Mama już nie ma sił

Mama jest wykończona

Aleksandra wrzeszczała na kasjerkę tak głośno, że biednej kobiecie trzęsły się ręce.

Jak długo zamierza pani jeszcze tak się grzebać?! Jeśli nie potrafi pani pracować, to może lepiej zostać w domu!

Przepraszam… starsza kasjerka przesuwała produkty niemal błyskawicznie, lecz i tak przyspieszyła jeszcze bardziej.

Ola mąż lekko dotknął jej łokcia spokojnie, już wystarczy, chodźmy.

Aleksandra obróciła się gwałtownie:

A ty się lepiej nie odzywaj! Kto cię pytał?

Piotr spuścił wzrok. Jak zwykle zamilkł.

***

W domu pachniało rosołem z kurczaka. Teściowa, Zofia Nowakowa, stała przy kuchence, mieszając zupę.

O, już wróciliście! Ugotowałam rosół, z domowym makaronem. Chodźcie, zjedzcie coś ciepłego.

Ile razy prosiłam, żeby nie wtrącać się do mojej kuchni wysyczała Aleksandra. To pani już się tu wprowadziła, czy tylko w gościach jest?

Zofia Nowakowa zbladła, odstawiła chochlę.

Przecież ja tylko chciałam pomóc

Nie trzeba mi pomocy! Ze wszystkim sama sobie radzę!

Do kuchni wbiegł siedmioletni Staś:

Mamusiu, cześć! Kuba z klatki obok powiedział, że jestem cienias! Ale ja nie jestem, prawda?

Daj mi spokój warknęła Aleksandra nie widzisz, że jestem zajęta?!

Staś zamilkł. Spojrzał na babcię. Ta odwróciła wzrok. Aleksandra weszła do pokoju i zatrzasnęła drzwi.

***

Tak wyglądało ich życie codziennie.

Każdy dzień był odbiciem poprzedniego. Aleksandra budziła się ze złością i z nią zasypiała, a pomiędzy tym, krzyczała na wszystkich: męża, teściową, syna, sprzedawczynie, współpracowników, przechodniów.

Zdarzało się, choć bardzo rzadko, że łapała się na myśli: Boże, co ja robię?. Ale ta myśl ginęła gdzieś w ciemnej otchłani, z której nie umiała wyjść.

Piotr znosił. Przywykł. Dziesięć lat małżeństwa nauczyło go jednego: lepiej milczeć i być niewidzialnym.

Pracował na dwa etaty, przynosił pieniądze, robił wszystko, o co prosiła. W nocy, gdy Aleksandra już spała, wstawał, parzył sobie herbatę i długo wpatrywał się w jeden punkt. Rozmyślał.

Zofia Nowakowa przyjechała trzy miesiące temu, żeby pomóc przy Stasiu, gdy rodzice byli w pracy.

Codziennie czuła wzrok synowej pełen gniewu.

Staś… Staś po prostu żył. Biegał, bawił się, zadawał pytania. Zawsze jednak, gdy podchodził do mamy, trafiał na mur.

Na początku płakał. Potem przestał. Przesiadywał cicho przy babci tak było spokojniej.

***

W piątek wydarzyło się to, co powtarzało się od miesięcy.

Aleksandra wróciła z pracy wściekła: szef na nią nawrzeszczał, koleżanka ją podkablowała, w tramwaju ktoś podeptał jej buty.

Chwilę przed jej powrotem Staś rozlał sok na nową, beżową sofę kupioną na raty.

Chłopiec stał przerażony tuż obok szklanki, patrząc na rozlewające się czerwone plamy.

Co ty zrobiłeś?! krzyczała Aleksandra od progu ty wiesz chociaż, ile ta kanapa kosztowała?!

Mamusiu, przepraszam, ja nie chcę, żebyś krzyczała… Boję się ciebie

Boisz się, tak? Jedyne co potrafisz to psuć i łamać! Nie da się przez ciebie żyć!

Przepraszam, mamo…

Marsz do pokoju! Nie chcę cię widzieć!

Staś odszedł. Aleksandra przez długi czas jeszcze krzyczała w pustce, aż ochrypła.

***

Tej nocy nie mogła zasnąć. Przysiadła w kuchni, zapatrzyła się za okno. Na dworze mżył deszcz.

Siedziała, obserwując, jak krople spływają po szybie i myślała, jak bardzo to wszystko ją przerasta. Jak bardzo chciałaby, by to się skończyło. By wszyscy dali jej święty spokój. I by w końcu nastała cisza.

Nie wiadomo, kiedy przysnęła przy stole.

Obudził ją chłód. Była czwarta nad ranem.

W całym mieszkaniu panowała cisza. Piotr spał, Zofia spała, Staś też.

Wstała, poszła do łazienki. W drodze powrotnej minęła drzwi do pokoju syna. Lekko uchylone. Zajrzała, by sprawdzić, czy nie odkrył się przez sen.

Staś spał skulony, przytulony do poduszki. Na biurku, koło łóżka, leżał otwarty zeszyt w kratkę z narysowanym czołgiem na okładce.

Już miała odejść, ale coś przykuło jej uwagę.

Mama.

Wzięła zeszyt do ręki. Przysiadła na brzegu łóżka. Zaczęła czytać.

To był pamiętnik.

Pierwsza notatka wrzesień.

Dzisiaj znowu na mnie krzyczała. Tata powiedział, że jest bardzo zmęczona. Chciałem ją przytulić, ale odsunęła się. Chyba przez to, że jestem zły.
Aleksandrze zadrżały dłonie. Przewróciła kartkę.

Październik. Dziś babcia ma imieniny. Narysowałem kartkę z kwiatkami. Chciałem dać rano. Ale mama znowu krzyczała na tatę, więc nie dałem. Schowałem pod poduszkę. Może jutro dam, jak nie będzie mamy w domu.
Kolejna notatka.

Listopad. Zepsułem resoraka, którego dostałem od taty. Specjalnie. Pomyślałem, że jak sam zepsuję coś swojego, to mama nie będzie krzyczała. Ale i tak krzyczała. Powiedziała, że niczego nie szanuję i że jestem głupi.
Aleksandrze łzy zaczęły kapać na kartkę.

Grudzień. Niedługo święta. Napisałem list do Świętego Mikołaja. Poprosiłem, żeby mama przestała krzyczeć. Szkoda, że takiego prezentu nie da się dostać.

Styczeń. W szkole kazali napisać, kim chcę być, gdy dorosnę. Napisałem, że chciałbym być niewidzialny. Żeby mama mnie nie widziała i nie krzyczała. Pani się zdziwiła i zadzwoniła do taty. Tata przyszedł, rozmawiał ze mną. Powiedział, że mama naprawdę jest dobra, tylko jej trudno. Wiem. Pamiętam, jaka była kiedyś. Śmiała się. Przytulała mnie. Teraz już nie.
Aleksandra siedziała nieruchomo. Łzy rozmazywały tusz w zeszycie.

Luty. Dziś rozlałem sok na kanapę. Mama bardzo długo krzyczała. Kiedy ona się drze, czuję, jak umieram kawałek po kawałku. Najpierw uszy, potem serce, potem dusza. Położyłem się i pomyślałem: ciekawe, gdybym umarł we śnie, czy mama by płakała? Czy powiedziałaby: dobrze, jeden kłopot mniej?
Zeszyt wypadł z jej rąk. Trzęsła się, ale nie mogła wydobyć z siebie dźwięku. Bała się, że obudzi syna. Bała się, by nie zobaczył jej w takim stanie. Bała się wszystkiego.

Siedziała tak bardzo długo. Dwadzieścia minut, a może godzinę. Potem podniosła zeszyt, odłożyła na miejsce. Wyszła.

Wróciła do sypialni. Położyła się przy Piotrze. Patrzyła w sufit do rana.

***

Staś pierwszego obudził się rano.

Otworzył oczy, przeciągnął się, usiadł na łóżku. Zobaczył, że drzwi są uchylone i przypomniał sobie wczoraj. Westchnął.

Wyszedł na korytarz, nasłuchiwał. Cisza. Dziwne. Zazwyczaj mama już tłukła się garami, narzekała, że wszyscy są śpiochami.

Zajrzał do kuchni.

Mama siedziała przy stole. Nie krzyczała, nie biegała. Po prostu patrzyła w okno. Przed nią stała filiżanka stygnącej herbaty.

Mamo? odezwał się Staś cicho.

Odwróciła się. Jej twarz nie była ani zła, ani zmęczona, tylko… inna. Staś nie umiał tego wyjaśnić.

Dzień dobry powiedziała Aleksandra łagodnie. Idź, zjedz śniadanie.

Usiadł przy stole. Mama postawiła przed nim miskę owsianki, usiadła naprzeciw.

Staś jadł, przyglądając jej się ukradkiem. Czekał, aż nastąpi to, co zwykle. Ale nic się nie działo.

Mamo odezwał się w końcu co jest?

Nic

Dlaczego nic nie mówisz?

Myślę.

O czym?

Aleksandra popatrzyła na niego długo. Potem wyciągnęła rękę i pogłaskała go po włosach. Ot tak, bez powodu.

O tobie myślę powiedziała. O nas.

Staś zamarł z łyżką w ustach.

Mamo, jesteś chora?

Nie, synku. Wręcz przeciwnie zaczynam zdrowieć.

Nie rozumiał, ale się uśmiechnął. Dla niego liczyło się tylko to, że mama nie krzyczy.

Jedz już. Do szkoły czas powiedziała Aleksandra.

Staś dopił herbatę, poszedł się szykować. Pod drzwiami zatrzymał się.

Mamo odezwał się nieśmiało a wieczorem już nie będziesz krzyczeć?

Aleksandra uklękła przed nim, patrząc mu w oczy.

Posłuchaj mnie, Staśku powiedziała stanowczo. Nie wiem, czy mi się uda, ale postaram się nie krzyczeć. Bardzo się postaram. Żebyś już nigdy się mnie nie bał. Słyszysz?

Staś przytaknął.

A jak ci się nie uda? wyszeptał.

To mi powiedz. Powiedz po prostu: Znowu? i ja sobie przypomnę.

Co sobie przypomnisz?

Wszystko wyszeptała i pocałowała go w czoło. Idź.

Staś wyszedł.

Aleksandra została w przedpokoju. Słyszała huk windy. Zapanowała cisza.

Do kuchni wszedł Piotr, zaspany, rozczochrany.

Co tak wcześnie wstałaś? zapytał.

Nie mogłam spać.

Popatrzył na nią uważnie.

Wszystko dobrze?

Tak odparła. Idź na śniadanie.

Piotr poszedł. Aleksandra tuż za nim.

Usiedli przy stole. Piotr nalał sobie herbaty…

Piotrek odezwała się nagle. Za co ty mnie kochasz?

Zakrztusił się.

Co?

Za co mnie kochasz? Przecież jestem potworem.

Odstawił filiżankę. Spojrzał jej w oczy.

Nie jesteś potworem powiedział cicho. Po prostu już sama nie wiesz, jaka byłaś.

Jaka?

Różna uśmiechnął się. Pamiętam. Umiesz być ciepła, śmieszna, czuła. Przytulić tak, że aż duszę wyciska. Ja wszystko pamiętam, Ola. To ty zapomniałaś

Milczeli.

Bardzo czekam, aż znowu będziesz tamtą Olek dodał. Ile trzeba, tyle poczekam.

Wyciągnęła rękę, ścisnęła jego dłoń.

***

Tego dnia pierwszy raz na nikogo nie krzyknęła.

Po lekcjach Staś wrócił do domu, rzucił tornister i od razu ją objął.

Mamo, dziś dostałem piątkę!

Brawo, jestem z ciebie dumna! Aleksandra się uśmiechnęła.

Staś zamarł. Popatrzył na nią z niedowierzaniem.

Naprawdę?

Naprawdę.

Uśmiechnął się jak nigdy od dawna.

Wiesz, mamo powiedział dzisiaj w szkole myślałem: a może wieczorem mnie przytulisz. I przytuliłaś.

Ty gapciu Aleksandra przytuliła go mocno. Będę cię tulić codziennie!

***

Wieczorem zajrzała do pokoju syna. Spał. Na biurku leżał tamten zeszyt.

Wzięła go, otworzyła na ostatniej stronie, sięgnęła po długopis i pod napisem syna dodała:

Synku, bardzo cię kocham. Przepraszam. Będę się bardzo starać.
Mama.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mama już nie ma sił