„Jak to nieważne, kto opiekował się babcią! Mieszkanie według prawa należy się mnie!” – awanturuje s…

Jakie to ma znaczenie, kto pielęgnował babcię! Mieszkanie według prawa powinno należeć do mnie! wrzeszczy moja rodzona matka, aż blok drży.

Własna matka straszy mnie sądem. O co poszło? O mieszkanie po babci. Nie dostała go ani mama, ani ja. Babcia wszystko zapisała mojej córce. Jak można! oburza się mama To niesprawiedliwe! Przecież mieszkanie powinno być jej! Ale babcia miała inne plany, i podejrzewam, że wszystko przez to, że z mężem zamieszkaliśmy u babci i opiekowaliśmy się nią przez ostatnie pięć lat.

Trzeba przyznać, że moja mama to niezła egoistka. Zawsze jej sprawy były najważniejsze reszta świata mogła poczekać. Przeszła przez trzech mężów i adoptowała tylko dwie córki mnie i Agatę, moją młodszą siostrę. Z Agatą trzymamy się razem, bo z mamą komunikacja przypomina raczej loterię, niż rozmowę.

Ojca nawet nie pamiętam. Zwinął manatki, zanim skończyłam dwa lata. Do szóstych urodzin mieszkałam z mamą u babci. Wtedy wydawało mi się, że babcia to wcielenie zgryzoty! Pewnie dlatego, że mama wiecznie rozpaczała i ryczała do poduszki. Z czasem zrozumiałam, że babcia chciała tylko nas ustawić i wyciągnąć mamę z dołka.

Potem mama złapała drugiego męża. Przemeldowałyśmy się do niego, a w tym układzie pojawiła się Agata. Z tym mężem wytrzymałyśmy aż siedem lat potem znów rozwód. Tym razem na babciny azyl nie było szans. Ojczym pojechał za chlebem, a nas zostawił, póki co, w swoim mieszkaniu. Po trzech latach mama złapała trzeciego męża i znów się przeprowadzałyśmy.

Nowy pan domu nie pałał miłością do cudzych dzieci, ale nigdy nie był wobec nas podły. Po prostu istniałyśmy na doczepkę. Mama była cała dla niego: zazdrościła, fochowała, tłukła talerze dramat w odcinkach co miesiąc. Regularnie się pakowała i groziła odejściem, ale on ją przekonywał, żeby została klasyka w stylu Królowych Życia.

Ja i Agata przywykłyśmy do jej ekscesów. Ja przejęłam wychowanie siostry, bo mama miała pilniejsze sprawy. Na szczęście babcie pomagały, jak umiały. Potem wylądowałam w akademiku, Agata zamieszkała u babci, ojciec jej pomagał, a mama dzwoniła tylko na święta.

Mama była po prostu jaka była pogodziłam się z tym. Agata miała żal do mamy za wieczne olewanie nas, zwłaszcza gdy rodzicielka olała jej zakończenie szkoły.

Czas leciał. Agata wyszła za mąż i przeprowadziła się z mężem do Gdańska. Ja z moim narzeczonym nie spieszyliśmy się do ślubu, żyliśmy na kocią łapę w wynajmowanym mieszkaniu. Babcię odwiedzałam często, byłyśmy blisko; starałam się jednak nie być ciężarem.

Aż tu nagle babcia zachorowała i wylądowała w szpitalu. Lekarz powiedział wprost: trzeba się babcią zająć. No to się zajęłam odwiedzałam codziennie, gotowałam, zakupy robiłam, sprzątałam, no i pilnowałam leków. Przez pół roku śmigałam do babci jak pendolino. Mój narzeczony Jarek pomagał przy naprawach i porządkach, był złotym zięciem, chociaż jeszcze nieoficjalnym. Babcia w końcu zaproponowała, żebyśmy zamieszkali u niej przestać bulić za wynajem i trochę odłożyć na własne M.

Chwilę myślenia i już pakowałam kartony. Zamieszkaliśmy razem, babcia była zachwycona, Jarka uwielbiała. Po pół roku okazało się, że jestem w ciąży. Nie zastanawialiśmy się długo bierzemy ślub! Weselicho małe: z rodzinką do kawiarni na ciasto i kawę, bo i po co huczyć. Mama oczywiście nie przyszła nawet nie zadzwoniła, żeby pogratulować.

Kiedy moja córeczka miała dwa miesiące, babcia złamała nogę. Pogodziłam się z losem Matki Polki niemowlak, babcia, dom przydałaby się pomoc… Zdesperowana zadzwoniłam do mamy. Powiedziała, że chora i może kiedyś wpadnie. Nie wpadła nigdy.

Sześć miesięcy później babcia przeszła wylew i była unieruchomiona. Opieka nad leżącą i niemowlakiem przerosła nawet moje wyobrażenia o kobiecie niezniszczalnej. Na szczęście Jarek, mój mąż, stanął na wysokości zadania. Babcia powoli dochodziła do siebie, aż znów zaczęła chodzić i mówić. Przeżyła z nami jeszcze dwa i pół roku widziała, jak jej prawnuczka goni kota po pokoju. Odeszła spokojnie podczas snu, a dla nas był to ogromny cios. Bardzo ją kochaliśmy i tęsknimy do dziś.

Mama pojawiła się tylko na pogrzebie. Z miesiąc później zjawiła się ponownie tym razem z zamiarem eksmitowania mnie i przejęcia mieszkania. Była święcie przekonana, że mieszkanie jej się należy, bo przecież jest matką córki, której matka była właścicielką a jak! Nie miała pojęcia, że babcia przepisała mieszkanie mojej córce już po jej narodzinach. Matka została z ręką w nocniku.

No i się zaczęło: Patrzcie na nią! Zrobiła staruszkę w konia, wyrwała mieszkanie i teraz stroi się w piórka! Nie zostawię tego tak! Kto się opiekował babcią nieistotne! Mieszkanie miało być moje!
Matka nie dostanie mieszkania to wiem na sto procent, bo byłam u notariusza i mam to na papierze z pieczątką. Będziemy mieszkać z Jarkiem i córką u babci, na swoim. A jak pojawi się drugie dziecko, a będzie to dziewczynka dostanie imię po prababci. Bo rodziny się nie wybiera, ale imiona już tak!

Oceń artykuł
TwojaCena
„Jak to nieważne, kto opiekował się babcią! Mieszkanie według prawa należy się mnie!” – awanturuje s…