Noc, kobieta, kot i lodówka
Nie patrz tak na mnie!
Kasia spojrzała na kota z taką surowością, jaką tylko potrafiła wykrzesać. Uniosła nawet brew, chociaż mama zawsze powtarzała, żeby tego nie robić, bo z jej gęstymi, szerokimi brwiami zrośniętymi nad nosem wyglądała wtedy groźnie i surowo. Brwi odziedziczyła po tacie, a tak bardzo chciała, by były cieniutkie, takie jak u mamy prawie niewidoczne, delikatne. Teraz Kasia już dawno dopracowała je do porządku, a lat też jej nie brakowało. Kot doskonale o tym wiedział. Dlatego na jej groźne miny patrzył z lekceważącą wyższością, czasem tylko błyskając zielonym, tajemniczym ślepkiem, kiedy światło z przedpokoju wślizgiwało się do kuchni przez uchylone drzwi. Drzwi, które Kasia zostawiła przymknięte, by mieć pozory możliwości ucieczki. Czasem lekko się same zamykały, ale nigdy całkiem. To złościło Kaśkę. Chciała, by trzasnęły raz na zawsze to dawałoby jej prawo otworzyć inną Tę lodówkową.
Przesunęła się, oparła jeszcze wygodniej plecami o ścianę, na podłodze siedziała już od dobrego kwadransa, i dalej hipnotyzowała wzrokiem lodówkę.
Doskonale wiedziała, co tam leży co do ostatniej parówki. Przecież to ona robiła zakupy, na co mąż często żartobliwie narzekał.
Katarzyno, po co ci te kapary? Kto to niby w naszym domu je? pytał przeglądając mały słoiczek. Po co je kupiłaś?
Dobre są odpowiadała krótko.
No to wymyśl teraz, jak je zjeść, żeby się nie zmęczyć śmiał się Michał.
I Kasia wymyślała. Tworzyła dziwne potrawy, nigdy nie szły jej przepisy książkowe. Przy stole cała rodzina kręciła nosem, ale po chwili nie było już śladu żądali dokładki.
Wszyscy oprócz Kaśki. Ona nie potrafiła jeść tego, co sama ugotowała. Zupełnie.
Proces gotowania był pełen magii i szczęścia, ale kiedy danie było już gotowe, Kasię nachodziło coś. Taka dziwna starowinka, jakby duch z dzieciństwa, mamrocząca pod nosem, sycząca złośliwie i zostawiająca za sobą głodną gospodynię, która nawet nie mogła spojrzeć na własnoręcznie przyrządzony posiłek.
A wtedy Kaśka rzucała się na coś gotowego: szynka, plasterek sera, bułka, batonik czasem nawet podkradła po kryjomu synkowi okrągłe ciasteczko. Przekonywała samą siebie, że przecież dziecięce herbatniki są najzdrowsze i jakość sumienie bolało mniej.
Zdrowia Kasi ewidentnie brakowało. Nie była gruba, przeciwnie wszystko spalała w obłędnym biegu między dziećmi, mężem, kotem i domem. Każdy potrzebował jej obecności. Była przecież jeszcze praca, którą szanowała i czasem nawet lubiła zwłaszcza gdy pozwalała jej skupić się na tym, co najważniejsze: trosce o rodzinę.
Ale narzekać? Nie, tego Kasia nigdy nie umiała, wpojono jej przecież pewną domową prawdę: Samo przejdzie!
To właśnie powtarzała mama zawsze, gdy Kasia marudziła na samopoczucie.
Kasiu, co ty wymyślasz? Nie masz temperatury! Aha, mierzyłaś Brawo! Wypij herbatkę z malinami i do łóżka. Samo przejdzie!
Ta magiczna fraza towarzyszyła Kaśce przez lata, dając złudne poczucie, że wszystko naprawdę samo się naprawi Po urodzeniu pierwszego dziecka nie zwróciła uwagi na swoje dolegliwości czasu brak! Samo przejdzie
Przy drugim synu było już ciężej. Budziła się po nocach zmaltretowana, ale mężowi żalić się nie chciała. Jaką byłaby matką, gdyby nie dawała rady?
Michał rozumiał bez słów.
Kaśka, chodź, ja się zajmę chłopakami. Ty odpocznij mówił stanowczo, wyręczając żonę.
A ona znikała w czerni snu na wiele godzin, budziła się i wciąż czuła, że zawiodła wszystkich. Męczyła ją wieczna wina.
Co ona za kobieta, skoro nic z niej nie ma?
Kasia nigdy nie zastanawiała się głębiej, skąd ta jej nieustanna niepewność siebie Zasada: Jestem nie taka jak trzeba, zagnieździła się w niej, bo matka i babcia od dziecka powtarzały:
Kasiu, siedź prosto! Tak się garbisz jak dziadkowa fujarka! lamentowała babcia, pani Teresa.
Mamo, przecież ona wie Ale i tak mnie nie słucha! Wszystkie dzieci jak dzieci, a Kasia tylko je! Muszę chować jedzenie! Tak można?! Żadne prośby nie pomagają, nawet kary żaliła się jej mama, Anna.
Pięcioletnia Kasia, lekka niczym kotek, prostowała się i ze łzami patrzyła w zupę nie śmiała ruszyć łyżki.
W domu był kult chudości i troski o urodę, którego sens zrozumiała jako nastolatka, borykając się z kompleksami i trądzikiem. Przeglądając stare zdjęcia, nagle odkryła prawdę mama też w młodości była pełniejsza! Tak podobna do niej! To dlaczego tyle jej wyrzutów?
Kiedy odważyła się zapytać:
Kto cię za żonę weźmie, jeśli tak będziesz wyglądać? słyszała i wiele razy. Nasz cały dom był kiedyś na diecie! Wiedziałam, do czego zmierzam, mama mi pomogła rozumieć. Z twoim ojcem nie gotowałam, żeby go nie kusić do podjadania! Ze mną się rozstał przez inne sprawy, nie przez jedzenie! To były różnice nie do pogodzenia
Kasia nie mogła zrozumieć, jak to jest być z kimś latami i się nie znać. Ale mama ucinała każdą rozmowę: Zabierz się lepiej do czegoś pożytecznego!
Po szkole więc Kasia zakładała stare trampki i szła na bieżnię. Gdy chłopcy grali w piłkę, siedziała na ławce pod lipą i myślała o życiu. Dopiero po zmroku biegała w samotności, ganiąc siebie za lenistwo.
Te samotne rozmyślania zaowocowały decyzją jeśli i tak nie będzie ładna i nikt jej nie pokocha, to przynajmniej musi być pożyteczna. Wiedziała, że szanuje się ludzi za to, co potrafią. Postanowiła zostać lekarzem.
Mamo, pójdę na medycynę.
Z twoimi ocenami? No dobra, jak chcesz. Lekarz to poważny zawód kapitulowała Anna, z westchnięciem.
I została dobrą lekarką. Miała czas na naukę, bo życie osobiste miała ograniczone do minimum.
Babka, pomimo słabego zdrowia, postanowiła zająć się losem wnuczki i znalazła w końcu swatkę.
Wasza Kasia to aniołek! Mądra, śliczna, problemu z nią nie będzie!
Kasia była w szoku kto? Ona? Ze śladami po trądziku, ledwie przeciętna? Prędko zaaranżowano spotkanie z kandydatem na męża. Gdy go zobaczyła nie wiedziała, co powiedzieć. Niski, nieśmiały, nie potrafił na nikogo spojrzeć Ale Kasia była dobrze wychowana nie wyśmiewała, nie poniżała. Rozmowa przebiegła poprawnie, randka umówiona Ledwie się jednak spóźniła do kawiarni, chłopak już jej nie czekał. Zostawił tylko kartkę: Nie szukaj mnie.
Kasia tylko się roześmiała. Ulga była natychmiastowa. I kiedy kelner, młody, szczupły chłopak w białej koszuli, widząc jej konsternację, postanowił zagaić:
Przepraszam, pani Kasiu? Pan, który panią oczekiwał, bardzo się denerwował Oczywiście zostawił wiadomość.
Kasia. A ty jak masz na imię?
Michał.
I co, żałujesz mnie?
Absolutnie nie odpowiedział poważnie.
Więc dziś wieczorem widzimy się pod parkiem, koło naszej uczelni wypaliła zupełnie nie zważając na nic.
Będę! Michał rozpromienił się.
Pierwszej randki Kasia nie zapomniała do dziś. Od początku rozmawiali, jakby się znali od dziecka. Oboje uwielbiali jazz, nie znosili twarogu, marzyli o kocie i domu na przedmieściach, chcieli być pożyteczni nie bogaci za wszelką cenę.
Spotykali się ponad rok.
On nie dla ciebie powtarzała matka Kasi. Kelner i do tego mający na głowie młodszą siostrę i chorą matkę!
A czy to nie dowód, że jest dobrym człowiekiem? odpowiadała Kasia.
W końcu ślub przesunęli, by Kasia mogła pomóc Michałowi przy opiece nad teściową. Gdy okazało się, że czasu już nie zostało, po prostu poszli do urzędu i pobrali się… Tylko z małą Irką jako świadkiem.
A ja jestem teraz waszą rodziną? zapytała poważnie dziewczynka.
Tak, Irenko. Teraz cała twoja rodzina Kasia się uśmiechnęła.
Teściowa Kasi bardzo ją doceniła.
Dziękuje ci, dziecko Za Michała i Irkę… szepnęła. Przepraszam, że zostawiam ci taki ciężar
Będziemy zdrowieć, prawda? uśmiechała się Kasia, chwytając wątłe dłonie teściowej.
Teściowa odeszła miesiąc po ślubie. Kasia pomagała Irce przejść przez ten najtrudniejszy czas.
Kiedy matka Kasi dowiedziała się, że wyszła za mąż bez jej udziału, zamilkła na lata.
Kasia zajmowała się nią, dbała o zdrowie, była sumienna jak lekarz, ale relacje były oficjalne, chłodne. Aż w końcu nie wytrzymała:
Mamo, dlaczego nie potrafisz mnie kochać? spytała wprost, odkładając ciśnieniomierz.
Matka zaczęła płakać. Po raz pierwszy nie była opanowana.
Kasiu Ja cię kocham, kocham bardzo. Po prostu nikt nigdy nie nauczył mnie mówić o uczuciach. Moja mama mówiła, że dziecka się nie rozpieszcza, że traktuje się je z dystansem, żeby znało trudy życia Bałam się cię rozpieścić na własną zgubę. Mam za to żal do siebie, że cię od siebie odsunęłam
Tej nocy Kasia długo nie mogła zasnąć. Wtedy właśnie, na kuchennej podłodze, myślała o wszystkim z kotem u boku i białą lodówką jako milczącym powiernikiem. Analizowała może gdyby odważyła się mówić o swoich uczuciach wcześniej, jej pewność siebie byłaby dziś większa?
Do kuchni wszedł Michał. Bez słowa wyjął z lodówki ser, pomidor, natkę pietruszki. Usiadł na podłodze obok, objął Kasię i podał kanapkę.
Jedz.
Michał, w końcu się nie dopnę w żadną spódnicę, jeśli będę jeść po nocach
Jedz, mówię! mrugnął do kota. Chcesz?
Kot przeskoczył na kolana Kasi, przyjął kawałek sera i mrucząc, wtulił się w jej brzuch.
Kocham cię i tak uśmiechnął się Michał. Nawet jeśli będziesz ważyć tonę. Kocham cię za wszystko, Kaśka Powiesz mi, co się dzieje?
Kasia przełknęła kęs, przytuliła się do znajomego dołka w szyi męża i pogłaskała kota.
Wszystko dobrze wyszeptała w końcu. Tylko, Michał? Bez tony, proszę. Czterdzieści sześć kilo dla kobiety w moim wieku wystarczy.
I to jak! Nie znam piękniejszej kobiety.
To mów mi to częściej, dobrze?
Ale pod jednym warunkiem już nie będziesz nocą uciekać do lodówki beze mnie.
Michał!
No co? Chodź już spać, kobieto!
Kasia podała mężowi rękę, dała się wciągnąć w objęcia i postanowiła w myślach, że powie mu wszystko, co ją bolało.
Kaśka?
Mhm?
A czy nie czekamy na jeszcze jednego malucha?
Skąd wiedziałeś? spojrzała na niego zdumiona.
Kobieto, znam cię nie od dziś. I te nocne posiedzenia też mi są znane. Ile?
Trzy tygodnie.
Hurra! Michał wyściskał ją, aż musiała uciszyć go dłonią na ustach.
Cicho, pobudzisz dzieciaki!
Kot odprowadził ich do drzwi sypialni, po czym wrócił na kuchenny parapet. Położył się, wtulił pyszczek w łapki, by posłuchać ciszy.
Za jakiś czas cisza stanie się stałym gościem w kuchni nocą. Kasia będzie miała nowe obowiązki, a kot podąży za nią tam, gdzie będzie dziecięcy śmiech i zapach mleka… Tam, gdzie jest dom.



