Skarpetki
Ach, mój kochany! Ty mój słodziaku! Dlaczego małe dzieci są takie cudowne, co? Zofia Majewska rozczulała się nad wnuczkiem, z dumą pozując przed kamerą.
Półroczek Stasia świętowaliśmy z prawdziwym rozmachem. Animatorzy, balony, olbrzymi tort z lukrem. Dziadkowie zaszaleli. Ja niekoniecznie kibicowałam temu pomysłowi. Oczywiście, było mi miło, że rodzice tak się starają, żeby nas ucieszyć, ale podobnie jak w dzieciństwie, zgiełk imprezy szybko mnie zmęczył. Staś chyba odziedziczył po mnie wrażliwość, bo już po pół godzinie zaczął przeraźliwie płakać i musiałam zabrać go do domu. Zamknęłam szczelnie okna, usiadłam z synkiem w fotelu i po kilku minutach już spał.
Namęczył się, słoneczko moje. Na takie świętowanie to jeszcze wcześnie.
Mama weszła do pokoju dziecięcego, mając ze sobą swój prezent.
Śpi?
Zmęczony. Mamo, mówiłam ci, że on jeszcze za mały na takie hałasy.
Oj tam, nie przesadzaj! Trzeba przyzwyczajać. Córeczko, możemy sobie pozwolić na porządny bal dla ukochanego wnuka. Wiesz, ile go wyczekiwaliśmy? Zobacz, co mu kupiłam! Po prostu cudo!
Szeleszczący papier obudził Stasia i zaczął się wiercić.
Mamo, poczekaj, proszę? podniosłam się i zaczęłam kołysać synka, chodząc po pokoju.
No patrz! Tyle wybierałam, tak długo się zastanawiałam, a ciebie to nawet nie interesuje! Mama postawiła prezent na stoliku, nie ukrywając urazy.
Mamo, no przestań, bardzo mnie to interesuje! I jestem pewna, że to coś pięknego! Uśmiechnęłam się pojednawczo. Przyniosłabyś mi coś do picia? Strasznie chce mi się pić.
To odłóż małego i zejdź na dół.
On się obudzi.
No to co z tego? Chodź na dół, idziemy dalej świętować!
Jeśli obudzi się teraz, będzie płakał przez pół dnia. Przecież wiesz, jak to wygląda.
Iwoneczko, dziecko trzeba wychowywać od najmłodszych lat. Co to znaczy, że będzie płakać? Ułożone dzieci nie płaczą!
Aż na chwilę się zatrzymałam, po czym kontynuowałam spokojne kołysanie. Moje ruchy były harmonijne, jakbym od zawsze ćwiczyła ten taniec. Ułożone dzieci nie robią nic, co by się dorosłym nie podobało. A ułożone dziewczynki muszą być idealne pod każdym względem. Proste plecy, broda do góry, pierwsza pozycja! I żadnych sprzeciwów!
Idę do gości. Ty połóż dziecko i też schodź. Gospodyni nie może znikać na własnym przyjęciu.
Zastąp mnie, proszę, mamo.
Mama wyszła, a ja znów usiadłam tuląc synka. Przez co musiałam przejść, żeby ten chłopiec pojawił się na świecie!
Urodziłam się w bardzo porządnej rodzinie. Dziadek był profesorem, babcia główną chirurg w jednej z najbardziej renomowanych warszawskich klinik. Ojciec podtrzymał tradycję i został lekarzem. Nigdy nie zrozumiałam, dlaczego tak pewny siebie i mądry człowiek był taki uległy w rękach mojej matki. Mama z nauką nigdy nie była za pan brat. Ledwo skończyła studia i schowała dyplom głęboko na półkę. Zaczęło się szukanie męża a tak naprawdę babcia szukała męża dla niej. Jadwiga Zielińska świetnie sobie z tym poradziła. Rodzice poznali się na okrągłych urodzinach mamy i dalej już wszystko poszło szybko. Piękna, błyskotliwa Zosia oczarowała Pawła i ślub odbył się dość szybko. Rodzina dołożyła się do spółdzielczego mieszkania i dwa lata później pojawiłam się na świecie, gdzie natychmiast w całości przejęła mnie babcia. Jadwiga zajmowała się wszystkimi nianiami i własnoręcznie decydowała o moich zajęciach dwa języki, balet i nauczyciel muzyki.
Wszystko u dziecka musi być doskonałe!
Weekendy spędzałam w muzeach i teatrach pod czujnym okiem babci. Rodziców prawie nie widywałam. Ojciec dużo pracował, a mama ograniczała się do buziaka i leciała na kolejną imprezę.
Starania babci przyniosły efekt dostałam się do szkoły baletowej, potem dość szybko przeszłam do Teatru Wielkiego. Kariera zdawała się układać, gdy poznałam mojego przyszłego męża. Michał mojej rodzinie się nie spodobał, z wyjątkiem ojca.
Boże, jaki mezalians! lamentowała babcia, przyciskając palce do skroni. Zastanów się poważnie, Iwona! Po co ci to? Co zrobisz z tym chłopem ze wsi? On nawet nie potrafi zdania sklecić!
Babciu, przy tobie to mało kto się odważy powiedzieć cokolwiek odpowiedziałam, siedząc z nogami podwiniętymi na fotelu.
Co chcesz przez to powiedzieć?! Babcia wyprostowała się gwałtownie.
Że mało jest ludzi mogących dorównać twojemu poziomowi intelektualnemu.
Spojrzała na mnie nieufnie. A chciałam jeszcze powiedzieć, że Michał to nie tylko mój chłopak. Kocham go, babciu. I chyba nie zaprzeczysz, że to właśnie miłość napędza sztukę?
Dajmy spokój sztuce! Ale jak ty chcesz z nim żyć?
Długo. I liczę na szczęście.
Postawiłam na swoim, choć nie przyszło to łatwo, bo spotkały mnie setki upomnień i próśb o opamiętanie. Gdy spojrzałam w oczy Michała, w końcu powiedziałam tak i zakończyłam wszelkie dyskusje. Dla Michała byłam jak wcielona bogini delikatna, wrażliwa i silna jednocześnie. Od razu zobaczył we mnie kruchość i hart. Chciał mnie chronić i tulić.
Nie mam wiele, co ci mogę zaoferować. Ale zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Jedno umiem kochać cię całym sercem.
To wystarczyło. Poczułam, że jestem dla kogoś ważna taka, jaka jestem. Żadnych powinnaś.
Nasza droga była kręta. Michał nie miał bogatych krewnych ani żadnych pleców. Ojciec zmarł wcześnie i wychowywała go mama Teresa. Całe życie poświęciła szkole najpierw uczyła dzieci w podstawówce, potem została zastępcą dyrektora. Dzieci ją uwielbiały, a Michał był z niej dumny. Dzięki niej dostał się na Politechnikę, a potem skończył studia z wyróżnieniem. Z wiarą Teresy, że sobie poradzi, zaczął własną firmę i po paru latach zaczęło się układać. Z czasem przedsiębiorstwo Michała stało się jednym z czołowych w branży. Nawet wymagająca babcia jadła cicho, doceniając jego sukcesy. Ostatecznie przełknęła wszystko po narodzinach prawnuka.
Dziecka pragnęłam bardzo. Nie chciałam być wielka marzyłam o prostym, kobiecym szczęściu. Ale natura nie była łaskawa. Lata badań, dwie operacje i żadnych efektów. Po nocach płakałam w poduszkę, żeby Michał nie widział. Wiedziałam, że ma prawo być ojcem. Gdy oznajmiłam, że może powinien znaleźć kogoś innego, parsknął śmiechem.
Przepraszam, kochanie! przytulił mnie mocno. Zwariowałaś. Miłość i życie z tobą nie sprowadzają się tylko do potomstwa. Ty jesteś moim życiem. Nie rozumiesz?
Płakałam z bezsilności i ulgi, obejmując męża.
Pogodzić się z tym, że nie będę miała dziecka, było łatwo zaakceptować to, znacznie trudniej. Matka dolewała oliwy do ognia, narzekając, że wszystkie koleżanki są już babciami, a ona ciągle taka młoda i wolna. Do tego zaproszenia na dziecięce imprezy od przyjaciółek… Ale z czasem emocje opadły. Przestałam zazdrośnie spoglądać na place zabaw i założyłam własny kurs baletu.
Potrzebuję zająć czymś głowę, bo zwariuję!
Michał nie bardzo rozumiał, skąd takie pomysły, ale Teresa wytłumaczyła mu wszystko.
Michał, wyobrażasz sobie, jak ona cierpi? Ona cię kocha, a urodzenie dziecka to dla kobiety ogromne szczęście. Wspieraj ją całym sercem i pozwól robić, co chce.
Tak, rozumiem.
Sam znalazł odpowiedni lokal i kiedy zobaczyłam jasną, przestronną salę, miałam łzy w oczach.
Ideał! Brawo, jesteś cudowny!
Urządzenie sali, nabór dzieci, prowadzenie zajęć to wszystko mnie pochłonęło. Przyszło mi przeoczyć pierwsze objawy. Zbagatelizowałam złe samopoczucie, w końcu bywało gorzej.
Iwonko, zapytam, choć jak nie będziesz chciała, nie odpowiadaj, dobrze? Teresa spojrzała na mnie, gdy spotkałyśmy się w kawiarni. Ty przypadkiem nie jesteś w ciąży?
Zacisnęłam pięść na łyżeczce, myśląc, że to bolesny temat. Ona przecież wie! Po co pyta?
Nie gniewaj się! Po prostu mi się wydaje…
To tylko wrażenie! wstałam, ale zaraz zatoczyłam się z powrotem na kanapę. Od kilku tygodni kawa była dla mnie nie do zniesienia, głowa mi się kręciła, mdłości nie dawały spokoju.
Posiedź tu sekundkę Teresa poprosiła o szklankę wody. Po chwili wręczyła mi małe pudełko. Zajrzyjmy do środka, po co się domyślać?
Chwilę później, w objęciach płakałyśmy i śmiałyśmy się na przemian, a goście kawiarni patrzyli na nas z radością, domyślając się, że wydarzyło się coś pięknego.
Staś przyszedł na świat zdrowy i silny, choć dostarczył lekarzom sporo stresu.
Baletnica, co? neonatolog spojrzała na mnie ze zmęczeniem.
Tak.
Chłopak jak dąb.
Zdziwiona pani?
Trochę. Zwykle więcej problemów, a tu rewelacja. Mama, brawo!
Budziłam się rano szczęśliwa do granic, aż zaczęłam się bać, czy człowiekowi wolno tyle szczęścia.
Ale przecież nie jesteś sama! Nas jest dwoje Michał przyglądał się maleńkiej twarzyczce Stasia w białym beciku, kupionym przez mamę.
Wyjście ze szpitala wspominam raczej jako koszmar. Mimo protestów Michała, mama wszystko zaplanowała po swojemu. Fotografowie, tłum rodziny, długi stół w salonie. Bolało mnie wszystko, a marzyłam tylko o prysznicu i spokoju.
Mamo, po co cała ta feta?
Jak to po co? Wszystko musi być jak należy! To wielki dzień! Tylko raz się zostaje babcią. Jestem szczęśliwa!
Nie dyskutowałam. Z ledwością wspięłam się po schodach i westchnęłam, widząc czekających gości. Okazało się, że jeszcze nie wszyscy byli pod szpitalem.
Córciu, to tylko najbliżsi!
Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Teresą stojącą w korytarzu. Coraz trudniej było mi stać, a ciągle dobijający się goście nie pomagali.
Przepraszam, pożyczę wam młodą mamę i wnuka na chwileczkę Teresa szybko wzięła mnie pod ramię. Musimy pogadać na osobności.
Kiwnęła do Michała i zabrała mnie na górę do sypialni.
Połóż się. Zaraz przygotuję wszystko i idź się umyć. Głodna jesteś?
Skinęłam głową, patrząc jak mąż odwija dziecko z becika i układa do kołyski, sama jednak zaraz się poruszyłam niespokojnie.
Muszę zejść do gości.
Komu musisz? Teresa zmarszczyła się niecierpliwie. Poradzą sobie bez ciebie. Czas oficjalnych podziękowań już im dałaś.
Z ulgą westchnęłam i nagle, ku własnemu zaskoczeniu, zasnęłam. Zawinęłam się kocem, śledząc kątem oka, jak Teresa krząta się w pokoju.
Śpij sobie! Ja popilnuję Stasia.
Tylko opiekuj się Stasiem… odpływałam już do snu i nie zauważyłam, jak Teresa ciepło się uśmiecha. Staś to też był imiennik ojca Michała.
Mama weszła po chwili i była niepocieszona, widząc mnie śpiącą.
I jak to się nazywa?
Normalna rzecz odpowiedziała Teresa stanowczo. Karmiąca matka potrzebuje spokoju. Inaczej nasz chłopiec zostanie pozbawiony mleka.
Bez przesady! Ja Iwonę odstawiłam po dwóch dniach. Wyrosła na zdrową dziewczynę mama chciała wejść do środka, ale Teresa chwyciła ją stanowczo pod ramię.
Może uczcijmy nowy status przy kawie? Tyle czekałyśmy! Lepiej, żeby chłopiec mówił do nas babcia, czy po imieniu?
Michał zamknął cicho drzwi i podziękował matce w myślach. Z teściową zawsze były napięte relacje. Z Pawłem, moim ojcem, szybko się zgrali, ale nikt nie odważył się walczyć z matriarchatem w domu Majewskich.
Obudziłam się po półtorej godziny. Na początku nie wiedziałam, gdzie jestem, ale wiercący się Staś i śmiech z dołu przywołały mnie do rzeczywistości. Nakarmiłam synka, poczekałam na męża i wreszcie poszłam pod prysznic. Siedząc przy oknie z parującą zupą, którą ugotowała Teresa, pytałam ją nieporadnie o wszystko, co związane z dzieckiem.
W szpitalu trochę pokazywali, ale co to jest… Boję się! Odłożyłam łyżkę.
Jedz i nie bój się! Takie dzieci są silniejsze, niż się wydaje. Ty jesteś matką i wiesz najlepiej, czego twoje dziecko potrzebuje. I nie wątp w to ani chwili. Ja też popełniłam mnóstwo błędów każdy popełnia. Zobaczysz, sama dasz radę.
Swatka miała rację. Szybko nauczyłam się, jak wszystko ogarnąć. Strach nie zniknął całkiem, ale był już dużo mniejszy.
Pierwsze pół roku minęło niepostrzeżenie. Teresa przyjeżdżała kilka razy w tygodniu, żeby pomóc przy wnuku, ale najczęściej kończyło się na gotowaniu i sprzątaniu mieszkania. Początkowo mnie to drażniło, ale przekonała mnie:
Iwonko, ten czas jest taki krótki. Każdy uśmiech, spojrzenie to ulotne chwile. Nie trać go na niepotrzebne rzeczy. Korzystaj. Ja jeszcze dam radę zmiotkę i garnki ogarnąć.
Mama przyjeżdżała rzadziej, za to każdy jej występ zamieniał się w spektakl.
Iwona, zobacz jaki wózek znalazłam! Coś niesamowitego!
Mamo, mamy świetny wózek!
Ale to nie to samo! Bierz synka, idziemy przetestować cudo!
Imienia wnuka długo nie mogła zdzierżyć.
Skąd wy wykopaliście to imię? Nie można było czegoś innego? Staś! Najprostsze!
To królewskie imię, mamo! Czego ci nie pasuje?
Chłopak z takim imieniem? W szkole go wyśmieją!
To pójdzie do zwyczajnej szkoły! A poza tym, chyba rodzice powinni decydować o imieniu dziecka?
Nie. Tobie imię wybierała babcia, ja bym cię nazwała inaczej.
Dlatego cieszę się, że imię dla syna wybierałam sama.
Mama prychała i szła z wnukiem na spacer. Piękny wózek, śliczny niemowlak i ona zadbana, uśmiechnięta kobieta, którą przypadkowi przechodnie biorą za matkę dziecka. Schlebiało jej to tak bardzo, że promieniała z dumy. Mieszkańcy osiedla szybko jednak połapali się, o co chodzi i spacery z wnukiem się skończyły. Teraz wpadała na kawę, całowała wnuka i znikała załatwiać sprawy.
Będę dla niego babcią od święta! kolejna wielka zabawka lądowała na półce w pokoju dziecięcym.
Równowaga została zachowana.
Półroczek Stasia, który mama wyprawiła z takim rozmachem, niemal doprowadził do kłótni.
Uśmiechnęłam się do budzącego się syna i wyciągnęłam pudełko od mamy. Przepiękna srebrna grzechotka zachwyciła nawet mnie.
Staśku, patrz, jakie piękne!
Maluch chwycił grającą zabawkę i szczerzył się, pokazując pierwsze ząbki.
A co ci podarowała babcia Teresa? zajrzałam do torebki zostawionej przez teściową przed przyjęciem.
Biały komplet, własnoręcznie zrobiony przez Teresę, był tak mięciutki i przyjemny, że przytuliłam go do policzka.
I skarpetki! Jakie śliczne! Babcia to prawdziwa mistrzyni!
Mama weszła w tym momencie, najpierw zachwycona:
Boże! Co za urocza rzecz! Jakiś znany projektant?
Nie, to Teresa sama zrobiła na drutach.
Obracała w dłoniach kaftanik, a potem skrzywiła się:
Może mogła się wysilić na lepszy prezent? Pierwszy jubileusz dziecka! Można było coś kupić, a nie… Ta oszczędność w takiej chwili! Niepojęte!
Mamo!
A co? Nie mam racji?
Poczułam się nieswojo, widząc Teresę stojącą w drzwiach i słyszącą wszystko. Kiwnęła mi tylko głową, postawiła na komodzie szklankę kompotu i wyszła bez słowa. Zajęłam się uspokajaniem synka i gdy zeszłam na dół, okazało się, że Teresa już pojechała.
Michał, zrobiło się głupio! Wstyd mi.
Przecież to nie ty mówiłaś, więc czemu ci wstyd?
Bo nie zareagowałam! Tak się nie robi!
Nie martw się. Mama wie, co widziała i słyszała.
Chciałam naprawić sytuację, ale Teresa nie wracała do tego tematu.
Iwonko, już dobrze. Przestań się zadręczać. Nie czuję urazy.
Ale miałam wrażenie, że coś się zebrało, czego nie umiem naprawić.
Pewnego popołudnia, gdy byłam sama w domu z synkiem, dopadł mnie ostry ból. Michał nie odbierał był pewnie na budowie czy na zebraniu. Wiedząc, że tata jest w szpitalu, zadzwoniłam do mamy:
Cześć mamo, u nas okej? Tak dawno was nie widziałam. Od święta! Jak impreza się udała! Wszyscy pod wrażeniem, mówiłam, że to trzeba zrobić!
Mamo…
Nie dziękuj! Od tego jest babcia! O, mam drugi telefon, muszę odebrać! Rozłączyła się, a ja patrzyłam tępo na wyświetlacz. Próbowałam jeszcze kilka razy, ale była zajęta.
Ból narastał, więc zadzwoniłam po karetkę i do Teresy.
Iwona?
Proszę… świat wirował, czułam, że odpływam. Staś…
Teresa nigdy w życiu tak nie biegła. W kapciach, z torebką w garści, zbiegła na ulicę i zatrzymała taksówkę.
Zwariowała pani?! krzyknął kierowca.
Córka źle się czuje! Trzeba szybko!
Wskakuj!
Trzęsła się całą drogę, trzymając torebkę na kolanach.
Spokojnie! Jestem za kółkiem od trzydziestu lat, nie będziemy mieć wypadku. Zdążymy!
Karetka stanęła przed domem, ledwo taksówka zatrzymała się na podjeździe.
Tu, tu są! Teresa pokierowała ratowników do domu.
Ocknęłam się po kilku minutach.
Musimy panią zabrać.
Ale dokąd? Po co?
Tak trzeba, Iwonko. Spokojnie. Ja zajmę się Stasiem, Michał już jedzie.
Operacja przebiegła dobrze, ale jeszcze dwa tygodnie zabrało mi wyjście ze szpitala. Tata upierał się, że powinnam zostać. Nie żartuj sobie z własnego zdrowia! Stasiu potrzebuje silnej mamy!
Po powrocie z radością wycałowałam synka i zadzwoniłam do mamy.
Mamo!
Iwonko! Jak się czujesz?
Słabo. Będę potrzebować twojej pomocy.
Ale co ja mogę? głos mamy dziwnie drżał.
Chciałabym, żebyś została u nas na trochę. Nie mogę nosić nic ciężkiego, potrzebuję pomocy przy Stasiu.
Oczywiście! Oczywiście! Ale nie sądziłam, że tak się wszystko potoczy. Mam już wykupioną wycieczkę, wyjazd pojutrze, bezzwrotna zaliczka… Tak marzyłam o tej podróży!
Zacisnęłam oczy i rozłączyłam się. Znów sama. Nakarmiłam Stasia i usnęłam z wyczerpania. Kiedy zniknął ten ból?
Obudziłam się, słysząc kroki.
Oj, nie chciałam cię budzić! Teresa podniosła Stasia i uśmiechnęła się ciepło. Głodna jesteś? Ugotowałam twój ulubiony rosół, jest też kisiel i świeże drożdżówki. Oddam Stasia Michałowi, a tobie zaraz przyniosę. Jeśli chcesz, zostanę z wami na trochę, dopóki nie wrócisz w pełni do sił.
Popatrzyłam na teściową i rozpłakałam się.
No już, kochanie, nie wolno ci płakać! Lekarz mówił, byś skupiała się tylko na pozytywnych emocjach. To może skupimy się na czymś radosnym, co? Zobacz, co ci zaraz pokażemy.
Postawiła Stasia na podłodze, ostrożnie puściła ręce a mój synek nieśmiało zaczął iść do mnie. Łzy wyblakły od razu, gdy wyciągnęłam do niego ramiona. Podniosłam syna i spojrzałam przez łzy na Teresę.
No i jak tam? Pozytywne emocje są? No właśnie! roześmiała się. A teraz chodź, nakarmię cię i nabierzesz sił, bo jak ten młodzieniec zacznie nie chodzić, a biegać, będziesz potrzebować ich wszystkich.



