Ostatnia prośba

Ostatnia prośba

Nie, nie wrócę już do domu z trudem oddychał Jakub, skręcając się z bólu. I już nigdy nie zobaczę Malwiny. Przecież chciałem się jej oświadczyć, nie zdążyłem Za co mi to wszystko?

Proszę się tak nie martwić uśmiechnęła się pielęgniarka, widząc, jak bardzo pobladł chłopak, którego przywieziono karetką. Wszystko będzie dobrze.

Wątpię wyszeptał przez zęby Kuba.

Potem leżał w milczeniu, z przerażeniem w oczach obserwując przygotowania do operacji.

*****

Jakub nigdy nie znosił szpitali.

To niechęć towarzyszyła mu, odkąd był dzieckiem tam zawsze sprawiano mu ból i nikt nawet nie próbował go przeprosić za doznane cierpienia duchowe.

No a czemu tak płaczesz, Jakubku? śmiała się pielęgniarka, zabierając mu krew z palca. Przecież jesteś już dużym chłopcem, niedługo pójdziesz do szkoły, a ryczysz jak dziewczynka. Nie wstyd?

Jakub patrzył na nią przez łzy, próbował się wyrwać i płakał jeszcze głośniej, bo uciec z gabinetu się nie dało. Nie, nie było mu wstyd. Było po prostu strasznie przykro i bardzo bolało.

Gdy wracał z mamą do domu z przychodni, całą drogę powtarzał, że już nigdy więcej do szpitala nie pójdzie. Ale to NIGDY! Już prędzej umrę, ale do szpitala nie pójdę wykrzyczał raz do mamy.

Synku, co Ty opowiadasz? próbowała go uspokoić mama. Lekarze są po to, żeby pomagać ludziom i przedłużać im życie. Nie masz się czego bać!

Ale Jakub miał już swoje zdanie. Dla siebie niech leczą, ja nie chcę!

Czy trzeba mówić, jak bardzo przeżył wizytę u dentysty, gdy rodzice zabrali go na wyrwanie zęba? Darł się tak, że było go słychać przez zamknięte okno nawet na ulicy.

To były ciężkie wspomnienia, które na długo zapadły mu w pamięć.

Nic więc dziwnego, że jako dorosły już mężczyzna, nadal nie znosił ani szpitali, ani lekarzy. Unikał ich jak ognia i robił wszystko, by mieć z medycyną jak najmniej do czynienia.

Ale jak to w życiu bywa, pewnego dnia los sprawił, że Jakub trafił do szpitala z ostrym zapaleniem wyrostka robaczkowego.

Ból był tak silny, że Malwina, z którą miał iść na kolację, musiała zamówić karetkę.

Nie trzeba, samo przejdzie szeptał błagalnie Jakub.

Zwariowałeś? Widzę, jak cierpisz. Lepiej nie ryzykuj, to może być wyrostek. Miałam tak samo, prawie się nie wyrobiłam.

I tak, wbrew swojej woli, Jakub trafił do Szpitala Miejskiego nr 6 w Warszawie.

Nie muszę chyba dodawać, co tam przeżywał

Kiedy tylko wyobraził sobie, jak chirurdzy grzebią mu w brzuchu, zrobiło mu się naprawdę ciężko. A gdy zobaczył przejeżdżających na korytarzu dwóch smutnych sanitariuszy z wózkiem, na którym jechał już nieżywy pacjent, poczuł niewyobrażalną rezygnację.

Koniec, już nie wrócę do domu sapał cicho Jakub z bólem. I Malwiny już nigdy nie zobaczę. Przecież chciałem się jej oświadczyć Nie zdążyłem. Czemu właśnie mnie to spotkało?

Proszę, tak się nie przejmować powiedziała pielęgniarka, kiedy zauważyła, że chłopak jeszcze bardziej zbladł. To rutynowy zabieg, będzie dobrze.

Jakoś w to nie wierzę

Niesłusznie! Operacja jest prosta i przyjechał Pan w odpowiednim czasie. Gdyby Pan później się zgłosił, mogłyby być powikłania.

Operacja rzeczywiście przebiegła bez żadnych komplikacji i, ku jego własnemu zdziwieniu, nawet go bardzo nie bolało. Po raz pierwszy w życiu szpital nie kojarzył mu się najgorzej.

Znieczulili go na stole operacyjnym, a kiedy odzyskał przytomność, wszystko najgorsze było już za nim. Tego samego dnia przenieśli go do zwyczajnej sali.

Do samego rana Jakub spał jak dziecko, budził się tylko na chwilę, kiedy zmieniano kroplówkę.

A rano

rano Jakub zobaczył, że w jego sali pojawił się starszy pan.

Jeszcze tego mi brakowało westchnął Jakub. Zaraz będzie opowiadał mi całą swoją biografię.

Nie miał ochoty na rozmowy. Potrzebował ciszy i spokoju.

Nawet do Malwiny nie zadzwonił napisał tylko, że wszystko w porządku i schował telefon pod poduszkę. Rozmyślał, jak bardzo pechowo trafił do szpitala właśnie teraz.

Z Malwiną mieszkał już od roku. Wczoraj wieczorem chciał jej się oświadczyć: zarezerwował stolik w restauracji, dogadał się z zespołem, by zagrali ich ulubioną piosenkę, a kelner miał przynieść pierścionek ukryty w deserze.

Chciał, żeby było idealnie

Los chciał inaczej. Zamiast rozmawiać z dziewczyną o ślubie, leżał w szpitalnej sali z nieznanym staruszkiem.

Ku swojemu zaskoczeniu, staruszek nie narzucał mu się. Przywitał się i przez resztę dnia cicho coś mamrotał pod nosem, próbując dzwonić do kogoś. Aż rozładował mu się stary telefon. Ładowarki oczywiście nikt nie miał, nawet pielęgniarka.

Popatrzył wtedy na czarny ekran i po policzkach popłynęły mu łzy. Jakubowi zrobiło się jakoś głupio ocenił człowieka, zupełnie nie znając jego historii.

Po kilku minutach Jakub podniósł się powoli, usiadł na brzegu łóżka i zapytał starszego pana, czy wszystko w porządku.

Do syna nie mogę się dodzwonić odpowiedział cicho senior.

To on nie wie, że pan jest w szpitalu?!

Wie Pielęgniarka dzwoniła, jak mnie tu przywieźli. Ale on nie chce ze mną rozmawiać. Pokłóciliśmy się pół roku temu. Przed moimi urodzinami. Chciał mnie oddać do domu opieki, żeby sprzedać mój dom, a ja się nie zgodziłem. Nie dla domu, chodziło o coś innego

Staruszek opowiedział Jakubowi, jak kilka dni temu trafił do szpitala z zawałem serca. Lekarze ustabilizowali stan, ale od razu powiedzieli, że operacja jest konieczna.

Podobno pojutrze będę mieć operację Ale boję się, że nie doczekam.

Przestań pan! próbował go pocieszyć Jakub. Lekarze są od pomagania ludziom. Będzie dobrze, zobaczy pan! Mnie wczoraj wycięli wyrostek, widzi pan cały i zdrowy!

Stary Pan uśmiechnął się pod nosem, nie tłumacząc Jakubowi różnicy między wyrostkiem a sercem.

Został mi tylko pies Na podwórku. Chciałem poprosić syna, by się nim zajął, jak mnie zabraknie. Albo znalazł mu dobry dom. Sąsiedzi raczej nie wezmą, mają własne zwierzęta. Syn mógłby spełnić moją ostatnią prośbę. Tym bardziej, że dom, na który tak czeka, dostanie w spadku. Ale nie odbiera telefonów. I kiedy pielęgniarka dzwoniła, nie chciał się odezwać ze mną. Taki właśnie mam los

No tak westchnął Jakub.

Bardzo się martwię o mojego Kulkę. Co się z nim stanie? Kto się nim zaopiekuje? Jak przeżyje na dworze?

Dziwak z tego staruszka, pomyślał Jakub. Operacja, życie na włosku, a on o psie myśli!. Ale kiedy usłyszał historię, jak Kulka pojawił się w życiu seniora, zrozumiał, że ten pies jest dla niego całym światem.

Znalazłem go w swoje urodziny, pół roku temu opowiadał staruszek. Syn nawet mnie nie odwiedził, rodzina też się wykruszyła, żona, niech spoczywa w pokoju, odeszła pięć lat temu. Ale w noc przed moimi urodzinami mi się przyśniła, prowadziła pieska na smyczy i uśmiechała się do mnie. Następnego dnia, szedłem po zakupy, a tam, przy ogrodzeniu, przywiązany piesek. Deszcz lał, zimno. Pytałem sprzedawców, nikt nic nie wiedział. Czekałem z nim kilka godzin, aż się ściemniło. Zrozumiałem, że już nikt po niego nie przyjdzie.

I zabrał go pan do domu?

Tak. Nie mogłem zostawić go w taką noc. Może to dziwnie brzmi, ale poczułem, że to prezent od żony uśmiechnął się smutno. Wiedziała, że jestem sam, chciała żebym miał kogoś obok siebie.

W życiu różne rzeczy się zdarzają przytaknął Jakub.

Chciał okazać wsparcie, bo widział, jak bardzo potrzebny jest komuś ten drugi człowiek.

Z Kulką szybko się dogadaliśmy mówił dalej staruszek. Przez kilka tygodni szukałem jeszcze poprzedniego właściciela, wywieszałem ogłoszenia. Nikt się nie odezwał. Dziś myślę, że tak miało być. Kulka stał się nie tylko przyjacielem, ale sensem mojego życia na emeryturze.

Tego wieczoru Jakub długo rozmyślał o psie porzuconym na ulicy i o synu, który nie chciał odebrać telefonu od ojca w szpitalu.

Jak można być aż tak obojętnym?

A śniło mu się tej nocy, że biegał po ulicach za bezdomnym psem, zupełnie podobnym do Kulki, który szukał swojego pana

Obudził się nagle, bo senior w łóżku obok ciężko sapał, łapał powietrze ustami i trzymał się za serce.

Zawołać lekarza? przestraszył się Jakub, przysuwając się.

Nie Najpierw zadzwoń do mojego syna, Michała. Proszę Numer masz zapisany na kartce na szafce. Powiedz, żeby przyjechał, chciałbym się z nim pożegnać. A jeśli nie przyjedzie, niech Kulkę odda w dobre ręce. Przynajmniej będę spokojny, że piesek będzie miał dom

Jakub chwilę się zawahał, potem jednak chwycił za telefon, wziął kartkę, powoli wklepał numer.

Dzień dobry, mówię w imieniu pana Jakub zorientował się, że nie znają się nawet z imienia.

Jan Czesław nazywam się wyszeptał staruszek.

Pana Jana Czesława, pana taty. Prosił, żeby pan przyjechał. Źle się czuje, chciałby się pożegnać.

Ojej, naprawdę tak źle? Michał nagle zrobił się żywszy. A w którym szpitalu jest? W szóstym? Dobrze, zaraz będę.

Jakub dla pewności podał pokój i adres szpitala, rzucił telefon na łóżko i pobiegł po pielęgniarkę, która drzemała przy biurku.

Wyjaśnił sytuację kilka razy, a potem wrócił do sali.

Jak pan się czuje, panie Janie? spytał zatroskany, łapiąc go za rękę. Pani doktor zaraz przyjdzie. Proszę wytrzymać. Syn powiedział, że przyjedzie. Tylko proszę nie zasypiać, proszę jeszcze walczyć

Niestety, serce Jana Czesława przestało bić, nim lekarz z dyżurną pielęgniarką zdążyli wejść do sali.

Po dwudziestu minutach zjawiło się dwóch tych samych sanitariuszy, których wcześniej widział Jakub.

*****

Pana tata umarł praktycznie na moich oczach powiedział Jakub Michałowi, gdy ten przyjechał rano.

I lepiej powiedział Michał chłodno. Przynajmniej już nie cierpi i nie będzie obciążał mnie swoim stanem. Każdy ma swoje życie, pracę, rodzinę. Dobrze, że się nie męczył.

Pan Jan bardzo prosił, żeby zaopiekował się pan jego psem dodał Jakub.

Psem? Ach, Kulka Ale komu ona potrzebna? Przez nią nie poszedł do domu opieki Ja mu mówiłem, że tam będzie miał lepiej! A teraz co? No, może komuś ją oddam. Człowiek powinien myśleć racjonalnie

To była ostatnia prośba pańskiego ojca odparł ostro Jakub. Naprawdę trudno to panu zrobić? Zwłaszcza, że dom i tak dostaje pan w spadku.

Michał popatrzył na Jakuba, nie odpowiadając. Wziął ze stolika stary telefon ojca i kartkę, wyszedł i nawet się nie pożegnał.

Jakub położył się na łóżku, mając żal do losu. Siedemdziesiąt siedem lat! Przecież wielu żyje dłużej A pies został sam.

Ciekawe, co Michał zrobi z Kulką? rozmyślał Jakub. Pewnie jej nie weźmie. Dom sprzeda, a pies o ile się sąsiedzi ulitują. Inaczej zostawi ją gdzieś

I tej nocy po raz kolejny śnił, że Jan Czesław chodzi po ulicach Warszawy i woła swoją Kulkę, a łzy spływają mu po policzkach.

Jakub z boku nie mógł powstrzymać płaczu, choć dawno sobie obiecał, że już nie będzie płakał jak chłop.

Nawet kiedy wypisał się ze szpitala i wrócił do domu, Malwina zauważyła, że chodzi zamyślony.

Kubuś, wszystko w porządku?

Tak, tylko tak sobie myślę

Ale o czym?

Wiesz, dzieliłem pokój z pewnym starszym panem. Miał zawał, nie zdążyli go operować, zmarł na moich oczach. Zostawił psa

A rodzina?

Syn, tylko że nie odzywali się do siebie od miesięcy. Pan Jan ciągle do niego dzwonił, a ten nie odbierał. W końcu przyjechał, jak było już za późno. Poprosiłem o pieska, ale widać było, że mu to obojętne. Jedyne, co go interesowało, to dom. Chciałem się nim zaopiekować, chociaż nigdy go nawet nie widziałem. Ale naprawdę żal mi było i psa, i pana Jana.

To może pojedziemy i poszukamy tej Kulki? zaproponowała Malwina. Jeśli pies jest jeszcze w okolicy, możemy go przygarnąć.

Naprawdę byś chciała psa w domu?

Jasne! Będzie weselej. Będziemy razem wychodzić na spacery, same plusy.

No to dobrze, tylko skąd będziemy mieć adres?

Może dowiem się w rejestracji. A po drodze kupimy czekoladę i kawę.

Okazało się, że puszka dobrej kawy i mleczna czekolada działają cuda pani z rejestracji była niewzruszona, ale na wzmiankę o psie i dzięki uśmiechowi Malwiny oraz wyjaśnieniom Jakuba, szybko napisała adres na karteczce.

Po niespełna godzinie Jakub i Malwina byli na miejscu. Dom wyglądał na opuszczony.

Z sąsiedniego domu wyszła kobieta.

Dzień dobry, zagubiliście się? Tu już nikt nie mieszka, pan Jan zmarł kilka dni temu powiedziała.

Tak, wiem, byłem z nim w szpitalu. Był dobrym człowiekiem powiedział cicho Jakub.

Szkoda mi go ogromnie. A syn Nawet pogrzebu nie załatwił jak należy, wszystko szybko, cicho. Już robi remont, żeby dom lepiej sprzedać.

Chcielibyśmy odnaleźć Kulkę, psa pana Jana. Wie pani, co się z nią stało?

Oczywiście! Kulka była tu do dnia śmierci, siedziała pod bramą i czekała na pana Jana. Kiedy go zabrakło, wyła całą noc. Michał, syn, krzyczał na nią, a potem zabrał gdzieś i od tej pory jej nie widziałam. Podobno komuś oddał, a może gdzieś zostawił? Szkoda

Jak wyglądała Kulka?

Malutka, biszkoptowa, podobna do jamnika. O, mam nawet zdjęcie na telefonie! pokazała.

Prześliczna uśmiechnęła się Malwina. Ale pani nie wie, gdzie ją zawiózł?

Powiedział, że przekazał komuś znajomemu. Ale Michał nigdy nie lubił zwierząt Pan Jan był ze złota, a syn taki po prostu nie jego styl.

Malwina i Jakub podziękowali i odjechali w milczeniu. W duchu mieli żal gdyby szybciej przyszli, pewnie odnaleźliby Kulkę.

Jeszcze próbowali krążyć po okolicy, pytali sąsiadów, ale nikt o piesku nie słyszał.

Jakub próbował zadzwonić do Michała ale został zablokowany.

Może jednak znalazł jej dom powiedziała Malwina, próbując dodać otuchy Lepiej wierzyć, że wszystko dobrze się skończyło.

Los jednak miał inne plany.

Na jednej z okolicznych dróg, z powodu korka, Malwina skręciła na objazd. Po kilku kilometrach zobaczyli na poboczu psa. Malwina pokazała ręką:

Spójrz, Jakub, czy to nie ta Kulka?

Chyba tak. Sprawdźmy.

Zatrzymali się, wysiedli i, im bliżej byli psa, tym bardziej byli pewni, że to ona.

Kulka! zawołał Jakub.

Suczka podniosła głowę, zaskoczona i ostrożna. Jakub przykucnął.

Nie bój się. Twój pan bardzo prosił, żebym się Tobą zaopiekował. Zamieszkasz z nami?

Najpierw patrzyła nieufnie, obwąchała ręce Jakuba I wtedy poczuła znajomy zapach Jana Czesława. Przytuliła się do niego, merdając ogonem.

Malwina miała łzy w oczach, patrząc, jak Kulka tuli się do Jakuba.

W końcu w trójkę pojechali do domu, szczęśliwi i wdzięczni losowi, że znaleźli się na właściwej drodze. Kulka miała nowy dom, nowych ludzi, czuła się kochana.

*****

No i masz, jaki syn westchnął Jakub, kiedy byli już w domu. Tak zatroszczył się o psa, aż żal gadać.

Daj spokój, Jakub. Liczy się to, że Kulka jest z nami i już nigdy nie będzie samotna. Ludzie, którzy krzywdzą innych nawet zwierzęta w końcu sami zostaną sami. Życie samo zweryfikuje ich wybory.

Chyba masz rację zgodził się Jakub, patrząc na Kulkę, która spała na kanapie i nawet przez sen poruszała łapkami, chyba śniąc dobre rzeczy.

Jakub wiedział, że właśnie spełnił ostatnią prośbę pana Jana.

Tego samego wieczoru oświadczył się Malwinie. Nie w restauracji, nie tak, jak planował ale wiedział już, że nie trzeba czekać na wielką okazję.

Najważniejsze, by być razem i nie przegapić szansy, jaką daje życie drugiej okazji może już nie być.

A życie nauczyło go jeszcze czegoś: nieważne, jakie masz plany, czasem największe szczęście czeka na objazdowej drodze. I wcale nie trzeba dużo, by pomóc drugiej istocie i spełnić czyjeś ostatnie życzenie nawet, jeśli chodzi o psie serce.

Zawsze warto być człowiekiem do samego końca dla siebie i dla innych.

Oceń artykuł
TwojaCena
Ostatnia prośba