Prawda, która ścisnęła wszystko w środku
Rozwieszając wyprane pranie na sznurku w ogrodzie, Jadwiga usłyszała ciche łkanie i zerknęła poza płot. Tam, pod jej ogrodzeniem, siedziała sąsiednia dziewczynka ośmioletnia Basia. Choć była już w drugiej klasie, wyglądała drobniutko, jak sześciolatka.
Basiu, znowu ktoś cię skrzywdził? Chodź do mnie Jadwiga odsunęła poluzowaną dechę w płocie. Basia przychodziła do nich dosyć często.
Mama mnie wygoniła, powiedziała: „Wypad!”, i wyrzuciła za drzwi. Oni się tam z wujkiem Irkiem bawią mówiła dziewczynka, ocierając łzy.
Chodź do domu, Ela z Piotrkiem właśnie jedzą, nakarmię i ciebie.
Jadwiga niejednokrotnie ratowała Basię przed ciężką ręką matki, gdy ta wpadała we wściekłość na szczęście mieszkali przez płot. Zabierała Basię do siebie i nie oddawała do domu, dopóki matka, Halina, nie ochłonęła.
Basia zawsze zazdrościła sąsiadkom Eli i Piotrkowi, których Jadwiga wraz z mężem bardzo kochali, nigdy nie krzyczeli na swoje dzieci. W ich domu panował spokój, relacje Jadwigi z mężem były życzliwe i ciepłe, troszczyli się o dzieci z wyczuciem i miłością. Basia to rozumiała, zazdrościła im tej atmosfery tak mocno, że czuła ucisk w piersi, a w gardle pojawiała się gula. Kochała być u nich, w tym cieple domowego ogniska.
W domu Basię czekały same zakazy. Matka zmuszała ją do noszenia wody, sprzątania w szopie, plewienia rabat i mycia podłóg. Halina urodziła ją bez męża, jak to mówią samotna matka, i od początku niezbyt przepadała za córką. Wtedy jeszcze żyła babcia, matka Haliny, choć chorowała. To ona kochała wnuczkę, mieszkali razem. Babcia wstawiała się za Basią, pilnowała jej, bo Halina nie zajmowała się córką.
Dopóki babcia żyła, Basi było o wiele łatwiej, ale umarła, gdy Basia skończyła sześć lat. Wtedy zaczęło się dla niej trudniejsze życie. Matka, rozgoryczona samotnością, bez męża, wciąż szukała dla siebie faceta. Halina pracowała jako sprzątaczka w przedsiębiorstwie transportowym, tam głównie sami mężczyźni. Pewnego dnia pojawił się nowy kierowca Ireneusz. Szybko się z nim związała.
Ireneusz był po rozwodzie, miał syna, któremu płacił alimenty. Halina od razu pozwoliła mu zamieszkać u siebie, bardzo się z tego ucieszył wreszcie miał dach nad głową, bo żona go wyrzuciła. Halina szybko zaczęła się wokół niego krzątać, dogadzać, wielbiła.
Ireneusz szybko zauważył, że życie w domu Haliny będzie dla niego wygodne, a jej córka mu nie przeszkadzała.
Może kręcić się pod nogami, w końcu podrośnie, będzie pomagać w domu myślał.
Halina całe uczucie i uwagę poświęcała Irkowi, a córkę wciąż strofowała, zmuszała do pracy, często klepała po głowie czy nawet biła.
Nie będziesz mnie słuchać, to oddam cię do domu dziecka! groziła.
Basia nie miała siły myć porządnie w szopie, za to też dostawała, więc siadała pod porzeczką przy płocie sąsiadki i cicho płakała. Gdy Jadwiga ją widziała, od razu zabierała do siebie. Basia była wycofana, nieufna i zamknięta w sobie.
Znajomi i sąsiedzi nie pochwalali Haliny, wszyscy w osiedlu się znali. Cisnęli ją za stosunek do córki. Zwłaszcza że Jadwiga nie milczała, ale Halina puściła plotkę:
Co wy słuchacie tej Jadwigi! Ona podkochuje się w moim Irku, dlatego zmyśla, że krzywdzimy córkę.
Halina z Irkiem często świętowali, pili, a wtedy Basia uciekała do sąsiadów, u których mogła przenocować. Jadwiga rozumiała ją jak nikt i bardzo się nad Basią litowała.
Czas mijał. Basia dobrze się uczyła, dorastała. Po dziewiątej klasie pragnęła wyjechać do miasta i rozpocząć naukę w medycznym technikum. Matka powiedziała stanowczo:
Pójdziesz do roboty, dorosłaś już, nie będziesz tu nam na karku siedzieć! Basia się rozpłakała, wybiegła z domu, bo tam płakać nie wolno było.
Gdy trochę ochłonęła, poszła do sąsiadki, podzieliła się z Jadwigą swoim bólem. Jej dzieci już studiowały w dużym mieście. Jadwiga nie wytrzymała tym razem i ruszyła do Haliny.
Halina, ty nie jesteś matką, tylko harpią. Inne kobiety poświęcają dla dzieci wszystko, a ty własne dziecko gnoisz. Nie kochasz jej, ale masz obowiązek matczyny, trochę ludzkiej przyzwoitości. Gdzie Basia pójdzie pracować?! Powinna się uczyć, przecież prawie z wyróżnieniem skończyła dziewięć klas! To twoje dziecko, Halina. Potem na starość sama do niej przyjdiesz.
A ty się w moje sprawy nie wtrącaj, pilnuj swoich, a nie mojej Basi! wybuchła Halina. Ona tylko umie do ciebie chodzić i żalić się!
Opamiętaj się, Halina! Twój Irek własnego syna posłał do szkoły w mieście, choć z nim nie mieszka, a ty się znęcasz nad własną córką. Obudź się, kim jesteś, matką czy kim?!
Halina krzyczała, wrzeszczała, ale potem bez sił opadła na kanapę.
Tak, jestem surowa, obyczam Basię, ale to dla jej dobra, żeby nie skończyła jak ja, żeby nie wróciła z dzieckiem bez ojca… Niech jedzie do powiatu i zdaje tam, niech się uczy machnęła ręką.
Basia bez trudu dostała się do technikum medycznego. Była szczęśliwa do granic, choć trochę wstydziła się swojej skromnej odzieży, wyróżniała się w grupie. Ale nikt jej za to nie oceniał, były też dziewczyny z wiosek, które miały podobnie. Do domu wracała rzadko.
Nie chciała wracać do matki i ojczyma. Ale podczas wakacji musiała jechać, a najpierw pędziła do Jadwigi. Ta zawsze pytała, sadzała do stołu i nakarmiła. Jadwiga z mężem traktowali ją serdecznie i zawsze witano ją z otwartymi ramionami.
Halina miała własne problemy jej Ireneusz związał się z młodszą kobietą. Kłóciła się, była zdenerwowana, a akurat Basia przyjechała na wakacje. Matka nie ucieszyła się z jej wizyty.
Po co tu przyjechałaś? Znów będziesz żerować na nas… Masz wolne, idź do pracy.
Ale raz Irek wrócił z pracy i zaczął pakować swoje rzeczy.
Gdzie się wybierasz?! Nie pozwolę! wrzasnęła Halina, a on spojrzał na nią z ironią:
Rita czeka na dziecko, a swego syna nie opuszczę. Tobie twoja córka nie potrzebna, a mi mój syn tak. Jeszcze Rita przyprowadzi jakiegoś faceta, a on będzie gnębić mojego dziecko. Nie pozwolę! Twoja Basia nawet nie zna matczynej miłości, jakbyś ją z płotu znalazła. A mój syn od razu musi poznać i matkę, i ojca, żyć w miłości zebrał rzeczy i wyszedł.
Te słowa kompletnie Halinę zmiotły z nóg. Nie potrafiła ani krzyczeć, ani błagać, ani płakać. Ireneusz powiedział prawdę. Tę prawdę, która zamknęła jej usta, oczy i ścisnęła wszystko w środku. Nie miała siły nawet westchnąć.
Basia wszystko słyszała, matki nie pocieszała. Przypomniała sobie wszystkie razy, gdy przy najmniejszym hałasie podczas odpoczynku ojczyma, dostawała od matki i była wyrzucana na podwórko. Ojczym nigdy jej nie bronił, ale też sam nie podnosił ręki, patrzył z pobłażaniem, czuł się panem sytuacji.
Na ostatnim roku Basia zatrudniła się w szpitalu, dorabiała, utrzymywała się sama. Do domu już nie jeździła, matka coraz częściej piła, pogorszyła się, ledwo wiązała koniec z końcem. Z przerażonej dziewczynki Basia zmieniła się w piękną i zaradną kobietę, która odpowiedzialnie i z serdecznością traktowała chorych. Była szanowana, chwalono ją za wychowanie, mówiono, że matka dobrze ją wychowała. Basia jednak milczała i uśmiechała się.
Jakie tam wychowanie myślała. Całe życie zawdzięczam Jadwidze: za opiekę, zrozumienie, wsparcie i za to, że pomogła mi zostać tym, kim jestem.
Halina coraz częściej sprowadzała do domu nieznajomych kolegów od alkoholu. Basia rzadko już przyjeżdżała, ale każda jej wizyta szokowała ją wyglądem matki. Halinę dawno zwolnili z pracy. Basia nie miała już siły jej przekonywać ani napominać, wiedziała, że to nic nie daje. Marzyła, żeby wyrzucić wszystkich przyjaciół matki z domu, zrobić remont, zbudować inną relację i zapomnieć o wszystkich krzywdach. Ale matka nie chciała tego, staczała się coraz niżej.
powstrzymała się od łez
Po ukończeniu technikum Basia wróciła do domu. Halina była sama, spojrzała na córkę z nienawiścią.
Po co przyjechałaś? Na długo? Nie mam co jeść, lodówka odłączona. Daj mi pieniądze, głowa mnie boli.
Basię ścisnęło w gardle, ale powstrzymała się od łez, odpowiedziała tylko:
Nie zostanę długo… Zdałam z wyróżnieniem, wyjeżdżam do województwa, będę pracować w szpitalu wojewódzkim. Nie będę mogła często wracać, będę wysyłać ci trochę pieniędzy. Na razie, mamo.
Halina raczej nie słuchała, co Basia mówiła, miała tylko jedno w głowie zdobyć alkohol, więc żądała pieniędzy.
Daj mi pieniądze na głowę, chyba nie żal ci matki? Co z ciebie za córka…
Basia wyjęła trochę złotych z kieszeni, położyła na stole, cicho zamknęła drzwi, chwilę postała na podwórzu w nadziei, że matka ją dogoni, przytuli. Nie doczekała się. Powoli poszła do sąsiadów.
Jadwiga ucieszyła się, posadziła ją do stołu.
Chodź, Basiu, jemy właśnie obiad jej mąż już siedział przy stole.
Ojej, zapomniałabym wyniosła paczkę z drugiego pokoju to dla ciebie, w podziękowaniu za dyplom z wyróżnieniem, trochę złotych na dobry początek.
Basia podziękowała i rozpłakała się.
Ciociu Jadwigo, dlaczego tak jest? Za co mama mnie tak traktuje, jak obcą?
Nie płacz, Basiu Jadwiga ją przytuliła. Już nic nie zrobisz… Taka ona jest, Halina. Widocznie urodziłaś się nie w tym czasie. Ale jesteś mądra i piękna, na pewno będziesz kochana i szczęśliwa.
Basia wyjechała do dużego miasta wojewódzkiego, zaczęła pracę jako pielęgniarka na chirurgii. Tam spotkała swój los młody lekarz chirurg, Paweł, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Niedługo potem wzięli ślub. Na weselu, zamiast matki, obok Basi siedziała Jadwiga, bardzo szczęśliwa.
Halina dostawała od córki pieniądze i chwaliła się swoim kumplom:
Wychowałam taką córkę, teraz mi wysyła pieniądze, jest mi wdzięczna. Wykształciłam ją. Szkoda tylko, że na wesele mnie nie zaprosiła, nie przyjeżdża, wnuków nie widzę, zięcia nie znam.
Po pewnym czasie Jadwiga znalazła Halinę w domu leżała martwa na podłodze. Jak długo, nie wiadomo. Sąsiadka zaniepokoiła się ciszą na podwórku Haliny. Basia z mężem pochowali matkę, niedługo potem sprzedali dom. Od czasu do czasu odwiedzają Jadwigę z jej mężem.




