Odłożone życie
Mamo, mogę wziąć jednego cukierka z pudełka? Tylko jednego! Proszę! Zuzia uwijała się przy szafce, do której Ania schowała z takim trudem zdobyte słodycze.
Nie! To na święta. Zjesz teraz na Wigilię nic nie zostanie.
Zuzia nadęła się. Co za różnica, kiedy zje się cukierka? Przecież prosi tylko o jednego! Dlaczego mama zawsze tak robi? Jak coś pysznego na potem, jak coś ładnego to tylko na specjalną okazję. Zuzia marzyła, by zjeść cukierka, założyć nową sukienkę, którą tata przywiózł jej z delegacji w Warszawie, i pójść w niej do Martynki. Jej mama nie zabrania nosić nowych rzeczy do przedszkola. Zuzia słyszała nawet kiedyś, że Martynka nie ma rzeczy kupowanych, tylko wszystkie szyte przez mamę. No i co z tego? Przynajmniej Martynka zawsze jest najładniej ubrana w całej grupie, a Zuzi ciągle nosiła to stare w grochy, które już dawno jej się znudziło.
Wtedy Zuzia jeszcze nie rozumiała, ile wysiłku kosztowały jej rodziców te cukierki i sukienki. Mama Zuzi pracowała w bibliotece, tata był inżynierem. Odkąd pamiętała, słyszała słowo załatwić. To znaczyło, że w domu pojawi się coś nowego, szczególnego, czego nie można było zwyczajnie kupić w sklepie. Dzięki temu dostała piękne buciki, a mama nowe kozaki. Ale po ich zakupie przez cały miesiąc żyli na makaronie i ziemniakach. Mama była tak szczęśliwa, że pierwsze dni nawet ich nie wkładała tylko podziwiała. Właśnie te kozaki Zuzi najbardziej zapadły w pamięć nawet jako dorosła potrafiła sobie przypomnieć każdą rysę i starty obcas.
Czasy się zmieniły. W sklepach nagle było wszystko, czego dusza zapragnie, i nie trzeba się już martwić, czy wystarczy kiełbasy na święta albo czy dziecko dostanie wymarzone słodkości. Problemem stały się pieniądze. Zuzia była w ósmej klasie, gdy tata, wracając z pracy, wypalił:
Przyjęli mnie!
Nie wiedziała jeszcze, o co chodzi, ale radość rodziców zwiastowała coś dobrego. I faktycznie. Firma, w której zaczął pracę, potrzebowała jego pomysłowości i wreszcie mógł rozwinąć skrzydła. Zuzi spodobało się, że tata z ponurego zamyślonego człowieka zamienił się w entuzjastę z błyskiem w oku. Szybko zaczął robić karierę.
Żyło się łatwiej. Mama nie wertowała już zeszytów wieczorami, by znaleźć choć trochę pieniędzy na nowe ubrania dla córki. Pojawiły się pierwsze dżinsy, modne adidasy, a Zuzia postanowiła iść na studia i nie rzucać szkoły, by zaraz zacząć pracę. Rodzice ją w tym wspierali. Przez dwa lata kuła do egzaminów, zapomniała o imprezach i przyjaciółkach, ale zdała ją celująco i została studentką. Teraz mogłaby trochę odetchnąć, lecz zdecydowała inaczej. Najpierw nauka i dobra praca, potem reszta. I udało się ukończyła studia z wyróżnieniem, tata dzięki kontaktom pomógł jej znaleźć niezłe miejsce. Wszystko się spełniło. Mogła zacząć myśleć o sobie, może o rodzinie? Ale Zuzia uznała, że najpierw kariera. By już nigdy nie martwić się, za co żyć czy w czym wyjść ludzi.
Rodzice byli z niej bardzo dumni. Mądra, samodzielna, własne mieszkanie i samochód, wyjazdy na urlopy za granicę. Tylko była sama.
Ale Zuzie to specjalnie nie przeszkadzało. Nigdy nie uchodziła za grzeczną dziewczynkę i powodzenie miała. Tyle, że nie spieszyło jej się do poważnych związków. Po co, skoro jeszcze tyle przed nią? Przecież dzieci to obowiązki.
Pierwszy poważny związek pojawił się dopiero, gdy miała trzydzieści pięć lat. Z Rafałem pracowali lata biuro w biuro, na co dzień nie zamieniając nawet kilku słów. Zuzia nie podejrzewała, że mogłaby mu się podobać był przystojny, zaradny, inteligentny, dokładnie taki, jakiego zawsze szukała. Na jednym z firmowych przyjęć, lekko podpita, oprzędła mu się ręką na szyję w tańcu.
Wyjdź za mnie, Zuzia. Oboje osiągnęliśmy sukces, czas się kurczy. Zakładajmy rodzinę. Kocham cię wyrzucił z siebie Rafał.
Zuzia roześmiała się cicho:
Rafał, jakie głupoty! Jeszcze zdążymy.
Ale rano, patrząc mu w oczy, usłyszała własny głos:
Zgadzam się.
Wspaniałe wesele, szczęśliwa zapłakana Ania, która już traciła nadzieję na wnuki, i trzy lata później… Zuzia zrozumiała nagle, że jej wszystkie osiągnięcia są niczym w porównaniu z tym, czego tak długo sobie odmawiała.
Już nie mam… nie mam przyszłości, mamo… Zuzia nie mogła nawet płakać, ściskając w rękach wyniki badań. Czemu byłam taka głupia?
Córcia, poczekaj. To tylko jedna opinia, badania medycyny idą naprzód. Jeszcze może się wszystko zmienić.
Kiedy? Zuzia rzuciła te kartki na dywan.
Nic w domu rodziców nie zmieniło się mimo lat. Rodzice nie chcieli przyjmować jej pieniędzy na remont, choć tata był w złym stanie zdrowia, a mama prawie nie wychodziła z domu. Zuzia pomagała, nie słuchając protestów, regularnie zapełniając lodówkę rodziców tym samym, co swoją, a stare meble odnowiła. Vintage. Remont zrobiła dekadę temu może pora odświeżyć tapety i przeszlifować parkiet? Dziwne myśli przychodzą, kiedy wszystko się wali…
Mamo, nie rozumiesz, że właśnie tego czasu zabrakło…
Siedziały tak długo, nie zauważając, jak zapada zmierzch, nie słysząc rozpaczliwie dzwoniącego telefonu. Zuzia płakała, uspokajała się, rozmyślała… W końcu podniosła głowę:
Dziękuję, mamo…
Za co, Zuziu?
Że mnie wysłuchałaś. Nie mam już komu się wygadać. Nie jestem nikomu potrzebna…
Przestań! Ania dotknęła ust córki dłonią. Potrzebna jesteś mi, tacie, Rafałowi!
Rafałowi już nie…
Czemu?
Bo to mój problem, nie jego. On jeszcze może mieć dzieci.
Zuzia wstała, objęła mamę i zaczęła zbierać się do wyjścia.
Nie martw się, mamo. Posłała mamie buziaka, wyszła, a Ania opadła bez sił na krzesło. Boże, za co? Dlaczego taka próba dla jej dziecka?
Nie chciało się jej jechać do domu, poszła więc nad Wisłę. Taki dzień, że nad brzegiem prawie nikogo nie było, tylko kilku właścicieli psów i para staruszków chowających się przed jesiennym wiatrem.
Patrząc na nich, Zuzi rozpłakała się znów. Marzyła kiedyś właśnie tak: dożyć z kimś starości, rozumieć się bez słów, mieć swoje i wspólne… A teraz już nigdy. Zdała sobie sprawę, że od zawsze kochała Rafała, ale bała się to przyznać, ciągle coś odkładając. Ale jeśli się kogoś kocha trzeba myśleć o nim, nie o sobie…
Patrząc na ten zimny, czarny nurt rzeki, wspominała, jak rodzice zabierali ją tu na lody. I dziwnym trafem nigdy nie bolało ją gardło, nawet zimą… Już nigdy tak nie będzie z jej własnymi dziećmi…
Podniosła się, otrząsnęła. Koniec użalania się. Trzeba działać. Wszystko, co osiągnęła, nagle wydało jej się bezwartościowe. To nie kariera daje prawdziwą siłę. Może znajdzie coś, co nada jej życiu sens… Teraz jednak musiała podjąć jeszcze jedną decyzję.
Ruszyła w stronę auta. Przy samochodzie kręciła się grupka nastolatków. Rozejrzała się, wokół pusto… Jaka to już różnica? pomyślała gorzko.
Wcisnęła ręce do kieszeni, podeszła.
Co wy tu robicie?
Chłopcy odwrócili się.
To pani samochód?
Tak.
Tam pod maską… Trzeba otworzyć! Wskoczył tam kotek. Może siedzieć na kole, może dalej. Trzeba go stamtąd wydostać, inaczej się porani.
Pewni jesteście?
Tak.
Zuzia otworzyła maskę. Chłopaki wyciągnęli czarnego, brudnego, przerażonego kociaka.
Łobuz gryzie! zaśmiał się jeden i podał kociaka Zuzi.
Mam go zabrać?
Tak! Proszę dawać mu jeść.
Rozbawieni odeszli dalej, a Zuzia, przypomniawszy sobie, wyjęła kilka złotych i podała chłopakom.
Nie wolno zostawić zwierzaka bez co łaska! Mama zawsze tak mówiła.
Dzięki! pomachali jej i pobiegli.
Usiadła w aucie, spojrzała na nowe stworzenie.
I co ja mam z tobą zrobić?
Kotek, ułożywszy się na jej kolanach, zamruczał głośno.
Jasne… Mam kota na starość… Jak w życiu… odpaliła silnik. No to, jedziemy do domu.
Rozmowę z Rafałem przełożyła na rano. Cały wieczór poświęciła kotu.
Skąd ty tyle pcheł nabrałeś? Masakra! Jak dałam się w to wkręcić? Zuza szorowała kociaka w łazience, Rafał trzymał ręcznik.
Dziwne… Kocur spokojny, nawet w wodzie. I mruczy!
Kiedy wykąpany kot był już nakarmiony i zasnął na kanapie, Rafał spytał w końcu:
Zuza, i jak?
Rozwodzimy się, Rafał.
Co?! Dlaczego?
Bo nie będę miała dzieci. I to moja wina. A ty jeszcze masz czas, zostaniesz ojcem.
Rafał spojrzał jej w oczy:
I co, robotem jestem? Znajdę sobie inną, bo trzeba mieć potomstwo? Ja chcę być z tobą! Nie z inną! Ale ty już wszystko postanowiłaś…
Wziął kota i wyszedł do drugiego pokoju.
Zuzia cicho się rozpłakała. Rozmyślała całą noc, wspominając wspólne życie z Rafałem, przewracając swoje decyzje w myślach z każdej strony, ale czuła, że nie może go zatrzymać. Bo co, jeśli jednak kiedyś pożałuje? Zasnąć udało jej się dopiero nad ranem.
Obudziła się okryta kocem, z liścikiem od Rafała: Wieczorem wrócę. Nawet nie myśl, że odejdę. Kocham cię.
Kotek siedział przy jej stopach i patrzył wielkimi oczami.
Kawy bym się napiła… Ty też byś coś zjadł?
Uśmiechnęła się po raz pierwszy od kilku dni. Zrobiła sobie wolny dzień, zapisała się do fryzjera i na manicure, i wyszła z domu mimo deszczu lającego się z nieba wiadrami.
W salonie przeglądała magazyn o macierzyństwie. Uśmiechnęła się gorzko jakież to ironiczne. Na zdjęciu widniał chłopiec, którego spojrzenie wydawało się dziwnie znajome. Przeczytała podpis pod fotografią… i nagle wiedziała, co musi zrobić.
Fryzjerka nie mogła znaleźć Zuzi, która zniknęła razem z magazynem.
Rafał spojrzał na żonę, która wbiegła do jego biura.
Popatrz! rzuciła przed nim czasopismo i wskazała zdjęcie.
Kto to, Zuza?
Nie wiem, tylko imię i wiek napisane. Ale zobacz!
Rzuciła Rafała przed lustro, trzymając magazyn.
Nie widzisz podobieństwa?
Rafał zamarł. Chłopiec wyglądał jak jego młodsza kopia.
Dziwne… przeczytał podpis. Jesteś pewna?
Niczego nie jestem pewna. Ale wiem, że nie mogę już dłużej odkładać życia na później!
Szymona zabrali z domu dziecka po pół roku. Dwa lata później na łamach tego samego magazynu Zuzia zobaczyła zdjęcie dziewczynki, Karolinki, która została ich córką. Nigdy nie znała innej mamy niż Zuzia.
Minęło pięć lat. Zuzia, która tłumaczyła zmiany zdrowotne wczesną menopauzą, usłyszała od lekarza, że spodziewa się dziecka. Julka urodziła się w terminie, zaskakując wszystkich.
Ania zdążyła jeszcze poznać wnuczkę, zmarła rok później na ciężką chorobę, ale do końca spędzała czas z wnukami.
Jesteście moją radością… Moim życiem…
Porządkując mieszkanie rodziców i szykując tatę do przeprowadzki, Zuzia znalazła w szafie pudełko. Otworzyła stare kozaki mamy. Przycisnęła je do piersi i zaczęła płakać.
Mamusiu, dlaczego płaczesz? Szymon przybiegł do niej.
Chodź tu… Zuzia szepnęła.
Karolinka usiadła przy mamie, objęła ją za szyję i też rozpłakała się. Za nimi dołączyła Julka i tylko Rafał i tata spojrzeli na siebie z uśmiechem.
No, już! Spokój! Zuzia, co się stało?
Dziewczynki przestały płakać niemal natychmiast.
Wiesz… Zuzia pokazała buty Mama je całe życie trzymała i pielęgnowała… I jeszcze po tylu latach są!
Zuzia zaczęła wyciągać z półek zapasy pościeli, ręczników, woreczki z lawendą. Mama nigdy nie użyła najlepszej pościeli na co dzień. Czekała na wyjątkowe okazje…
Rafał… Jak to jest? Kogoś już nie ma, ale rzeczy zostają… Dlaczego zawsze coś odkładamy na potem? Czemu nie korzystamy z życia, kiedy możemy…? To chyba nie jest właściwe. To niesprawiedliwe…
Rafał objął żonę.
Julka pobiegła do niej, zagarnęła za nogę, wyciągnęła zielone jak u taty oczy:
Mamo!
Zuzia zamarła.
Powtórz!
Mamo! Julka wgramoliła się na kolana.
Szymon z Karolinką zaczęli bić brawo:
W końcu powiedziała mama! Szymon puścił oko do taty.
To może do zoo pójdziemy?
Kiedy? Karolinka podskoczyła.
A na co czekać? Zuzia ucałowała ją w piegowaty nosek. Nie ma co odkładać na później tego, co można zrobić dziś. Jedziemy!
Rzeczy na podłodze? To może poczekać. Tę lekcję znała już dobrze.
Prowadząc samochód, słuchała śmiechu dzieci i pomyślała, że nie wie, jak uczynić ich do końca szczęśliwymi. Pewnie nikt nie wie. Ale jedno chciała im przekazać żeby nigdy nie odkładali życia na później. Bo to później jest wyjątkowo kapryśne. Kiedy już się wydaje, że wymarzona chwila jest blisko, los potrafi wszystko zmienić.
A lody?
Teraz? Przed obiadem?! zdziwił się Szymon.
Zjemy później. I jak?
Tak!!! dzieci zaklaskały, Rafał uśmiechnął się.
Rozpieszczasz ich, mama.
A jak nie teraz, to kiedy, tato? Właśnie teraz!




