Nie podoba się wam, że chcę mieć swoją rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem układać własne życie, a wy…

Nie podoba ci się, że chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem układać sobie życie, a wy przyjechaliście i znowu wszystko wraca do tego, co było wyrzuciłem z siebie.

Sylwio, nie przejmuj się tak! Wiem, że ciężko ci będzie się przyzwyczaić do życia na wsi, ale ci pomogę! przekonywał mnie Tomek. Dam sobie radę, wszystko wiem. Bądź tylko przy mnie, dobrze?

Czułam się strasznie zagubiona.
Po co ja się zakochałam w chłopaku ze wsi?! I to tak na poważnie, do motyli w brzuchu.

Mam już dwadzieścia osiem lat i dobrą pracę w Warszawie, a trzydziestoletni Tomek ma dużą rodzinę i dom niedaleko Radomia.

Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem, w Łazienkach Królewskich, kiedy Tomek zagubił się podczas spaceru, bo jego mama wybrała się na zakupy, a mnie do parku wyciągnęły koleżanki.

Zaczęliśmy rozmawiać, wymieniliśmy się numerami telefonów, potem kontakty potoczyły się same. Tomka szybko zaczęłam doceniać odwiedzał mnie w Warszawie, był uprzejmy i serdeczny. Szybko się rozczuliłam.
W przeciwieństwie do moich wielkomiejskich znajomych, on był po prostu dobrym, szczerym człowiekiem.

Potem poprosił mnie o rękę, a ja się zgodziłam.

No cóż, córko. Spróbuj. Tomek to dobry chłopak, pracowity, spokojny. powiedziała w końcu mama. Jak się nie uda, wrócisz do Warszawy.

Nie miałam wiele do stracenia. Mogłam dalej pracować zdalnie, bo w firmie taki styl pracy się upowszechnił. Do tego nie mam już osiemnastu lat, a na wsi to przecież i powietrze lepsze! Tylko

Tomku, a do kogo ja tam jadę? zapytałam niepewnie.

Narzeczona. Za rok zrobimy wesele, a potem pojedziemy w podróż poślubną. Do tego czasu uzbieram na wszystko, żebyśmy nie musieli się martwić o pieniądze. odparł trochę zawstydzony Tomek.
Wiem, że jesteś przyzwyczajona do trochę innego życia.

Wszystko wydawało się w porządku, ale coś mnie gryzło. Nie wiedziałam co, więc stwierdziłam: zaryzykuję.

Wzięłam tydzień urlopu, spakowałam walizkę, zamknęłam swoje dwa pokoje w bloku, które okupione były moją ciężką pracą, i ruszyłam samochodem do wsi, gdzie Tomek już na mnie czekał.

Pierwszy wieczór bardzo mi się spodobał.
Było gorące lato, podlewaliśmy wspólnie warzywnik, potem razem szykowaliśmy kolację. Wszystko robiliśmy zgodnie, szybko i z uśmiechem.

Kochana, moi rodzice przyjadą do nas w piątek! oświadczył Tomek, wracając wcześniej z pracy.

Po co? zdziwiłam się.

Chcą nas poznać i trochę pomóc. Zabiorą ze sobą także mojego brata z żoną powiedział wyraźnie zdenerwowany.

Na długo? dopytałam ze strachem.

Mam nadzieję, że nie! odparł Tomek, spoglądając mi w oczy. Nie martw się, damy radę.

Ale ja się bardzo przejęłam.

Nie łam się, kochana, najwyżej potraktuj to jak test. Jeśli ci się nie spodoba, wrócisz. Najważniejsze, że masz gdzie! śmiała się moja mama przez telefon. Rób wszystko po swojemu, a oni się przyzwyczają. Albo nie. Ale to już problem Tomka.

„Rzeczywiście, czemu ja się tak denerwuję?” pomyślałam trochę uspokojona. Przecież mnie nie zjedzą.

Skończyłam nakrywać do stołu, kiedy podjechał samochód.

Przyjechali! wszedł Tomek do kuchni.
Wyszliśmy, aby ich przywitać.

Witaj, synowo! powiedziała wysoka, rosła kobieta w kwiecistej sukience, z krótkimi, ciemnymi włosami i naturalnie gęstymi rzęsami, śmiejąc się i mocno przytulając syna.

Równie pokaźny mężczyzna uścisnął Tomka i skinął głową w moją stronę.

Wysoki, młodszy brat Tomka przedstawił się żartobliwie, a jego żona, młoda blondynka taka typowa swojska dziewczyna spojrzała na mnie z wyraźną niechęcią.

Przestań się gapić, pomóż mi z tymi rzeczami! krzyknęła do męża i poszła po walizki.

Zaparzyłam herbaty i zaprosiłam wszystkich do stołu z nadzieją, że napięcie zniknie. Zwłaszcza, że umiałam naprawdę dobrze gotować!

Ale się postarałaś, Sylwio! pochwaliła pani Grażyna, mama Tomka.

Pan Marian mruknął z uznaniem.

A to co? Kurczak? Kto tak gotuje? marudziła Ewelina. Człowiek to potem jeść nie może.

Przesadzasz, bardzo smaczne! powiedział jej mąż z wyrzutem.

Tobie wystarczy, że cokolwiek na talerzu. parsknęła, ostentacyjnie odkładając widelec.

Tomek spojrzał na mnie przepraszająco.

Ewelino, zachowuj się i nie zazdrość tak jawnie! Sylwia naprawdę się napracowała stanął w mojej obronie Tomek.

I kto nadał takie dziwne imię? Jak nasza krowa! odbiła się złośliwie Ewelina.
Nie wytrzymałam i się zaśmiałam.

Co cię tak rozśmieszyło? szepnął Tomek.

Koleżanka ma świnkę morską o imieniu Ewelina, odpowiedziałam cicho.
Niestety wszyscy to usłyszeli.

Pani Grażyna spojrzała na synową z niezadowoleniem, panowie ledwie powstrzymali śmiech, a blondynka zaraz się obruszyła.

Kim ty w ogóle jesteś? prychnęła ze złością.

Skoro ty możesz się tak odzywać, to i ja też mogę. wzruszyłam ramionami.

Brat Tomka spojrzał na mnie z podziwem.

Ja jestem żoną Wojtka. A ty kim? Konkubiną? wydarła się Ewelina od stołu. Pani Grażyna tylko przytaknęła.

Przynajmniej umiem się zachować w gościach i nie obrażam gospodarzy odpaliłam.

Ja do ciebie nie przyjechałam! ucieszyła się Ewelina.

Ja cię nie zapraszałem westchnął Tomek, bardzo niezadowolony z atmosfery. A długo zamierzacie zostać?
Zapadła cisza. Wszyscy zwrócili wzrok na gospodarza.

Nauczymy twoją miastową wiejskiego życia i sobie pojedziemy odezwała się matka.

Mamo, nie trzeba. Radziliśmy sobie świetnie, więc i dalej damy radę.

Zobaczymy, ile cię stać z tą leńką u boku podsumowała Ewelina.

W naszej rodzinie leniwa jest tylko jedna osoba i to na pewno nie Sylwia odpowiedział ostro Tomek. Dziękujemy za kolację, resztą wieczoru chcemy odpocząć sami.

Podał mi rękę i zaczęliśmy razem sprzątać, czując na sobie niedowierzające i niezadowolone spojrzenia.

Pomyślałam, że dobrze mieć silne wsparcie. I obiecałam sobie nie dam się tu skrzywdzić! A gdyby jednak, zawsze mogę wrócić do Warszawy.

Sobotni poranek nie był przyjemny.

A co to, śpimy do południa?! Na wsi tak nie wypada! Czas na śniadanie wpadła do pokoju teściowa.

Spojrzałam zaskoczona na telefon.
Ósma rano!

Pani Grażyno, w lodówce jest wszystko na śniadanie wysapałam spod kołdry. Pozwoli pani, że się ubiorę?

Ale mi wielka pani z Warszawy! To w lodówce się nie zrobi, tylko ugotować trzeba. Wstawać! machnęła ręką i wyszła.

Ubrałam się szybko i zeszłam na dół.

Kochana, już wstałaś? powitał mnie Tomek, rozstawiając talerze.

Gdybym nie obudziła, spałaby do południa syknęła matka.

Zęby mi aż zazgrzytały ze złości.

Mamo, po co wchodziłaś do nas do pokoju? zapytał Tomek.

To nie tylko niedołęga, ale i leniwa z niej dziewczyna dobiła mnie Ewelina.

Zapomniałaś się zapytać mnie o zdanie! odbiłam.

Tak to już na wsi jest! Krowę o szóstej rano trzeba doić! przycięła Ewelina.

Krowy nie planujemy odpowiedział Tomek.

Bo Sylwia nie umie doić? zaśmiała się Ewelina.

Sama też nie umiesz i jakoś żyjesz skwitował Tomek.

Jak się ta warszawianka pojawiła, stałeś się zgryźliwy odezwała się matka.

Tomek, ja wracam do siebie. Jak ten cyrk się skończy, możesz zadzwonić nie wytrzymałam tej kpiny.

Co?! Przez ciebie syn o nas zapomniał! krzyczała matka. Chcesz, żebyśmy cię zaakceptowali? Niszczysz naszą rodzinę!

Dość! huknął Tomek. Zrobiło się całkiem cicho.

Nie podoba się, że chcę żyć po swojemu? Uciekłem, buduję własną rodzinę, a wy wracacie do dawnych porządków!

Synku, straciłeś głowę! Cały czas i pieniądze dla niej! Tylko na kasę cię naciąga! lamentowała matka. Zasiadła ci na karku! A my chcemy cię ocalić!

Mamo, Sylwia zarabia sama, a ja odkładam na wesele. Zatrzymał mnie Tomek, kiedy chciałam wyjść. Chcecie mi szczęścia? Wracajcie do siebie! Zapraszam tylko wtedy, gdy was sam zaproszę! Zwłaszcza Ewelinę.

Rodzina była zszokowana ciszą, gdy Tomek odprowadził mnie do pokoju, po czym wrócił do nich.

Wybieraj, synu! Ja albo ona! postawiła ultimatum matka.

Ale Ewelinę zaakceptowaliście powiedział Tomek.

Cóż za porównanie! prychnęła blondynka.

Ojciec i brat obserwowali w milczeniu.

No i co? pogoniła matka.

Wybieram szczęście! wyprostował się Tomek, patrząc jej w oczy.

Nie mam już syna! wypaliła matka i wyszła. Za nią wyszła Ewelina.

My zawsze będziemy cię wspierać uśmiechnął się ojciec. Mamą się zajmę!

Brat objął Tomka Dbaj o swoje szczęście! A my musimy trochę zmienić w rodzinie!

Wyjechali.
Czułam się niezręcznie, ale zrozumiałam: Tomek traktuje mnie bardzo poważnie.

Znowu wspólnie ogarnialiśmy dom, a ja starałam się być dla niego wsparciem i przyjacielem.

A tymczasem u rodziny Tomka

Mamo, Ewelino! Kupiliśmy wam krowę! ogłaszał roześmiany Wojtek.

Coś ty? spojrzała na niego z powątpiewaniem pani Grażyna.

O świcie będziecie ją doić i wyprowadzać na łąkę Wojtek był śmiertelnie poważny.

Przestańcie, to nie jest śmieszne! denerwowała się Ewelina.

Skoro pouczałyście Sylwię, to teraz czas, żebyście same się wykazały! rozłożył ręce pan Marian. I pamiętajcie, śniadanie przygotowane o siódmej, i nie kanapki, tylko coś konkretnego. Wieś zobowiązuje.

Oj, wesoło im się zrobiło!

Wszystko, czym kiedyś dokuczali Sylwii, wróciło jak bumerang.
Grażyna zrozumiała swój błąd teraz wymagano od niej i Eweliny tyle samo pracy i samodzielności, co od Sylwii.
Nie dawały już rady. I nie miały takiego wykształcenia, ani chęci do gospodarzenia.

Czasu brakowało!
Grażyna pogodziła się z Tomkiem, ale bała się przyjeżdżać. A nuż Sylwia potrafi jeszcze coś, o czym one nie mają pojęcia?

Niedługo potem Tomek oświadczył mi się naprawdę uroczyście.
Na weselu bawiła się cała okolica!

Nie powiem, żeby Grażyna z Eweliną mnie pokochały, ale przestały mi dokuczać. Wiedziały już, że to się nie opłaca.

A ja jestem szczęśliwa! Nadal wszystko robimy razem, wspieramy się i już nie boimy się żadnych nieproszonych gości.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie podoba się wam, że chcę mieć swoją rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem układać własne życie, a wy…