Fifka
Popatrzcie tylko, jak się wystroiła! Normalni ludzie rano idą do pracy, jak Bóg przykazał, a ta?! Po co jej te białe spodnie, kiedy tu tylko błoto i kałuże?
Przecież ona w ogóle pieszo nie chodzi! Cały czas tylko tym swoim samochodem autobus, nie auto!
Dobrze, że w ogóle coś na siebie założyła! Widzieliście, co ona ma na szyi?!
Nie. Co takiego?
Tatuaż! No powiedzcie, kto to widział? Taka młoda, a już siebie zmalowała, jakby z więzienia wyszła, przysięgam! Młoda dziewczyna, a już taka pokiereszowana Co by jej matka powiedziała, gdyby zobaczyła?! Ehh, nie ma opieki zgubiona dusza
Ławeczka pod blokiem aż zabulgotała, kiedy patrzyli za odchodzącą Julką.
A czemu by nie pogadać, skoro siaty z zakupami już stoją u stóp, a do domu nie chce się wracać, bo tam tylko rutyna i odgrzewane potrawy życia? Przynajmniej trochę powietrza złapać, bo na co dzień wszystko takie samo… Dzieci większe czy mniejsze, gotowanie, sprzątanie… A radości żadnej, prócz świąt, bo skąd ją wziąć, tę radość? Zwykłym ludziom nieczęsto się trafia. Martwią się tylko, jak dzieci wykarmić, pomóc, jak trzeba. Jak wnukom coś słodkiego przynieść i nasycić serce, całując ciepłe główki. To cała radość Ale i to nie u każdego. O, jak tej Grzegorzowej dzieci powiedziały, żeby wnuków się nie spodziewała, bo teraz rodzić to niemodne, modniejsze jest jeździć po sanatoriach i się nie martwić o nic. Jak oni to robią?! Pewnie jak ta Julka, córka Natalii wyfioczyła się, też mało się przejmuje.
A była taka normalna dziewczyna! Do szkoły biegała, dobrze się uczyła, zawsze kulturalna, dzień dobry powie. A teraz? Jak matki zabrakło, tak i siebie przestała pilnować. Tułała się całymi dniami, ani nie pracuje. Dobrze by jeszcze jakby się uczyła ale nie! Córka Iwony mówiła, że Julka to się czymś skandalicznym zajęła! Tatuaże robi! Podobno własny salon otworzyła. No ręce opadają…
Jak kilka lat temu pojawił się ojciec Julki, wszyscy myśleli, że ją na dobrą drogę skieruje. Wytłumaczy, co i jak. A co wyszło? Kupił jej ten dziwny samochód, co pół podwórka zajmuje, dał klucze i odjechał, zostawiając dziewczynę samą sobie. A ona młoda jeszcze, ledwo 20 lat skończyła. Jak można tak córkę zostawić?! Jeszcze sprowadzi do domu jakiegoś gagatka, co ją wykorzysta. I co wtedy? Straci mieszkanie po matce i ten samochód, przez który wszyscy spać nie mogą.
O! Pojechała! Gdzie? Po co? Kto ją tam wie! Nawet się nie obejrzała! Wariatka, po prostu fifka! W białych spodniach
Julka nie miała czasu zaprzątać sobie głowy opiniami sąsiadek czy plotkami. Miała własne problemy. Dziś cały dzień była zaplanowana od godziny do godziny tak, że marzyła, by doba miała choć dwie godziny więcej! Mama zawsze mówiła, że Julka nie potrafi dobrze gospodarować czasem, ale musi się tego nauczyć.
Julka, od tego bardzo dużo w życiu zależy! Jeden się miota, narzeka i nie wie co robić, drugi ciągle wszystko kończy na czas. Zazdrości innym, a wszystko jest proste kto z czasem się zaprzyjaźni, ten dużo zrobi.
No ale jak się z nim zaprzyjaźnić, mamo?
Nie wkurzaj go, nie trać byle jak. Wybierz to, co jest ważne i poświęć temu tyle czasu, ile uważasz, ale zostaw trochę i na zabawę, i na odpoczynek. To też szalenie ważne. Człowiek bez odpoczynku długo nie pociągnie, sam się wypali. Spalisz się i komu to potrzebne? Sobie? Nikomu. Tez będzie źle
Julka pamiętała, co mówiła jej matka, jednak wprowadzić w życie trudno było. Nawet kupiła kalendarz, ale i to nie zawsze pomagało. Bo co zrobić, gdy wszystko jest ważne i czekać nie chce? Dziś trzy wykłady na uczelni, ale zdąży tylko na jeden, bo dwóch klientów zapisało się do niej na ten sam dzień i jeszcze do Kasi musi zajrzeć. Gdzie Kasia tam i Sławek, a to nie będzie trwało 5 minut. Później do Arka trzeba zajechać, pomóc się spakować, no i jeszcze porozmawiać z nowymi podopiecznymi, bo za tydzień wyjazd, a nawet nie zna ich imion. Tylko zdążyć ze wszystkim…
W korku, w którym Julka ugrzęzła, auta ruszyły lekko, wcisnęła więc gaz. Samochód zareagował natychmiast, miękko, jakby ją ktoś pocieszał. Spokojnie, wszystko ogarniemy. Nie na darmo ojciec ci go zostawił właśnie po to, by cenić twój czas.
Dzięki, tato Julka poklepała kierownicę.
Gdyby jej ktoś jeszcze kilka lat temu powiedział, że podziękuje ojcu, roześmiałaby się takiej osobie prosto w twarz. Ojca swego nie znosiła odkąd pamiętała.
Matka nigdy złego słowa na niego nie powiedziała. Przeciwnie powtarzała, że Julka jest do niego podobna, że był bardzo mądry.
Ale Julka tego nie widziała, bo jak taki mądry człowiek mógł własne dziecko zostawić w pieluchach i nie pamiętać o nim ani razu przez lata życia?
Nosiła w sobie tę złość, gromadziła ją latami, aż zatruwała duszę.
W przedszkolu siedziała w kącie podczas balu, patrząc jak inne dziewczynki tańczą z ojcami. Nie miała partnera i było to tak bolesne, że nawet płakać nie mogła. Patrzyła suchymi oczami na wirujące postacie, nie pozwalając sobie się odwrócić.
W szkole, jak ktoś ją dokuczał, zaciskała zęby i oddawała, z zazdrością patrzyła na te, które groziły „Powiem tacie, zobaczysz!”.
Przed końcem szkoły pokłóciła się na amen z najlepszą przyjaciółką, Bożeną, kiedy ta rzuciła mimochodem: Tata mówi, że mogę wybrać każde studia, zapłaci jak się nie dostanę, a jak się dostanę, to kupi mi auto za oszczędności.
Z Bożeną znały się od dzieciństwa, ale wtedy zrozumiała, że to koniec tej przyjaźni.
To nie była zazdrość, raczej nie do zniesienia żal. Bożena wiedziała wszystko o Julce, wiedziała, jak marzy o ojcu A jednak zawsze wbijała szpilę
Ale generalnie Julka nigdy nikomu nie zazdrościła. Po co? Z matką nie żyły gorzej niż inni. Nawet za granicę pojechały na urlop, nie mówiąc o fajnych ciuchach czy dobrym telefonie, który matka jej kupiła na szesnaste urodziny.
Ten prezent, choć piękny, był niczym przy tamtym dniu. Julka oglądała opakowanie, kiedy stanął w progu pokoju TEN, na którego chciała choć raz spojrzeć…
Urządziła wtedy awanturę na cały dom. Krzyczała, płakała, nie słuchała matki, która próbowała ją uspokoić. Wykrzykiwała:
Jesteś zdrajczynią! Po co on tu przyszedł?! Nie chcę go widzieć!
Skąd mogła wiedzieć, że matka już trzymała wyniki badań i ich życie zaraz zatrzyma się na szczycie utrzymywanym tyle lat, potem runie w dół jak lawina, wciągając wszystko, co było podstawą i bezpieczeństwem Po tym już nic nie będzie stabilne. Zamiast ziemi pod nogami bagno, jak znienawidzony kisiel malinowy z dzieciństwa… I ta maź będzie wciągać w niepewność coraz bardziej, aż nadziei nie zostanie, a matka weźmie Julkę za rękę i powie:
To moja wina, Julka! W rozstaniu z twoim ojcem, w tym, że nie pozwalałam mu utrzymywać z tobą kontaktu To ja, rozumiesz? Winę miej do mnie!
Czemu? matczyne palce były chłodne i twarde, a Julka nie mogła się wycofać, rozumiejąc, że zaraz usłyszy prawdę czemu siedziała tyle lat w kącie, zamiast mieć rodzinę.
Byłam obrażona
O co? Mamo, powiedz! O co się można tak obrazić, by zabrać mi ojca?
Posłuchaj ale nie przerywaj… Trudno mi mówić…
I wtedy dowiedziała się wszystkiego
O tym, jak pobrali się młodo i bez głowy, jak matka była w ciąży, a wytykali im to wszyscy zarówno jej rodzina, jak i męża. Nikt nie czekał na dziecko, byli tylko przeszkodą… Ojciec porzucił studia dla pracy, matka zawiesiła swoje plany i tak już zostało. Gorycz, pretensje, wszystko się tylko gromadziło i na koniec fakt, że urodziła się dziewczyna, nie chłopak. I matka wróciła do ciotki, a ojciec nawet nie wiedział, że więcej dziecka nie zobaczy.
On cię szukał. Pisał, dzwonił Ale mówiłam mu, że nie jesteś jego córką
Boże, mamo! Po co?!
Wmawiali mi to tyle razy, że w końcu uwierzyłam Skoro oni tak chcą, niech tak będzie
Kto chciał? Kto powtarzał?
Wszyscy Przepraszam, nie mogę już o tym mówić Wtedy mi się wydawało, że postępuję słusznie. Nie chciałam, żeby ci ktoś powtarzał te słowa, co mnie spotkały Broniłam cię, jak umiałam Dopiero teraz wiem, że to był błąd
Julka, wyrwawszy się z rąk matki, podeszła do okna i walnęła pięścią w parapet. Jedyna doniczka z kaktusem prezent od Bożeny podskoczyła, a ziemia rozsypała się po powierzchni. Każda grudka tej ziemi była niczym niedawne słowa Pstryk! Brudno i trzeba sprzątać Tak i ze słowami matki łatwo się nie wyciera, zostaje ślad.
Julka przyniosła szmatkę, starła ziemię, usiadła przy łóżku matki jak dawniej, oczyma suchymi, zimnym głosem powiedziała:
Opowiadaj wszystko. Koniec kłamstw!
Nie będę już…
Tak to Julka dowiedziała się prawdy. Choć wątpliwości było więcej niż odpowiedzi, zrozumiała, że życie jest dziwne. Dziś jesteś pewny wszystkiego, a jutro dowiadujesz się więcej i cały twój świat zaczyna pękać na kawałki. I musisz coś z tym zrobić, tylko nikt nie podpowie, co… To już twoja decyzja.
Julka nie wiedziała, czy wybaczyła matce. Chyba tak, ale nie była tego pewna.
Jedno wiedziała jest wdzięczna mamie, że powiedziała jej wszystko. Albo i nie wszystko bo przeczuwała, że to najważniejsze pozostaje za zamkniętymi drzwiami i w nocnych rozmowach matki z ojcem. Nie pytała o to nigdy ojca, nie chciała rozdrapywać ran.
Nie było czasu. Przyszło im się nauczyć żyć razem ojciec postawił warunek, że zostanie z nią, dopóki nie skończy pełnoletniości.
Wyjadę, ale po osiemnastce. Postaram się nie wtrącać.
Nie ma mowy! Tyle lat cię nie było, teraz masz być, jasne? Zostań, tato
Natalia, matka Julii, zamiast przepowiedzianych przez lekarzy paru miesięcy, przeżyła prawie dwa lata. Ciężki to był czas dla wszystkich, ale nawet tak Julka mogła nazwać go najszczęśliwszym i najboleśniejszym w swym życiu. Bolało ją, że czas, tak bezlitosny i surowy, podzielił im wspólne życie na tak małe kawałki…
Wtedy też zaczęła malować.
Dlaczego nie wcześniej? Sama nie wie. Bazgrała na marginesie zeszytu, ale nigdy nie myślała, by poświęcić się temu na poważnie.
No zobacz, nieźle ci wychodzi!
Ojciec, widząc jej rysunki, zagwizdał.
Czekaj!
Zsunął koszulkę i Julka aż przysiadła z wrażenia. Na plecach ojca widniał kolorowy tatuaż, przy którym jej obrazki wyglądały jak przedszkolne dzieło.
Kolega mi go zrobił. Chcesz się nauczyć? Pogadam z nim, przyjmie cię na naukę.
Chcę!
Sąsiedzi nawet nie zauważyli, kiedy Julka wyjechała. Mieszkała z ojcem prawie rok w Warszawie, ucząc się fachu, potem zapragnęła wrócić do rodzinnego Lublina.
Tato, chcę do domu…
Ojciec zrozumiał. Nie odwodził, nie namawiał zostania w stolicy. Poprosił tylko, by jeszcze poczekała parę tygodni i zniknął na parę dni. A jak wrócił, pomógł się spakować, przywiózł do mieszkania córki pudła i położył kluczyki od auta na kuchennym stole.
Masz, teraz to jest twoje. I jeszcze to…
Teczka z papierami trafiła przed Julię. Spojrzała pytająco:
Co to?
Twój salon, córciu. Sprzedałem swoje mieszkanie i kupiłem to miejsce w centrum. Małe, ale nie za duże ci niepotrzebne. Twój nauczyciel, Leszek, zamówił sprzęt. Pracuj, ale i ucz się dalej, zawód już masz w ręku, ale szkoła to nie wszystko.
Julia słuchała i nie wierzyła. Nawet gdy już wszystko urządziła, przyjęła pierwszych klientów, wysłuchała masy komplementów od brodatego sąsiada Kostka, który zapisał się do motocyklistów mimo protestów żony, wciąż nie mogła uwierzyć, że życie się jej układa.
Ojciec pomógł dopilnować remontu, zorganizował reklamę dla salonu, a potem spakował walizkę.
Gdzie ty?
Do rodziców, Julka. Tam jestem potrzebny. Ale wiesz, że jestem z tobą…
Wiem Ale nie chcę tak… Zostań…
Malutka, muszę…
Po wyjeździe ojca Julia rzuciła się w wir pracy i nauki. Klientów szybko przybywało, więc musiała zatrudnić dwie osoby pomocnicze, by ze wszystkim się wyrabiać.
To właśnie wtedy, w czasie największego młynu, poznała Kasię.
Późnym popołudniem, kiedy Julka z niepokojem patrzyła na zegarek, do salonu weszła elegancka kobieta.
Przepraszam, czy mogę porozmawiać z właścicielem?
Julka oderwała się od komputera i notatek, którymi próbowała przygotowywać się na kolokwium.
Można. To ja.
Dziecko, nie żartuj sobie. Zawołaj kogoś dorosłego!
Julka przyjrzała się kobiecie uważniej ubrana dobrze, fryzura od fachowca, ale bez makijażu, podkrążone oczy, niechlujne paznokcie i smutek w spojrzeniu. Taki smutek Julka dobrze znala. Bez słowa podeszła do półki, podała swój szkicownik.
Oto moje prace. Jeśli się podobają, proszę mówić, co Pani chce.
Imię tu
Kobieta podwinęła rękaw i podała rękę.
Na przedramieniu, bym mogła patrzeć cały czas
Na tym jej spokój się skończył Julka widziała, jak kobieta zagryza wargę i zadziera głowę, walcząc ze łzami. Bez słowa przekręciła zamek i zaciągnęła żaluzje, gdy pod okno podjechał spóźniony klient.
Proszę usiąść. Zrobię.
Będzie boleć? Wiem.
Kobieta usiadła, rzucając tylko:
Sławek
Julka nie pytała o nic. O tym, kto to, dowiedziała się dopiero kilka dni później, gdy przypadkiem spotkała ją w szpitalu wojewódzkim podczas odwiedzin u ciotki.
Pani?!
Tak, dziękuję
Nie ma za co. Ładnie wyszło?
Bardzo Sławek by się spodobało
A on
To ona. Moja córka.
Kobieta spojrzała Julce w oczy, wyciągnęła rękę.
Kasia.
Julia.
Chce pani poznać Sławka?
Julka nie wahała się ani sekundy, jeszcze nie wiedząc, że to spotkanie poprzestawia całe jej życie.
Bardzo!
Mała dziewczynka w dziwnych okularach, z oklejonym plastrem szkłem, rozbroiła Julię natychmiast. Bez cienia skrępowania złapała Julię za rękę i pociągnęła za sobą.
Masz orzechy? Albo pestki? Nic?! No to czym będziesz karmić wiewiórki?
Jakie wiewiórki?
No takie, z ogonami! W parku jest ich mnóstwo! Z mamą szukamy codziennie! Karmiłam je tak bardzo, że w końcu spadną z drzew tak mówi mama, ale nie uwierzę!
Nie spadną, przecież skaczą.
Na pewno? dziewczynka spojrzała podejrzliwie i parsknęła śmiechem. Jesteś fajna!
Nie. Niezbyt.
Czemu?
Bo się uczę dopiero.
Aaa Rozumiem. Czekaj, zapomniałam!
Dziewczynka poważnie podała dłoń Julii.
Sławomira Kasprzak.
Piękne imię Julia Piotrowska.
Teraz już się znamy!
Dziecięcy śmiech zadźwięczał między sosnami szpitalnego parku, a Juli wydawało się, że na chwilę twarz Kasi się rozjaśniła.
Następnym razem Julka przyjechała już z pełnymi kieszeniami orzechów…
O stanie zdrowia Sławki Kasia opowiedziała Julii dopiero po kilku spotkaniach. Zbliżyły się, jakby chodziły po cienkim lodzie, delikatnie, żeby nie rozbić kruchego zaufania.
Da się coś zrobić?
Tak. Teraz to nie wyrok. Kasia grzała dłonie o kawę. Ale wtedy, kiedy przyszłam tu po raz pierwszy, lekarz powiedział, że szanse są marne.
Rozumiem
Ale potem przyjechał nowy chirurg. Artur I powiedział, że to jeszcze nie wszystko.
No to dlaczego płaczesz? Przecież to dobrze!
Wczoraj Sławę operowali, jest na intensywnej terapii Wyrzucili mnie na korytarz, mam przyjść jutro Tak się boję, Julia Nigdy w życiu się tak nie bałam. Nie mam komu powiedzieć.
Jesteś sama? A ojciec Sławki?
Odszedł, jeszcze przed jej urodzeniem. Nie jestem święta, Julka. Urodziłam ją dla siebie, po prostu wybrałam kogoś, kto nadawał się na ojca. Nie kochałam go. I on wiedział Po prostu zniknął. Rozumiesz?
Nie bardzo, ale to nieważne. Jest Sławka
Jest
Nawet nie próbuj! Masz obowiązek! Nie masz prawa się poddać! Julia prawie krzyczała. Zobacz na swoje ręce! Zrobiłam ci tatuaż tak, byś go widziała zawsze. Musisz postarać się, by imię twojej córki nie zostało tylko wspomnieniem, rozumiesz?!
Nie krzycz, proszę Słyszę cię
To koniec narzekania! Do działania!
Kasia płakała jak dziecko, Julia nie przerywała, odprawiła nawet ciekawskich kelnerów.
Przynieście wodę.
Tę noc spędziły razem w salonie Julii. Gadały, milczały, płakały, śmiały się Rano Julia wsadziła przyjaciółkę do auta i odwiozła do szpitala.
Idę z tobą.
Masz czas?
Kasia, naprawdę dziwna jesteś Masz, uczesz się! Bo córkę wystraszysz!
Sławomirze udała się operacja. Umiejętności Artura lekarza, którego Julia wkrótce zaczęła nazywać tylko po imieniu zdziałały cuda.
Kiedy zobaczę wiewiórki? marudziła ze szpitalnego łóżka.
Wkrótce! Jak cię wypiszą, pojedziemy z Julią do Warszawy. Tam jest ich mnóstwo!
Po co do Warszawy?
Po operacji trzeba cię nauczyć dobrze widzieć. Tam jest dobry ośrodek, Leszek, przyjaciel Julii, już wszystko załatwił.
O-o Nie mów. I tak spytam Julię!
Już nie chciała słuchać mamy ważniejsze było to, że pojedzie z Julią samochodem, a tam przygoda. Przynajmniej nie będzie siedzieć w nudnym szpitalnym łóżku, w jesienny dzień bez wiewiórek…
Mamo!
Tak?
Artur z nami pojedzie?
Nie. Ma pracę! I nie nazywaj dorosłego tak po imieniu!
Ja mogę!
A to czemu?
Bo on kocha moją Julię! Sławka śmiała się aż do łez, a Kasia rozdziawiła usta ze zdziwienia.
Nie dało się nie zauważyć uczuć Artura do Julii, ale oni sami nie chcieli ich przyjąć do wiadomości. Ceremonialnie witali się jak obcy, rozmawiali o pogodzie i zdrowiu Sławki, a potem każde szło w swoją stronę.
Nawet po wyjeździe Kasi z córką Julia dalej utrzymywała kontakt. Wysyłała kolejne dzieci na rehabilitację, pomagał Leszek, a Artur z każdym razem tylko cichutko ją podziwiał. Julka tylko uśmiechała się, wciąż nie umiejąc zrobić pierwszego kroku.
Kto wie, czy zrobiliby ten krok, gdyby nie Sławka. Po powrocie, wymusiła na mamie wizytę w szpitalu.
Po co, Sławka?
Chcę Arturowi coś powiedzieć.
Co?
Mamo, no naprawdę nic nie rozumiesz! Chcę mu powiedzieć!
A mi?
Tobie potem!
Artur, poważnie podszedł do sprawy.
Dobrze. Porozmawiamy.
Kasia patrzyła, jak córka wyjaśnia coś lekarzowi nawet nie słysząc, o co chodzi. A rozwiązanie było proste.
Czemu jej nie powiesz?
Komu i co?
Julii. Że ją lubisz.
To nie takie proste
Przecież ona też cię lubi!
Wiem
To czemu milczysz?
Sławka no bo widzisz Ja nie mam domu ani nic. Wynajmuję klitkę blisko szpitala, zanim odłożę na swoje, minie lat. A Julia, ona wszystko ma. Widziałem, czym jeździ.
I co?
A to, że facet powinien coś swojej dziewczynie zaoferować, rozumiesz?
A miłość to co, niewystarczająca?
Czasem to za mało…
Sławka nie słuchała dalej. Szarpnęła go za fartuch, wydukała coś do ucha, aż Artur parsknął śmiechem.
Ty gagatku! No to masz! Idź już!
Chwyciła matkę za rękę:
Idziemy!
Dokąd?!
Do Julki!
Pracuje przecież!
To dobrze, ucieszy się!
Kasia nie miała wyjścia, zamówiła taksówkę.
Także z Julią odbyła dziecięcą rozmowę. Efekt był natychmiastowy.
Wieczorem, zamykając salon, Julia podjęła decyzję jak Sławka widzi to, czego ona zawsze się bała, to życie trzeba łapać.
Nie od razu zauważyła Artura. Wysoki, znajomy cień wyszedł jej naprzeciw i najpiękniejsze słowa zabrzmiały prosto:
Hej!
A kilka miesięcy później ławeczka pod blokiem znów się rozszemrała.
Nowego chłopa sobie znalazła! Kto to?! Przywiózł rzeczy, a nikt go nie zna! Jeszcze ją oszuka!
Wygląda porządnie!
Co tam wiesz! Twoi też wyglądali, a co odwalają Słyszałam!
Trzeba zadzwonić do jej ojca! Niech się zainteresuje.
Jest przecież tutaj!
No coś ty! Kiedy?
Ostatnio widziałam. Coś się święci, mówię wam!
Ciekawe co?
Zobaczycie!
Zobaczyli.
Julię w białej, oszałamiającej sukni, pozwalającej zauważyć wszystkim tatuaż na plecach. Artura, który prowadził narzeczoną, a rozbawiona Sławka była bardzo dumna, że „sprzedała” mu Julię.
Kasię, szlochającą ze szczęścia i nie dającą się uciszyć.
Dajcie mi się wypłakać! To łzy radości, dobrze?
Także dziwnych gości, którzy ogrzewali Julię uściskami, jakby była ich rodziną.
Nikt nie wiedział, kim oni byli.
Nikt nie pojął, czemu Julia, zaraz przed wejściem do auta, podwinęła wysoko suknię, zrzuciła szpilki i ogłosiła, że potrzebuje trampek, bo w butach dla panien młodych nie da się prowadzić auta.
Czemu Artur niósł swoją narzeczoną do samochodu i zawiązywał jej sznurówki w trampkach przywiezionych przez zapobiegliwą Kasię z bagażnika.
U nich wszystko nie po ludzku… zawyrokowała ławeczka, patrząc za odjeżdżającym autem.
Taka już fifka!
Ano, fifka i już!




