Zawsze będę przy Tobie
Weronika, tylko nie zaczynaj znowu! Rozmawialiśmy o tym chyba milion razy! Po co znowu wracać do tego tematu? westchnąłem ciężko, machając ręką i odwróciłem się z powrotem do garnka na kuchence.
Dzisiejszy dzień od samego rana był całkiem bezbarwny. Zaczął się już o piątej, kiedy Jasiek przyszedł do mojej sypialni, lekko szturchnął mnie w ramię i cichutko powiedział:
Mamo! Boli mnie gardło…
Weronika, ledwo otrzeźwiała po głębokim śnie, przyłożyła usta do czoła syna wystarczyło kilka sekund, a już była całkiem rozbudzona.
Tak, masz gorączkę, synku. No chodź! Wzięła Jaśka na ręce i wyszła z pokoju, starannie domykając drzwi. Nie miała już siły słuchać narzekań Pawła, że przez nich znowu się nie wyspał.
Zmierzyła synowi temperaturę, podała syrop na gorączkę i ułożyła go do łóżka. Rzuciła okiem na zegarek i zdecydowała, że już nie ma sensu się kłaść. Lepiej poczekać, aż przychodnia się otworzy i od razu zadzwonić po lekarza do domu. Upewniwszy się, że Jasiek zasnął, poszła do kuchni, zrobiła sobie mocną kawę i stanęła przy oknie.
Tegoroczna zima w Krakowie zaskoczyła wszystkich. Śniegu było więcej niż zwykle. Nawet teraz podwórko za oknem przykrywała gruba, lekko lśniąca warstwa puchu. Tylko gdzieniegdzie widać było ślady tych, którzy od bladego świtu pędzili do pracy. Zerknąłem na bok i, widząc ruch, uśmiechnąłem się sam do siebie. Kot sąsiadki pani Haliny, skakał w najlepsze po zasypanym ogródku, raz zanurzając się po uszy w zaspie, raz wypływając z niej jak mały mors. Co za radość z takiej pogody! Ale Bazylowi wyraźnie nie przeszkadzała śnieżna zamieć w najmniejszym stopniu. Był tak niezależny, że konsekwentnie odmawiał korzystania z kuwety. Pani Halina musiała wypuszczać go na dwór zawsze, kiedy tylko miauknął pod drzwiami a w tym się specjalizował. Jego przeraźliwe miauczenie niosło się echem przez cały blok, jeśli tylko właścicielka spóźniała się nawet chwilę z kluczem. Jednak trzeba mu oddać sprawiedliwość: nigdy nie zrobił żadnej szkody w mieszkaniu. Wczoraj Weronika znalazła Bazylego, kiedy schodziła po Jaśka z przedszkola kot szedł dumnie ku drzwiom wyjściowym i głośno komentował wszystko po drodze.
Idź, idź, narzekać umiesz, no! wołała za nim sąsiadka. Dzień dobry, Weroniko! Patrz na tego gagatka! Czasem mam wrażenie, że on tu jest gospodarzem, a ja tylko od usług. Co za koci generał! Z pracy wróciłam później, więc teraz mam za swoje.
Dzień dobry, pani Halino! Ma pani prawdziwego faceta w domu!
A jakże! Takiego to szukać ze świecą. Widocznie taka już moja karma, żeby tylko wychowywać poważnych mężczyzn…
Weronika się tylko uśmiechnęła i ruszyła dalej. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Syn pani Haliny, Michał, rzeczywiście był poważny. I do tego niezwykle mądry, z nietuzinkowym poczuciem humoru. Niestety, większość ludzi go nie dostrzegała. Dla reszty był po prostu niepozornym, niskim, okularnikiem, nieprzyciągającym wzroku dziewczyn. Weronika przyjaźniła się z nim od zawsze. Michał zawsze był tuż obok, gotów pomóc, nawet wtedy, gdy sama dopiero uczyła się rozumieć świat.
Jej mamę, Irenę, potrącił samochód na przejściu dla pieszych. Szła spokojnie, zgodnie z przepisami, a jednak nikt jej nie uchronił. To był dla Weroniki największy szok. Całe życie powtarzano jej, że jak postępuje zgodnie z zasadami, to wszystko się ułoży.
Ona i Michał mieli wtedy po dziesięć lat. Weronika, nieświadoma dotąd, czym jest strata, zamknęła się w sobie. Przestała mówić, tylko płakała. Na każdą próbę pocieszenia odpowiadała tylko cichym kręceniem głowy, uciekając do innego pokoju, zamykała się w łazience. Kiedy zostawała sama, kuliła się w kącie i od razu zasypiała. Psycholog, do którego zaprowadził ją ojciec, bardzo się zaniepokoił. Zasugerował, by jak najszybciej podjąć działania stres zaczął już szkodzić zdrowiu Weroniki.
Pomógł jej wtedy Michał. On sam stracił ojca dwa lata wcześniej i doskonale rozumiał, jak się czuła. Zaczął ją odwiedzać codziennie. Pani Halina nie protestowała, po prostu było jej żal Weroniki. Sąsiedzi i znajomi również starali się pomóc. Przynosili jedzenie, opiekowali się dziewczyną, gdy ojciec musiał pilnie wyjść. Nikt nigdy nie miał za złe Michałowi, że wracał późnym wieczorem potrafił przez cały dzień siedzieć z Weroniką, odrabiać z nią lekcje, czytać, namawiać do gry lub po prostu prowadzić ją za rękę do szkoły tańca i na zajęcia gimnastyczne, które wymarzyła jej mama. Z czasem ta wytrwała, chłopięca troska zrobiła swoje. Weronika powoli odzyskiwała siły. Gdy któregoś dnia znaleźli na ulicy maleńkiego przybłędę, zaledwie otwartego oczy, i zanieśli go do mieszkania pani Haliny, Weronika pierwszy raz od tragedii odezwała się na głos prosząc o mleko dla malucha. Halina, wręczając jej butelkę, wyszeptała cicho:
Dzięki Bogu, wróciła do siebie…
Kociak został u Michała, bo ojciec Weroniki, Stanisław, okazał się mieć silną alergię.
Michał nadal towarzyszył Weronice wszędzie, jak tylko mógł. Ona tak bardzo się przyzwyczaiła do jego obecności, że przecież była dla niej naturalna jakby był jej odbiciem. Oboje jedyne dzieci w rodzinach znajdowali w sobie wsparcie, bliskość i jedność, o której inni mogą marzyć.
Często nie potrzebowali nawet słów. Wystarczyło spojrzenie. Jeden zaczynał zdanie, drugi kończył. Dorośli dziwili się tej niezwykłej, dziecięcej przyjaźni, ale jej nie zakazywali, widząc, że dwójce zranionych przez los dzieci jest trochę lżej.
Kłopoty pojawiły się dopiero pod koniec liceum. Weronika wyrosła na piękną i mądrą dziewczynę, o którą zabiegało mnóstwo chłopaków. Michał wszystko obserwował w milczeniu, dopóki nie pojawił się Paweł. Poznali się, gdy Weronika przewróciła się na śliskich schodach przed krakowskim klubem sportowym.
Wszystko w porządku? Pomóc pani? młody, przystojny chłopak podał jej dłoń i podniósł z ziemi. Taka ślizgawka, że tylko czekać na upadek… Nic sobie pani nie zrobiła?
Weronika, spojrzawszy na swojego wybawcę, na chwilę zapomniała o całym świecie. Zawsze powtarzała, że nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Teraz musiała przyznać sama przed sobą, że się myliła.
Michał, zgubiłam się! Zupełnie przepadłam. On jest taki…
Jaki? Michał zmarszczył brwi, ale Weronika była już zapatrzona w jedno Paweł był tym jedynym.
Sam wiesz, nie da się opisać! Najlepszy! Weronika zatańczyła po pokoju. Powinieneś się cieszyć ze mną!
Pewnie, cieszę się! Michał przez ściśnięte gardło uśmiechnął się i wymówił się nagłą pracą.
Weronika tego nie zauważyła. Spotykała się z Pawłem trzy lata, coraz mocniej przekonana, że to jej przyszłość. Kiedy zdecydowali się na ślub, od razu dali znać rodzinom i złożyli dokumenty w urzędzie stanu cywilnego.
Szkoda, że trzeba mieć świadkową. Po co mi ona? Czemu nie można mieć świadka? zastanawiała się Weronika, kręcąc się przed lustrem w sukni, którą akurat do niej dopasowywano.
Michał, który ją zawiózł do pracowni krawieckiej, usiadł na kanapie i obserwował Weronikę. Zdążył już się otrząsnąć po uwadze krawcowej, która prawie kazała mu wyjść z atelier.
Przesądy nie wolno pannie młodej pokazywać się w sukni przed ślubem narzeczonemu!
To nie mój narzeczony! parsknęła śmiechem Weronika On jest moim przyjacielem.
Przyjaciel wydęła usta krawcowa. Też ciekawe…
Co w tym dziwnego? dorzucił Michał. Przyjaźń zdarza się i między mężczyzną a kobietą…
Weronika, musimy jeszcze wybrać tort, a ja zaraz mam spotkanie.
Już się przebieram! rzuciła, znikając za parawanem, a Michał ciężko opadł na kanapę.
Po latach, wspominając szybki ślub i pierwsze lata małżeństwa, Weronika często się zastanawiała jak? Dlaczego nie zauważyła tego wszystkiego, co później zaczęło ją drażnić, a nawet ranić. Przez długi czas, mając u boku Michała, była pewna, że w jej życiu zawsze będzie ktoś, kto ją wesprze i pocieszy. Okazało się jednak, że role w codziennym życiu nie są wcale tak oczywiste.
Pierwszy zimny prysznic przeżyła, gdy pół roku po ślubie poważnie zachorowała zwykła angina. Nie przejęła się nią zanadto, chciała być dobrą żoną, opiekować się domem i mężem. Przeziębienie jednak przeciągnęło się i przeszło w poważniejsze kłopoty zdrowotne. Gdy przyszedł czas na kosztowne badania, Paweł tylko się zdenerwował:
Nie ma mowy! Odkładamy pieniądze na wakacje! Jesteś młoda i zdrowa, lekarze zawsze tylko wymyślają, żeby wyciągnąć kasę!
Weronika patrzyła na niego z niedowierzaniem.
Ty tak na poważnie?
Oczywiście!
Paweł… głos ugrzązł jej w gardle, a każde kolejne słowo sprawiało ból wyjazd jest ważniejszy niż moje zdrowie?
Wszystko z Tobą w porządku, skończ panikować! Pojedziemy na urlop, odpoczniesz i będzie dobrze. Po prostu jesteś przemęczona! Paweł objął Weronikę, nie widząc, że po raz pierwszy nie odpowiedziała na jego czułość.
Badania opłacił jej ojciec, nie mówiąc słowa o zachowaniu zięcia. Zamknął się w sobie i tylko zrobił swoje.
Prawie rok zajęło Weronice dojście do siebie choć do końca nie wyszła z kłopotów zdrowotnych, zwłaszcza z sercem. Lekarze rozkładali ręce i zalecali jedynie leczenie podtrzymujące. Gdy zaszła w ciążę i przyszła się zarejestrować w przychodni, natychmiast skierowano ją do grupy wysokiego ryzyka.
Proszę mnie źle nie zrozumieć, musimy ten temat przemyśleć lekarz kartkował dokumenty. To duży wysiłek dla organizmu, więc zalecam ostrożność…
Nie ma o czym mówić. Będę rodzić!
W takim razie zrobimy wszystko, by było jak najlepiej.
I faktycznie, wszyscy się bardzo starali. Ostatnie trzy miesiące Weronika spędziła na patologii ciąży. Jasiek urodził się w terminie, cały i zdrowy, choć ile to kosztowało Weronikę, wiedzieli tylko ojciec i… Michał. Wtedy po raz pierwszy dotarło do niej naprawdę, że Paweł żyje kompletnie swoim życiem, w którym ona jest tylko dodatkiem. Gdy usłyszał, że urodził mu się syn, zamiast przyjechać, zaczął świętować z kolegami, wyłączył telefon i zniknął na trzy dni. Weronika najpierw denerwowała się, prosiła ojca, by sprawdził, czy wszystko z Pawłem w porządku, ale gdy ten wrócił i tylko ją przytulił, powiedział:
Nie martw się tym, córeczko, spokojnie, nie wolno Ci się teraz stresować.
Wtedy wiedziała już na pewno, że ich historia to żadna bajka. Wracała myślami do rozwodu po wyjściu ze szpitala, ale powstrzymywało ją tylko to, jak Paweł zareagował na synka.
U boku syna był tatą na medal wstawał w nocy, przewijał, chodził na spacery, bawił się. Były jednak chwile, że Jasiek Pawła denerwował i wtedy kazał go Weronice zabrać, by mieć spokój. Po godzinie, dwóch, znowu był najlepszym ojcem świata. To rozchwianie bardzo Weronikę niepokoiło. Ale plusy nadal przeważały. Na razie.
Relacje z Weroniką jednak całkiem się rozjechały każde z nich żyło obok siebie, spełniając podstawowe domowe obowiązki, ale nie dzieląc się już prawdziwie życiem.
Jasiek często chorował. Weronika biegała z nim po lekarzach. Rzadko prosiła Pawła o pomoc, bo nie wiedziała, czy tym razem usłyszy wsparcie czy awanturę. Bywał cierpliwy i dociekliwy, a czasem wybuchał złością na prośby o odwiezienie do lekarza. Miała już tego dość i wolała radzić sobie sama. Ojciec pomógł jej zrobić prawo jazdy, opiekując się wnukiem podczas kursów. Potem kupił jej małego fiata, taki używany, ale pewny żeby nie musiała być zależna od humorów męża.
Ojciec Weroniki doskonale wiedział, jak wygląda sytuacja, ale nie ingerował. Czekał, aż córka sama zdecyduje, co chce zrobić. Tylko raz, gdy Jasiek miał dwa lata, a Weronika była już zupełnie wykończona kilkudniową gorączką dziecka, oddała go śpiącego ojcu i padła na podłogę salonu, przysuwając się głową do nóg fotela. Wtedy, po przebudzeniu, usłyszała od ojca:
Niczego Ci nie będę narzucał. Pamiętaj, nigdy nie jesteś sama.
Wiem, tato, naprawdę to wiem! Po prostu… jeszcze nie jestem gotowa podjąć decyzję. Paweł jest moim mężem, muszę sama się zdecydować.
Ojciec tylko pokiwał głową i przytulił Weronikę.
W tym trudnym czasie u boku Weroniki zawsze był Michał. Kupował leki, gdy sama nie mogła wyjść; zawoził do lekarzy, kiedy auto się psuło. Wszystko załatwiał szybko i sprawnie. Wiedziała, że czasem nadużywa tej przyjaźni, ale ufała mu bezgranicznie.
Tego ranka patrzyła na zaśnieżone podwórko i myślała o tym, że Michał wraca dziś z delegacji. Jeśli co, można będzie go poprosić, by zawiózł ich do lekarza, bo auto znowu stanęło, a naprawa wydaje się poważna. Z pieniędzmi ostatnio krucho. Paweł twierdzi, że wszystko inwestuje w firmę. Jej pensja starcza ledwo na rachunki, bo nie mogła wrócić do pełnej pracy przez niekończące się zwolnienia na Jaśka. Dobrze, że mieli mieszkanie po ojcu. On sam przeniósł się na działkę pod Wieliczką był tam spokój i świeże powietrze.
Weronika zerknęła na zegarek i zadzwoniła do przychodni. Miała szczęście, lekarka wróciła z urlopu i przyjęła jej zgłoszenie od ręki.
Odłożyła telefon i zabrała się za robienie śniadania. Na kuchnię wkroczył rozespany Paweł.
Co znowu? Czemu całą noc było latanie po mieszkaniu?
Jasiek chory, odpowiedziała krótko Weronika.
To trzeba chodzić całą noc po domu? Nieważne, i tak się nie wyspałem. Idę pod prysznic, szykuj szybko śniadanie, zaraz wychodzę, dużo mam na głowie.
Odwróciła się do kuchenki i zaczęła smażyć placki. Gotowała głównie dla Jaśka podczas choroby zawsze miał specjalne życzenia: jedzenie dla ozdrowieńców, jak to Weronika żartowała. Dziś robiła placuszki, które również lubił Paweł.
Słuchaj, rozmawiałaś z tatą?
Nie.
I po co to przeciągasz?
Już mówiłam, nie będę go prosić, żeby przepisał nam mieszkanie.
Twoje uparcie zaczyna mnie doprowadzać do szału. Ciągle to samo! Ja płacę za mieszkanie, ale tu nie mam żadnych praw. Ciągle tylko trzeba dawać dla ciebie, dla Jaśka. Zasuwałem cały rok bez urlopu, a i tak mam wiecznie pod górkę!
Paweł gadał dalej, ale Weronika już go nie słuchała. Poczułem w sobie dziwne uczucie jakby nagle zerwała się ostatnia struna, która jeszcze ich łączyła. Ta, na której wisiały ich wspólne chwile, pierwsze pocałunki, cała dawna czułość. Najszczęśliwszy dzień ślub, narodziny syna…
Odstawiła delikatnie łopatkę i odwróciła się do męża.
Powiem raz i chcę, żebyś posłuchał. Dziś się spakujesz i wyprowadzisz. Rozwodzimy się, Paweł. Nie chcę już żyć tak, jak przez trzy ostatnie lata. I wiem, że tobie też przestało zależeć nie jestem ślepa. O finansach już nie rozmawiamy. Chcę, żebyśmy skupili się na tym, że Jasiek jest naszym synem i dla niego musimy być razem nawet, jeśli osobno mieszkamy.
Paweł patrzył z zaskoczeniem, chciał coś powiedzieć, ale w końcu wstał, rzucił widelec na stół.
To wszystko? Przemyśl dobrze, co mówisz. Wrócę wieczorem i mam nadzieję, że zmienisz zdanie.
Nie zrozumiałeś. Zdecydowałam, Paweł. Znasz mnie tyle lat i wiesz, co to oznacza.
To znaczy, że ci coś odbiło. No, zobaczymy. I tak do nikogo się nie nadajesz. Z dzieckiem cię już nikt nie zechce. Przemyśl to sobie. Ja będę u rodziców.
Jak chcesz. Weronika odwróciła się z powrotem do kuchenki, ukrywając łzy.
Paweł wyszedł z kuchni, po chwili usłyszała trzask drzwi wejściowych. Usiadła przy stole i w końcu pozwoliła sobie na płacz, póki Jasiek spał. Gdy usłyszała ciche kroki zbliżające się do kuchni, szybko otarła oczy i wyjęła talerz dla syna.
No, cudownie zdrowiejący młody pan! Zjesz śniadanie?
Nie jestem bardzo głodny, mamo. Głowa też mnie boli.
Może placuszki pomogą na ból głowy?
Tak! Jasiek spróbował się uśmiechnąć. Z konfiturą!
Oczywiście!
Po wizycie lekarki, która ustaliła leczenie i wypisała receptę, Weronika zaczęła się zbierać do apteki. Prawie wybrała już numer do taty, gdy do drzwi zapukał Michał. Był jedynym, kto nigdy nie używał dzwonka taki był ich znak rozpoznawczy.
Cześć!
Cześć! Jak się trzymacie? Michał stał z pudełkiem zabawkowego autka. Weronika przypomniała sobie, że nie pamięta, kiedy Paweł coś kupił synowi. Wszystkie prezenty dla Jaśka kupowała sama. Michał zawsze przynosił coś od serca.
Jasiek znowu chory. Posiedzisz z nim? Skoczę po leki.
Jasne, a może ja pójdę? Masz listę?
Weronika podała mu listę zakupów.
Ledwo Michał wyszedł, zadzwonił telefon Weroniki.
Weronika Stanisławówna?
Tak.
Dzwonimy ze Szpitala Wojewódzkiego. Pani ojciec trafił do nas.
Co się stało? ścisnęła telefon w dłoni, aż pobielały kostki.
Zawał serca. Stan poważny.
Jadę natychmiast.
Zaczęła krążyć po mieszkaniu, nie wiedząc, w czym wyjść czy jak ogarnąć myśli. Tata nigdy nie uskarżał się na serce! W tym momencie dotarło do niej, jak łatwo można w sekundę stracić najbliższą osobę.
Bezmyślnie wybrała numer Pawła.
Paweł…
Co? Zmieniłaś zdanie?
Tata jest w szpitalu. Miał zawał.
I? Co ty teraz ode mnie chcesz? Przecież się rozwodzimy, dobrze rozumiem?
Weronika spojrzała z niedowierzaniem na słuchawkę i się rozłączyła.
Michał wrócił z apteki i zobaczył ją już ubraną w korytarzu.
Gdzie idziesz?
Tata w szpitalu, zawał.
Nie trzeba było więcej tłumaczyć. Michał pobiegł po mamę, a pani Halina została z Jaśkiem. Weronika pojechała z Michałem do szpitala.
Czekali całą wieczność na jakieś informacje. Siedzieli na korytarzu w milczeniu. W końcu Weronika odezwała się cicho:
Dziękuję ci… Jak dobrze, że jesteś.
Zawsze będę przy tobie…
Wiem, Michał. Teraz już wiem wszystko…
Po godzinie podszedł lekarz. Weronika spała z głową na ramieniu Michała. Ten delikatnie ją obudził.
Przenieśliśmy pana ojca do sali. Czeka go długie leczenie, ale najgorsze już minęło. Proszę się wypytać o godziny odwiedzin. Możecie wrócić jutro.
Weronika bez słowa wtuliła się w Michała i wybuchnęła płaczem, czując, jak w tych łzach rozpuszcza się cały ból, który zgromadziła w sobie przez ostatnie miesiące.



