Mieszkam razem z moją mamą, która ma już 86 lat – 57 lat życia bez męża i dzieci, ale pełnych wsparc…

Mieszkam razem z moją mamą, Jadwigą. Mama ma już 86 lat, a ja, Leokadia, stuknęło mi niedawno 57 wiosen. Co roku się łudzę, że będzie inaczej, ale jak dotąd książę z bajki się nie pojawił, a dziecięcy śmiech słychać tylko w telewizji. No cóż, takie tam moje losy, trochę przewrotne, trochę po polsku.

Urodziny minęły spokojnie, bez fajerwerków, tylko ja i mama, przy herbacie i serniku. Gości niewielu, właściwie żadnych nie mam ani przyjaciółek, ani rodziny rozsianej po świecie, więc świętujemy po swojemu. Zawsze się wspieramy, bo oprócz siebie nie mamy nikogo. Mama mimo wieku trzyma się dzielnie! Z roku na rok skrzynka leków się powiększa, ale ona nie narzeka. Sama wybiera się na spacery do parku, żeby popatrzeć na gołębie i posłuchać, co tam panie w ławkach mówią.

Jestem już na emeryturze, co wydawałoby się szczytem komfortu, ale wiadomo, za te polskie emerytury to można sobie kupić co najwyżej dwie bułki i kawę w barze mlecznym. Pracuję dalej, żeby wystarczyło na życie i ulubione ciasteczka mamy. Nie załamuję się mam Jadwigę, a to lepsze niż wygrana w totolotka! Przynajmniej nie narzekam jak ci, co nie mają ani własnego kąta, ani rodziny, ani złotówki w portfelu.

U nas skromnie, cicho, domowo. Wieczorami parzymy herbatę w ulubionym imbryku, druty w dłoniach i serial Czterdziestolatek w tle. W weekendy piekę tradycyjny sernik lub drożdżówkę, a wtedy najbliżsi sąsiedzi zaglądają na słodkie pogaduchy. Wymieniamy się plotkami, słuchamy, co tam u dzieci czy wnuków, czasem ktoś przynosi nową receptę na szarlotkę. Cieszy mnie, gdy innym się wiedzie, bo każdemu trochę szczęścia się należy. I zawsze modlę się, żeby omijały nas wszelkie życiowe awantury.

Tak właśnie sobie żyjemy, po cichu, spokojnie, śmiejąc się po polsku z przeciwności losu. Chciałabym, żeby ten nasz czas trwał jak najdłużej, dla mnie i dla mojej JadwigiA wiecie co, może to właśnie jest mój sposób na szczęście? Nie potrzeba wielkich wydarzeń, by poczuć ciepło codzienności. Z mamą wygrywamy każdą burzę kubkiem herbaty i uśmiechem rano. Może marzenia już inne, delikatniejsze, ale codziennie odkładam do kieszeni małe radości rozmowę z sąsiadką, śmiech przy telewizorze, ciepło dłoni Jadwigi w mojej.

Wystarczy czasem wyjrzeć przez okno, spojrzeć jak słońce leniwie pada na podwórko, by przypomnieć sobie, że życie nawet to niepozorne i ciche składa się z milionów drobnych promyków. I chyba to właśnie jest bajka, którą miałyśmy przeżyć. Moja mama śmieje się, że u nas to wszystko po swojemu trochę pod górkę, ale zawsze razem. Może kiedyś napiszę list do losu z podziękowaniem za naszą codzienną magię, za to, że mamy dla kogo upiec ten sernik i z kim oglądać stare seriale.

A potem na chwilę zamykam oczy i wiem, że w tym naszym zwyczajnym świecie jest całe bogactwo miłości, której nie da się kupić ani zamienić na nic lepszego. I dopóki mamy siebie, wszystko inne jest na swoim miejscu.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mieszkam razem z moją mamą, która ma już 86 lat – 57 lat życia bez męża i dzieci, ale pełnych wsparc…