Dziennik, 17 kwietnia 2023, wieś Smolniki
Czasem myślę, że cała wieś już zapomniała, jak to jest po prostu żyć dla siebie, nie być pod czujnym okiem wszystkich sąsiadów. Dziś znowu Pelagia zaczęła swoje, jakby tylko czekała, żeby mnie zaczepić.
Aleś ty, Włodku Janowiczu, surowy! Nie bez powodu wołają na ciebie Wilczur! Ciężko u ciebie zobaczyć choć cień uśmiechu. Spojrzysz i żal patrzeć Co cię ta nasza polska ziemia tak zmroziła? Nic cię nie cieszy?
Maczała jęzor w plotkach, a ja jej już nie słuchałem, tylko zabrałem zakupy chleb, masło, sól, kawałek kiełbasy i ruszyłem do wyjścia z wiejskiego sklepiku.
Twoja Lenka przyjechała do matki ostatnio. Chłopca ze sobą miała. Mówisz, Włodku Janowiczu, a jak to dziecko naprawdę jest twoje? Chcesz, żeby malec sierotą był? Podobny jest
Słowa Pelagii dobiegły mnie w drzwiach. O mało się nie potknąłem. Ale nie obejrzałem się, po co. I tak wszystko wiedzą albo dopowiedzą. To nasza sprawa z Elżbietą, żadna zawiść i plotka tego nie zmieni.
Słońce grzało jakby lato już przyszło, popołudniowe światło omyło mi twarz. Zamknąłem na chwilę oczy nagle usłyszałem chłopięcy głos:
Uważaj!
Chłopak wybiegł z krzykiem po schodkach sklepiku i podniósł z ziemi dwa szczeniaki.
Proszę, żeby pan ich nie rozdeptał!
Miał zadarty nos, ciemne oczy, odstające uszy, jak u mnie. Nic dziwnego, że ludzie mówią Ale dobrze wiem, nie jest mój, choć krewny.
Pana nie interesuje szczeniak? Patrz pan, jakie łapy! Jak u wilka!
Mruknąłem coś, odwróciłem w pierwszy lepszy zaułek i siły całkiem mnie opuściły. Oparłem się o wysoki płot i próbowałem złapać oddech.
Za co mnie to spotkało? Po co ona znów wróciła? A jeśli chłopak mógłby być moim synem, gdyby życie inaczej potoczyło się wtedy tamte siedem lat temu? Serce ścisnęło się, jak wtedy, kiedy wszystko się zawaliło.
Lubię Smirnową. Jej dom stoi naprzeciw, niedaleko naszego starego sadu. Usłyszałem trzask furtki to była ona.
Włodek! Co ci jest? Gorzej się poczułeś? Pomóc ci? Może zawołać Janka?
Objęła mnie ciepłymi ramionami, a ja tylko wychrypiałem:
Nie trzeba, Luba. Dam radę… Zaraz pójdę…
Gdzie ty pójdziesz, ty mój biedaku! Oprzyj się na mnie, po kroczku… Raz, raz… Taki ciężar z ciebie, Jezusie! Nie roznoś już sobie serca! Przecież jesteś pod moją opieką! Zaraz ci ciśnienie zmierzę i zastrzyk dam… Zaraz będziesz świeży jak ogórek prosto z ogródka!
Zaciągnęła mnie niemal siłą do siebie do domu. Dostrzegłem, że zasłony zasłonięte, światło się świeci. Pamiętam mgliście, opadłem na wersalkę.
Obudził mnie bój w piersi i leżąca przy mnie szara kotka Mgiełka, która położyła wszystkie swoje kocięta na mojej piersi.
Ona czuje ludzi jak nikt. Skoro ci zaufała, znaczy, że nie jesteś zły, Włodek mruknęła Luba, przeglądając zeszyty córek. Już dobrze. Puls spokojny. Ty mnie już tak nie strasz! Karetki się człowiek nie doczeka po tym błocie. A żyć musisz, nie wszystko jeszcze zrobiłeś!
Zaśmiałem się bez przekonania.
Jakie ja mam sprawy? Zorka, Polkan Ot, i wszystko.
Krowę masz porządną. Kto się nią zajmie, jak ty zachorujesz?
Zadzwonił zegar na ścianie.
Która godzina, Luba?
Leż! Już noc. Zostaniesz u nas. Krowę widziałam wszystko w porządku.
I wtedy dosiadł się Janek.
Coś cię gryzie?
Sam nie wiem. Elka…
Nie rozdrapuj, Włodek… Janek spojrzał w zielone kocie oczy Mgiełki. Widzisz, nawet ona cię pociesza. Wszystkie swoje dzieci ci przyniosła.
Siedział długo, cicho, aż w końcu powiedział:
Znamy się od szkoły, odkąd z rodziną przyjechałeś do Smolnik. W siódmej klasie, pamiętasz?
Milczałem. Po tylu latach serce wszystko pamięta. Ze szkoły, z wojska, z tamtych lat z Elżbietą. Młody byłem, głupi. Może wtedy źle oceniłem wszystko?
Powiedzieć mu? Wstyd. Ale przecież wiem, że Janek nie wygada.
W końcu szepnąłem:
Widziałem ich razem. Olek, kuzyn mój, i ona… Przytuleni w kuchni… Nie uwierzyłbym, gdyby mi ktoś opowiedział, ale widziałem…
Ale czy to zaraz znaczyło…?
Było, co było. Matce powiedziałem, że odchodzę. Ojciec mnie o mało nie przeklął. Rodzina wstydziła się za mnie Ale ja już nie mogłem.
Może nie powinieneś nic ukrywać, Włodek.
Janek mówił i słuchał, a ja pierwszy raz od tych lat wygadałem całość. Jak długo można dusić wszystko w sobie? U Elki też byłby ból, trzy razy poroniła, a o tym nie powiedziała nawet mnie. Ona i ja powinniśmy nosić nazwisko Wilczura.
Noc była ciemna, zamyśliwszy się, nie spałem. Luba poszła do Elki. Chciała wyjaśnić, co się naprawdę wydarzyło tamtego dnia.
Rano siedząc z Jankiem na schodach słuchałem łamiącego się głosu Lubki:
Malec, ten chłopiec, to twój, Włodek. Tamara, ciotka Olka, wszystko przyznała. Zemściła się na siostrze, własnej rodzinie Zazdrość Tyle lat trzymała to w sobie! A teraz wyznała całą prawdę Elżbiecie i twojej mamie.
Elka, już blada jak ściana, powiedziała Lubie, jak Olek siłą ją przytulił, nawet nie zdążyła mrugnąć. A ty, zamiast pogadać z żoną, uciekłeś w las. I tak tkwiliście w tej męce, każde osobno… Przecież syna nazwała Sergiusz, po twoim ojcu.
Słońce wyszło, rozjaśniając podwórko Lubki. Wyszedłem jeszcze zmęczony, ale jakby lżejszy odetchnąłem świeżym powietrzem.
Na stopniu siedział chłopak z pieskiem.
Pan jest moim tatą?
Tak, Sierżku odpowiedziałem z trudem, zrywając z siebie stare żale.
Spojrzał na mnie poważnie, pies merdał ogonem.
Pójdziemy do domu? Mama smaży placki. Babcia przyszła. Może zobaczymy konie?
Poczułem, że gdzieś w środku puściła kula cierpienia.
Chodźmy, synku. Tyle przed nami jeszcze…
Nowy rozdział mojego życia zaczyna się dzisiaj.




