Nikomu Cię nie Oddam — Opowieść Ojczym nie robił im krzywdy. Przynajmniej nie wytykał im kromki chl…

Nikomu nie oddam. Dziennik.

Ojczym ich nie krzywdził. Przynajmniej nie wypominał kromki chleba, o naukę nie miał pretensji, tylko gdy Ania wracała później niż powinna, potrafił się gniewać.

Obiecałem twojej matce, że będę cię pilnował! ryczał, kiedy Ania tłumaczyła nieśmiało, że przecież jest już pełnoletnia. Ja lepiej wiem, co ci wolno! Pełnoletnia niby! Myślisz, dyplom ukończenia liceum dostałaś i już wszystko można? Najpierw znajdź porządną pracę, potem udawaj dorosłą!

Potem, gdy już trochę ochłonął, mówił ciszej:

Porzuci cię ten twój chłopak, zobaczysz. Widziałem go samochód drogi, twarz gładka, po co mu taka zwykła dziewczyna jak ty, Aniu? Będziesz potem płakać, zapamiętaj moje słowa.

Ani ojczymowi nie wierzyła. W końcu Olek był przystojny i studiował na trzecim roku Uniwersytetu Warszawskiego, co prawda prywatnie Ania też by chętnie poszła na uczelnię prywatną, ale nie zdała na państwową, a w technikum jej się nie podobało. Pracowała więc dorywczo rozdawała ulotki, roznosiła gazety, a przede wszystkim uczyła się do egzaminów na kolejny rok. Tak właśnie poznała Olka podała mu ulotkę, wziął jedną, potem drugą, trzecią i powiedział:

Dziewczyno, zróbmy tak oddam ci wszystkie ulotki, a ty pójdziesz ze mną i z kolegami do kawiarni?

Sama nie wiedziała, co przyszło jej do głowy, ale przystała na propozycję. Doświadczona, nie wyrzuciła ulotek w okolicy, tylko wsunęła je do plecaka, by wrzucić do zsypu po drodze powrotnej z kawiarni.

W kawiarni Olek przedstawił ją swoim przyjaciołom, poczęstował pizzą i lodami. Ona i siostra, Lena, takie przysmaki jadły zwykle tylko na urodziny pieniędzy było niewiele, a rentę po ojcu ojczym kazał trzymać na czarną godzinę, jakby coś się stało.

Naprawdę zarabiał całkiem dobrze, ale połowę wypłaty wydawał na wiecznie psujący się samochód, a resztę przegrywał na zakładach. Ania nie narzekała ważne, że nie wyrzucił ich z mieszkania, bo przecież to był jego lokal, mamę zmuszono do sprzedaży, gdy zachorowała. Chciała czekolad, pizzy, słodkiej coli, lecz gdy coś dostawała, oddawała Lence. U Olka w kawiarni zapytała, czy może zabrać kawałek pizzy dla siostry. Popatrzył na nią zaskoczony, a potem kupił jej całą dużą pizzę i wielką czekoladę z orzechami.

Ojczym mylił się Olek nie był zły. Był dobry. Przy nim Ania coraz mocniej czuła swoją niemoc, starała się jeszcze pilniej uczyć, znalazła lepszą pracę w sklepie jako kasjerka. Dzięki dobrym zarobkom kupiła porządne dżinsy i uczesała się w prawdziwym salonie fryzjerskim, żeby Olek był z niej dumny.

Gdy zaprosił ją na działkę do Piaseczna, nie bała się już nie była dzieckiem. Przecież on ją kocha, a ona jego. Martwiła się tylko, czy ojczym ją puści, ale ten sam zaczął wracać coraz później, bywało, że wcale nie wracał na noc. Ania wiedziała, gdzie nocuje u cioci Lucyny, pielęgniarki, którą od dawna adorował. Lucyna nie chciała się wiązać z mężczyzną z dwoma córkami, ale kiedy sama była już po rozwodzie, w końcu uległa jego niezgrabnym zalotom.

Dla Ani to było na rękę, chociaż Lena płakała, gdy miała spać sama. Ania kupiła jej czekoladę, chipsy i colę i Lena się uspokoiła.

O tym, że jest w ciąży, Ania dowiedziała się zbyt późno. Cykl miała zawsze nieregularny, niezbyt przywiązywała do tego wagę nikt jej nigdy nie pouczał. Druga kasjerka, pani Weronika Rybicka, rzuciła pół żartem:

Ty się cała świecisz, nabrałaś kształtów może w ciąży jesteś!

Pośmiały się, ale wieczorem Ania kupiła test. Gdy zobaczyła dwie kreski, zaniemówiła niemożliwe!

Olek nie ucieszył się. Uznał, że to nie w porę, wręczył jej pieniądze na lekarza. Ania przepłakała noc i poszła, ale było za późno szesnasty tydzień. Okazuje się, że stało się to podczas wyjazdu na działkę, a myślała, że przy pierwszym razie nie można zajść w ciążę.

Przez jakiś czas udawało się jej ukrywać przed ojczymem, ale brzuch rósł w oczach. Musiała się przyznać.

Ojczym krzyczał, aż echo niosło:

Gdzie twój facet? Zamierza się żenić?

Ania spuściła oczy. Olka nie widziała już od miesiąca odkąd dowiedział się, że dziecka nie usunie, zniknął.

No tak westchnął ojczym. Ostrzegałem cię, Aniu…

Decyzję podjął chyba po naradzie z Lucyną.

Skoro tak wyszło urodź. Ale będziesz musiała zostawić dziecko w szpitalu, bo nie mam na nie pieniędzy. Wiesz Żenię się, Aniu. Lucyna też jest w ciąży, mamy bliźniaki. Sama rozumiesz, troje małych dzieci pod jednym dachem nie dam rady.

Ona tu zamieszka? zdziwiła się Ania.

A gdzie ma mieszkać? Będzie moją żoną.

Brzmiało to jak żart, ale żartem nie było. Co dzień powtarzał, że wyrzuci ją i Lenę z domu, jeśli wróci z dzieckiem. Ania wiedziała, że powtarza słowa Lucyny, ale nie miałaby siły oddać dziecka.

Nie martw się pocieszała Lucyna. Takie maluchy szybko adoptują, będą kochać jak swoje.

Ania płakała, dzwoniła do Olka, szukała miejsca dla siebie, Leny i dziecka, ale nic nie znalazła. Wtedy Weronika Rybicka powiedziała, patrząc na pewne małżeństwo:

Zobacz, tyle lat minęło, a oni nadal chodzą na czarno. Całe życie w żałobie, niesamowite Zamiast urodzić kolejne dziecko, albo adoptować.

Widziała tę parę często razem i osobno. Byli uprzejmi, z sympatycznymi twarzami, choć lekko smutni. Nie wiedziała, co im się zdarzyło.

Córka im zginęła, pamiętasz, była głośna sprawa autobus z dziećmi miał wypadek w drodze na wycieczkę do Krakowa, kierowca zasnął, on zginął, dziewczynka też. On lekarz, ona uczy angielskiego. Kiedyś mieszkałam obok nich. Po wypadku wszyscy chodzili z aniołkami statuetkami. Dziewczynka podobno kupiła aniołka na tej wycieczce, trzymała w dłoni. Ledwie zabrali. Potem coraz więcej ludzi przynosiło im aniołki. Bałam się, że to ich będzie bolało, ale wygląda, że to ich pociesza.

W jakimś filmie Ania widziała, jak dziewczyna oddaje swoje dziecko bezdzietnemu małżeństwu. Wiedziała, że ta para raczej nie chce dziecka, ale myśl o nich nie opuszczała jej umysłu. Była już w ósmym miesiącu, wciąż pracowała nie chciała stracić posady. Pewnego dnia ta para stała przy jej kasie, a mąż zagadnął:

Miła dziewczyno, nie czas już na urlop macierzyński? Jeszcze urodzisz tu przy kasie.

Nie narzekała, ale było jej ciężko bolały krzyże, dokuczała zgaga, do końca dnia puchły stopy. Tylko lekarz z przychodni ją ochrzaniał, ale to się nie liczyło. Zatroskanie mężczyzny wzruszyło ją do łez, tak się działo ostatnimi czasy coraz częściej.

Po dwóch dniach, wracając ze sklepu z zakupami kupionymi za wypłatę, mężczyzna dogonił ją i pomógł jej nieść torbę. Było jej niezręcznie, a równocześnie miło wiedziała, że to dobry człowiek.

Zobaczyła aniołka w wystawie sklepu, był w promocji środek lata, pewnie się nie cieszył powodzeniem. Pod wpływem chwili kupiła go, wzięła adres od Weroniki Rybickiej i poszła.

Gdy nacisnęła dzwonek, przestraszyła się czy nie przesadza, przecież tyle lat minęło? Pewnie już nikt nie przynosi im aniołów.

Drzwi otworzyła kobieta. Rozpoznała Anię natychmiast, zaskoczona podniosła brwi. Ania wyciągnęła dłoń z figurką, skulona, czym się da, czekała, że kobieta zamknie drzwi przed nosem albo na nią nakrzyczy.

Ale nie zrobiła ani tego, ani tamtego. Kobieta wzięła aniołka, uśmiechnęła się i zaprosiła:

Chodź do środka. Napijesz się herbaty?

Przy herbacie spokojnie opowiedziała Ani swoją historię, którą już znała od Weroniki Rybickiej, ale słowa tej kobiety były o wiele bardziej bolesne.

Dlaczego nie mieliście więcej dzieci? wyszeptała Ania.

Po tamtych tragicznych porodach musieli mi usunąć macicę. Już nie mogłam rodzić.

Nie wiedziała, czy wolno jej pytać o adopcję, język ją związał.

Myśleliśmy o adopcji powiedziała kobieta, czytając jej myśli. Przeszliśmy kursy, szkołę adopcyjną. Ale w ostatniej chwili nie potrafiłam. Prosiłam córkę o znak. Nic się nie działo.

W tym momencie z pokoju dobiegł brzęk, jakby spadła szklanka. Kobieta drgnęła, Ania spojrzała tam z niepokojem myślała, że są same.

Obie poszły do salonu. Ania bała się, że pokój będzie przypominał kryptę: ciemno, wszędzie zdjęcia i świece. Ale nie był jasny, tylko jedna fotografia, żadnych świec, za to setki aniołków. Jeden z nich leżał rozbity na podłodze. Kobieta podniosła porcelanowe kawałki i długo oglądała. Potem powiedziała dziwnym głosem:

To ten, jej figurka.

Ania poczerwieniała. Czy to nie znak?

Dziewczynkę urodziła w terminie. Ciocia Lucyna od dawna mieszkała już z ojczymem i wcześniej urodziła bliźniaki. Dzieci leżały jeszcze w szpitalu, już były kupione dwa białe łóżeczka z kokosowymi materacami. Dla dziecka Ani nikt nic nie planował, ona miała zostawić maleństwo w szpitalu. Tylko Lena wieczorami pytała szeptem:

A nie można jej gdzieś ukryć? Gdzie by nie znaleźli, że to twoja córka? Pomogę ci.

Te słowa wywoływały w Ani łzy, ale przy Lence wstrzymywała płacz.

Treść listu miała przemyślaną. Napisała, że nie może zatrzymać dziecka, ono jest zdrowe, nie muszą się martwić. Przypomniała o znaku rozbitej figurce. Do koperty włożyła całą zgromadzoną przez lata rentę. Powinno wystarczyć, przecież to dobrzy ludzie.

Ze szpitala wypisali ją rano, ale podrzucenie dziecka w biały dzień wydawało się niewyobrażalne. Cały dzień spędziła w galerii, choć było jej ciężko, a głowa rwała się do snu. Najważniejsza była jednak jej córeczka, która musiała mieć kochających rodziców.

Gdy galeria była zamknięta, przysiadła jeszcze godzinę na ławce, całe szczęście, że było ciepło. Dopiero gdy miasto spowiły letnie zmierzchy, zdecydowała się wejść na klatkę schodową, przemykając, gdy mężczyzna z psem wracał z wieczornego spaceru.

Córkę miała w nosidełku, kupionym za własne pieniądze Weronika Rybicka nie pytała, gdy poprosiła ją o pomoc w dniu wypisu. Teraz ustawiła nosidełko pod drzwiami tak, by nie przeszkadzało, wsunęła pod kocik list i pieniądze, chciała zadzwonić i uciec ale drzwi otworzyły się od razu. Na progu stał mąż tej kobiety.

Co tu robisz?

Ania podskoczyła ze strachu.

Zauważył nosidełko.

Co to?

Popłakała się. Opowiedziała wszystko o Olku, który ją zostawił, o ojczymie, który od siedmiu lat utrzymuje ją z siostrą, a teraz żeni się i ma bliźniaki; o cioci Lucynie, która wymyśliła, by napisała zgłoszenie odmowy ze szpitala.

Słuchał jej uważnie, a potem powiedział:

Gala już śpi, nie będę jej budził. Porozmawiamy rano. Chodź, pościelę ci w salonie.

Spanie w pokoju pełnym aniołków było osobliwe. Ale Ania zasnęła natychmiast, przytulając mocno swoją córkę.

Obudziła się przez pustkę córki nie było. W tej chwili zrozumiała, że nie będzie umiała się z nią rozstać. Nigdy, przenigdy. Miała ochotę rzucić się do szukania dziecka…

Zerwała się, lecz zanim cokolwiek zrobiła, do pokoju weszła Gala. Trzymała dziecko.

Masz, uśmiechnęła się. Nakarm ją, ukołysałam, chciałam dać ci się wyspać, ale długo wytrzymać nie możemy.

W trakcie karmienia Ania nie patrzyła na Galę. Co powiedział jej mąż? Może już planują adopcję? Jak powiedzieć im, że się rozmyśliła?

Ile lat ma twoja siostra? zapytała nagle Gala.

Dwanaście, odpowiedziała zaskoczona Ania.

Myślisz, że zgodzi się z nami zamieszkać?

Pytanie wydało się Ani tak nieoczekiwane, że podniosła wzrok.

Co? nie zrozumiała.

Sławek wszystko mi opowiedział. Nie macie gdzie mieszkać, ojczym cię wyrzuca. Pomyślałam: jeśli twoja siostra zostanie, zrobią z niej służącą. Niech mieszka z nami.

Co znaczy też? wyjąkała Ania.

Gala wskazała na figurkę aniołka przy zdjęciu sklejona, dziwna, lecz rozpoznawalna.

Myślę, że to właśnie był znak. Że musimy wam pomóc, powiedziała spokojnie. Rozważaliśmy to mamy dużo miejsca, zamieszkajcie z nami. Pomogę ci przy dziecku. A głupotami już się nie przejmuj. Nie wolno matki oddzielać od dziecka.

Ani zrobiło się tak radośnie i tak wstyd, że znów poczuła, jak jej policzki płoną.

Więc co, zgadzasz się?

Ania skinęła głową, chowając twarz w pościeli córki, żeby Gala nie widziała łez…

Teraz, kiedy spisuję te słowa, wiem, że najważniejsze jest nie to, czym sami dysponujemy, lecz komu potrafimy zaufać i dzięki komu możemy być lepsi dla siebie, dla rodziny. Nikomu nie oddam tego, co kocham. Bo miłość to siła, która pokonuje lęk i prowadzi nas do ludzi, którzy potrafią być naszym domem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nikomu Cię nie Oddam — Opowieść Ojczym nie robił im krzywdy. Przynajmniej nie wytykał im kromki chl…