdrościły Zosi kosmetyczki. Nie dowierzały, że mama kupuje jej takie rzeczy.
Twoja skóra jest ważna. Nie używaj byle czego. Kasia wyjmowała tani tusz, prezent od koleżanki. Co to?
Dostałam w prezencie.
Prezent prezencie nierówny. Podziękuj i wyrzuć. Trzeba się szanować.
Elżbieta wiedziała, że nie zmieni już córki. Starała się łagodzić Zosin charakter, ale nie za bardzo się jej to udawało. Zosia skończyła liceum i dostała się na studia ten sam kierunek, co Kasia i kiedyś babcia. Wkrótce zniknęła z domu w wirze studenckiego życia. Elżbieta rzadko widywała i ją, i Kasię i o zmianach w życiu wnuczki dowiedziała się ostatnia.
Wychodzisz za mąż?! Za kogo? ręce jej drżały, a ulubiony kubek spadł na płytki.
Władek Zosia zanuciła. Ale bez Paniowania! Po prostu Władek! Mój Władek!
Kto to?
Pracuje na uczelni, nie jest moim wykładowcą, nie przejmuj się. Jest młody.
Prawda o tym, że Władek ma żonę, dotarła do Elżbiety od Kasi.
Jak to? aż złapała się za głowę. I to cię nie rusza?
A czemu? Mam się przejmować jego żoną czy dzieckiem? Ja się przejmuję Zosią. A ona kocha Władka i chce być z nim.
Boże gdzie ja was przegapiłam? Tak nie wolno.
Czego nie wolno?
Rozbijać rodzinę!
On nie jest bęcwałem! To jego wybór. Ty myśl o szczęściu Zosi.
Ale czy to szczęście w ogóle będzie? Elżbieta z hukiem odstawiła szklankę.
Ślub był smutny. Rodzice Władka nie przyszli, tata Zosi, od lat w Warszawie, przysłał tylko gratulacje i nową kawalerkę. Kasia wszystko umeblowała wedle własnego gustu, Zosia nie wnikała, była zajęta sobą.
Mamo, patrz! Suknia cudna! Chcę tę!
Ta się nazywa Wróżka.
Ekspedientka wyciągała welon. Było jasne, kto tu podejmuje decyzje.
To znak, Zosiu. Pamiętasz, jak w dzieciństwie chciałaś zostać wróżką?
Pamiętam! I teraz będę, życie będę miała bajkowe! Wszystko się uda!
Wszystko powtórzyła Kasia, miętoląc koronkę welonu.
Elżbieta z trudem wytrzymała ceremonię, zamówiła taksówkę i wróciła do domu.
Źle się czuję. Nie chcę psuć wam święta.
Całując wnuczkę, odwróciła się. Zosia stała z mężem, trzymając białego gołębia do wypuszczenia. Elżbiecie przez chwilę wydawało się, że wnuczka jest równie przestraszona jak ten ptaszek, który marzy tylko o tym, by się wyrwać wolny.
Co mogę zrobić, Boże Teraz to już tylko daj mi siły. Jeszcze się przydadzą
Zosia rozstała się z mężem przed końcem pierwszego roku, zaraz po narodzinach córki. Nową partnerką Władka była koleżanka z roku Zosi. Będąc w ciąży, Zosia pojechała załatwić papiery na uczelni i zastała męża z tamtą. Wyszła spokojnie, chociaż drzwiami trzasnęła porządnie.
Co się stało?
Dezinsekcja! rzuciła Zosia ironicznie.
Zabrała dokumenty, zadzwoniła do ojca z prośbą o pomoc.
Co, sprzątasz pole i uciekasz? Kasia z wyrzutem patrzyła na córkę. Nie próbowałaś go przekonać?
I po co, mamo? Zosia zimno układa rzeczy córki.
Bo to twoje. Bo tak trzeba.
Tak trzeba? A jak się to odwróci? Zawsze myślałam, że będzie, jak chcę. A nie brałam pod uwagę, że ktoś inny może mieć swoje pragnienia.
Zosiu
Ta, co była przede mną, pewnie też chciała mieć ojca dla dziecka. Ale weszłam ja i odebrałam jej to. Teraz ktoś inny zrobił to samo ze mną. Tak wygląda to twoje trzeba.
Pleciesz głupstwa! Nie poznaję cię…
Już nie jestem dzieckiem, mamo. Dorosłam. Wróżka już nie fruwa.
Kasia coś jeszcze mówiła, ale Zosia nie słuchała. Musiała ułożyć sobie życie na nowo.
Elżbieta pakowała rzeczy, ocierając łzy i pilnując prawnuczki.
Spokojnie, słoneczko! Mama da sobie radę. Jesteśmy razem…
Kasia nie poszła. Elżbieta zostawiła jej klucze i powiedziała:
Pilnuj kwiatków. Albo nie, ważniejsze, żebyś pilnowała siebie.
Kilka lat później w starym parku szła młoda kobieta z małą dziewczynką. Były tak podobne, że nie dało się nie zauważyć pokrewieństwa.
Patrz, co dziś zrobiłyśmy w przedszkolu! dziewczynka wyciągnęła z plecaczka patyk ze srebrną, zgniecioną gwiazdką z folii. Ojej, pogięła się
Co to, Nikola?
Magiczna różdżka! Jak u wróżki. Tylko pogięta.
I co z tego? Zosia wyprostowała gwiazdkę i machnęła patykiem. Widzisz? Działa!
Skąd wiesz, że działa? Co wyczarowałaś?
Żebyśmy wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi.
Nie działa Nikola spojrzała smutno. Przecież babcia jest w szpitalu.
A właśnie, że już nie. Jest w domu.
Naprawdę? Nikola aż podskoczyła.
Naprawdę! Chodź, zaraz ją zobaczysz.
Daj mi różdżkę! Teraz ja! Nikola przejęła patyk i, wymachując nim, coś wyszeptała.
Co sobie zażyczyłaś?
Nie powiem!
To nie fair! Zosia roześmiała się, poprawiając córeczce czapkę.
No dobra, jedno zdradzę. Bo mam jeszcze inne. Chciałam, żebyśmy zawsze byli razem Nikola szeptnęła i Zosia uklękła przy niej.
O babci myślisz?
Nikola kiwnęła głową.
Nie mogę ci tego obiecać. Wróżką jestem tylko trochę. Ale możemy być razem tyle, ile się da. I kochać nawet, gdy jesteśmy osobno.
Nikola uśmiechnęła się i znowu uniosła różdżkę.
To powiem inaczej chciałabym, żeby babcia wyzdrowiała i byliśmy razem bardzo, bardzo długo. Można, mamo?
Zosia wstała z kolan, otrzepała spódnicę i poważnie skinęła głową.
Można, słońce. To najważniejsze życzenie na świecie. A teraz chodźmy pokazać tę magiczną różdżkę babci. Na pewno i ona ma jakieś marzenie. Niech pomyśli życzenie bo ona jest prawdziwą wróżką.
Naprawdę?
Pewnie! Najlepszą na świecie!




