Zmierz duszą, sprawdź rozumem

Duszą zmierz, rozumem potwierdź

Dziewczyny, moja całkiem oszalała! zawołała Zosia, odsuwając od siebie filiżankę kawy i przysuwając kieliszek wina. Wczoraj przyszła z garnkiem barszczu! Serio! Mój barszcz jej źle smakuje. Bo synek przyzwyczajony do jej Skąd się biorą takie teściowe? Jak my będziemy takie same, to mnie do lasu wysłać, żebym drogi do domu już nie znalazła!

Spokojnie, Zosiu uspokajała ją Liza, głaszcząc ją po ręce. Może to menopauza, albo zwyczajnie się nudzi. Przecież twój mąż to jej jedyny syn. Czym ma się teraz zająć, jak nie czynieniem dobra? Ciesz się, że w ogóle sama gotuje. Powinnaś podziękować i zamówić jeszcze! Mniej gotowania masz.

No tak! Zaraz się tu przeprowadzi z tym swoim garnkiem! Ja już mam dosyć jej obecności. Pamiętasz ten komplet bielizny, co kupowałyśmy przed świętami?

Ten, co miał być prezentem?

Tak. Wyrzuciła go!

Że jak to? Liza, nalewając herbatę, oblała obrus na żółty.

Nie zdrowy! mówi. Majtki nie takie! Zosia nerwowo się zaśmiała. Nawet jej nie mówiłam, ile kosztował, bo by chyba go przełknęła razem z kwotą: trzysta pięćdziesiąt złotych!

Tobie to nigdy nie dogodzi! O zdrowie twoje dba, a tobie ciągle coś nie pasuje zachichotała Liza. A czemu ona grzebie w twojej bieliźnie?

Zapytaj ją! Zosia rzuciła na stół serwetkę i zaczęła wycierać rozlany płyn. Co ja robię! Nie spierze się potem!

Uspokój się już odezwała się do tej pory milcząca Olga, zabierając Zosi serwetkę i podając jej kawę. Jakaś cała rozdygotana jesteś. Tak nie można.

Nie dziwisz się dziewczyny, jak mieszkaliśmy na wynajętym, było naprawdę dobrze. Teściowa nie przychodziła. Snułam się po domu, myślałam nad zamówieniami, nikt nie wchodził mi w paradę. Nawet nie rozumie, że praca w domu to naprawdę praca. I nie może pojąć, że zarabiam prawie tyle samo, co jej synek. Odkąd mamy własne mieszkanie, czuję się jak pantofelek pod mikroskopem. Wpada kiedy chce, robi co chce, bo przecież pomogła na wkład własny. A teraz jestem jej dłużniczką do końca życia. Zosia prawie się rozpłakała.

Zmień zamki w drzwiach.

Nie da się. Mąż i tak da jej klucz. Przecież to mama. Obraza majestatu gotowa, rozwód szybciej niż się obejrzę.

Daj spokój! Przez takie bzdury?! Zosia, ty się zawsze postawić umiałaś, gdzie się podziało twoje zacięcie? Liza westchnęła wzburzona.

Spaliło się razem z marzeniami Zosia wzięła łyk wina i głęboko odetchnęła. Dobra, już nie marudzę. Muszę wziąć się w garść, bo zwariuję. Dziecko zacznie się mnie bać. Wczoraj zapytał, czemu jestem taka zła. Co miałam mu powiedzieć? Że babcia mnie doprowadza? Macie rację, dziewczyny, nie można tak

No właśnie! Muszę znaleźć sobie sierotę, żeby nikt mi barszczu nie gotował oprócz mnie! Liza pomachała kelnerowi. Bierzmy po deserze, trzeba zjeść coś na nerwy.

No! Zosia przetarła oczy serwetką i uśmiechnęła się. Chcecie zobaczyć, jaki tort zrobiłam ostatnio na wesele? Nawet siebie zaskoczyłam!

Nachylone nad telefonem Zosi dziewczyny wydały okrzyki zachwytu:

O rety!

Zosiu! A to jak się trzyma? Przecież to cudo!

Słodka tajemnica! Synek mi podpowiedział konstrukcję budował z klocków Lego, podejrzałam. Nawet nie chcę pamiętać, jak dowoziliśmy, ale mam już sześć zamówień na dwa miesiące. Tylko nie wiem, jak to ogarnę.

Posadź teściową przy wnuku. Przynajmniej zajmie się czymś!

Ach, naiwna jesteś, Liza Zosia roześmiała się. Dzieci ją męczą. Od razu ją wszystko boli.

A jakby wysłać ich z ojcem do babci?

Zosia zamarła z ręką nad filiżanką.

Olga, geniusz z ciebie! Nie będą mi się plątać pod nogami i wszyscy będą zadowoleni. Jaś zje babciny barszcz. I na jej terenie, na czystej porcelanie. Trzeba tylko dać parę cukierków synkowi, żeby babcię rozruszał.

Dziewczyny roześmiały się, znając energetyczne reakcje Jasia na słodycze. Po cukrze ten mały diabełek zamieniał się w prawdziwego rozrabiakę, więc na wszystkich kinderbalach Zosia pilnowała, żeby nie przesadził ze słodkim.

Olgo, a u ciebie jak? Cały wieczór ledwo się odzywasz. Twoja teściowa cię nie dręczy?

No skąd! Po ślubie minęło tyle co nic Olga polizała łyżeczkę i skrzywiła się. Ile oni mogą dać cukru do bezy?!

Idź tam i pokaż im, jak trzeba!

Liza zaśmiała się, lecz wstrzymała od dalszych komentarzy, widząc minę Olgi.

Co się dzieje?

Sama nie wiem, dziewczyny. Za cicho jakoś, podejrzanie. Posłuchałam Zosi i zrozumiałam, że przecież chyba nie powinno być inaczej.

Może trafiła ci się ta jedyna złota teściowa! Zazdrościć powinnaś! Nie każdy ma taki wulkan emocji, jak Zosia. Taka, jak jej, to towar deficytowy Liza wzruszyła ramionami.

Sama nie wiem Olga przypomniała sobie słowa swojej teściowej, Marii Władysławowny, wypowiedziane tuż przed ślubem:
Olu, nie jestem ani pierniczkiem ani złotówką, żebyś mnie od razu polubiła. Nie znasz mnie. Jestem kobieta uparta i potrafię być cięta, więc z pewnością nie od razu znajdziemy wspólny język. Ale dla mnie najważniejsze jest jedno rodzina. I szczęście mojego syna. Wybrał ciebie, więc musiał widzieć w tobie coś wyjątkowego, bo ja na razie widzę tylko tyle, że jesteś ładna, a i mądrą być musisz, skoro skończyłaś z wyróżnieniem studia. Na resztę czas pokaże. Wtrącać się nie będę, dorosłe jesteście. Pomogę, gdy poprosisz. Zobaczymy!

Olga była w szoku po tej szczerości. Dziwne uczucie, kiedy ktoś tak o sobie mówi i przed dziewczyną, którą widział ledwie kilka razy.

Olga poznała się z Aleksandrem na weselu u znajomych. Stała z boku, podczas gdy inne dziewczyny czatowały na bukiet. Podszedł do niej niewysoki, krępy chłopak. W butach na obcasie była od niego prawie głowę wyższa.

Nie łapiesz bukietu? Nie chcesz za mąż?

Nie chcę.

No patrz, bo mówią, że każda dziewczyna o tym marzy.

O ślubie?

No.

To masz złe dane. Może niektóre tak, ale większość chce kochać i być kochaną. Po prostu.

I dlatego nie bierzesz udziału w zabawie?

Nie jestem na obcasach wprawiona, a jakbym miałam skakać, to już w ogóle grozi katastrofą.

Gadali tak cały wieczór. Sławek odprowadził ją do domu, pożegnał się całując ją w rękę i wyprosił numer telefonu.

Olga pół nocy nie spała, gładząc miejsce pocałunku i wspominając babcię.

Ona by powiedziała: W końcu! uśmiechnęła się do siebie. Przymrużone oczy i ciepły uśmiech babci.

Serafina Stanisławówna wychowywała Olgę sama, odkąd zmarł jej syn, a matka Olgi wyjechała do Anglii za pracą. Dwa lata pisała, przysyłała niewielkie prezenty i trochę pieniędzy, potem ucichła. Babcia już nawet miała zgłaszać zaginięcie, ale przyszedł list: matka Olgi ponownie wyszła za mąż i jest w ciąży. Początkowa radość córki szybko zamieniła się w gorycz. Matka wymazała ją ze swojego życia. Latami nie było ani listu, ani telefonu. Olga, zbuntowana nastolatka, wyżywała się na babci, nie dając jej chwili spokoju. Czego tam nie było Nie warto wspominać. Wiedziała jedno: zawsze czekał na nią talerz zupy i ciepłe ręce, obejmujące poszarzałe od farby włosy.

Babcia zachorowała tuż przed piętnastymi urodzinami Olgi. Życie wywróciło się do góry nogami: szpital, leki o wyznaczonych godzinach, nauka. Olga nagle dojrzała. Trzymając babcię za rękę i wsłuchując się w coraz cichszy głos, starała się nie płakać.

Ucz się, Olka! Sama musisz sobie poradzić. Nie wiem, ile jeszcze pożyję. Pozwól mi odejść spokojnie, bez zmartwień o ciebie

Serafina przeżyła jeszcze trzy lata, choć lekarze dawali jej rok. Odeszła gdy Olga już była na studiach.

Matka pojawiła się dwa miesiące po pogrzebie.

Dzieci nie mogłam zostawić tłumaczyła speszona przed Olgą.

Była w szoku, kiedy dowiedziała się, że mieszkanie i kawałek ziemi pod miastem babcia zostawiła wnuczce.

To niesprawiedliwe. Powinnaś się dzielić, dziecko.

Olgę nagle zalał gniew. Wykrzyczała matce wszystko, co lata tłumiła. Przed oczami stały jej te bezsenne noce, gdy czuwała przy babci, słuchając po cichu, czy jeszcze oddycha.

Matka wysłuchała wszystkiego, po czym spakowała się i wyszła na zawsze.

Początki były trudne. Olga, pamiętając obietnicę daną babci, musiała uczyć się i pracować. Liza, której ojciec prowadził dobrze prosperującą firmę meblową, zorganizowała jej tam pracę.

Tata się waha, ale wiem, że dasz sobie radę.

Liza była szczęśliwa zawodowo, a nieszczęśliwa w miłości.

Same jakieś dziwne typy trafiam. Gdzie znajdę kogoś, kto nada się na ojca moich dzieci? Trzecie powinnam już rodzić!

Dom, rodzina, to była jej wielka tęsknota gotowa oddać za to całą kancelarię prawną.

Liza i Zosia były najbliższymi ludźmi Olgi. Szły razem przez życie, mimo różnic, i tworzyły zgraną paczkę. Liza, córka bogatego taty, Zosia, wychowana tylko przez matkę i często głodna i Olga. Zosia prawie mieszkała u Olgi, a Liza dołączała, siadając przy stole z sernikami Serafiny.

To właśnie ona pomogła Oldze, gdy była walka o spadek.

Niech spróbuje, to ją w sądzie zgaszę!

Nie trzeba, Liza. Ona i tak wszystko już zrozumiała.

Liza jednak porozmawiała z matką Olgi. Sąd się nie odbył, matki więcej nie było w ich życiu.

Za to był Sławek. Po dwóch latach ślubu rzucił bukiet, który Liza złapała. Uśmiechając się chytrze, poderwała pod ramię kolegę Sławka.

Tańczymy?

Olga i Zosia żartowały, krzyżując palce na szczęście niestety nie zadziałało. Liza po miesiącu rzuciła chłopaka bez słowa wyjaśnienia.

Nie mój typ!

Znały ją na tyle, by nie dopytywać.

Często odwiedzał ich dom, ale Liza trzymała się od niego z daleka.

Czemu, Liza? Przyzwoity człowiek.

Uważaj na tego przyzwoitego. Coś jest z nim nie tak.

Olga nie rozumiała. Maksym był uprzejmy, miał poczucie humoru, pomagał, gdzie trzeba. Zachwalał Olgę teściowej na prawo i lewo.

Minął rok, potem drugi. Olga dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Szczęście spadło na nich niespodziewanie lekarze twierdzili, że szanse są znikome. Przygotowywała się do in vitro, Sławek wspierał. A tu niespodzianka!

To cud, Sławek! Olga płakała i nie kryła się przed teściową, która akurat była w odwiedzinach.

Prezent! Najlepszy! Sławek tulił żonę, chociaż matka kręciła głową.

Co się stało, mamo? zapytał po drodze.

Sama nie wiem, synku. Jakoś niespodziewane to wszystko

Chcesz coś zasugerować?

Maria spojrzała mu prosto w oczy:

Ufasz swojej żonie?

Mamo!

Pytam: ufasz jej?

W pełni! I nie wracaj już do takich tematów.

Cieszę się, synku, wychodzi na to, że trzeba się cieszyć

Urodził się Jaś. Olga poświęciła się opiece nad synkiem, Maria nie narzucała się z pomocą, ale nigdy nie odmówiła, gdy trzeba było.

Olka! Obudź się! Liza machała Oldze ręką przed oczami, a ona zamyśliła się całkiem.

Ech, dziewczyny, nie rozczulajmy się już. Liza, jak tam twoi wielbiciele?

Na chwilę oderwała myśli od siebie, zerknęła na telefon minęły już dwie godziny, a Maria ani razu nie zadzwoniła. Faktycznie złota teściowa. To ona się uparła, że Olga koniecznie musi iść na spotkanie z przyjaciółkami.

Idź, zobaczysz ludzi! Posiedzę z Jasiem.

Dziękuję tylko tyle była w stanie powiedzieć. W głębi duszy jednak czuła kamień mały, prawie niezauważalny, lecz ostry. Jak nadepniesz, rana gwarantowana. Co to było, sama nie wiedziała.

Słuchała tylko kątem ucha kolejnej historii Lizy o adoratorach, kręcąc się niespokojnie na krześle. Co jest nie tak? Przecież wszystko powinno się układać

Telefon zadzwonił niespodziewanie głośno, aż prawie wylała z ręki kieliszek.

Olka… głos teściowej był głuchy, Ola niemal jej nie poznała. Olka

Reszta wydarzeń zamgliła się w pamięci. Nie pamiętała, jak Liza i Zosia przywracały ją do przytomności, polewały wodą i wzywały taksówkę. Jak dojechały do domu, gdzie zmizerniała Maria przekazała Lize Jasia i poprosiła:

Pojedziesz ze mną? Boję się

Sławek zginął na miejscu, wjeżdżając samochodem w otwarty właz na drodze. Auto rzuciło, obróciło i wyrzuciło na czołowe zderzenie z ciężarówką.

Olgę zalała fala bólu. Szorowała mieszkanie, próbując zająć rozpacz. Prosiła Marię, żeby się do nich wprowadziła, ale ta odmawiała.

Nie mogę Tam jego rzeczy, jego pokój. Czasem mam wrażenie, że zaraz wróci i poprosi o naleśniki.

U mnie nigdy nie prosił.

Każda z nas miała coś swojego, Olgo. Nie dawał mi smażyć placków, bo twoje były lepsze smutno się uśmiechała.

Jaś biegał między nimi, próbując zrozumieć, czemu obie są takie smutne i gdzie jest tata.

Widząc, jak Maria otwiera się przy wnuku, Olga coraz częściej prosiła ją o opiekę nad synkiem. Patrząc na ich więź, wiedziała, że dobrze robi.

Mijały miesiące. Im bliżej świąt, tym gorzej czuła się Olga. To miał być pierwszy Sylwester w górach, o którym Sławek marzył od lat.

Ja będę zdobywał stoki, a ty z Jasiem lepisz bałwany!

Najpierw naucz się stać na nartach! przekomarzała się Olga.

Ciebie już zdobyłem, góry też zdołam!

Tłumiła rozpacz. Miała oddać wycieczkę, ale Maria się wtrąciła.

Jedźmy razem. Ty, ja i Jaś. Może się oderwiemy, to i Jaś coś zapamięta

Po długim namyśle zgodziła się.

Zimowe Zakopane przywitało ich deszczem. Tylko raz udało się przejść do Morskiego Oka. Siedzieli potem na skałach, Jaś podskakiwał, gdy fale rozbijały się o brzeg. Było dziwnie pięknie.

Ależ szaro poprawiła czapkę synkowi Olga.

Jest w tym siła, Olgo, życie się toczy Maria objęła się ramionami. Olga nagle ją przytuliła sama się zaskoczyła.

Maria oparła głowę o jej ramię:

Dobrze, że zostałyście mi

Zostałyśmy?

Tak, Olgo. Ja prawie straciłam i was

Co masz na myśli? zapytała zaniepokojona.

Maks! syknęła Maria i Olga poczuła dreszcz na plecach.

Co Maksym?

Przyszedł do mnie tydzień po pogrzebie. Powiedział, że Jaś nie jest synem Sławka. Że miałaś innego. Nawet zasugerował, że jemu uległaś. Przecież wiedział o problemach Sławka i ty chciałaś tak rozwiązać sytuację.

Olga zaniemówiła.

Ty mu uwierzyłaś? zapytała, cała napięta.

Co ty, Olka! Gdyby tak było, byłabym tu z tobą? Pogoniłam go Sławek ci bezgranicznie ufał. Jeśli pozwolisz, będę z wami, poznasz mnie lepiej. Wiem, że bardziej tego potrzebuję ja. Proszę cię

Nie trzeba. My jesteśmy rodziną. Jak babcia mówiła: rodzina jest wtedy rodziną, gdy jest razem, nie osobno. Inaczej zostaje tylko puste słowo.

Tak, nie chcę, żebyśmy były tylko pustymi hasłami przytuliła do siebie Marię gładzącą Jasia po głowie. Zmarzłyśmy. Idziemy jeść. Opowiesz mi o swojej babci, Olgo?

Wracając po mokrych tatrzańskich ulicach, rozmawiały, jak jeszcze nigdy. Olga pierwszy raz mogła rozmawiać z Marią bez rezerwy. Po chwili spytała tylko:

Ale po co jemu to było?

Komu?

Maksymowi. Po co te insynuacje?

Nie wiem, Olka. Czasem ludzie robią podłe rzeczy z czystego zła. Nie pytaj. Najważniejsze, że go już u nas nie ma.

Olga nie powiedziała teściowej, że Maksym odwiedził ją wcześniej. Rozmawiała z nim Liza, która zamieszkała na czas żałoby u Olgi. Po wszystkim tylko krzyknęła na niego i wyrzuciła za drzwi.

Co się stało? spytała Olga.

Nie wnikaj. Jak się jeszcze raz tu pojawi, wygonię go sama. To nawet nie wróg. Gorzej.

Dopiero teraz Olga pojęła, co miała na myśli.

Trzy dni minęły na rozmowach i wspomnieniach Sławka. Jaś tulił się do jednej i drugiej, sprawdzając, co się zmieniło.

Pół roku później Olga odnalazła dawno nieużywane szpilki, wstała, zachwiała się:

To chińska tortura!

Cierp, bo chcesz być piękna! śmiała się Maria, zapinając zamek od sukienki.

Może w baletkach też można olśnić?

Tylko byś podeszwą zamiatała długość sukienki! Zabierz baletki na przebranie.

Wzięła wnuka za rękę i podała mu bukiet kwiatów.

No, chodźcie!

O, nie! Liza by mi nie zapomniała takiego spóźnienia. Całe życie na to czekała, a ja się spóźnię!

Wesele Liza miała wystawne i nieco chaotyczne. Wszystko w biegu, goście, bramki, prezenty. W końcu się uspokoiło. Olga, jako świadkowa, podeszła do Zosi, która majstrowała przy torcie.

Jak się czujesz? pogłaskała ją po zaokrąglonym brzuchu.

Coraz lepiej. Z teściową się pogodziłam na weekend, bo inaczej Liza byłaby bez tortu! Zosia poprawiła podstawkę. Nikt mi nie dorówna! Wszystko trzeba robić samemu!

Co się stało?

Zobacz! Zosia popatrzyła na tort. W drodze chyba się przesunął Szkoda mi strasznie!

To arcydzieło! podeszła Liza.

O rety, przestraszyłaś mnie! Chcesz chrzestną być na skróty?

Nie dziś! To mój dzień. A ty czego się tak martwisz?

Tak jakoś Zosia cicho się wycofała.

Liza pokręciła palcem przed jej nosem.

To ja nie wytrzymałam! Był przepyszny.

Ty! Zosia obruszyła się.

Najpierw zatańczę, potem możesz mnie zjeść Liza usunęła się do pana młodego.

Co z nią zrobisz! machnęła ręką Zosia i usiadła.

Gdzie twoi, Olgo?

Tańczą.

Jak się trzymasz?

Dobrze, Zosiu.

Do Marii już mamo mówisz?

Wstydzę się.

Głupstwo! Gdybym miała taką teściową

Olga patrzyła na Marię, która tańczyła z Jasiem. Pomyślała, że Zosia ma rację. To słowo pasuje do niej najbardziej.

Mamo.

Usłyszała to od siebie, poczuła ciężar i uśmiechnęła się. Pokiwała głową własnym myślom i już na głos:

Mamo!

Oceń artykuł
TwojaCena
Zmierz duszą, sprawdź rozumem