Jak dorosnę, zostanę wróżką!
Emilko, a czemu wróżką?
Bo tak chcę!
Emilka zsunęła się z matczynych kolan, na których przyjmowała życzenia z okazji piątych urodzin, i rozprostowała swoją tiulową spódniczkę.
Mamo, wróżki są przecież piękne i mądre! I wszystko potrafią! Ja też będę potrafić!
Pewnie, że będziesz, kochanie! Agata wyciągnęła ręce, by przytulić córkę, lecz ta już odskoczyła w bok.
A tort?
Zaraz będzie! Idź się jeszcze pobawić z dziećmi. Zawołam cię, dobrze?
No dobra!
Patrząc, jak na ramionach córki podskakują z trudem zakręcone od rana loczki, Agata uśmiechnęła się:
Ale mi z niej zdeterminowane dziecko rośnie! I taka rezolutna! Kto w tym wieku tak jasno formułuje swoje myśli? Wszystko potrafię!
Najważniejsze, żeby nie zgasić w niej tej wiary przytaknęła Aneta, najbliższa przyjaciółka Agaty. A niektórzy słyszą takie coś i zaraz zrzędzą: Trzeba patrzeć realistycznie albo Przed tobą jeszcze długa droga. A wystarczy wierzyć w dziecko wtedy ono wszystko może. Na pewno. Jak moja Marysia pierwszy raz przyszła do szkoły modelingu…
Tak, Marysia to twoja chluba! Dziewczyny, pomożecie mi z tortem? Pora już kroić. Agata obróciła się z gracją na obcasie i ruszyła w stronę kuchni.
W dużym, rodzinnym domu rozbrzmiewały dziecięce głosy. Kolorowe konfetti i resztki pękniętych balonów zaścielały podłogę. Ktoś rzucił w kąt wystrzępiony bukiet tulipanów Agata zmarszczyła czoło, przechodząc obok. Te kwiaty zamówiła jej mama, Barbara, by złożyć życzenia wnuczce. Teraz mieszkała z nimi, ale kiedyś wpadała tylko na chwilę, woląc zapraszać dziewczynkę do swojego mieszkania.
Nie czuję się swobodnie u was, córko. Boję się, że coś stłukę, popsuję. Zbyt wystawnie tu.
Oj, mamo! Co za snobizm? obruszała się Agata. Wystawnie, ale na tyle, na ile możemy sobie pozwolić! Marek haruje, ja też. Mamy prawo o siebie zadbać.
I tak lepiej mi u siebie.
Jak chcesz. Najważniejsze, żeby Emilka była szczęśliwa.
Barbara opiekowała się wnuczką od urodzenia.
Nie mam czasu, mamo Agata na szybko robiła sobie makijaż przed pracą. Jeśli teraz się zatrzymam, zapomnę o wszystkim, co osiągnęłam przez te lata. Takie czasy, wyścig szczurów. To nie tylko moje pieniądze. To też ludzie, którzy dla mnie pracują. Ale najważniejsze przyszłość Emilki.
A czy nie ważniejsze, by mama była przy dziecku, póki ono takie małe?
Nie zaczynaj, mamo! Wiem, co robię! Kto poza mną zadba o moje dziecko? Kto ją utrzyma?
A Marek?
Proszę cię! Jasne, że będzie. Ale mężczyzna dziś jest, jutro już go nie ma. I co wtedy?
Skąd w tobie takie myśli, Agatko? westchnęła Barbara. Ma kogoś?
Skąd mam wiedzieć?! Na głowie mam tyle, że nie mam czasu się tym przejmować. Może ma, nie wiem. Po ciąży i porodzie kompletnie wypadłam z obiegu. Muszę nadgonić. Pomagasz mi, prawda?
Oczywiście. Barbara, pochylona nad łóżeczkiem, wpatrywała się w wnuczkę. Malutka taka… Ty byłaś bardziej rosła.
A co złego w tym? Mała nie wielka. Nadrobi.
Emilka rosła drobna i chorowita. Jedna infekcja goniła drugą Barbara przestała już panikować i dzwoniła od razu do zaprzyjaźnionej lekarki. Zajętej Agacie brakowało na to czasu.
Mamo, przecież nie ma czterdziestu stopni! Radźcie sobie! Mam naradę.
Emilka obejmowała babcię gorącymi rączkami i cichutko się pochlipywała.
Nic, moja maleńka, zaraz zrobię ci kompot z żurawiny, położysz się i przejdzie. Chcesz bajkę?
O wróżce?
Może być o wróżce.
Tak!
Kolorową książeczkę z pięknymi ilustracjami Emilce przywiózł tata z Londynu.
Marek, ale ona jest po angielsku! Barbara przewracała kartki.
Co z tego? Niech się przyzwyczaja do drugiego języka. Przecież tyle lat pani uczyła filologii! Dziecinną książeczkę sobie poradzisz.
Poradzę, jasne. Ale może trzeba będzie szybciej zacząć z Emilką uczyć się języka niż myślałam.
Opiekując się wnuczką, przeżywając jej radości i troski, Barbara znów znalazła sens życia. Przez ostatnie dziesięć lat, od czasu kiedy Agata skończyła studia i wyszła za mąż, wszystko płynęło dla Barbary jakby we mgle. Z rzadka widywała córkę ta wiecznie zapracowana. Zrażona jej gniewem, gdy próbowała się umawiać, Barbara przestała nalegać. Tęskniła za dawnymi czasami, gdy Agata, wracając ze szkoły czy uczelni, siadała na kuchennym tapczaniku, podkulała nogi i, popijając specjalnie dla niej mięciutką herbatę, opowiadała o całym dniu. W Agacie była cała jej duma, cała treść życia.
Urodziła ją wcześnie, jeszcze przed dwudziestką. Pospieszny ślub z kolegą ze studiów szczęścia nikomu nie przyniósł. Rozeszli się po roku, a mała Agata była jedynym śladem po burzy uczuć, którą już nigdy potem Barbara nie zaznała. Gdy Agata miała dwa lata, rozchorowała się babcia Barbary, i kolejne dwanaście lat upłynęły jej w szarej codzienności: leżąca matka, dziecko wymagało uwagi… Kiedy tu myśleć o sobie? W lustrze Barbara widziała zmęczoną twarz, która choć nieładna miała w sobie coś zapadającego w pamięć.
To, co u niej było ledwie widoczne, w Agacie stało się urodą. Widząc córkę, Barbara zagryzała wargi, by nie uśmiechnąć się szeroko. Udała się! Ale najważniejsze trzeba było dać jej szansę na lepsze życie. Dlatego Barbara prowadziła Agatę na tańce, do szkoły muzycznej, uczyła angielskiego i francuskiego. Gdy Agata kończyła liceum, Barbara mogła śmiało powiedzieć, że córka to jej życiowy sukces. Martwiło ją jednak jedno Agata we wszystkim, co własne, była twarda i bezlitosna. Nigdy nie pozwalała na złośliwość pod swoim adresem. Najważniejsze były jej potrzeby, nawet jeśli cała rodzina musiała sobie czegoś odmawiać.
Mamo, potrzebuję tych butów. Rozumiesz? Na pierwszą rozmowę nie mogę iść w tych starych! Muszę wyglądać. To ważne!
Barbara wyjmowała pieniądze odłożone na urlop, żeby dać córce. Morze poczeka. Najważniejsze, żeby Agacie się powiodło.
Ślub z Markiem był kulminacją tych starań. Wycierając niechciane, lecz szczęśliwe łzy, Barbara patrzyła na swoją piękną córkę, która z narzeczonym szła przez salę najdroższej restauracji w Krakowie. Marek nie przypadł jej do gustu, coś ją niepokoiło, ale uznała, że ludzie bywają różni, a jej córka wie, co robi.
Mamo, to małżeństwo to nie tylko uczucia. Jest jeszcze umowa. To ważne. Małżeństwo z rozsądku jest trwalsze niż czcze westchnienia.
Tak sądzisz?
Tak!
A co w tej umowie?
Że jesteśmy równorzędnymi partnerami. Oczywiście, od dnia ślubu. Nie mam roszczeń do jego wcześniejszych majątków. Ode mnie oczekuje się niewiele.
Czego?
Mam mu urodzić syna. Wtedy umowa będzie korzystniejsza dla mnie.
Dziwne trochę…
Za to nowoczesne, mamo. Świat się zmienia, zmieniają się układy.
Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa.
I będę!
Potem o tym nie rozmawiały. Agata zajęła się swoim biznesem, który załatwił jej mąż, i bezskutecznie próbowała spełnić główny warunek umowy.
Ciąża z Emilką zaskoczyła ją.
Jak tu wierzyć tym nowomodnym badaniom? składała niebieski kocyk, przekonana, że urodzi syna. Trzy razy, mamo! Mówili: syn będzie! No i? Podobna do chłopca?!
Ale cóż złego w dziewczynce, Agatko?
Boże, mamo, oczywiście że nic! Po prostu tego się nie spodziewałam. I irytuje mnie czas…
Jeszcze będzie syn, zobaczysz.
Oby…
Ale coś się zacięło. Agata dalej biegała po lekarzach, mając nadzieję dogonić czas. Żadnych rezultatów. Po kilku klinikach rozłożyła ręce:
Nie wiem, co jeszcze zrobić, mamo. Wszystko próbowałam.
Może lepiej skupić się na tym dziecku, które już masz?
Mamo!
Przecież nikt nie powiedział, że ojciec powinien kochać tylko syna. Emilka jest cudowna. Zmień układ.
Agata zamyśliła się, widząc sens w słowach matki.
W takim razie, Emilka powinna być w domu.
Agata…
Mamo, nie podlega dyskusji. Za dużo jest u ciebie.
Przyzwyczaiła się! Barbara ledwo powstrzymywała łzy.
Nikt nie mówi, by się odzwyczajała Agata przeglądała album córki. Ładnie rysuje. Trzeba ją jeszcze zapisać do plastyka.
Od roku już chodzi do jednej pani… Barbara z trudem powstrzymała płacz.
Nie rób dramatu. Nadal będziesz z nią. Po co niania, skoro jest babcia. A może zamieszkasz z nami? Miejsce jest.
Nie, nie, to nie jest dobry pomysł. Ale chcę z Emilką spędzać tyle czasu, co zawsze.
Życie i tak wprowadziło zmiany. Już przy pierwszej chorobie Emilki, gdy przeprowadzka stała się koniecznością, Barbara przeniosła się do córki.
Mamo, tu jest luksusowo. Wnuczka przy tobie, czujesz się pewniej!
Barbara rozglądała się po jasnym pokoju, w którym mieszkała tydzień, i powoli przytakiwała.
Tak… Emilka jest blisko…
Skupiła się na wnuczce, starając się nie zauważać domowych napięć. Widziała, że relacje córki z mężem są coraz gorsze, ale nie komentowała: dorosłych spraw nie ruszała. Tymczasem Emilka, zawsze potargana, biegała po wielkim domu.
Babciu, tu jest więcej miejsca niż u ciebie! Emilka kręciła się w środku salonu. Mogę mieć psa?
Nie wiem, kochanie. To nie moja decyzja.
Dlaczego?
To dom twoich rodziców, a ja mam swoje mieszkanie, gdzie mogę decydować. Tutaj nie.
Nawet nie możesz mi zabronić?
Zależy w czym. Rozlewać mleko na stole tak. Psa nie.
Rozumiem!
Emilka zamyśliła się głęboko i usiadła na podłodze. Barbara uważnie przyglądała się wnuczce podobne zachowanie miała Agata, gdy uparła się na coś szczególnie trudnego. Najczęściej uzyskiwała to, czego chciała.
Porozmawiam z tatą! Emilka sama sobie przytaknęła, wstała.
Odbyła rozmowę tego samego wieczoru. Wkroczyła do gabinetu ojca, nie zważając na grymas niezadowolenia.
Tato, kochasz mnie?
Marek zgłupiał. Z córką widywał się rzadko, witał się szybko, przelotnie. Na prośby teściowej o wspólny czas z Emilką rozkładał ręce i zapominał o wszystkim. Pytanie Emilki zbiło go z tropu.
Oczywiście. Wszyscy rodzice kochają dzieci.
Ja nie pytam czy wszyscy. Chcę wiedzieć czy ty.
Chcesz nową zabawkę?
Nie! Emilka zmarszczyła brwi. Chcę psa!
Robota?
Czemu robota? Nie! Żywego psa!
Marek przymknął oczy, ściągnął okulary i potarł nasadę nosa.
Dużego?
Może być nieduży. Byle był dobry.
Wybierzesz dasz znać.
Agata nie poparła pomysłu. Kłócili się wieczorem za zamkniętymi drzwiami sypialni, nie wiedząc, że Emilka siedzi pod nimi. Barbara miała wysokie ciśnienie, więc położyła wnuczkę wcześniej, nie wiedząc, że ta nie zamierzała spać.
To nie zabawka! Komuś trzeba się zajmować. Trzeba odpowiedzialności!
Jest twoja matka. Jest pomoc domowa. Dopłacisz i koniec. Obok dziecka zawsze znajdzie się miejsce dla psa. Na zdrowie jej wyjdzie.
A weterynarz? A wystawy? A wszystko inne?
Mało klinik weterynaryjnych w Krakowie? Otwórz swoją. A wystawy… Weźcie kundelka i po kłopocie. Czego chcesz ode mnie? I tak córkę rzadko widuję, czasu nie mam. To takie małe marzenie mogę spełnić. Czemu nie?
Bo to nie drobnostka, a nauka, że wszystko jest na zawołanie.
A to źle? Mojej córce niech będzie wolno!
Agata milczała. Emilka powoli odsunęła się od drzwi. Już wiedziała, że psa będzie miała. Reszta nie miała dla niej znaczenia.
Po paru dniach przyniesiono jej małego szpica. Dwa miesiące później, tydzień po urodzinach Emilki, Barbara z wnuczką znów wróciły do jej mieszkania. Przyćmiona Agata codziennie wypijała w milczeniu filiżankę kawy, po czym znikała na cały dzień, nie rozmawiając z matką ani z córką.
Babciu, co z mamą?
Sama ci powie, jak przyjdzie czas. Barbara głaskała na zmianę wnuczkę i szczeniaczka.
Czemu znowu będziemy mieszkać u ciebie? Na dwa dni?
Nie, Emilko, tym razem na długo…
Barbarze samej trudno było się połapać. Gdy Agata, kilka dni po hucznej imprezie, nagle weszła do jej pokoju, serce zadrżało. Bez słowa wyjęła z garderoby walizkę i ustawiła pośrodku pokoju.
Spakuj się, mamo. Wyjeżdżamy. I rzeczy Emilki też. Nie mam czasu.
Barbara chciała spytać, lecz widząc spojrzenie córki, zamilkła.
Dobrze, córeczko… Pół godziny.
Wieczorem postawiła ulubioną filiżankę córki na stole i spróbowała złapać jej wzrok. Agata, po dziecięcemu podwinąwszy nogi na krześle, wgapiała się w jeden punkt.
Nie pytaj, mamo. Rozwodzimy się.
Barbara westchnęła cicho i zerknęła w stronę drzwi. Emilka oglądała film w innym pokoju, niczego nie słyszała.
Ma kogoś. I syna…
Agata schowała twarz w dłoniach. Barbara chciała ją objąć, lecz zobaczyła jej śmiech i zatrzymała się.
Myślałam, że płaczesz…
Doczeka się! Nie udało mi się…
Dlaczego Marek postanowił zamienić rodzinę na inną, dla Barbary pozostało tajemnicą. Ważne tylko, że rozwód przeszedł szybko. Po pół roku Agata kupiła i wyremontowała mieszkanie obok matki. Życie toczyło się dalej węższym, bardziej wyboistym torem, lecz zrozumiałym.
Emilka rosła uparta i bardzo zdolna. Jej ja było ważniejsze od wszystkiego. Agata ustępowała niemal w każdej zachciance, nie próbując córki ujarzmiać.
Tak się nie da wychować dziecka, Agato.
Mamo, w dzisiejszych czasach musi być twarda, umieć walczyć o swoje. Najważniejsze to myśleć o sobie.
Nie zgadzam się. Boję się o Emilkę.
Ja nie! I niby w czym masz rację? Gdybym myślała o sobie, pewnie byłabym z Markiem. Dostosowałam się do niego. To było głupie…
Głupie jest to, że nie widzisz, jak twoje dziecko cię potrzebuje! Ma nie tylko marzenia, ale i zwykłe potrzeby. Najważniejsza mama!
Przecież ma ciebie.
Całe szczęście. Dobrze by było, żeby miała jeszcze ciebie!
Po co? I tak słucha tylko ciebie.
Bo umiem powiedzieć nie! Ty nie uważasz, że warto to robić.
Chcę, by wiedziała, że może wszystko. Nie chcę być tą, która ciągle zabrania. Wolę być przyjaciółką niż Cerberem, nie?
Barbara z rezygnacją opadała na krzesło, wzdychając:
A jeśli kiedyś nie dostanie tego, czego pragnie?
Nie ma mowy. Wie dokładnie, czego chce. I nie jest głupia, przecież sama widzisz!
Widzę… Ale wiem też, że w życiu nie zawsze wszystko zależy od naszej woli. Są jeszcze przypadki… Sama o tym dobrze wiesz…
Dzięki, mamo! Agata ściszyła głos, a Barbara milkła. Doskonale o tym wiem. I nie chcę, by ona to przeżyła.
Barbara kończyła temat. W końcu i tak nie zmieni zdania córki. A dla Emilki jej argumenty nie były ważne: dobrze wiedziała, że matka stoi po jej stronie, a babcia zawsze kocha i wspiera.
Agata coraz rzadziej myślała o wychowaniu córki, pochłonęła ją praca. Od czasu do czasu zabierała Emilkę na zakupy.
Musisz wyglądać dobrze. Urody masz może mniej, nie szkodzi. Ale dobry strój i porządny makijaż dadzą ci przewagę. Ucz się tego.
Te rady Emilka skrzętnie wykorzystywała. Choć z twarzy nie przypominała matki, sylwetkę odziedziczyła całą po Agacie i wkrótce szafa mamy była jej najczęstszym miejscem wyboru ubrań.
To, to i może jeszcze to. Reszta ci niepotrzebna Agata po kolei wybierała ubrania dla córki. Umiejętność wyboru jest równie ważna jak reszta.
Koleżanki w szkole zazdrościły Emilii kosmetyków, nie rozumiejąc, jak matka może jej kupować takie drogie rzeczy.
Skóra jest ważna. Nie ma co jej psuć byle czym. Agata wyrzucała tani tusz od koleżanki. Co to?
Dostałam.
Prezent prezentowi nierówny. Podziękuj, a potem wyrzuć. Trzeba umieć siebie docenić.
Barbara wszystko widziała, lecz wiedziała już, że jej uwagi nie mają sensu. Przynajmniej próbowała łagodzić charakter wnuczki, choć z marnym skutkiem. Po maturze Emilka dostała się na ten sam wydział uniwersytetu w Krakowie, co kiedyś matka i babcia. Pochłonęło ją studenckie życie, w domu bywała rzadko. Barbara o zmianach w życiu Emilki dowiedziała się ostatnia.
Jak to wychodzisz za mąż? Za kogo? ulubiona filiżanka wypadła Barbarze z ręki i rozbiła się.
Pan Władysław… ale przecież Władek! Mój Władek! Emilka usiadła na tapczanie obserwując babcię.
Kto to, Emilko?
Pracuje na uniwersytecie. Nie jest moim wykładowcą! Co takie oczy? Po prostu jest tam.
On…
Babciu, młody jak najbardziej!
Że Władysław miał żonę, Barbara dowiedziała się od Agaty.
I ty mówisz o tym tak spokojnie?
Czemu mam się przejmować? Obca żona, obce dziecko? Martwię się o Emilię, a ona chce właśnie jego.
O Boże, gdzie zrobiłam błąd? Barbara opadła na stół, walczyła z zawrotami głowy. Tak nie można…
Co nie można?
Rozbijać rodzin!
Co on, baranek, by go z rodziną uwiązać? Nie przesadzaj! Agata podała jej szklankę wody. Spokojnie. Skup się na szczęściu wnuczki.
A czy to szczęście w ogóle możliwe? wykrztusiła Barbara i cisnęła szklankę o ścianę.
Wesele było smutne rodzice Władysława nie pojawili się, ojciec Emilki już dawno mieszkał w innym mieście i ograniczył się do zakupu mieszkania dla córki. Agata umeblowała je bez pytania Emilki, ale ona miała inne sprawy na głowie.
Mamo, zobacz! Suknia marzenie! Chcę ją! Emilka tańczyła przed lustrem.
Ta sukienka nazywa się Wróżka.
Pani z salonu ślubnego wyciągała welon, by pokazać Agacie, wiedząc już, kto podejmie decyzję.
Znak prawdziwy! Pamiętasz, jak chciałaś być wróżką?
Tak! I teraz będę! No i będę miała bajkowe życie! Wszystko będzie dobrze!
Wszystko będzie… powtórzyła bez przekonania Agata, gniotąc palcami koronkę welonu.
Barbara z trudem wytrzymała w USC, zamówiła taksówkę i wróciła do domu.
Źle się czuję. Nie chcę psuć wam dnia.
Po ucałowaniu wnuczki, poszła do oczekującego samochodu. Odwróciła się. Emilka tańczyła przy mężu, oczekując na sygnał do wypuszczenia gołębia. Barbarze nagle wydało się, że wnuczka jest jak ten przerażony ptak, który tylko marzy, by wyrwać się z dłoni.
Co mogę, Boże? Co teraz? Barbara zapłakała, po czym wzięła się w garść. Daj mi siłę, jeszcze się przyda…
Z mężem Emilka rozstała się w niespełna rok niedługo po urodzeniu córki. Nowa wybranka Władysława była jej koleżanką ze studiów. Będąc już w ciąży, Emilka przyszła załatwić coś na uniwersytecie i zastała męża z tą kobietą w pustej sali. Bez słowa wycofała się, ale trzasnęła drzwiami tak, że zadrżały okna.
Co się stało?
Dezynfekcję trzeba zrobić wskazała ręką audytorium. Tam karaluch…
Po zebraniu papierów zadzwoniła do ojca po pomoc.
Co, podwijasz ogon i uciekasz? Agata z wyrzutem patrzyła na córkę. Nie próbowałaś zrobić mu wykładu?
Po co, mamo? Emilka chłodno przeglądała rzeczy córeczki.
To twoje! Tak należy.
Należy? A co znaczy należy, mamo? Może właśnie należy zgodzić się na stratę? Myślałam zawsze, że wszystko będzie po mojemu. Nigdy nie pomyślałam, jak to jest, gdy czyjeś marzenia są ważniejsze…
Co masz na myśli?
Może ta, która była wcześniej, też pragnęła, by dziecko miało ojca, by była miłość… A przyszła taka wróżka i uznała, że jej to niepotrzebne. Teraz ktoś podobnie potraktował mnie… Tak wygląda to twoje należy, mamo…
Co za bzdury! Nie wierzę, że w trudnej sytuacji zachowujesz się jak dziecko.
Już nie jestem dzieckiem, mamo. Dorosła wróżka… Skrzydła już nie niosą. Jestem już zbyt dorosła…
Agata coś jeszcze mówiła, lecz Emilka nie słuchała. Musiała wymyślić nowe życie.
Barbara pakowała rzeczy, ocierając łzy i bawiąc się prawnuczką.
Nic się nie martw, kochanie! Mama jest silna, poradzimy sobie…
Agata nie wyjechała z córką. Barbara zostawiła jej klucze do mieszkania, prosząc najwyżej o podlanie kwiatów, po czym machnęła ręką:
Daj spokój. Najważniejsze dbaj o siebie.
A po kilku latach, starym parkiem szła młoda kobieta. Dziewczynka, która raz biegła przodem, raz łapała matkę za rękę i coś opowiadała, była tak do niej podobna, że nie było wątpliwości to jej córka.
Patrz, co dziś w przedszkolu robiliśmy! mała grzebała w plecaczku trzymanym przez mamę i wyciągnęła różdżkę z gwiazdką z folii na końcu. Ojej, zgnieciona…
Co to jest, Ninka?
Różdżka! Jak u wróżki w bajce. Tylko zgnieciona.
No i co z tego! Emilka rozprostowała gwiazdkę i pomachała różdżką. Widzisz? Działa! Wszystko w porządku!
Skąd wiesz, że działa? Ninka otworzyła szeroko oczy. Co wymyśliłaś?
Że wszystko u nas będzie dobrze! I wszyscy zdrowi!
Nie działa… posmutniała Ninka. Babcia przecież w szpitalu.
Wcale nie. Już jest w domu.
Naprawdę? Ninka zaczęła podskakiwać na ścieżce.
Naprawdę. Jak wrócimy, spotkasz babcię.
Daj, mamo, ja teraz! Mała zabrała różdżkę i, machając nią kilka razy, coś zamruczała pod nosem.
O czym pomyślałaś?
Nie powiem!
Tak nie można! Emilka roześmiała się, poprawiając loki, które wychodziły spod czapki Ninki. Ja ci powiedziałam.
No dobra! Powiem jedno. Ale reszty nie zdradzę. Mam dużo życzeń.
W porządku. To co wymyśliłaś?
Żebyśmy zawsze byli razem… wyszeptała Ninka, a Emilka uklękła przy niej.
O babci myślisz?
Dziewczynka kiwnęła bezgłośnie głową.
Nie mogę ci tego obiecać. Nie jestem prawdziwą wróżką. Trochę tylko. I nie wszystko zależy od nas. Ale możemy być razem, dopóki się da. I kochać nawet wtedy, gdy nie będziemy blisko. Jak ty idziesz do przedszkola, a ja do pracy, to się kochamy, prawda? Myślimy o sobie, choć nie jesteśmy razem.
Ninka przytaknęła i znów uniosła różdżkę.
To pomyślę coś nowego, dobrze?
Co tylko chcesz!
Chciałabym, aby babcia zupełnie wyzdrowiała i żebyśmy długo byli razem. Można tak, mamo?
Emilka wstała, otrzepała spódnicę i bardzo poważnie skinęła głową.
Tak trzeba! To najlepsze życzenie! A teraz chodź, pokażemy babci twą różdżkę. Na pewno i ona coś sobie wymarzy. W końcu to prawdziwa wróżka.
Naprawdę?
No pewnie! Najlepsza na świecie!




