„Przeklęty stary dom”

Przeklęty stary dom

To tutaj! Wysiadamy! kierowca zatrzymał ciężarówkę przy starym drewnianym płocie i wyłączył silnik.

Zosia delikatnie potrząsnęła Michaliną, która smacznie spała, oparta o jej ramię.

Córeczko, dotarłyśmy. Otwieraj oczka.

Zaspana Michalinka przetarła oczy piąstką i rozejrzała się, próbując zobaczyć dom.

Mamo, to tutaj teraz będziemy mieszkać?

Tak, kochanie. Chodź, trzeba rozładować rzeczy i zobaczyć, co i jak.

Zosia zeskoczyła z wysokości na ziemię i wzięła na ręce córę. Zaraz zza ciężarówki wyszedł Mateusz, który jechał własnym autem za nimi.

Wszystko w porządku?

Tak. A gdzie klucze?

Proszę były mąż podał jej pęk kluczy. Dokumenty do domu zostawiłem na stole. Znajdziesz. W sobotę przyjadę po Michalinę, jak się umówiliśmy.

Dobrze.

Pomogę wam z rzeczami i jadę. Spraw mam pełno.

Zosia skinęła głową. W środku czuła się jak zbity pies, ale wiedziała, że nie ma wyjścia trzeba żyć dalej! I najlepiej już bez łez.

Z Mateuszem przeżyła pięć lat. Miesiąc temu dowiedziała się, że jej mąż ma inną kobietę. I to nie romans, a już poważny związek Chce się żenić

Z początku Zosia poczuła się jakby przeniosła się do równoległej rzeczywistości. Wokół panował półmrok. Co robić dalej? Jak żyć?! Nie mogła nawet myśleć o przyszłości. Jeszcze wczoraj miała bezpieczną przystań, spokojnego męża, a dziś nic. Wszystko wyparowało Nawet wiara w ludzi. Skoro najbliższy może tak po prostu zdradzić, to komu ufać? Przecież żyli z Mateuszem spokojnie, nie kłócili się prawie i dogadywali się jak zawsze! Dlatego niczego się nie spodziewała.

To była dla niej nie tylko dobijająca nowina, lecz prawdziwa katastrofa.

Zosia działała dalej automatycznie opiekowała się córeczką, gotowała, sprzątała, pracowała, ale nie mogła się poskładać i zmusić do myślenia choćby o jutrze.

Mieszkanie, w którym żyli z Mateuszem, należało do jego rodziców.

Zosia miała tylko starszą ciocię Jadwigę mieszkającą w sąsiednim mieście. To jedyny bliski człowiek. Nie mogła jej często odwiedzać, więc wynajęła sąsiadkę do robienia zakupów i doglądania starszej pani. Mieszkanie, odziedziczone po swoich rodzicach, Zosia wynajmowała, a czynsz w połowie przekazywała na swoje konto i w połowie na konto cioci Jadzi. Wielokrotnie proponowała jej zamianę domku na mieszkanie bliżej siebie, ale ta zawsze odmawiała.

Mateusz, postawiając żonę przed faktem zdrady, wiedział, że nie będzie scen. Taki już miała charakter. Był pewien, że Zosia po prostu się zamknie w sobie. Kiedy już nie było co ukrywać, bo życzliwe dusze doniosły Zosi co i jak, wrócił do domu i, gdy córeczka zasnęła, zaprosił Zosię do kuchni.

Wiem, że już wiesz. Nie będę się tłumaczył. Tak wyszło. Mamy dziecko. Trzeba się zastanowić, żeby Michalina nie ucierpiała. Co planujesz dalej?

Jeszcze nie wiem Zosia trzymała w dłoniach filiżankę i nie odrywała wzroku od stołu.

W środku kotłowały się emocje. Pytania dlaczego? i za co? skakały po głowie, lecz na zewnątrz nic po niej nie było widać. Nie chciała, żeby mąż widział, co przeżywa. Okrutny żal ściskał gardło, aż ciężko było oddychać. Ale w czymś miał rację trzeba pomyśleć o dziecku.

Chyba muszę zerwać umowę z najemcami mieszkania

Nie trzeba. Wiem, że cię skrzywdziłem, ciebie i Michalinę. Przemyślałem to i Pogadałem z rodzicami. Zosiu, co byś powiedziała na przeprowadzkę?

Gdzie? spojrzała na raz jeszcze męża.

Wiesz przecież, że moja mama ma w sąsiednim mieście dom po dziadkach. Stary, trzeba by go trochę odświeżyć, ale porządny i ciepły. A twoja ciocia Jadzia mieszka na sąsiedniej ulicy, jeśli się nie mylę. Mama chce przepisać ten dom na ciebie i Michalinę. Co o tym myślisz?

Odszkodowanie? uśmiechnęła się gorzko Zosia, po czym pomyślała.

Chyba to był najlepszy wariant. Chodzić po osiedlu i ryzykować przypadkowe spotkanie z Mateuszem i jego kochanką tego nie chciała. Całe otoczenie sprawiało teraz ból. W parku, gdzie spacerowała z córką, natychmiast wspominała radosne, rodzinne chwile.

A teraz musiała myśleć o przyszłości przede wszystkim Michaliny.

Co traciła? Miasteczko małe, ale jest szkoła, przychodnia, wszystko blisko. Ciocia Jadzia, jedyna rodzina, od której mogła oczekiwać pomocy i wsparcia. Michalka mała wymaga ciągłej opieki. Mateusz już nie zaopiekuje się nimi jak dawniej. To znaczy, że trzeba będzie szukać pracy

Stanowczo kiwnęła głową:

Zgadzam się.

Dobrze! Mateusz wstał. Jutro dogadacie się z mamą, kiedy iść do notariusza. Zadzwoni do ciebie. Jadę.

Przy wychodzeniu zatrzymał się na progu i nie patrząc na nią powiedział cicho:

Przepraszam! Nie chciałem, żeby tak wyszło.

Zosia nie odpowiedziała. Kiwnęła tylko, zamknęła za nim drzwi, po czym, zsuwając się po ścianie, przygryzła rękaw swetra i cicho wyła, by nie obudzić córki.

To nie był płacz to było wycie. W dzieciństwie Zosia oglądała kiedyś dokument o wilkach. I teraz czuła się nie kobietą, a zranioną wilczycą.

Płakała długo, a potem poczuła, że wraz ze łzami spłynęła też cała złość na męża. W duszy zostało puste wypalone miejsce. Jedyna myśl, która się tam kręciła trzeba znaleźć coś dobrego i wypełnić tę pustkę, bo inaczej ugrzęźnie w otchłani rozpaczy i już z niej nie wyjdzie.

Następne tygodnie były tak trudne, że poza sprawami związanymi z przeprowadzką nie myślała o niczym.

I oto stoi przed przekrzywionym starym płotem nowego domu i patrzy na wielki, zarośnięty sad, z którego ledwo co widać dach i narożnik werandy.

Michaśka szarpnęła ją za rękę:

Mamo, no idziesz czy nie?! Chodź zobaczyć!

Przeszły ścieżką, minęły starą jabłoń i dopiero wtedy zobaczyły dom.

Nie dom pomyślała Zosia. Domisko. Lekko podniszczony, ale solidny, z małym poddaszem i piękną, szeroką werandą z kolorowymi szybkami. Otoczony jesiennym sadem, aż prosił się o zdjęcia. Zosia rozpakowała aparat i zrobiła kilka fotek. Patrząc na przyszłe gniazdko, poczuła, że bardzo jej się tu podoba, a ilość pracy, jaka ją czeka, to dokładnie to, czego teraz potrzebuje. Michalinka stała obok, z otwartą buzią i wsadzonym palcem, Zosia lekko pociągnęła ją za pompon czapki:

Przestań memłać palca! Zaskoczył cię domek?

Maaaamo, jaki on piękny!

Zgadzam się. Ale chodźmy zobaczyć wnętrze i wymyśleć, gdzie będziesz spać.

Tak! Szybko!

Wspięły się schodami i weszły przez werandę. Przestronny korytarz prowadził do kuchni i pokoi. Zosia krążyła, próbując wyobrazić ustawienie mebli.

Dom był nieduży. Kuchnia, dwa pokoje na dole i jeden na poddaszu oraz obszerna jadalnia z wielkim okrągłym stołem, nad którym wisiał stary abażur przyozdobiony szydełkowaną chustą. W środku było wilgotno. Pewnie dawno nie grzano. A jednak czuła tu ciepło i przytulność nawet bez pieca.

Zosiu! Wszystko rozładowane, rozliczyłem się z kierowcą Mateusz zajrzał do dużego pokoju Chodź, pokażę ci, jak się włącza ogrzewanie i bojler.

Wszystko szybko pokazał, po czym pożegnał się i odjechał.

A Zosia ruszyła do kuchni.

Wsadziła wodę na czajnik, wyjęła pojemniki z jedzeniem, by nakarmić córkę. Nastawiła gulasz do podgrzania i zabrała się za mycie stołu.

Kuchnia była mała, ale przeurocza. Dwa duże okna wychodziły na sad. Pod jednym z okien stał stół, który Zosia zabrała się sprzątać. Michaśka machała nogami na krześle, gapiąc się na szafki i kolorowy abażur.

Nagle w okno coś stuknęło. Michaśka pisnęła, Zosia podniosła głowę znad blatu. Na zewnętrznym parapecie siedział wielki rudy kot.

No proszę! Ale nas przestraszyłeś! westchnęła Zosia. Michałko, zobacz jaki przystojniak!

Kot patrzył na Zosię bez mrugnięcia.

No co tak się gapisz? Wchodź, skoro przyszedłeś! Coś ci znajdę do jedzenia.

Kot zeskoczył z parapetu i zniknął.

Byłby dumny, gdyby zaprosić zaśmiała się Zosia. Michalina, myj ręce! Pora na obiad.

Odwróciła się do drzwi i aż jęknęła. Na progu siedział kot.

Jak się tutaj dostałeś?! Przecież zamknęłam drzwi!

Kot milczał. Wcale się nie bał. Patrzył na domowników cudnymi żółtymi ślepiami i mrużył je tak słodko, że Zosia również się uśmiechnęła.

Wyjęła kawałek gotowanego kurczaka, podzieliła na kawałki i położyła na talerzyku.

No, racz się!

Kot powolnie podszedł i zaczął jeść.

Zosia obejrzała drzwi wszystko zamknięte, ale na dole, przy wejściu, zauważyła klapkę, pewnie kiedyś zrobioną właśnie dla kotów.

A więc kotek wie, jak tu wejść!

Wróciła do kuchni. Michalina siedziała na podłodze przy kocie, opowiadając mu coś zawzięcie. Kot słuchał uważnie. Po raz pierwszy od dawna Zosia się roześmiała:

Gaduły!

Córka i kot zgodnie odwrócili głowy i przez sekundę Zosi się wydawało, że nawet zwierzę wzruszyło ramionami jak córka.

Zadzwonił dzwonek, Zosia pogroziła Michalince:

Siedź tu! i poszła otworzyć.

Dzień dobry! Jestem waszą sąsiadką, Paulina Grzegorzowa. Możesz na mnie mówić ciocia Paula. Proszę! podała litrowy słoik mleka Od mojej kozy! Pijcie na zdrowie!

Dzień dobry! Zosia nieco onieśmielona, ale zaraz po polsku grzeczność wzięła górę. Jestem Zosia, miło mi! WOW! Jeszcze ciepłe! Dziękuję bardzo! Proszę, wejdź!

Ciocia Paula bez oporów weszła do środka.

Zosia odstawiła słoik, a Michaśka się odezwała:

Dzień dobry! Jestem Michalina.

Witaj! A ja ciocia Paula.

Miło poznać! A czyj to kot?

Jak to czyj? Przecież to mój łobuz! Nazywa się Bonifacy. Nie przekarmiajcie go, u mnie w domu też je bo się rozleniwi i myszek nie będzie łapał.

Czy tutaj są myszy? Michalinka otworzyła szeroko oczy.

Oczywiście! I u was też będą. Zawsze są w domach na wsi, zwłaszcza jesienią.

Mamo, MUSIMY mieć Bonifacego! Znaczy, kota!

Zosia się uśmiechnęła:

Poczekaj, zobaczymy. Pani Paulo, zna pani kogoś w pobliżu, kto dorobiłby w ogrodzie i z domem? Sama nie dam rady.

Oczywiście! Idź do Michała, tuż trzy domy dalej, zielona brama. Porządny chłop, pomoże, grosza nie zedrze.

Dzięki! Chyba za taką pomoc wypada się odwdzięczyć herbatą. Mam ciasto, zapraszam.

Chętnie zaśmiała się ciocia Paula.

Popijały herbatę, a ciocia Paula opowiadała o miasteczku, rodzinie, a nagle zapytała:

Skąd taki spadek, Zosiu, że was tu przywiało?

Taki spadek udała, że mówi lekko, choć bolało ją w środku. Swoich przeżyć nie miała ochoty zdradzać.

Wiesz, ten dom od prawie dwudziestu lat stał pusty. Kto się tu nie wprowadził długo nie mieszkał. Choroby, nieszczęścia Wieść idzie, że dom przeklęty. Był raz bogaty kupiec, wybudował go dla narzeczonej a ona w rok po ślubie zmarła. On sprzedał dom i już A dom prawie stuletni. Był remontowany, ale nikt tu szczęścia nie zaznał.

Zosia zamyśliła się, bawiąc się łyżeczką.

Zobaczymy. Nam się ułoży. My z Michalinką jesteśmy dzielne! Nie damy się przesądom, prawda? Sprawdzimy, jaki to dom!

Minęło kilka miesięcy.

Zosia oswoiła się w nowym miejscu. Michalinka chodziła do przedszkola, a Zosia zaczęła pracę w lokalnym zakładzie fotograficznym, fotografowała uroczystości i dorabiała portretami. Fotografią interesowała się od dawna, a podczas ciąży skończyła kurs i dorabiała zdjęciami dzieciaków, teraz bardzo jej to się przydało.

Ogród oporządził jej Michał, wysoki, krzepki chłop, którego przyprowadziła ciocia Paula:

Zwijaj mnie Michałem! Tak wolę.

Przystąpił do pracy. Oczyścił zarośla, odkrył mnóstwo drzew i krzewów. Zosia pojęła, że ze swojego sadu będzie miała owoce i warzywa cały sezon. Naprawili dach, werandę i ganek. To trwało, ale było warto.

Dom odżył. Wychodząc o poranku na ganek z kubkiem herbaty, Zosia dotykała nowych poręczy i czuła, że to jej miejsce. Spokój…

Zajęła się ciocią Jadzią, codziennie po przedszkolu wpadały do niej chociaż na chwilę, a potem do domu. Wiedziała, że ta przeprowadzka była najlepszą decyzją. Odpoczęła, prawie wybaczyła Mateuszowi.

Były mąż często przyjeżdżał, bawił się z córką, pomagał i to z czasem przyniosło Zosi ulgę. W końcu uznała, że nie ma sensu żyć urazą. I sama nie była bez winy czasem tak zatraciła się w macierzyństwie, że zaniedbywała męża. Postanowiła nie roznosić przeszłości, ale zadbać, by Michalina wiedziała, że ma rodzinę. Że nawet jeśli tata i mama nie mieszkają razem, oboje ją bardzo kochają.

Ciocia Jadwiga ją wsparła:

I bardzo dobrze, Zosiu! Nie noś w sercu żalu. Puść to. Nawet mała złość, jak się ją długo nosi, urośnie do tragedii. Lepiej pamiętać dobre chwile. Taką cudną dziewczynkę wydałaś na świat! To najważniejsze! Z reszty śmiej się. Zło i tak duszy szkodzi. Ty córce musisz być jasnością! Ona cię obserwuje! Dzieci wszystko widzą i zapamiętują. I pomyśl co Michalina wspomni z tego czasu? Jaką siebie zobaczy w przyszłych wspomnieniach?

Zosia przytaknęła.

Stopniowo poznała wszystkich sąsiadów. Jedna, potem druga kobieta zaczęły przychodzić do Zosi. Dzieci Zosi znalazły towarzystwo, a starsze panie nie omijały jej domu.

Tak poznała też ciocię Marysię z końca ulicy, która nauczyła Zosię piec wiejski chleb. Michalinka zachwyciła się, przestała marudzić, gdy matka podawała jej mleko wystarczyło wręczyć jej ciepłą pajdę i szklanka opróżniana była błyskawicznie.

Później Zosia zaprzyjaźniła się z sąsiadem dziadkiem Janem. Przyniósł na powitanie miskę truskawek wielkich jak pięść:

Brytyjka taki gatunek. Jak zostaniesz dłużej, pokażę, jak sadzić i dbać.

Po remoncie werandy Zosia postawiła tam wielki stół, wyczyściła witrażyki, nadarła podłogę. W kącie stał fotel bujany, którym zachwycona była Michalina. Każdego wieczoru siadała tam wtulona w rudawego, zuchwałego Bonifacego, który od pierwszego dnia postanowił być domownikiem na dwa domy. Teraz Zosia wychodziła na ganek bardzo ostrożnie kiedyś bowiem nastąpiła na równo ułożone na schodach myszy, które kot prezentował w charakterze opłaty za mieszkanie.

Z sąsiadek tylko do jednej nie umiała się przekonać Zinaidy. Była nieco starsza, strasznie wścibska i strasznie gadatliwa do tego typowa plotkara. Z początku Zosia nie rozumiała sytuacji, ale szybko zaczęła urywać rozmowy, by nie słuchać złych rzeczy o ludziach.

Ciociu Paulo, jak ją uciszyć? żaliła się. To jakiś słowotok

Nic nie zdziałasz odpowiadała ciocia Paula Przestaniesz wpuszczać, to jeszcze gorzej plotki pójdą po całej okolicy, choć już cię wszyscy znają. Jest, jaka jest. Ja ją przepędziłam tylko dlatego, że mam koty, a ona ma alergię.

Może i ja kota albo psa sobie sprowadzę zamyśliła się Zosia.

Zinaida zorientowała się, że Zosia jest dobrym słuchaczem i nie zamierzała sobie odpuszczać wizyt, choć Zosia przyjmowała ją z westchnieniem, zalewała herbatą i w myślach śpiewała piosenki, by nie słuchać narzekań.

Po pewnym czasie Zosia zauważyła dziwne rzeczy. Gdy Zina pojawiała się w jej domu, zawsze coś się działo.

Za pierwszym razem rozerwała nową spódnicę na gwoździu, który pojawił się jakby znikąd. Zosia by przysięgła, że go tam nie było! Michał przecież przed chwilą skończył stolarkę Następnym razem Zina usiadła obok krzesła. Niemożliwe, bo stało między stołem a ścianą.

Czy to pomogło, czy znalazła gdzie indziej ucho Zina zaczęła przychodzić coraz rzadziej.

Pewnej soboty, przycinając krzewy przy furtce, Zosia przypadkiem usłyszała rozmowę Zinaidy z ciocią Paulą.

Nie wierzę, że ona mieszka sama z dzieckiem, a żadnego faceta nie ma. Dom ogarnięty, ogród wypielęgnowany, musi mieć kogoś na boku! A dom?! Całe miasteczko wie, że to przeklęty dom! Powinna już dawno stąd uciekać, a ona nadal tu! I ludzie do niej ciągną! Czemu do mnie nie chodzą, a do niej tak?

Bo nie miejsce tworzy człowieka, a człowiek miejsce! Zosia dobra kobieta, dlatego ludzie ją lubią. Idź sobie, Zina, mam mleko na gazie! odparła ciocia Paula.

Zosia cicho się wycofała i uśmiechnęła. Są różni ludzie!

Maaaamo! Gdzie jesteś? Michalina stała na ganku.

Tu jestem! Obudziłaś się? Ręce umyłaś?

Nie jeszcze! Ale patrz! pokazała palcem na sad.

Na ścieżce z głębi ogrodu Bonifacy niósł w pysku malutkiego, rudego jak on sam, kociaka. Gdy podszedł do Zosi, spojrzał na nią z pretensją. Zosia nachyliła się i podstawiła ręce, dostając puszysty prezent wyrażający głośno swoje niezadowolenie.

Dziękuję, Bonifacy. Uważasz, że się nam przyda?

Kot zamruczał z wyrzutem, odwrócił się i poszedł w stronę domu cioci Pauli, uznając misję za wykonaną.

No cóż, Michalino, chyba naprawdę nam się przyda. Jak go nazwiemy?

Bonifacy!

Zosia uniosła kociaka do poziomu oczu:

Witaj, panie Bonifacy Junior! No, dzieciaki, do domu! Czas na śniadanie.

Michalina zaśmiała się, popchnęła drzwi na ganek i z wnętrza powiało ciepłem.

Tego dnia, siedząc wieczorem z kubkiem herbaty, patrzyłem na córkę tulącą nowego kociaka i pomyślałem, że trzeba zwyczajnie umieć puścić złość, pozwolić sobie samemu na odrobinę szczęścia i wtedy domy, nawet te przeklęte, zaczynają tętnić życiem na nowo.

Oceń artykuł
TwojaCena
„Przeklęty stary dom”