Rodzice męża nie dają za wygraną – próbują go pogodzić z byłą żoną. – Nie rozumiecie, przecież mają wspólnego syna! – żali się moja teściowa.

Byłam żoną Jana, mężczyzny, którego rodzice nigdy nie pogodzili się z tym, że ich syn jest już od dawna rozwiedziony. Minęły ponad cztery lata od tego rozwodu, a mimo to cały czas próbują ich z powrotem połączyć. Ja i Jarek pobraliśmy się trzy lata temu. Nasze życie toczy się spokojnie, jesteśmy szczęśliwi. Ale moja teściowa cały czas powtarza, że jej syn był pochopny i lekkomyślny, rozwodząc się z pierwszą żoną. Że powinien wszelkimi sposobami odbudować rodzinę, bo przecież jego dziecko nadal potrzebuje ojca.

Poznałam Jarka już po jego rozwodzie. Podobno rozeszli się w zgodzie, a jego pierwsza żona, Kinga, wyszła ponownie za mąż i chyba była szczęśliwa. Podejrzewam, że to jej romans był powodem ich rozstania.

Może popełniłam błąd, wychodząc za Jarka. Moja mama bardzo naciskała na ślub. Kinga zaszła w ciążę, a Jarek nawet nie był wtedy zakochany. Spotykali się tylko, nic więcej. Powiedział mi, że gdyby nie ciąża, w ogóle by się nie ożenił.

Nie bałam się jego byłej żony, ale na wszelki wypadek, na początku dokładnie się przyjrzałam Jarkowi. Zrozumiałam, że nie tęskni za tamtym domem, że jego uczucia co do Kingi już dawno wygasły. Kinga również nie wykazywała żadnego zainteresowania. Znowu powtórnie wyszła za mąż, a z Jarkiem rozmawiała tylko o synu.

To nie był żaden problem dla nich, ale rodzice Jarka tego nie mogli zaakceptować. Bez przerwy knuli i próbowali łączyć tamto małżeństwo. Żadne z nich nie miało dobrej opinii o mnie i o naszym związku.

Jesteście jeszcze młodzi, wszystko przed wami. Po co ci cudza rodzina? pytała mnie jego mama, kiedy zostawałyśmy same.

Odpowiadałam jej, że gdyby Jarek miał żonę, to bym się nie mieszała. Ale teraz był wolny. Teściowa chciała mówić dalej, ale wszedł Jarek i zamilkła. Wiedziałam już wtedy, że nigdy się nie dogadamy. I nie było mi przykro.

Wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy razem. Od tamtej pory prawie nie miałam kontaktu z teściową. Poza nielicznymi spotkaniami świątecznymi w rodzinie. Wtedy musiałam słuchać, jak rozpamiętuje rodzinę Jarka i Kingi, jak żałuje, że już nie są razem. Jarek zawsze próbował ją uciszać, bo sam nie miał już z tym nic wspólnego. Ale wszystko zaczynało się od nowa.

Nie spieszyło nam się z dziećmi. Ja nie czułam się matką, a Jarek już miał syna z czego jego mama była bardziej szczęśliwa niż my. Po rozwodzie Jarka, teściowa jakby zaakceptowała Kingę zapraszała ją na Wigilię, wzdychała, podziwiała ją, dopatrując się w niej doskonałości.

Kinga nigdy nie brała w tym udziału. Po prostu przychodziła, była i tyle. Ta jej obojętność była wręcz namacalna.

Teściowa próbowała wzbudzić w Jarku zazdrość o Kingę, a we mnie niepokój o Jarka. Dzwoniła do mnie i pytała, czy wiem gdzie jest mój mąż. Kiedy nie wiedziałam, domyślała się, że pewnie z Kingą. Albo wysyłała go do niej z jakiegoś powodu. Różnych sytuacji było mnóstwo.

Ja nie mam w sobie żadnej zazdrości. Ale cała ta sytuacja mnie drażniła. Gdy się patrzyło na Jarka i Kingę z boku, oczywiste było, że nic już ich nie łączy, oprócz syna. Jarek regularnie przekazywał byłej żonie alimenty w złotych. Czasem rozmawiał z synem przez telefon albo zabierał go do siebie. Kinga nigdy nie robiła problemów, nie domagała się więcej pieniędzy, nie utrudniała kontaktów. Była zupełnie normalna. Zachowywali się jak cywilizowani ludzie rozeszło się, nie wyszło, trudno, każdy ma swoje życie. I nawzajem się szanują.

Ale dla mojej teściowej było to niepojęte. Wciąż wszystko komplikowała, snuła spiski. Kiedy przestanie? Kiedy zmądrzeje? Jarek wierzył, że wszystko się uspokoi, gdy urodzę mu wnuka. Ja jednak nie jestem tego taka pewna.

Oceń artykuł
TwojaCena
Rodzice męża nie dają za wygraną – próbują go pogodzić z byłą żoną. – Nie rozumiecie, przecież mają wspólnego syna! – żali się moja teściowa.