Porwanie stulecia — „Chcę, żeby faceci biegali za mną i płakali, że nie mogą dogonić!” — wykrzyknęła…

Dziennik Marleny. 1 stycznia, rano.

Już wczoraj się śmiałyśmy ja i dziewczyny że czasem w życiu trzeba trochę szczęścia, nie tylko kolejnej reklamy kremu przeciwzmarszczkowego czy kolacji z patelni, ale tej prawdziwej przygody. A potem Asia wypisała mi na karteczce życzenie: *Chciałabym, żeby faceci biegali za mną i płakali, że nie mogą mnie dogonić!* Przeczytałam na głos i jak na noworoczne przyrzeczenie przystało podpaliłam kartkę zapalniczką. Popiół sypnął się do kieliszka z prosecco, który zaraz potem dopiłam pod śmiech koleżanek.

Choinka zamrugała lampkami, jakby się zamyśliła, po czym rozbłysła jeszcze ostrzej. Przycisnęłyśmy sobie kufle do ust, w rytmie Last Christmas kiwałyśmy się na kanapie, świąteczny wir tańca i plotek pochłaniał każdą z nas. Z gałązek sypnęło się złoto albo może tak mi się tylko wydawało…

***

Maaama, wstawaj! Głosik tuż przy uchu. Otworzyłam jedno oko, z trudem, tak by sprawdzić, czy to mój świat.

Nad łóżkiem stała dosłownie cała drużyna piłkarska: czterech chłopców, uśmiechniętych od ucha do ucha.

Jesteś nasza mama, pamiętasz? przekrzykiwali się, jeden za drugim pochylając się nade mną:
Patryk, mam dziewięć lat. Michał, siedem. Kacper pięć. Dawid, trzy!

Wszyscy jak spod jednej matrycy, z oczami ciemnymi jak lśniąca czekolada i zawadiackimi uśmiechami. Ale nie takich mężczyzn sobie wymarzyłam jako noworoczną atrakcję…

A wasz trener gdzie? Tfu, znaczy… tata wasz? wymamrotałam z chrypką. Przynieście mamie szklankę wody…

Zdążyłam przymknąć oczy może na dziesięć sekund, gdy poczułam chłodny uścisk plastiku. Ktoś wręczył mi szklankę wody, tangeralkę i even kufel ogórkowej zalewy. Patryk już wie, jak zreanimować matkę po noworocznych szaleństwach. Myślę: dzieciaki mądre, rosną mi pod bokiem przyszli zawodnicy życia.

Mamo, wstawaj! Przecież obiecałaś! jęczeli młodsi.

Co ja właściwie obiecałam? Kino? Lody w lodziarni przy Plantach?

Ale gdzie się wybieracie? spytałam, próbując przypomnieć sobie cokolwiek.

I właśnie wtedy weszła do pokoju wysoki brunet. Spojrzał na mnie oczami, w których igrały złote iskierki jak w rozgrzanym orzechu. Co za facet, pomyślałam przez zamglenie.

Już prawie gotowi. Spakowałem walizki, po drodze wpadniemy do Piotra i Pawła. Potem ruszamy.

Bez żadnych wspomnień, ani śladu, bym znała tę rodzinę, wiedziałam tylko jedno moje życie nagle wywinęło fikołka i rzuciło mnie w obcy świat.

Zerknęłam na komodę: zdjęcia nieznane, tapczan inny niż mój, zasłony w dziwny geometryczny wzór. Tylko jedna rzecz przykuła uwagę mojej pamięci czerwona gwiazda betlejemska, uroczyście postawiona w białej doniczce obszytej perełkami. Tę samą kwiatową ozdobę dostałam wczoraj od Asi na prezent.

Starałam się rozplątać w głowie wydarzenia z ostatniej nocy. Sylwester ze starymi przyjaciółkami Tina, Magda, Ewa, Asia. Wszystkie wystrojone po warszawsku, z markowymi torebkami. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, narzekałyśmy na brak czasu i mężów. A ja, jedyna singielka, słyszałam raz za razem to samo: Ty to masz dobrze: śpisz ile chcesz, nikt cię nie budzi, kochasz biegasz, nie chcesz odpoczywasz.

Każda dostała drogi upominek, ja swoją gwiazdę betlejemską i ekskluzywne prosecco z zamku w Burgundii. Potem czytanie życzeń, śmiech, zdjęcia i… urwany film.

W lustrze ta sama ja makijaż sylwestrowy, sukienka trochę wymięta, ale absolutnie nie-matka-czwórki. Jak miałabym nie pamiętać własnych dzieci? I czemu znam ich imiona, a imienia tego przystojniaka nie?

Na korytarzu stały walizki Samsonite dwie dorosłe i trzy dziecięce plecaki z emblematami piłkarskimi.

Nie na piknik. Może do Zakopanego? No dobra, choćby nad morze!

Nim moje podejrzenia zdążyły się rozwinąć, mąż już ładował dzieci do ciemnoniebieskiego Volkswagena Transportera. Szybko, sprawnie, jakby robił to setki razy. Usadziłam się na przednim siedzeniu z kawą w plastikowym kubeczku z mlekiem, fuj! i czułam narastający dyskomfort. A jeśli to… porwanie?

Droga wyprowadzała nas szybko za miasto, samochód gładko sunął pod Warszawą, dzieciaki szepczą, śmieją się, coś planują. On patrzył przelotnie w lusterko, uśmiechał się zaczepnie.

Miałam wrażenie, że jestem jak jeżyk we mgle. Wszystko znajome dom, dzieci, faceci przy stole ale czuję, że to nie moje miejsce. I nagle olśnienie. To musi być podstęp. To nie moja rodzina. Porwał mnie!

Dzieci zaczęły marudzić:
Tata, siku!
Chcemy pić!
Daj coś zjeść!

Zatrzymaliśmy się na Orlenie. Wszyscy wysypali się z auta, ja cichaczem skierowałam się w inną stronę, szukając okazji do ucieczki. Dopadłam samochodu, ale w stacyjce brak kluczyków.

I wtedy zza szyby:
Marlena, wszystko dobrze? Już cię szukamy. Ruszamy dalej! uśmiechnął się beztrosko.

Po godzinie dotarliśmy pod lotnisko Chopina. Tumult ludzi, dzieciaki rozbiegane, on niesie bagaże.

Adrenalina buzowała mi w żyłach. To już koniec, muszę działać! Wyprzedziłam ich i na środku hali głośno zawołałam:
To porwanie! Pomocy!

Zamieszanie. Mundurowi ochroniarze, zimne, plastikowe kajdanki i głos męża, wołającego:
To tylko żart! Proszę, to noworoczny żart, nie mamy żadnej broni!

Wtedy zobaczyłam je moje przyjaciółki, stojące za reklamą. Spięte, zawstydzone i rozbawione jednocześnie, machały do mnie i ochroniarzy.

A dzieci teraz już zidentyfikowane jako siostrzeńcy porywacza wbiegły w objęcia jednej z nich.

Powoli docierało do mnie, co się stało. To był żart. Noworoczny, na wysokim poziomie, z rozmachem i aktorami.

Przyjaciółki długo chciały połączyć mnie z jednym z ich kolegów Waldkiem, tym cichym, wysokim z orzechowymi oczami, który zawsze za mną wzdychał, ale nie miał odwagi podejść. Wiedziały, że jeśli ktoś powie hej, poznaj Waldka, to ja, z moim podejściem wolę być sama, zamknę się i ucieknę.

Więc postanowiły: trzeba mnie rzucić na głęboką wodę. Skomponowały symulację rodzinnego śniadania, wyjazdu, dzieci i ciepłego faceta, który wszystko załatwi z uśmiechem.

Chciałyśmy, żebyś poczuła to sercem wyznała Asia. Nie rozumem. Nie wygadać się, tylko doświadczyć.

Próbowałam się złościć, ale nie potrafiłam. Przełknęłam całą tę historię i nagle zrozumiałam eksperyment się udał! Może właśnie czasem potrzeba nietypowych metod, żeby dostrzec, że ktoś lepszy czeka tuż obok.

Spojrzałam na Waldka w orzechowych oczach bawiły się złote iskierki, usta lekko drgnęły w kocim uśmiechu. Dzieciaki, wcale nie moje, już oblegały swojego ukochanego wuja.

No to poznamy się raz jeszcze? Waldek jestem wyciągnął dłoń. Pozwolisz się porwać?

Spojrzałam na dziewczyny w oczach były troska i żartobliwa nuta. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam za nim w stronę odprawy.
Ale dzieci niech zostaną w domu szepnęłam przez śmiech.

A cała sytuacja? Może czasem życie nie wykrada nas, tylko przenosi tam, gdzie zawsze powinniśmy już być.

I może właśnie dlatego Nowy Rok rozpoczęłam jako ofiara porwania, a skończyłam jako bohaterka przygody życia już z biletem do czegoś nowego: śmiesznego, ciepłego, trochę zwariowanego i całkiem prawdziwego.

Oceń artykuł
TwojaCena
Porwanie stulecia — „Chcę, żeby faceci biegali za mną i płakali, że nie mogą dogonić!” — wykrzyknęła…