Gdy Zofia przyjechała odebrać synka z przedszkola, ten z impetem rzucił się jej na szyję i szeptem niemalże wykrzyczał jej w ucho:
Mamusiu, mamusiu, a może byśmy wzięli do siebie babcię Janka?
Jaką babcię? O czym ty mówisz? Zofia nie mogła zrozumieć syna. Zakładaj szybko kurtkę, tata już na nas czeka w samochodzie.
Tamtą babcię! Staś wskazywał palcem na starszą panią, która wolno prowadziła za rękę jakiegoś chłopca Janka do wyjścia z przedszkola. Jankową babcię, przecież mówię!
Staś, nie wygłupiaj się, to nie jest nasza babcia.
Ale co z tego? westchnął żałośnie chłopiec. Poproś ją, może chciałaby być też moją babcią Proszę cię.
Przecież masz swoje babcie. Nawet dwie. Po co nam jeszcze jedna? Skończ już te fantazje i wkładaj spodnie.
Ech, mamo Staś naburmuszył się i mozolnie wciągnął na siebie ocieplane spodnie. Moje babcie są… jakieś nie takie. A Janek ma prawdziwą babcię.
Dlaczego uważasz, że twoje babcie są nieprawdziwe? Zofia niepewnie się uśmiechnęła. Przecież to one nas mnie i twojego tatę wychowały, a nie babcia Janka.
Nic z tego nie wynika z żalem patrzył na nią syn. Wychowały, okej. Ale babciami nie zostały.
Jak to „nie zostały”? Ty to wymyślasz! Skoro jesteś naszym dzieckiem, to nasze mamy z automatu są twoimi babciami.
A ja nie chcę, żeby były z automatu! Chcę, by były naprawdę nie dawał za wygraną chłopiec.
A co to znaczy naprawdę?
No, tak jak Janka babcia.
Czym się różni babcia Janka od twoich własnych? Zupełnie cię nie rozumiem, Stasiu.
Bo babcię Janka można wołać: Baaabcia!, ile się chce tłumaczył Staś. Jedna moja babcia każe mówić do siebie Wanda, a druga mamie twojej mówi, że jak ją wołam babciu, to ją ośmieszam przed sąsiadami.
Ale jak to?
Tak: Gdzie ja tam babcia! Ja jeszcze młoda, nie rób obciachu! powtarza.
To twoja babcia moja mama tak ci mówi?
Tak. I jeszcze powiedziała, że zrzucasz na nią robotę z opieką nade mną. A babcia Janka mówi, że Janek to najlepsze, co ją w życiu spotkało. Ja też bym chciał być dla kogoś taki ważny
Moja mama tak nie mogła powiedzieć Zofia ze smutkiem spojrzała na syna i już łagodniej poprosiła: No, szybciutko, ubieraj się, synku. Tata się na nas niecierpliwi. A babcia Wanda? Też cię gani, jak mówisz na nią babciu?
Nie gani pokręcił głową Staś. Po prostu reaguje tylko, jak mówię Wanda. A babciu jak krzyknę, to jakby jej w ogóle nie było. I wiesz, mamo Czemu moje babcie nie umieją gotować tak, jak powinno się gotować?
Co ty wygadujesz? Zofia spojrzała na niego zdezorientowana. Babcie cię głodzą, jak do nich idziesz?
Tak! wypalił Staś bez zastanowienia.
No chyba nie! Przecież widziałam, jak cię karmią. Same rarytasy i najlepsze rzeczy, nawet nie dostawaliśmy takich, jak byliśmy dziećmi!
Ech skrzywił się Staś. Kiełbasa, pierogi, sałatki Przecież to nie jest najlepsze jedzenie.
A jakie chciałbyś?
Racuchy.
Racuchy? powtórzyła mama.
No. Albo naleśniki. Babcia Janka dziś mówiła Jankowi: wrócimy do domu, zrobię ci cieplutkie racuchy ze śmietaną i konfiturą. Pamiętasz, jak w lecie razem robiliśmy konfitury? A Janek taki szczęśliwy i kiwa głową A z moimi babciami nigdy nie gotujemy konfitur, nigdy.
Ach, Stasiu Zofia spojrzała z żalem na swoje dziecko. Chcesz, to dziś wieczorem wypijemy herbatę z konfiturą? Po drodze do domu zajedziemy do sklepu i kupimy.
Sklepowa nie jest dobra
Skąd wiesz?
Prosiłem babcie, żeby kupiły i już było Ale to nie to samo.
A prosiłeś o racuchy?
Prosiłem Staś tęsknie zakładał kurtkę. Mówiły, że to robota na pół dnia. Zabierają mnie do kawiarni tam są naleśniki. Ale zimne i dżem słodki aż do przesady. A babcia Janka mówi, że prosto z patelni są najlepsze na świecie.
No tak westchnęła Zofia i biorąc syna za rękę, ruszyła z nim w stronę parkingu, gdzie czekał już tata Stasia. W drodze sięgnęła po telefon i zadzwoniła do przyjaciółki:
Ewa, jesteś teraz w domu? zapytała nieco zakłopotana.
Jestem odpowiedziała Ewa.
Mam prośbę Tylko nie śmiej się.
O co chodzi?
Chwaliłaś się kiedyś, że robisz najlepsze racuchy na świecie, a twój syn zjada ich tyle, ile zrobisz
No i co?
Daj mi przepis na to ciasto A gdy przyjaciółka parsknęła śmiechem, Zofia zawołała: Prosiłam cię, nie śmiej się! Ja naprawdę muszę.
Przyjedź lepiej do mnie, nauczę cię robić! zaproponowała Ewa. Syn się pobawi z moim, a my pogotujemy.
Teraz? Zofia nieśmiało spytała. Muszę jeszcze syna odebrać z przedszkola, w aucie mąż czeka.
To wpadajcie razem. Zapraszam całą rodzinę. I nie tłumacz się, tylko jedźcie! Ewa przerwała rozmowę.
Następnego dnia Zofia specjalnie poprosiła szefa o wolne. Pojechała do swojej mamy pani Grażyny i zaczęła ją uczyć robić racuchy. Mama na początku prychała, zbywała ją, narzekała na cudowne czasy emerytury, ale Zofia była stanowcza:
Mamo, jeśli ci przeszkadzamy, już więcej nie przywiozę do ciebie Stasia. Wiesz właściwie, czym różni się prawdziwa babcia od tej na niby? Nigdy nie gotujesz z wnukiem konfitur, nie pieczesz mu racuchów. Teraz masz wnuczka, wykorzystaj to!
Mama już miała coś powiedzieć młodzieżowego w swoim stylu, ale widząc stanowczą minę córki zamilkła. Tak na wszelki wypadek.
Gdy Weronika przyszła odebrać synka z przedszkola, chłopiec rzucił jej się na szyję i z przejęciem wyszeptał jej do ucha:




