Jak teściowa “porwała” naszego syna: Odkąd się ożenił, nie chce nas odwiedzać, wszystkie święta spęd…

Jak teściowa zabrała nam syna

Od kiedy nasz syn, Paweł, się ożenił, rzadziej go widujemy niż śnieg w lipcu. Teraz bez przerwy siedzi u teściowej, pani Grażynki. Ta kobieta potrzebuje pomocy niemal tak pilnie, jak ja kawy z rana. Czasem myślę, że zanim jej córka, nasza synowa Ksenia, wyszła za Pawła, Grażynka chyba ostrym cudem dawała sobie radę.

Paweł z Ksenia są już po ślubie ponad dwa lata. Od razu zamieszkali osobno przecież specjalnie kupiliśmy dla niego mieszkanie w Warszawie, zaraz po maturze, żeby miał bliżej na uczelnię, a potem do pracy. Paweł miał w nas zawsze oparcie i można powiedzieć, że byliśmy dość zgranym zespołem. Jeszcze przed ślubem wyprowadził się na swoje, bo przecież młody i samodzielny.

Nie mogę powiedzieć, żebym nie polubiła Kseni, choć byłam przekonana, że dziewczyna jest bardziej zielona niż wiosenna trawa. Paweł był starszy raptem dwa lata, ale różnica mentalna jakby dwadzieścia. Ksenia wiecznie rozbiegana, humorzasta, czasem foch na tydzień, czasem śmiech z czapki Ciężko było mi sobie wyobrazić, jak mój syn poradzi sobie w duecie z kimś takim.

Po poznaniu Kseni i jej mamy wszystko stało się jasne. Grażynka, chociaż w moim wieku, zachowuje się, jakby oglądała za dużo bajek w dzieciństwie i już jej tak zostało. Może znasz typ ludzi, którzy są wiecznie młodzi? Tak młodzi, że zapominają, że dorośli powinni coś jednak umieć. Grażynka do ślubu córki była już po sześciu rozwodach rekord klubowy.

Nie rozmawiałyśmy nigdy za wiele Grażynka żyje na innej orbicie i raczej nie wdrażała się w naszą rzeczywistość. Grzecznie pogratulowałyśmy sobie nawzajem szczęścia dzieci, i na tym kontakt się kończył.

Ale jeszcze przed ślubem zaczęły mnie drażnić ciągłe awarie u Grażynki. A to kran cieknie, a to gniazdka wysiadają, a to półka się urwała gdy stawiała dynię. Ksenia non stop wyciągała Pawła do niej, bo przecież bez męskiej ręki dom w gruzach. Na początku patrzyłam przez palce wiadomo, facet przyda się kobiecie samotnej.

Tylko że awarii nie ubywało! Syn coraz częściej nas unikał tłumacząc, że przecież z żoną pomagają teściowej, bo znowu armagedon w kuchni. Potem święta już tylko u Grażynki u nas wigilijny barszcz jadłam z dziadkiem Staszkiem i własną teściową. Takie rodzinne spotkania na bogato.

Przestało mi to przeszkadzać, dopóki syn nie olał nas, gdy trzeba było pomóc. Kupiłam z mężem nową lodówkę do mieszkania i poprosiliśmy Pawła, żeby przyszedł pomóc ją wnieść. Najpierw był entuzjazm, potem telefon: Nie dam rady, mamo, bo jadę z Ksenia do Grażynki, bo jej pralka cieknie, a hydraulik pewnie wyparował z rynku.

Mój mąż dzwoni do syna i słyszy w tle Ksenię: Twoi rodzice nie mogą sobie zatrudnić chłopaków z przeprowadzek?!. Paweł jednak przyszedł, ale taki obrażony, że sąsiedzi Baliło z piątego piętra pytali, czy wszystko u nas w domu w porządku.

Tato, serio? Nie mogliście zadzwonić po firmę? Teraz muszę się tu z lodówką szarpać!

W końcu puściły mi nerwy i zaczęłam się zastanawiać, czemu Grażynka nie zadzwoni po fachowca? Może u niej na osiedlu takich usług nie znają? Paweł bredził, że trzeba pomagać, bo teraz co drugi fachowiec to naciągacz i bierze 300 zł za wymianę żarówki, a na koniec jeszcze cytrynę w herbacie ukradnie.

Wtedy mojego męża poniosło: Może Grażynka nie zna się na sprzęcie AGD, ale owcami to ona kieruje świetnie prowadzi jedną na sznureczku! Paweł od razu się zagotował i wyszedł, trzaskając drzwiami jak w telenoweli brazylijskiej. Siedziałam cicho, bo szczerze mówiąc mąż miał sporo racji, ale mógł nie mówić tego z takim rozmachem.

Od tej awantury Paweł z ojcem nie rozmawiają już ponad dwa tygodnie. Mój mąż mówi, że pierwszy nie przeprosi, Paweł też nie ustępuje. A ja? Tkwię między młotem a kowadłem. Mąż ma swoje racje, ale wystarczyło rzucić je trochę ciszej. Syn obrażony, rozżalony, a ja nie mam zamiaru tracić z nim kontaktu przez takie głupoty.

Paweł z ojcem się dogadać nie chcą, obaj dumni jak pawie w zoo. A kto wychodzi na tym najlepiej? Oczywiście pani Grażynka jej rury już chyba nigdy nie będą suche!

Oceń artykuł
TwojaCena
Jak teściowa “porwała” naszego syna: Odkąd się ożenił, nie chce nas odwiedzać, wszystkie święta spęd…