Dziś mam poczucie, że ktoś wyrwał mi grunt spod nóg. Myślałam zawsze, że mam poukładane życie: niewiele, ale wystarczająco. Mieszkamy z Krzysztofem w Poznaniu żyjemy oszczędnie, oboje pracujemy, i mamy czteroletnią córeczkę Zuzannę. Utrzymanie dziecka kosztuje dziś tyle, że czasami człowiek nie wie, czy wystarczy pieniędzy do końca miesiąca. Z pensji obcinamy każdy grosz, wszystko przeliczamy, żeby Zuzi nie brakowało i nawet na nową czapeczkę muszę odkładać miesiącami.
A mimo tego Krzysztof od miesięcy wspiera swoją mamę, Danutę, która mieszka sama na Winogradach. Pomagamy jej płacić czynsz. A przecież ona jest zdrowa, nogi ją same niosą na targ i z powrotem, a mogłaby sobie dorobić gdzieś na pół etatu. Zawsze mówi, że nie ma siły, że źle się czuje i nie może nawet Zuzi z przedszkola odebrać choć prosiłam ją niejednokrotnie, żeby chociaż raz w tygodniu nas wsparła. Zawsze słyszałam tylko wymówki.
A potem wyszło szydło z worka: Danuta wyjechała na tydzień do Krynicy na drogie wczasy! O wszystkim dowiedziałam się przez przypadek, bo Krzysztof nagle mnie poinformował, że muszę pojechać na drugi koniec miasta i podlać jej fikusy i storczyki. Mało mnie nie zatkało z tej złości! Marnuję czas i pieniądze na bilet, żeby doglądać roślin, chociaż sama mogłabym przez ten czas posprzątać komuś mieszkanie i zarobić parę złotych ekstra dla naszego dziecka.
Za chwilę zauważyłam, że Danuta zaczęła ubierać się naprawdę wykwintnie nowa torebka z polskiej skóry, sukienki, które nie stały w kolejce w Biedronce, biżuteria jakby z Galerii Malta. Ciągle myślałam, skąd ona na to ma? Przecież co miesiąc płacimy za nią czynsz, a mąż stęka, że jej biednej nie starcza na podstawowe potrzeby. Nawet śmiałam żartować, że może jakiegoś wujka z Ameryki dorwała.
Któregoś popołudnia zauważyłam, że Krzysztof wraca do domu z ogromną torbą zawsze tą samą, wypchaną prawie po brzegi. Kiedy korzystał z łazienki, zajrzałam do środka z ciekawości. Znalazłam tam laptopy i telefony jeden komputer był nawet własnością mojej koleżanki, Anity. Następnego dnia w pracy Anita przyznała, że Krzysztof dorabia po godzinach, naprawiając sprzęt dla znajomych. Dla mnie to był jak kubeł zimnej wody. Wreszcie wszystko zrozumiałam te wszystkie pieniądze, które nie starczały, poszły na matkę i jej luksusy.
Wieczorem postanowiłam zapytać wprost Krzysztofa, czy całe to dorabianie przeznacza na Danutę. Odpowiedział, że tak.
A my z Zuzką chodzimy w podartych rajtuzach, ceruję jej skarpety po kilka razy, a tymczasem mamusia Krzysztofa byczy się w uzdrowisku i nosi markowe sukienki! Kiedy mu to wytknęłam, usłyszałam tylko:
To są moje pieniądze, i wydaję je, jak chcę.
Wtedy poczułam, że mam już dosyć. Jeśli tak bardzo mu zależy na matce, to niech się nią zajmie. Spakowałam go i wysłałam do Danuty. I czy nie mam racji? W końcu ile można znosić, kiedy własne dziecko nie ma się w co ubrać, a ktoś inny żyje sobie jak panisko za nasze ciężko zarobione złotówki.




