Dodatkowy pakiet
Grażyna, no ale ona przecież jest z „dodatkiem”! Albo ci to pasuje? Dżesika oparła się o płot i uśmiechnęła ironicznie do sąsiadki. No powiedz, nie mogłeś znaleźć lepszej? Przecież chłopak z twojego syna jak ta lala ani ślepy, ani garbaty, dobry, uczciwy, a dziewczyn do wyboru, do koloru. I przyprowadził sobie właśnie taką!
Grażyna westchnęła. Sama przed sobą nie chciała się przyznać, że wybór syna jakoś jej nie leży. Usłyszeć to z ust odwiecznej „przyjaciółki” bolało podwójnie.
A tam, dzieci to przecież sama radość, Dżesika! Rozumiesz? Co jest w niej takiego złego? Młoda, ładna, charakter spokojny i do tego porządna, to wiem na pewno. A że ma dziecko… No i co z tego? Nie na boku dziecko zrobione, tylko w małżeństwie urodzone! A że owdowiała w takim wieku? Przecież każdy z nas pod Bogiem chodzi. Wychowamy, dopilnujemy i będę miała drugiego wnuka! I nie ma co tu języka strzępić!
Grażyna ścisnęła usta i pogoniła sąsiadskiego kota, który szedł po płocie w jej stronę.
Przyzwyczaił się, gad jeden! Wczoraj mi już trzy kurczaki porwał, Dżesika. Patrz na swojego ogoniastego, bo spuszczę Atosa i osobiście się nim zajmie.
O, wystraszyłaś! Dżesika odsunęła tłustego pasiaka od płotu. Jeszcze zobaczymy, kto kogo. Zamknę domorosłego łowcę. I u mnie kurczaki gonił w zeszłym roku. Gdyby nie był taki zdolny łapieżca, dawno bym go oddała. Ale instynktów się nie przeskoczy!
Niech on sobie swoje instynkty do domu zabierze!
Grażka, a tak przy okazji! Słoiki! Dżem chyba już gotowy, co?
Ty tu gadasz, a kto dżem pilnuje?
Ola siedzi przy garach. Przyjechała pomóc z warzywami.
Ale przecież Ona zaraz rodzi?
Właśnie dlatego wszyscy w ogrodzie, a ona uparła się, że musi coś robić. Złoto, nie synowa!
To czemu ją chwalisz za plecami, a w domu ganiasz?
Dla porządku! Dżesika znowu się uśmiechnęła krzywo. Zobaczysz, jak to jest być teściową, to się ucz na moich błędach. Jak będziesz zbyt miła, wejdą ci na głowę i jeszcze nogami powachlują!
Spokojnie! Grażyna machnęła ręką. Słoiki chcesz czy dasz radę bez? Czas nagli, robota czeka.
Jak tylko pozbyła się sąsiadki, Grażyna zabrała się za ciasto. Jutro miał przyjechać syn i przywieźć narzeczoną na oficjalne przedstawienie. Narzeczoną… Grażyna zatrzymała się w pół ruchu, oprzyła na blacie i zapatrzyła w okno. No, będzie grubo…
Ankę widziała tylko przelotem znała z opowieści od siostry z sąsiedniej wsi. Nic szczególnego taka zwykła dziewczyna. Jasne włosy, duże oczy, no i wysoka, w sam raz do jej Maćka. Chociaż… Jaka tam dziewczyna, młoda kobieta, jeszcze z dzieckiem. Chłopiec, taki trzyletni. Życie się z Anką nie cackało. Rodziców szybko straciła, wychowywali ją dziadkowie. Ledwo dorośli, wystarali się o męża dla wnuczki, był już prawnuczek i… nagle wypadek. Anka została wdową z dzieckiem na rękach. No, jak tu nie współczuć? Ale… Grażynie łatwiej współczuć z dystansu. Serce bolało o syna bardziej, niż o swoje własne perypetie. Po śmierci męża Maciek był jej całym światem. Cieszyła się, że jest blisko, ale i martwiła. Czas zakładać rodzinę, a syn niby tylko żartuje, że czeka na miłość życia… Aż nagle ogłasza: „Mam, mamo! To Anka!” Grażyna od razu do siostry. Trzeba wiedzieć, co i jak! Lidia ją przystopowała od razu.
Co ty, jak ta kwoka się stresujesz?
Ale… co za panna? Do nas przyjedzie i co wtedy?
No przyprowadzi, chwilę pobędzie i tyle.
Jak to? oburzyła się Grażyna.
A nie mówił ci Maciek, że dom po dziadku jemu zapisałam? Mieszkać się tam nie da, ale działka spora. Wybudują się.
Myśli Grażyny latały jak zające po kapuście. Wyprowadzi się? Sama zostanie? No niby wieś tuż obok, autobus kursuje, ale co innego, jak syn przy obiedzie się pojawia, coś pomoże… a co innego własny gościniec. Mieć potem wstęp tylko w święta…
Co taka wkurzona? Nie cieszysz się? Lidia już spokojniej, siada przy niej. Musisz go puścić, Graża. Dziecko już dawno dorosłe. Czas.
Mówisz, mądrze, ale… boję się. Co jeśli się nie uda? A jeszcze pakiet…
Daj spokój. W życiu się nie bałaś, a teraz? Anka dobra, żadna u nas taka nie była.
I to mnie właśnie straszy. Za idealna!
No już, dogodzić ci nie można! Jakby była zła, to byś klaskała? Daj im spokój. A jak nie przyjmiesz jej, stracisz syna. Widziałam jak na nią patrzy tam miłość i koniec!
Grażyna słuchała siostry, a w środku kulka bolała i rosła. Sama nie wiedziała, skąd i po co.
Wyprostowała się, strzepnęła z rąk mąkę i wróciła do ciasta. Trzeba ich przywitać, jak należy! Lidia ma rację nie wolno pokazywać, że coś jest nie tak. Powoli, zobaczy się.
Malutkie, prawie identyczne paszteciki lądowały na dużym półmisku. Grażyna westchnęła i przypomniała sobie, jak jej świętej pamięci mąż takie lubił.
Jak ziarna! Ile nie zjesz, ciągle mało najlepsze!
Całował ją po dłoniach i się śmiał, a ona z nim. Tęskniła za Januszem. Zawsze wiedział, co poradzić.
Noc była bezsenna. Przewracała się z boku na bok, licząc barany spod płotu sąsiada. Oby do rana…
Anka stała za Maćkiem, nie bardzo miała odwagę spojrzeć na przyszłą teściową. Mały Staś wiercił się jej na rękach, ciekaw wszystkiego wokół. Ogromny pies siedział na łańcuchu nie szczekał, dziwne. Kot przebiegł gdzieś na bok, łeb do góry i ogonem kręci. Staś aż wyciągnął rączki za nim.
Posiedź spokojnie.
Puść go, niech pobiega, zamknę Atosa, a tu więcej nie ma czego się bać. Masz go ciągle na oku Grażyna przypatrywała się kandydatce na synową.
Taka dziewczyna? Przepraszam, Panie Boże… Z daleka nawet żal. Chuda, blada, a tu taki malec aż dziw, że jej syn. Coś się poruszyło w piersi Grażyny i ścisnęło tą kulkę. Staś puścił się ścieżką i zatrzymał przy niej.
A gdzie poszedł ten kot?
Jaki kot? Mnie kota? Grażyna zmarszczyła się. Nie mam kota. Gdzie widziałeś?
Staś pokazał palcem za schodki, Grażyna aż jęknęła:
Szybko, łapiemy! Znowu się do kurczaków dobierze!
Chłopiec biegł za śmieszną panią i łapali kota przy samym kurniku.
Ty, psotniku! Spadaj! Grażyna zdjęła pantofel i rzuciła za kotem.
Gdy zobaczyła, jak Staś śmieje się do rozpuku, też nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Dobry z niego dzieciak! Żwawy i czuły. Podała mu kurczaczka, żeby do rączek wziął bał się, tylko głaskał.
Malutki jest!
Grażyna przywołała chłopaka do siebie, po chwili siedział już u niej na kolanach i wcinał paszteciki. Widząc spojrzenie Anki, uśmiechnęła się szeroko:
Dobry chłopiec z twojego Stasia, Anka! I sprytny, i zje! Marzenie każdej babki.
Zauważyła, jak Anka odetchnęła. Coś tknęło Grażynę ile w tej dziewczynie nieśmiałości i troski. Dobra matka! Nawet ta kulka ścisnęła się mniej i poszła gdzieś do środka. Jeszcze coś tam ją drapało, nie powiemy, ale oddychać już można było.
Maciek wygłupiał się i gadał o weselu, a Anka milczała, patrząc w talerz. Gdy syn wyszedł, Grażyna zagaiła:
A czemu ty tak cicho?
Pogładziła Stasia po głowie, przysunęła wiśnie.
Jedz, kochany, słodkie.
Co mam gadać? Maciek wie, że nie chcę hucznego wesela. Spokojnie by się podpisać i koniec.
Ale on nie chce słuchać?
Nie. Mówi, że rodzina czeka, nieładnie będzie.
W sumie ma rację, ale ty nie siedź cicho. Dlaczego nie chcesz wesela?
Anka popatrzyła poważnie na Grażynę.
Boję się. Szczęście lubi ciszę. Raz już miałam wesele z rozmachem. I jak wyszło…?
No nie wstydź się, Anka. Straciłaś męża i to wielki ból. Ale myślę, że on by się ucieszył, gdy zobaczy cię znów szczęśliwą. Los każdemu naznaczy porcję i smutku, i radości. My tylko nie wiemy, co się nam trafi. I trzeba brać życie, jak przyjdzie. Z wdzięcznością czy nie to już każdy wybiera.
Bałam się…
Czego?
Że mnie pani potępi.
Za co niby?
No, że znów chcę za mąż i jeszcze za takiego, jak Maciek. Przecież mógłby każdą sobie wziąć. A tak mi się poszczęściło…
Staś zaczął się wiercić u Grażyny na kolanach i postawiła go na ziemię.
A pani kim jest? szare, ciekawskie oczy świdrowały Grażynę.
Babcia twoja jestem teraz, Stasiu. Mów: babcia Grażka.
Dobrze! Staś poważnie pokiwał głową.
Wesele było, jak Maciek chciał rodzina wyrobiła plan w narzekaniu, ale jak zobaczyli minę Grażyny, szybko przestali żartować.
Rok Maciek z Anką mieszkali u Grażyny. Kulka rozpuściła się na amen, wątpliwości także. Patrząc, jak Anka dba o syna, Grażyna pojęła, że czas przestać się martwić. Co innego zrozumieć, co innego wykonać… czasem jeszcze coś się w niej zagotowało, ale Anka jakimś cudem rozładowywała każdą burzę. Nie odpłacała się żalem, tylko wygładzała wszystko, jak pościel na święta.
Czemu ciągle milczysz, Anka? Płakałabyś czasem, poskarżyła się mężowi! To może i Grażyna by odpuściła Dżesika, machając gałązką, wyganiała krowę za bramę.
I żeby się wszyscy poróżnili? Dobry żart. Matka z synem się pokłóci piękna sprawa! Anka śmiała się ironicznie.
Dumna jesteś, Anka! Tak się nie da w życiu.
Lepiej żyć po swojemu niż według cudzych zaleceń, i poszła do domu.
Dżesika tylko prychnęła, a po wsi ruszyła nowa sensacja.
Dom Maciek zaczął budować od razu po ślubie i po roku mogli się przeprowadzić. Pracy masa, czas leciał jak szalony. Gdy Anka poczuła, że coś z jej zdrowiem nie gra, wybrała się do lekarza.
Jak to w ciąży? popatrzyła z niedowierzaniem na lekarkę.
Co, to aż taka niespodzianka? Dziecko niechciane?
Ależ skąd! Bardzo chciane! Tylko… Ze Stasiem zupełnie inaczej było.
Są pewne problemy i trzeba poleżeć na oddziale. Ale zrobimy, co się da, żebyście oboje wyszli zdrowi.
Grażyna była u nich tego samego dnia, żeby pomóc ze Stasiem. Anka otworzyła drzwi i aż się cofnęła.
Co się stało? Grażyna spojrzała podejrzliwie.
Nic, nic. Po prostu miała pani taką minę, że myślałam, że się pani na mnie złości.
Grażyna aż oczy wytrzeszczyła. No, Dżesika pokłóciła ją rano tak, że całą drogę byle kamień ją drażnił.
Co, mało ci, że z dodatkiem, to jeszcze chora? Kogo ona ci tego urodzi, Grażyna? Może czas jeszcze to przemyśleć…
No i co z ciebie za typ, Dżesika? Mama nie przytuliła, miłości nie dała, że tyle w tobie jadu? Co ci ta Anka zrobiła?
Nic mi nie zrobiła! jazgotała Dżesika na ciekawskie spojrzenie Grażyny. Już cicho, żartowałam! Oby im się wiodło!
Grażyna odwróciła się i ruszyła na przystanek. Próbowała się uspokoić, ale nie wyszło. Anka natychmiast zauważyła złe emocje.
Nie martw się, Anka! To przez dwie kobiety w autobusie, pokłóciły się i mnie zestresowały. Co ludzie się tak żrą, nie wiem…
Anka tylko pokiwała głową i uśmiechnęła się. Widzi, że teściowa nie potrafi kłamać można być spokojnym.
No to idź się szykować, pomóc ci?
Już naszykowane, do szpitala mi się nie spieszy.
Grażyna spoważniała:
Trzeba, Anka! Dziecko najważniejsze. O Stasia się nie martw. Oczko z niego nie spuszczę.
Maciek odwiózł Ankę do szpitala i zaczęły się długie dni oczekiwania. Minął tydzień, drugi, lekarze kiwali głowami z zadowoleniem.
Jeszcze trochę i pójdziecie do domu. Na próbę i pod opiekę masz komu pomóc?
Pewnie! Teściowa mieszka i Staszka pilnuje.
Teściowa? Na pewno to dobra wiadomość?
Oj, nawet pani, doktor? Moja teściowa to skarb, nie żart z kawału!
No, to rzadka sprawa. Dobrze, słyszeć coś miłego!
Anka już szykowała się do domu, a tymczasem jej cudowna teściowa zaraz całą wieś na nogi postawi bo Staś zniknął.
Zawsze grzeczny i pilny pozwoliła mu pobawić się na podwórku, a sama robiła obiad. Anka wraca, wszystko ma być na świeżo. Do szpitala nosili, co mogli, ale w domu lepiej. Stół pod oknem Grażyna sieka warzywa, a przez okno kontroluje Stasia grzebie w piaskownicy budując zamek.
Odwróciła się tylko na chwilę, potem patrzy a chłopaka już nie ma.
Gdzieś ty się schował? wyciera ręce w fartuch i wychodzi na dwór.
Nigdzie go nie widać. Przerażona biegnie do furtki otwarta na oścież, ulica pusta. Ile minęło od ostatniego spojrzenia? Chwilka! Gdzie poszedł?
Nie wiedziała, że Staś usłyszał hałas za płotem starsze dzieci znęcały się nad małym szczeniakiem. Pętla, śmiechy, kopniaki. Staś biegnie ratować.
Puśćcie go! Przecież go boli! szarpie furtkę, aż w końcu puszcza.
Odpowiedział mu śmiech. Próbował zabrać pieska, kręcił się między starszakami. I tak znalazł się na drugiej stronie wsi. W końcu jakaś pani postraszyła chłopaków, a Staś przytulił szczeniaka.
A ty? Też go dręczyć będziesz?
Nie! On taki malutki…
No, to dobrze! kobieta poszła, a Staś rozejrzał się.
Gdzie tu droga do domu? Przychodzi mu na myśl, co mówiła mama: „Jak się zgubisz, stój i czekaj, znajdziemy cię.” Znalazł ławkę przy furtce i usiadł grzecznie. Babcia albo mamusia przyjdą.
Nie wiedział, że od chałupy odszedł dalej niż zwykle i Grażyna szuka z obłędem w oczach po najbliższych ulicach.
Maciek podjeżdża, widzi otwartą furtkę Stasi nie ma. Do żony mruknął przez szybę:
Poczekaj, zamknę bramę. Odpocznij chwilę.
Anka ledwo patrzy ze zmęczenia.
Maciek wchodzi do domu, szybko wyłącza gaz pod kipiącą zupą, wraca z żoną do pokoju.
Poleż, zaraz was znajdę. Gdzie Staś?
Pewnie poszedł z babcią do sklepu. Idę ich poszukać.
Grażynę spotkał na bocznej uliczce.
Słuchaj, Maciek! Staś! prawie się popłakała. Zniknął! Wyszedł i go nie ma!
Mama, spokojnie! Gdzie go szukałaś?
Blisko. Przecież nie miał prawa pójść daleko…
To różnie bywa. Ty tu, a ja okrążę trochę dalej! A w domu nie mów nic Ance!
Po godzinie znajduje Stasia śpiącego z pieskiem w objęciach. Szczeniak od razu szczeknął na Maćka.
Z tego będzie niezły stróż. Maciek podrapał szczeniaka po uszach. Wstawaj, synu!
Tato… Czekałem grzecznie, jak mi kazaliście!
I dlatego cię znalazłem. A kto to taki? wskazał na szczeniaka.
Tato… Prawie jak Atos babci Grażyny!
Prędzej Portos, taki spasiony! Chcesz go wziąć?
Mogę?!
No a jak! Dom bez psa to nie dom! Zobaczymy, jaki wilczur z niego wyrośnie.
Wracają; Grażyna siedzi półprzytomna na ławce.
Wszystko dobrze, znalazł się! uspokaja syn.
Grażyna tuli Stasia, cała we łzach.
Przestraszyłam się, kochanie!
Przepraszam, babciu! Już nigdy tak nie zrobię!
Płakała cicho, tuliła wnuczka. A kto jej powie, że „nie swój”? Gadać może ta Dżesika i jej podobni!
Anka dowiedziała się o wszystkim dopiero po powrocie. Staś milczał, czując, że mamie nie wolno teraz się denerwować. Razem myli panicznie pchliwego Portosa i śmiali się głośniej, niż trzynastka w totka.
Tęskniłam!
A ja jeszcze bardziej!
Siostra Stasia urodziła się w terminie i nazwali ją Grażynka po babci. Grażyna kwitła ze szczęścia, dojeżdżała do wnuków przy pierwszej możliwej okazji. Pamiętała jeszcze lęk że Anka nie odda jej już dzieci pod opiekę… Przyjeżdżała i pomagała przy wszystkim, gdzie trzeba było pary rąk, a słów nie za dużo.
On tak samo mógł zniknąć przy mnie, mamo. Nie obwiniaj się. Dla niego każde stworzenie ważniejsze od wszystkiego. Nawet biedronkę znosi z drogi, żeby jej nie podeptać.
Dobry rośnie. To najważniejsze!
Grażyna nie wcinała się w wychowanie, pomagała, jak trzeba, a od Anki usłyszała co i raz ciche:
Dziękuję, mamo!
Widząc, jak Staś biegnie ją uściskać, jak Anka rozkwita z uśmiechem, gdy oddaje małą na ręce, Grażyna wiedziała, że zrobiła dobrze.
Znowu do wnuczki? zaczepiła Dżesika przy bramce. Tylko ich rozpuszczasz!
Do wnuków, Dżesika mam dwoje.
Ale przecież tylko jedno twoje!
Dwoje mam. Oboje moje, i wnuk, i wnuczka. Tobie się nie tłumaczę uśmiechnęła się Grażyna. Chcesz wiedzieć sekret? Ty to zawsze pouczasz…
Dawaj, zadziw mnie.
Miłość, kochana, to dwie osoby. Chcesz być kochana, musisz się postarać. Ja jestem dzieci mnie kochają i wnuki też. A ciebie?
Szanują!
Też dobrze. Ja tam wolę miłość prawda? puściła jej oko.
Spojrzała na zegarek do autobusu została chwila, a ona już spóźniona, bo czekają na nią w jej drugim domu na kawę i uściski.



