Skarpetki
Och, jakiś ty słodki! Ty mój kochany! Boże, dlaczego dzieci są takie cudowne, kiedy są małe, co? Barbara Michałowska rozczulała się nad wnukiem, promieniejąc do kamery.
Pół roku Antosia świętowali z rozmachem animatorzy, balony, ogromny kolorowy tort. Dziadkowie nie żałowali grosza. Aniela nie była zachwycona tym pomysłem. Oczywiście doceniała, że rodzice chcą sprawić jej i synkowi radość, ale tak jak w dzieciństwie szybko zmęczył ją gwar przyjęcia. Najwidoczniej Antoś wdał się w matkę, bo już pół godziny po rozpoczęciu rozryczał się na dobre i Anieli pozostało wynieść go do domu. Zamknęła szczelnie okna, usiadła w fotelu z synem i w kilka chwil Antoś spał.
Namęczyłeś się dzisiaj, kochanie. Za wcześnie na takie wystawne imprezy.
Barbara wspięła się do pokoju dziecięcego, niosąc prezent stojący na stoliku w przedpokoju.
Śpi?
Zmęczony. Mamo, mówiłam ci za wcześnie na takie hałasy dla niego.
Daj spokój, niech się przyzwyczaja. Córeczko, możemy sobie pozwolić, by zrobić święto ukochanemu wnukowi. Ileż my na niego czekałyśmy! Zobacz, co mu kupiłam! Sam popatrz cudowne!
Szeleszczący papier zaniepokoił dziecko, które zaczęło wiercić się niespokojnie.
Mamo, może potem? Aniela zerwała się i zaczęła krążyć po pokoju, kołysząc synka.
No widzisz! Tyle się zastanawiałam nad prezentem, a tobie nawet nie jest ciekawie! westchnęła z irytacją Barbara, odstawiając pudełko na stolik.
Przecież bardzo jestem ciekawa! I jestem pewna, że prezent jest cudowny! Aniela uśmiechnęła się ugodowo. Przyniesiesz mi coś do picia? Strasznie chce mi się pić!
Odłóż dziecko i zejdź na dół.
Obudzi się.
To trudno! Pójdziemy znów na dwór!
Mamo, jak się obudzi, będzie długo płakał i krzyczał. Przyznasz, że to nie najlepszy pomysł?
Anielko, dziecko trzeba wychowywać od niemowlęctwa. Co to znaczy, że zapłacze? Wychowane dzieci nie płaczą!
Aniela na moment się zatrzymała, lecz zaraz wróciła do cichego tańca po pokoju. Jej ruchy płynnie przechodziły jedno w drugie, jakby ten taniec ćwiczyła od zawsze. Wychowane dzieci nie robią niczego, co nie podoba się dorosłym. A wychowane dziewczynki mają być idealne. Plecy proste, broda wysoko, pierwsza pozycja! Bez sprzeciwu!
Idę do gości. Ty połóż dziecko i zejdź. To nieprzyzwoite, żeby dom bez gospodyni był pusty.
Zamień mnie, proszę, mamo.
Barbara wyszła, a Aniela znów usiadła w fotelu, mocno tuląc synka. Ileż przeszła, zanim ten chłopiec pojawił się na świecie!
Aniela urodziła się w szacownej rodzinie. Dziadek był profesorem, babcia ordynatorem w jednej z najlepszych warszawskich klinik. Ojciec, nie łamiąc rodzinnej tradycji, został lekarzem. Aniela nie potrafiła zrozumieć, jak to się stało, że taki mądry, pewny siebie człowiek stał się nagle miękką plasteliną w rękach jej matki. Barbara była daleka od nauki z trudem skończyła uniwersytet, schowała dyplom na dnie szafy i rozpoczęła polowanie na męża. A dokładniej babcia Anieli szukała męża dla swojej córki. Helena Konarska zrobiła to perfekcyjnie. Poznali się na jubileuszu rodziców Barbary i poszło już z górki. Piękna, wygadana Basia oczarowała Marcina, wkrótce wzięli huczny ślub i zamieszkali w mieszkaniu kupionym przez rodziców. Po dwóch latach pojawiła się Aniela, natychmiast przechodząc pod skrzydła babci. Helena przejęła kontrolę nad nianią i osobiście decydowała o zajęciach dla wnuczki. Dwa języki, szkoła baletowa i prywatny nauczyciel muzyki.
Wszystko w dziecku musi być piękne!
Aniela spędzała weekendy w muzeach i teatrach pod czujnym okiem babci. Rodziców prawie nie widywała. Ojciec pracował, matka wpadała tylko, by wycałować córkę i pognać na imprezę.
Dzięki babci Aniela dostała się do szkoły baletowej, a później do znanego teatru. Kariera układała się dobrze, aż poznała Pawła, swojego przyszłego męża. Paweł nie przypadł rodzinie do gustu, z wyjątkiem ojca.
Boże! Co za mezalians! Helena leżała na kanapie, przyciskając smukłe dłonie do skroni. Dziewczyno, pomyśl dobrze! Po co ci takie życie? Co ty z tym prostakiem zrobisz? On nawet dwóch zdań nie wypowie!
Babciu, przy tobie mało kto wypowie więcej niż dwa zdania Aniela siedziała ze skrzyżowanymi nogami, co w innej sytuacji skończyłoby się reprymendą. Teraz jednak myśli Heleny krążyły gdzie indziej.
Co chcesz przez to powiedzieć?! Helena zaskoczona spojrzała na wnuczkę.
Że mało kto może równać się z twoją inteligencją.
Babcia patrzyła nieufnie na wnuczkę.
I jeszcze Paweł mi się nie tylko podoba. Kocham go, babciu. I chyba nie zaprzeczysz, że miłość to siła, która napędza sztukę?
Daj spokój ze sztuką! Jak chcesz z nim żyć?
Długo. I jeśli się uda, szczęśliwie.
Aniela wywalczyła swoje. Po długich kłótniach i upomnieniach. Patrząc Pawłowi w oczy, powiedziała twardo tak i ucięła wszelkie kolejne dyskusje. Dla Pawła Aniela była boginią, która olśniła go zupełnie. Krucha, delikatna, bardzo wrażliwa, a jednak miała w sobie siłę i niesamowitą wrażliwość. Chciało się ją objąć, ochronić przed całym światem.
Niewiele mogę ci dać. Ale będę próbował cię uszczęśliwić. Umiem kochać to na pewno.
To wystarczyło. Aniela zrozumiała, że Paweł kocha ją taką, jaka jest. Bez wymagań. Żadnych spełnień cudzych oczekiwań.
Nie mieli łatwo. Paweł nie miał wysoko postawionych krewnych ani bogatej rodziny. Ojciec zmarł dawno, matka, Krystyna Pawłowska, całe życie pracowała w szkole jako nauczycielka i potem wicedyrektorka. Dzieci ją uwielbiały, a syn ją podziwiał. Pomogła mu skończyć studia, wspierała w pierwszych krokach. Paweł okazał się zdolny i przedsiębiorczy po paru latach jego firma zaczęła przynosić zyski, a po dekadzie była na szczycie w branży. Nawet nieugięta Helena uznała w końcu jego talenty zupełnie zmiękła, gdy urodził się prawnuk.
Aniela do dziecka dążyła latami. Chciała prostego szczęścia, nie wielkości. Ale natura miała inne plany. Lata badań, dwie operacje, żadnych rezultatów. Aniela płakała nocami, chowając łzy przed mężem, myśląc, że powinien mieć dziecko. Gdy podjęła decyzję i powiedziała Pawłowi, usłyszała tylko jego śmiech.
Wybacz, Anielko! Paweł przytulił ją mocno. To mój sposób na nerwy. Skąd ci się wzięło, że moja miłość zależy od tego, czy będziemy mieć dziecko? Jesteś całym moim światem!
Aniela płakała z bezsilności i ulgi jednocześnie.
Zrozumieć, że matka nie będzie, nie było trudne zaakceptować to już tak. Próbowała się pogodzić, ale los sprawił, że jej matka pogarszała tylko jej nastrój, skarżąc się na to, że wszystkie koleżanki już babcie, tylko ona ciągle młoda. Z kolei koleżanki zapraszały na urodziny dzieci. Czas leciał, napięcie malało. Aniela przestała nachalnie przyglądać się maluchom na placach zabaw i zaczęła prowadzić własną klasę baletu.
Muszę coś robić, bo zwariuję!
Paweł nie rozumiał motywacji, ale wtrąciła się Krystyna.
Paweł, nie wiesz, ile ona wycierpiała. Dla kochającej kobiety danie dziecka to największa radość. Bądź przy niej. Pozwól jej robić, co chce.
Rozumiem, mamo.
Sam znalazł dla żony lokal, Aniela aż zaklaskała, widząc jasną salę.
Wspaniale! Jesteś genialny!
Wyposażenie, nabór dzieci, zajęcia wszystko to pozwoliło Anieli oderwać się od trosk. Pierwsze sygnały ciąży przegapiła.
Anielko, zapytam jeśli nie odpowiesz, nie musisz. Ty chyba spodziewasz się dziecka? Krystyna spojrzała uważnie na synową podczas jednej kawy.
Aniela zesztywniała, patrząc z niechęcią na teściową. Wiedziała! Po co więc pyta?
Nie gniewaj się! Po prostu mi się wydaje…
Przesłyszało się pani! Aniela wstała, ale musiała natychmiast usiąść z powodu zawrotów głowy.
Krystyna poprosiła o wodę.
Poczekaj tu.
Po chwili wróciła z pudełeczkiem.
Po co zgadywać? Sprawdźmy.
Kelnerzy patrzyli ze zdumieniem na dwie kobiety, które kilkanaście minut później, zapłakane i rozśmiane tańczyły po kawiarnianej podłodze. Tyle szczęścia było na ich twarzach, że każdy w kawiarni domyślał się, że wydarzyło się coś pięknego.
Antoś przyszedł na świat zdrowy, mocny, nie dając lekarzom odpocząć.
Baletnica, hę? neonatolog spojrzał na zmęczoną Anielę.
Tak jest.
I świetny chłopak! Dobra robota, mamo!
Od teraz Aniela budziła się rano z poczuciem takiej pełni, że aż zaczęła się bać.
Nie bój się, kochanie. Jesteśmy we dwoje Paweł szeptał, patrząc na malutkie oblicze w koronkowym kocyku szykowanym przez Barbarę.
Wyjście ze szpitala było dla Anieli koszmarem. Paweł robił, co mógł, ale Barbara postawiła na swoim. Fotograficy szaleli wokół matki z dzieckiem, tłum gości krzyczał pod bramą szpitala. W domu stół załadowany po brzegi.
Aniela, ledwie stojąc od bólu, śniła tylko o prysznicu i drzemce.
Po co to wszystko, mamo?
Jak to?! Barbara była zdziwiona. Musi być, jak trzeba! To święto! Jestem szczęśliwa!
Aniela wiedziała, że nie ma nawet sensu się spierać. Wdrapała się po schodach i zwinęła się z bólu, widząc, ilu jest jeszcze gości.
Córciu, to najbliżsi!
Aniela spotkała spojrzenie Krystyny, która stała z boku i wydęła usta. Stać było coraz ciężej, goście napływali.
Pozwólcie mi na moment uprowadzić wnuka i jego mamę Krystyna stanowczo złapała Anielę pod ramię i poprowadziła na górę.
Połóż się. Ja ci wszystko przygotuję, pójdziesz pod prysznic. Głodna jesteś?
Aniela kiwnęła głową, patrząc, jak mąż odkłada synka do kołyski. Instynkt przestał ją niepokoić.
Trzeba iść na dół.
Komu trzeba? Krystyna zmarszczyła brwi. Dadzą sobie radę beze mnie i bez ciebie.
Aniela odetchnęła, zasnęła zwinięta w kłębek, słuchając jak teściowa krząta się po pokoju.
Śpij. Ja przypilnuję dziecka.
Za Antosiem… szepnęła i pogrążyła się w śnie, nie widząc, jak ciepło uśmiecha się Krystyna. Antoś tak nazywał się ojciec Pawła.
Barbara przyszła po kilku minutach z oburzeniem, że córka śpi, zamiast przyjmować gości.
Jak można?!
To można nazwać młoda matka karmiąca. Potrzebuje spokoju, bo inaczej nasz chłopczyk będzie bez mleka.
Bez przesady! Ja Anielę dwa dni nie karmiłam i wyrosła zdrowa. Barbara ruszyła do pokoju, lecz Krystyna stanowczo ją zatrzymała.
Może świętujmy w naszym gronie, nowy status? Lepiej będzie, jeśli chłopak będzie nazywał nas babciami czy po imieniu?
Paweł zamknął za nimi drzwi i w duchu podziękował matce. Z teściową miał trudne relacje. Korzystała ze wszystkiego, co mógł jej zaoferować, nie przejmując się jego zdaniem. Paweł starał się być cierpliwy, ale Barbara potrafiła wyprowadzić go z równowagi. Z teściem było łatwiej. Marcin docenił zięcia, w kwestii dominacji żony milczał.
Nie da się jej zmienić, a awantura nikomu nie służy.
Aniela obudziła się po półtorej godziny, najpierw nie wiedząc, gdzie jest. Antoś zaczął się wiercić, w dole ktoś śmiał się głośno, wróciła do siebie. Nakarmiła synka, poprosiła o pomoc męża i poszła do łazienki. Po kąpieli, siedząc przy oknie, pochłaniała pyszny krupnik ugotowany przez teściową i pytała o pielęgnowanie dziecka.
Coś mi pokazywali w szpitalu, ale boję się. Odłożyła łyżkę.
Jedz i nie bój się niczego! Dzieci są silniejsze, niż myślisz. Jesteś matką. Sama wiesz, czego potrzebuje twoje dziecko. I nigdy w to nie wątp! Brzmi odważnie, ale tak jest. Spróbuj.
Czas pokazał, że miała rację. Aniela szybko rozgryzła wszystko i choć jej lęki trwały w tle, nie bała się już tak bardzo.
Pierwsze pół roku zleciało błyskawicznie. Krystyna przyjeżdżała parę razy w tygodniu, by pomóc, ale zwykle kończyła gotując i sprzątając. Anielę to trochę krępowało, lecz teściowa szybko ucięła temat:
To rzadki czas. Łap każdą chwilę z dzieckiem, przez moment taki malutki. Zniknie zanim się spostrzeżesz.
Barbara wpadała rzadko, ale każda wizyta była wydarzeniem.
Aniela, zobacz, jaką wózek wypatrzyłam! Niesamowity!
Mamo, ale nasz jest świetny!
Nieporównywalny! Idziemy testować!
Wnuka długo nie nazywała po imieniu.
Co to za imię? Nie dało się inaczej? Antoni! Przecież można lepiej!
Mamo, królewskie imię. O co ci chodzi?
Chłopak z tym imieniem naśmiewany będzie w szkole!
To pójdzie do normalnej szkoły! Wybór imienia należy do rodziców.
Wcale nie. Imię to tradycja. Twoje wybrała babcia, nie ja.
Dobrze, że syna mogłam nazwać sama.
Barbara prychała, brała wnuka na spacer i cieszyła się, gdy przechodnie mylili go z jej własnym dzieckiem. W miasteczku wszyscy i tak szybko zorientowali się, jak jest naprawdę. Spacery babcia skończyła, wpadała tylko na kawę, czasem całując wnuka i lecąc na swoje sprawy.
Będę dla niego babcią-świętem! każda jej wizyta kończyła się nową zabawką.
Wszystko się ustabilizowało, każdy znał swoje miejsce.
Przyjęcie, które Barbara zorganizowała na pół roku Antosia, o mało nie skończyło się awanturą.
Aniela roześmiała się do synka i zajrzała do pudełka od matki. Wspaniała srebrna grzechotka wywołała jej okrzyk.
Antosiu, zobacz, jakie piękne!
Chłopiec chwytał zabawkę w łapki i szeroko się śmiał, ukazując pierwsze ząbki.
A co ci babcia Kryśka sprezentowała? Aniela otworzyła torbę pozostawioną przez teściową.
Biały komplecik zrobiony szydełkiem przez Krystynę był tak miękki i delikatny, że Aniela przytuliła go do policzka.
I skarpetki! Jakie śliczne! Babcia ma talent, skarbie!
Barbara weszła właśnie do pokoju, urzeczona.
Boże, jakie urocze! Co za dizajnerska perełka?
Nie. Krystyna sama uszyła.
Barbara odwróciła w palcach sweterek.
Nie mogła wymyślić lepszego prezentu? Pierwsza poważna data, można by coś kupić. Skąpstwo przy takich okazjach! Nie do wiary!
Mamo!
No co? Mam rację?
Aniela nie wiedziała gdzie się podziać, patrząc na teściową, która w drzwiach słyszała wszystko. Krystyna skinęła jej tylko głową, odstawiła na szafkę kompot doniesiony dla Anieli i wyszła bez słowa. Gdy Aniela opanowała synka i zeszła na dół, okazało się, że teściowa już wyjechała.
Paweł, zrobiło się nieprzyjemnie! Wstyd mi!
Ale przecież to nie ty mówiłaś. Czego masz się wstydzić?
Nie zareagowałam od razu! Nie wolno tak!
Nie martw się. Mama wszystko zrozumiała.
Próbowała wszystko naprawić, ale życie samo ułożyło sprawy. Przez kilka miesięcy próbowała z teściową rozmawiać, lecz tamta tylko zbywała temat.
Anielko, przestań, nie przejmuj się. W ogóle się nie obraziłam.
Ale Aniela miała wrażenie, że coś się między nimi złamało. Pragnęła to naprawić.
Źle jej się zrobiło w dzień, gdy w domu był tylko Antoś, śpiący na górze. Aniela z bólem w brzuchu wykręciła numer męża, ale telefon był wyłączony. Paweł miał konferencję czy wizytę na budowie, nie było zasięgu. Ojciec operował, więc zadzwoniła do matki i usłyszała:
Hej, hej! Wszystko dobrze? Jak Antoś? Dawno się nie widzieliśmy! Świetnie wyszła ta impreza! Mówiłam, że trzeba. Wszyscy zachwyceni!
Mamo…
Nie dziękuj! Jestem babcią! Oj, czekaj, druga linia! przerwała, a Aniela patrzyła zdezorientowana na telefon. Kilka kolejnych prób i tylko sygnał zajętości.
Ból narastał, zwijając wnętrzności. Aniela wybrała pogotowie, a potem numer teściowej.
Aniela?
Proszę… pokój falował, była bliska utraty przytomności. Antoś…
Krystyna nigdy tak nie biegła. W kapciach, z torebką, wypadła na ulicę i zatrzymała prawie na siłę taksówkę.
Chcesz umrzeć?! krzyknął kierowca.
Proszę! Córka źle się czuje! Musimy szybko!
Wsiadaj!
Krystyna trzymała się kurczowo i była przerażona, ale kierowca pędził bezpiecznie.
Spokojnie! Trzydzieści lat prowadzę, bez wypadku. Zdążymy.
Karetka przyjechała minutę po taksówce.
Proszę tędy! Krystyna wypadła na ulicę do lekarzy.
Aniela przytomniała już w karetce.
Zabieramy panią do szpitala.
Gdzie, po co?
Anielko, tak trzeba. Nie martw się! Ja zajmę się Antosiem. Paweł już jedzie.
Operacja poszła dobrze i po dwóch tygodniach wypisali ją. Wbrew własnym chęciom została jeszcze kilka dni, bo ojciec nalegał.
To nie żarty! Twoje zdrowie jest ważne! Antoś potrzebuje silnej mamy!
Wróciwszy, od razu przytuliła dziecko i wykręciła numer matki.
Mamo!
Anielko! Jak się czujesz?
Średnio. Potrzebuję twojej pomocy.
Jak mam ci pomóc? W głosie Barbary pojawił się dziwny ton.
Chciałabym, żebyś przez pewien czas z nami pomieszkała. Nie mogę dźwigać, będę potrzebowała pomocy przy Antosiu.
Oczywiście, ale… Mam wykupiony wyjazd. Odlot pojutrze. Muszę odwołać, chociaż bilet bezzwrotny. Tak marzyłam o tej podróży!
Aniela zacisnęła oczy i rozłączyła się. Będzie musiała radzić sobie sama.
Nakarmiła synka, zamknęła oczy. Kiedy ten ból wreszcie zniknie? Lekarze i ojciec mówili, że już czas, a szwy ciągle bolały.
Obudziła się, słysząc czyjeś kroki.
Och! Nie chciałam cię budzić! Krystyna wzięła Antosia na ręce i odwzajemniła uśmiech synowej. Głodna? Ugotowałam twoją ulubioną zupę. Jest kompot i świeże drożdżówki. Oddam Antosia Pawłowi i wszystko ci przyniosę. Możesz? Zostanę z wami parę tygodni, dopóki nie wrócisz do formy.
Aniela popatrzyła na teściową i rozpłakała się.
No już, dziewczyno! Nie płacz! Lekarz mówił, że teraz potrzebujesz tylko dobrych emocji! Skupmy się na tym, co dobre. Popatrz, co was czeka.
Krystyna postawiła wnuka na podłodze i lekko puściła rączki. I łzy Anieli wyschły, widząc jak jej synek podreptał do niej sam. Przyciągnęła go do siebie, a potem spojrzała na teściową.
I co? Lepsze emocje? Krystyna się roześmiała. Chodź, musisz coś zjeść. Szybko wracaj do sił, bo kiedy ten młody człowiek zacznie biegać, przydadzą ci się wszystkie twoje moce.



