Kochamy nasze wnuki, ale nie mamy już siły być pełnoetatowymi dziadkami – historia polskiej babci, k…

Nasze wnuki są słodkie, ale brakuje nam już energii, żeby za nie harować.

Mówią, że dzieci to dar losu. Z wnukami podobno jest jeszcze lepiej. No, niby tak jeśli nie ma się ich naraz tuzina i stać cię na tabliczkę czekolady więcej w sklepie. Z mężem mamy córkę Agatę. Jak miała dziewiętnaście lat, przyszła i oznajmiła: Mamo, jestem w ciąży. No to siup, rodzi się nie jeden, tylko od razu dwoje bliźniaki! No, myślałam, że się przyzwyczaimy. Na pocieszenie niedługo potem wyszła za mąż za Tadka. Nadzieja zaczęła nieśmiało kiełkować.

A potem życie dało nam obu obuchem po głowie. Młoda matka z dwójką maluchów, a jej mąż ledwo dorabiał w żabce na kasie, wypłata ledwo starczyłaby na bułkę z szynką. Utrzymywaliśmy więc najpierw młodych, potem i siebie, bo w sumie nie wiem, czy nie byliśmy już wtedy na utrzymaniu własnych wnuków. Musieliśmy z Kazikiem zacząć pracować jak za dawnych lat dodatkowe zlecenia, nocki, cały dzień z pracy do pracy.

Przez kilka miesięcy młodzi gnieździli się z nami. Pobudka szósta rano, ledwo patrzę na oczy, bo nocą latałam od łóżeczka do łóżeczka, żeby Agatula mogła się wyspać. Wiadomo, zdrowie zaczęło mi szwankować serce waliło, ciśnienie jak na wysokich górach.

Minęły jakieś trzy lata. Młodzi stanęli odrobinę na nogach, dzieci zaczęły mówić babunia, zamiast płakać przez sen. I wtedy Agata: Mamo, jestem w ciąży. Moja pierwsza reakcja? Od razu szczerze Może byś tak zastanowiła się nad aborcją? To już nie żarty, dwójka to max. Ale gdzie tam! Duma narodowa córki nie pozwoliła, więc trzecie się urodziło, a my znowu kombinujemy, z których oszczędności odkroić na słoiczki i rajstopki. Tadek co prawda zaczął trochę lepiej zarabiać, chociaż pensji w złotówkach na rodzinę pięcioosobową i tak nie starcza.

Kazik dostał wylewu, a mi serce ledwo zipie doskonały finał kariery zawodowych dziadków. Powiedziałam Agacie: Koniec. Teraz musicie sami sobie radzić. Myślałam, że zrozumie, ale ona tylko mrugnęła i rzuciła jakby nigdy nic: Jestem w czwartej ciąży.

Zaniemówiłam. To jakby ktoś napisał TO BE CONTINUED na naszym życiu a ja nawet popcornu nie mam. Mam wrażenie, że Agata i Tadek liczyli, że my będziemy z Kazikiem tak do końca świata i jeszcze dzień dłużej harować na ich potomstwo. Ale już nie damy rady. I chociaż pewnie sąsiedzi na ławeczce powiedzą: Nie wstyd wam?, myśmy zrobili co mogliśmy resztę musi już załatwić życie. A może i jakieś emerytowane anioły.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kochamy nasze wnuki, ale nie mamy już siły być pełnoetatowymi dziadkami – historia polskiej babci, k…