Fałszywe piękno

Fałszywe piękno

To chyba niewiarygodne! Naprawdę się rozstaliście? Nie wierzę! Marysia spojrzała na przyjaciela z takim zdumieniem, że aż zrobiło mu się nieswojo. Jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości, brwi podskoczyły wysoko, a usta lekko się rozchyliły tak bardzo zaskoczyła ją ta wiadomość. Przecież Ty byłeś gotów nosić Ewę na rękach! Wszędzie Was stawiałam za przykład idealnej pary Sama marzyłam, żeby mieć taki związek jak Wy!

Naprawdę, Maryśka, jak najbardziej naprawdę chłopak ciężko spojrzał przez okno. Za szybą szalał deszcz: lodowate krople smagały szybę, spływały szybko stróżkami i rozbijały się na drobne kropelki. Ten widok doskonale oddawał jego nastrój. Maciej czuł się pusty w środku. Tęsknota za pięcioletnim związkiem nie odpuszczała, zamieniając świat w odcienie szarości. W jego piersi pojawiła się pustka ta sama, którą jeszcze niedawno wypełniały czułe spojrzenia, uściski i wspólne plany na przyszłość. Zacisnął pięści tak mocno, że aż pobielały mu kostki. Jego głos zadrżał, gdy dodał: To już koniec, rozumiesz? Koniec

Ale dlaczego? nie dawała za wygraną Marysia, pochylając się i wpatrując w twarz przyjaciela. Przecież Ewa czekała na Ciebie pół roku, gdy byłeś na wyjeździe służbowym! Była Ci wierna, nie zwracała uwagi na żadne zaloty i prezenty!

A skąd Ty to wszystko wiesz? Przecież mieszkasz w zupełnie innym mieście Maciej posłał jej smutny, lekko ironiczny uśmiech. Przykład solidarności kobiecej?

Owszem, mieszkam ze dwieście kilometrów od Twojej ukochanej, ale o czymś zapomniałeś odpowiedziała dziewczyna bez cienia urazy. Rozsiadła się wygodnie, skrzyżowała ramiona i lekko się uśmiechnęła, choć w oczach miała szczerą troskę. Mam sporo znajomych, którzy na nią zerkali. Wiem, że naprawdę mocno wzięła się za siebie, choć bez szczegółów. Zmieniła fryzurę, zaczęła chodzić na siłownię, odświeżyła garderobę. I wszystko to, zauważ, gdy Ciebie nie było. Bardzo się starała, Maciek.

No właśnie! Przez to się rozstaliśmy! Maciek niemal wybiegł do przedpokoju, gdzie zostawił telefon w kurtce. Ruchy miał nerwowe, gwałtowne, jakby chciał uciec przed własnymi myślami. Przeszukał szybko kieszenie, wreszcie wyjął smartfona i wrócił do Marysi. Wystarczy jedno zdjęcie i będziesz wiedzieć, o czym mówię. Pamiętasz, jak wyglądała Ewa przed moim wyjazdem?

Oczywiście, pamiętam Marysia przewróciła oczami, choć jej głos zadrżał. Przez chwilę zamyśliła się, przywołując obraz koleżanki. Śliczna dziewczyna. Proste, jasnoblond włosy do łopatek, wielkie niebieskie oczy, zgrabny nosek Figura niezła, może na górze nie imponująca, ale przecież Tobie to nie przeszkadzało?

O właśnie, mnie wszystko odpowiadało! głos Maćka uniósł się, by zaraz opaść do cichego szeptu. Ewa była moim ideałem! Kochałem ją taką, jaka była. Ale ledwo wyjechałem, a te jej głupie koleżanki natychmiast jej namąciły. Wbiły jej do głowy, że jak się nie zmieni, to ją zostawię. I ona ona w to uwierzyła! Zaczęła się zmieniać, nie dlatego, że tego chciała, tylko bo jej wmówiono, że inaczej ją przestanę kochać.

I co, aż tak źle? zapytała niepewnie Marysia, czując, jak narasta w niej niepokój. Zacisnęła palce na fotelu, zmarszczyła brwi i próbowała wyobrazić sobie, co się mogło wydarzyć.

Sama zobacz! Maciek niemal wcisnął jej telefon pod nos. Na ekranie zobaczyła Ewę ale zupełnie nie taką, jak ją zapamiętała.

Zamiast gęstych, pięknych włosów, które były jej dumą, miała teraz krótką, ostrą fryzurę w krzykliwym platynowym blondzie. Krótko ścięte włosy odsłoniły szyję i uszy, ale z delikatnej dziewczyny zrobiły kogoś zupełnie innego, obcego. Nad ustami wyraźnie pracował specjalista, tylko że zdecydowanie przesadził. Usta wyglądały teraz sztucznie i nie pasowały do jej twarzy, psując dawną delikatność.

Ewa schudła pewnie z dziesięć kilo i zamiast smukłości pojawiło się wyczerpanie: odstające obojczyki, widoczne żebra, ręce jak patyczki. Skóra biała jak papier, głębokie cienie pod oczami, jakby nie spała parę nocy. Ale najgorsze (w oczach Maćka) powiększyła piersi! A przecież dobrze wiedziała, jakie ma podejście do takich rzeczy zawsze twierdził, że ceni naturalność i nigdy nie chciał żadnej rewolucji w jej wyglądzie.

I co? Wychodzę z samolotu, a ona czeka na mnie na lotnisku Patrzę i myślę, czy się nie pomyliłem. Maciek z trudem panował nad emocjami. Z wściekłością walnął pięścią w ścianę, ale żar złości szybko zamienił się w grymas bólu. Jak można było tak się oszpecić w pół roku?! Czemu nie pomyślała, że kocham ją taką, jaka była?

Nie mógł się uspokoić. Szurał po pokoju, gestykulował nerwowo, zatrzymywał się, potem znów chodził jak lew w klatce. Twarz mu to czerwieniała, to bledła, a ruchy dłoni zdawały się rozpaczliwie próbować coś z siebie wyrzucić.

Marysia rozumiała go jak nikt. To jej zwierzał się z wszelkich frustracji związanych z szefem-tyranem, przez którego musiał wyjechać na pół roku do Warszawy. Nie chciał zostawiać ukochanej samej, martwił się o nią, każde ich połączenie kończyło się zapewnieniami o tęsknocie. Gdy wrócił, zobaczył zupełnie inną dziewczynę jakby ktoś zamienił Ewę na jej kopię.

Może ona po prostu chciała Ci się przypodobać? ostrożnie powiedziała Marysia, podchodząc do przyjaciela. Może ktoś jej wmówił, że tak będzie lepiej, że docenisz te zmiany

Maciek gorzko się uśmiechnął i pokręcił głową.

Przypodobać? Straciła przez to siebie! Kochałem ją prawdziwą, a teraz nie wiem, kim przed sobą mam.

Najbardziej bolało go to, że Ewa unikała kontaktu wideo. Gdy proponował wideorozmowy, zawsze zbywała temat, śmiejąc się, że szykuje niespodziankę, która go zaskoczy. Słowa brzmiały słodko, ale niepokój dręczył go coraz bardziej. Może już dawno był ktoś inny, a ona nie chce mu tego powiedzieć przez telefon? Ta myśl nie dawała mu spokoju, ciągle do niej wracał.

W końcu nie wytrzymał i poprosił znajomego, który mieszkał niedaleko Ewy, żeby wybadał sytuację. Dyskretnie popytał wspólnych znajomych, poobserwował z daleka i miał zdać mu relację.

Po dwóch dniach zadzwonił.

Szykuje niespodziankę, to pewne stwierdził przyjaciel dziwnym tonem, jakby obawiał się, co powiedzieć dalej. Ale nie jestem pewien, czy Ci się spodoba. Jedno mam pewne będziesz w szoku. I nie, nie ma nikogo. Ewa naprawdę czeka na Ciebie, często o Tobie pyta i przejmuje się Twoim powrotem.

Te słowa uspokoiły Maćka. Odetchnął, przeczesał włosy dłonią i nawet się uśmiechnął. Może niepotrzebnie się zamartwia, może niespodzianka nie jest taka straszna. Najważniejsze, że go nie oszukała i nie zdradziła. Świadomość, że wciąż mu ufa, dodawała siły.

Dziś Maciek żałuje, że odrzucił propozycję przyjaciela, by zobaczyć zdjęcie Ewy przed jego powrotem. Chciał zachować niespodziankę. A gdyby wtedy zobaczył, może zareagowałby wcześniej Może rzuciłby pracę, żeby natychmiast wracać do Krakowa. Ale teraz już za późno

W dniu powrotu był tak zdenerwowany, że nie mógł usiedzieć w miejscu. Sprawdzał zegarek, bębnił palcami o fotel w samolocie, później gniotąc rękaw kurtki w taksówce. Ręce mu się spociły, serce biło głośno, a w głowie wciąż przewijały się obrazy: wychodzi z hali przylotów, widzi Ewę z uśmiechem i machaniem ręką, ona rzuca mu się na szyję, czują się znów razem, a potem wieczorem opowiadają sobie o wszystkim, co ich spotkało podczas tych miesięcy rozłąki.

Rzeczywistość okazała się okrutna. Gdy Maciej zobaczył Ewę pod wyjściem z lotniska w Balicach, zamarł. Stała przed nim dziewczyna, ale nie ta, którą pamiętał. Do tego stopnia się zmieniła, że przez moment miał wrażenie, że się pomylił.

Maciek! Tak się stęskniłam! Ewa rzuciła się do uścisku, ale on odsunął się o krok. Jej uśmiech zgasł, w oczach pojawiło się zdziwienie i ból. Ręce zawisły w powietrzu, a ona zamarła.

Co się dzieje? To przecież ja! Niespodzianka chyba okazała się zbyt mocna? próbowała żartować, poprawiając włosy.

Patrzę i nie poznaję mojej dziewczyny powiedział Maciek cicho, tłumiąc emocje. Jesteś chora? Albo zwariowałaś? Gdzie Twoje piękne włosy? Ta naturalność, którą zawsze miałem za najpiękniejszą?

Czyli chodzi o to, że byłam za gruba, tak? obrażona nadęła się Ewa, powstrzymując łzy, które pojawiły się w jej oczach. Zacisnęła dłonie, potem znów otworzyła, próbując się opanować. Koleżanki, które ją obstawiły dla wsparcia, chichotały po kątach, tylko podsycając jej ból.

Wiesz co? Nie musisz mnie oszczędzać. Sama wiem, że się zaniedbałam, ale teraz przynajmniej nie będziesz musiał się wstydzić iść ze mną przez miasto. Zobacz, jak wyglądam modnie, stylowo. Nie lepiej?

A kto powiedział, że teraz w ogóle gdzieś pójdę? głos Maćka stał się szorstki. Z pięknej dziewczyny stałaś się kimś obcym. Kochałem Cię prawdziwą, a teraz nie wiem, kim jesteś. Choćbyś się ze mną skonsultowała! Zawsze ze sobą rozmawialiśmy. Czemu nie spytałaś, co ja wolę?

Maciek, z czego Ty robisz problem?! Ewę można teraz dać na okładkę magazynu mody! wtrąciła się jedna z koleżanek, podchodząc bliżej i poklepując Ewę po ramieniu z dumą. Nawet nie wiesz, ilu chłopaków próbowało się z nią umówić po tych zmianach! i rzuciła znaczące spojrzenie w stronę biustu Ewy. Powinieneś być dumny! Przecież zrobiła to dla Ciebie!

Maciek obrócił się w jej stronę z wściekłością.

Nie dla mnie! Tylko dla siebie i dziewczyńskich ambicji! Przestańcie robić ze mnie kata.

Jeszcze raz spojrzał na Ewę, a w jego oczach mieszała się złość z rozczarowaniem.

Ewa odezwał się cichszym tonem, dobrze wiedziałaś, co myślę o takich rzeczach. Cenię naturalność. Byłaś piękna taka, jaka jesteś a teraz widzę obcą osobę. Przez ten miesiąc marzyłem, by Ci się oświadczyć. Naprawdę. Kupiłem pierścionek, planowałem przyszłość Ale z plastikową lalką nie umiem żyć.

Ewa zbladła. Płakała już teraz otwarcie, próbując coś powiedzieć, lecz głos ugrzązł jej w gardle. Podbiegła krok, by chwycić Maćka, lecz koleżanki odciągnęły ją do tyłu.

Daj mu iść! jedna z dziewczyn objęła Ewę ramieniem. Przesada, po prostu się przestraszył. Zaraz sam wróci błagać o wybaczenie. Widzisz, jak wszyscy się za Tobą oglądają? Znajdziesz sobie kogoś lepszego!

Ewa słyszała ich pocieszenia jak przez mgłę. Patrzyła tylko, jak Maciek odchodzi, a łzy spływały po jej policzkach, mieszając się z makijażem. W duszy została pustka i gorzka świadomość, że w pogoni za czyimś uznaniem, straciła coś naprawdę ważnego

Wiesz, naprawdę chciałem się oświadczyć mówił wieczorem Maciek do Marysi. Zakrył twarz rękoma, a jego ramiona lekko drżały. Wyobrażałem to sobie: ona się śmieje, rzuca mi się na szyję A kiedy zobaczyłem ją taką głos mu się załamał. Po prostu jej nie rozpoznałem. To nie była moja Ewa.

Na chwilę zamilkł, po czym westchnął, spoglądając w dal.

Dlaczego Wy, dziewczyny, ciągle nie możecie się zaakceptować? Komplementowałem ją codziennie, kochałem taką, jaką była, z jej śmiechem, nawykami, wszystkim! A ona w kilka miesięcy to wszystko przekreśliła. Jakby wymazała siebie

Wiesz, co w tym wszystkim najgorsze? zerwał ręce z twarzy, a w oczach błysnęły łzy, które zaraz starał się ukryć. Że to jej koleżanka za tym stoi, specjalnie, żebym się z Ewą rozstał. Teraz jestem tego prawie pewien.

Skąd wiesz? Marysia wciągnęła powietrze.

Bo sama mi to powiedziała. Przyszła do mnie do domu. Wmawiała mi, że jest lepsza od Ewy, bo jej uroda jest prawdziwa. Zamknąłem jej drzwi przed nosem, ledwo się powstrzymałem, żeby nie zrobić awantury

Maciek siedział teraz pochyleny, palce mu drżały, wzrok był pusty.

Najgorsze, że ona chyba liczyła, że od razu na nią polecę. Myślała, że wystarczy słowo i wszystko, co było z Ewą, się wymaże. A ja ja ją naprawdę kochałem. Najbardziej boli mnie, że Ewa pozwoliła sobą tak manipulować.

Marysia nawet nie próbowała go pocieszać pustymi słowami. Położyła tylko rękę na jego dłoni.

Próbowałeś jeszcze z nią rozmawiać? Może można to naprawić, jeśli oboje będziecie chcieli odezwała się cicho i łagodnie.

Lubi to, jak teraz wygląda, nie chce wracać do starej siebie uśmiechnął się smutno. Zadzwoniła i powiedziała, że nie mam prawa jej zostawić, skoro pół roku na mnie czekała. A ja ja wciąż ją kocham. Ale to nie jest już ta sama osoba. Stara Ewa zniknęła, a została ktoś zupełnie inny.

Marysia bez słowa mocniej ścisnęła jego rękę.

Wczoraj przypomniałem sobie, jak spacerowaliśmy jesienią po Plantach. Opadały liście, śmiała się, jej kaptur ciągle spadał, a ja jej go poprawiałem. Powiedziała wtedy: Chciałabym, by tak było zawsze. A ja jej obiecałem. I wierzyłem

Na koniec się rozpłakał cicho, jakby wstydząc się łez. Marysia przytuliła go mocno.

To nie Twoja wina, Maciek powiedziała cicho. Robiłeś wszystko, by była szczęśliwa. To nie Ty powinieneś się obwiniać. Czasem przez ludzką zazdrość i presję najbliższych rzeczy się psują.

Maciek podniósł na nią czerwone, zmęczone oczy.

A może popełniłem błąd? Może powinienem był ją wesprzeć zamiast się złościć? Może się bała, że straci moje uczucie?

W jego spojrzeniu była walka między bólem a miłością. Marysia pochyliła się do przodu.

Masz prawo do swoich emocji. Możesz oczekiwać, by partner nie zmieniał się całkowicie bez konsultacji. Ale jeśli czujesz, że chcesz próbować to naprawić porozmawiaj z nią. Otwórzcie się. Może pod warstwą tej nowej osoby wciąż jest Twoja Ewa.

Maciek wytarł łzy rękawem i spojrzał przez okno. Deszcz ustał, a pierwsze promienie zachodzącego słońca malowały niebo na różowo i złoto.

Może masz rację wyznał cicho. Ale teraz teraz muszę najpierw poukładać siebie. Zrozumieć, czego naprawdę chcę. Nie chcę od razu wszystkiego przekreślać, jeśli jest szansa, że to jeszcze można uratowaćPrzez chwilę siedzieli w milczeniu, słuchając cichych odgłosów ulicy. Po pokoju przetoczył się zapach świeżości po burzy. Marysia podniosła się, nalewając im po herbacie. Para z filiżanek unosiła się leniwie, uspokajająco.

Jutro pojedziesz do pracy? spytała cicho.

Maciek wzruszył ramionami.

Jutro pójdę na Planty. Sam. Może usiądę na tej ławce, gdzie się śmiała. Nie wiem jeszcze. Ale musi nadejść dzień, gdy zamiast żalu, zostanie tylko dobre wspomnienie.

Marysia skinęła głową. Siedzieli razem, długo, bez słów. Wiedzieli, że ból przetransformuje się w coś innego bo tak działa czas, choć wszystko teraz wydawało się kruche i bolesne.

Za oknem, pod złotym niebem, przechodziła para nastolatków. Trzymali się za ręce i śmiali, nieświadomi burz, które przyjdzie im przejść w przyszłości. A jednak szli razem, z ufnością. Maciek obserwował ich przez moment, po czym lekko się uśmiechnął.

Wiesz, Maryśka Może lepiej tęsknić za tym, co było prawdziwe, niż budować miłość na cudzych oczekiwaniach. Może kiedyś jeszcze spotkam kogoś, komu nie trzeba będzie mówić, że jest wystarczająca. Kto będzie umiał być sobą i pozwoli, żebym po prostu kochał.

Marysia ścisnęła lekko jego dłoń.

Tego Ci właśnie życzę, Maćku.

Zamiast odpowiedzi, tylko się uśmiechnął. A kiedy noc rozlała się po mieście, wiedział już, że tęsknota może boleć, ale jeszcze mocniej rani udawanie. I że prawdziwe piękno nigdy nie potrzebuje poprawiania. Trzeba tylko umieć je zobaczyć a potem nie pozwolić, by ktoś przekonał nas, że jest za małe.

Za oknem pojawiła się gwiazda na czystym niebie. Maciek spojrzał na nią z cichą nadzieją i po raz pierwszy od wielu tygodni poczuł, że jutro może naprawdę przynieść coś dobrego.

Oceń artykuł
TwojaCena
Fałszywe piękno