Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym wzg…

Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Owszem, jest świetnym chłopakiem pod każdym względem, ale nie dla mnie.

Znowu mama wróciła z konkubentem i jeszcze z jakimś obcym mężczyzną. Już byli podpici usiadłam w kącie za szafką nocną, próbując się ukryć.

Nie mam się gdzie schować, na dworze śnieg. Mam już tego wszystkiego dosyć. W czerwcu skończę dziewiątą klasę i wyjadę do miasta. Zdam do pedagogicznego kolegium, zostanę nauczycielką. Choć do miasta tylko dziesięć kilometrów, to będę mieszkać w internacie.

Mama i jej goście rozłożyli się w kuchni. Słychać chlupot rozlewanego alkoholu do szklanek, zaraz poczułam zapach kiełbasy. Przełknęłam ślinę, nawet nieświadomie.

Poczekaj, ty! rozległ się głos mamy.

Co się wygłupiasz?

Was jest dwóch

Jakby pierwszy raz z dwoma odezwał się głos Witka, konkubenta mamy.

Upadła jakaś szklanka z brzękiem, było słychać szuranie i ciężki oddech. Wcisnęłam się mocniej w kąt. Nagle zrobiło się cicho.

Słuchaj, Marek, ona chyba śpi zagadał z kuchni Witek.

Sam mówiłeś, fajna z niej dziewczyna, ale jakoś mi do niej nie po drodze

Słuchaj, ona przecież ma córkę

Jaką córkę?

Kingę, już dorosła. Pewnie schowała się na pokoju.

Przyprowadź ją tu powiedział Marek radośnie.

Kinga, gdzie ty jesteś? Witek wszedł do pokoju i uśmiechnął się do mnie tym odpychającym uśmiechem. Chodź, posiedź z nami!

Mi tu dobrze.

Co się wstydzisz? próbował mnie objąć.

Porwałam wazon z szafki i z całej siły walnęłam Witka w głowę. Zatrzeszczało szkło, wyrwałam się i wybiegłam z pokoju.

Łapcie ją! usłyszałam za sobą, ale byłam już przy drzwiach wejściowych. Nie zdążyłam założyć butów; w samych skarpetkach, starych szortach i koszulce wybiegłam na dwór.

Za mną biegli mężczyźni. Ulica mojego osiedla była pusta, dokąd biec po śniegu wieczorem? Za plecami słyszałam wrzaski. W ogromnym domu, obok którego przebiegałam, szczekał pies. Potem głos właściciela, który go uciszał.

Podbiegłam do furtki i mocno zapukałam. Drzwi otworzył mężczyzna koło czterdziestki.

Proszę, pomóż mi wymamrotałam cicho, błagalnie patrząc na niego.

Wejdź! pociągnął mnie za rękę i zamknął drzwi.

Łukasz, kto tam? z przedsionka wyszła kobieta.

Patrz, kiwnął głową na mnie ją jakiś typy gonią.

Szybko do domu! kobieta złapała mnie za rękę. Opowiesz wszystko tam.

Kinga, wyjdź po dobroci! rozległ się głos Witka z podwórka.

Łukasz, nie wdawaj się z nimi! krzyknęła gospodyni. Wchodź do domu!

Z dworu dochodziły krzyki i szczekanie psa.

Trzeba zadzwonić na policję, kobieta wyjęła komórkę.

Magda, nie trzeba, sam sobie poradzę. Wyglądają na miejscowych.

Jak niby?

Po ludzku. Uspokój dziewczynę!

Gospodarz wziął torbę, podszedł do lodówki. Włożył do niej butelkę i kawałek kiełbasy.

Na podwórku pogłaskał psa, po czym razem wyszli na ulicę. Witek zaczął go atakować:

Oddawaj Kingę!

Trzymajcie, i do widzenia!

Co masz tam? otworzył torbę, uśmiechnął się z uznaniem do Marka. Chodź, idziemy!
***
A więc! Nazywam się Magda Serafin, kobieta postawiła czajnik na kuchence. Siadaj, opowiedz kim jesteś i co się stało.

Mam na imię Kinga, zaczęłam nerwowo zgrzytając zębami. Mieszkam na tej ulicy, na samym końcu.

Jesteś córką Krysi?

Tak.

My tu niedawno, ale o twojej matce już słyszeliśmy.

Nie wytrzymałam, spuściłam wzrok i zaczęłam płakać.

Już, nie płacz! Magda podeszła i przytuliła mnie lekko do piersi. Ten gest był dla mnie czymś zupełnie nowym. Objęłam ją mocno, jeszcze mocniej się rozpłakałam.

Dobrze, dobrze, wszystko będzie dobrze. Zaraz się napijemy herbaty.

Do kuchni wszedł gospodarz domu.

Po sprawie. Pozbyłem się ich.

A co z tą pięknością będziemy robić? Magda spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.

Pogadamy jutro. Teraz herbata i kąpiel.

Jesteś głodna? Magda postawiła przede mną kubek herbaty, znowu się uśmiechnęła. Widzę po oczach.

Na stole pojawiły się kanapki, resztki ciasta.

Jedz, jedz! dodał gospodarz, widząc jak patrzę na jedzenie.

Nie zadawali mi więcej pytań. Starali się nie zwracać za dużo uwagi, bo widzieli, że się wstydzę.

Po kolacji Magda zaprowadziła mnie do łazienki:

Umyj się, załóż ten szlafrok!
***

Pragnęłam tylko jednego, by dziś nikt mnie nie wygonił na ulicę. Jak przyjemnie było leżeć w ciepłej kąpieli, mając świadomość, jak zimno jest na zewnątrz. Ale trzeba wyjść, gospodarze czekają.

Wysuszyłam się, ubrałam szlafrok. Łukasz z żoną siedzieli na kanapie w pokoju. Uśmiechnęłam się niepewnie:

Dziękuję!

Kingo zaczęła gospodyni. Jak rozumiem, nikt specjalnie cię nie szuka. Sama nie chcesz wracać.

Spuściłam jeszcze niżej głowę.

Jutro rano musimy wcześnie wyjechać…

Rozumiem zmarszczyłam się jeszcze bardziej.

Zostaniesz sama. Nikomu nie otwieraj drzwi! Na podwórko nasz Bazyl nikogo nie wpuści. Jasne?

Tak! zawołałam bezwiednie.

Jak będziesz chciała, możesz ugotować barszcz zaśmiał się Łukasz. Umiesz?

Jasne! pospiesznie odpowiedziałam, bo bałam się, że mnie wyproszą. Dobrze gotuję i sprzątam też mogę.

Jak ci nie ciężko, posprzątaj na dole zgodziła się Magda.

***

Obudziłam się razem z gospodarzami. Leżałam cicho, wciąż bojąc się, że mnie wyrzucą. Zaraz usłyszałam silnik samochodu na podwórku, potem zrobiło się cicho.

Wstałam, umyłam się. Na kuchni był gorący czajnik, chleb i ser, na desce wieprzowe żeberka.

Zjadłam śniadanie, posprzątałam po sobie, przetarłam blat, podłogę.

W korytarzu znalazłam odkurzacz, włączyłam i zaczęłam sprzątać.

Ledwo wyłączyłam odkurzacz…

Co to ma znaczyć? usłyszałam za plecami.

Odwróciłam się gwałtownie. Przystojny, wysoki chłopak, może osiemnastoletni, w brązowych oczach ciekawość.

Sprzątam, mruknęłam niepewnie. A pan to kto?

Hm… pokręcił głową, wyjął telefon z kieszeni:

Mamo, już jestem. Kto to jest?

Synu, pozwól tej dziewczynie u nas zamieszkać przez jakiś czas.

Dobrze mi to robi różnicę. schował telefon, spojrzał na mnie uważnie, przeszedł do kuchni.

Zrobić panu herbatę? spytałam nieśmiało.

Sam sobie zrobię.

***

Schowałam odkurzacz, zaczęłam wycierać kurz, nasłuchując odgłosów z kuchni.

Chłopak zjadł śniadanie, poszedł do łazienki. Wyszedł ogolony i pachnący wodą po goleniu.

Ej, gospodarz, daj jeszcze jedną flaszkę! rozległ się krzyk z podwórka.

Co to jeszcze ma być? chłopak podszedł do okna.

Nie otwieraj im! wykrzyknęłam przestraszona.

Spojrzał na mnie z zaciekawieniem, uśmiechnął się i wyszedł do wyjścia.

Ja podbiegłam do okna. Za płotem stali Witek z Markiem, coś krzyczeli. Ogarnął mnie strach.

Syn gospodarzy wyszedł do nich. Tamci rzucili się do niego, ale nagle… obaj padli w śnieg jednocześnie. Nachylił się nad nimi, coś powiedział. Wstali ze spuszczonymi głowami, poszli w stronę domu mamy.

***

Chłopak wrócił. Spojrzał na mnie, podszedł:

Przestraszyłaś się?

Nie będąc w stanie się pohamować, wtuliłam się w jego pierś i rozpłakałam.

Jak masz na imię? spytał nagle.

Kinga.

Ja jestem Paweł. Już nie płacz, nie wrócą.

***

Paweł poszedł do góry do swojego pokoju i nie wychodził przez cały dzień. Ugotowałam barszcz, usiadłam przy kuchennym stole pogrążona w myślach.

Oczywiście, chciałam tu zostać z tymi dobrymi ludźmi ale wiedziałam, że to już przekracza granice przyzwoitości.

Wrócili gospodarze. Magda aż pokręciła głową z zachwytu, widząc porządek. Łukasz pochwalił barszcz.

Chyba wrócę już do domu bąknęłam zrezygnowana. Dziękuję za wszystko!

Kingo, zostań z nami jeszcze kilka dni!

Dziękuję, Magdo! Ale muszę wracać, powtórzyłam.

Zrobiłam krok do drzwi i zastygłam. Cały dzień chodziłam w pożyczonym szlafroku i kapciach.

Chodź, Magda wzięła mnie za ramię, zaprowadziła do garderoby.

Otworzyła szafę, długo patrzyła na rzeczy. Wyjęła dżinsy, sweter, ciepłą kurtkę sportową.

Ubierz się! Jesteśmy podobnego wzrostu.

Ale… nie trzeba…

Jak masz wracać na golasa? Ubieraj się śmiało, mnie to nie zuboży.

Przebrałam się. Ukradkiem spojrzałam w lustro. Tak ładnych rzeczy nigdy nie miałam.

W korytarzu kazała mi założyć czapkę i zimowe buty.

Kingo, niech ci się dobrze nosi!

Dziękuję wam!

***

Życie wróciło do dawnego rytmu. Trochę do dawnego. Mama znalazła pracę w gospodarstwie, Witek z Markiem zniknęli.

Przyszła wiosna. Pewnego dnia siedziałam w domu nad lekcjami, gdy ktoś stuknął do furtki. Spojrzałam przez okno nie wierzyłam własnym oczom: Paweł stał przy płocie. Skinął mi głową zapraszał, żebym wyszła.

Wybiegłam.

Cześć! Paweł uśmiechnął się.

Hej!

Mama cię wołała.

***

I tak weszłam do tego domu, w którym spędziłam jeden z najszczęśliwszych dni.

Witaj, Kingo! na progu przytuliła mnie Magda.

Dzień dobry, Magdo!

Chodźmy, napijemy się herbaty. Gospodyni nalała mi kubek i usiadła naprzeciw.

Mam do ciebie prośbę. Z Łukaszem lecimy na miesiąc do Turcji, na jej twarzy pojawił się uśmiech marzeń. Paweł rzadko bywa w domu. Mogłabyś przypilnować dom? Bazyla trzeba karmić, kota również. Kwiaty podlewać. Mam ich pełno.

Oczywiście, Magdo!

Świetnie, wyjęła pieniądze. Tu masz dwa tysiące złotych.

Magdo, po co?

Weź. Nie zbiedniejemy od tego. Chodź, wszystko ci pokażę!

Zapamiętywałam dokładnie, gdzie w domu stoją doniczki i kwiaty, gdzie jest jedzenie dla kota i mięso dla psa. Potem Magda zawołała:

Paweł! Syn wyszedł od razu. Poznaj Kingę z Bazylem.

Chodźmy! Paweł lekko dotknął mojego ramienia.

Wyszliśmy na podwórko, odwiązaliśmy Bazyla i poszliśmy na spacer. Paweł cały czas opowiadał o studiach na politechnice, karate, o firmie, którą prowadzi z ojcem.

A ja myślałam o czymś zupełnie innym. Poczułam wyraźnie, że między mną a Pawłem jest taka sama przepaść, jak między moją mamą a jego rodzicami. To dobrzy, porządni ludzie, ale to nie żadna bajka o Kopciuszku, to życie.

Za dwa miesiące zdaję egzaminy do kolegium, muszę zdać. Chcę się uczyć, pracować, robić swoje, stać się kimś. Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Owszem, jest świetny pod każdym względem. Ale nie mój!

Jestem wdzięczna Magdzie za ubrania i te dwa tysiące złotych. Przynajmniej nie zginę od razu w mieście.

Z jakimś wewnętrznym przeczuciem zrozumiałam, że właśnie teraz kończy się moje trudne dzieciństwo. Zaczyna się dorosłość nie mniej trudna, ale teraz wszystko zależy tylko ode mnie.

Doszliśmy do domu. Pogłaskałam Bazyla po karku, uśmiechnęłam się do Pawła i ruszyłam do siebie. Jutro zaczyna się moja praca w tym domu. Tylko praca i tyle!

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym wzg…