Zostałam gosposią Gdy Alwina postanowiła wyjść za mąż, jej syn i synowa byli w szoku z powodu tej wi…

Została gosposią

Kiedy Jadwiga oznajmiła, że wychodzi za mąż, jej syn Marek i synowa Bogumiła byli w szoku. Nie wiedzieli, jak właściwie zareagować na taką wiadomość.

Mamo, jesteś pewna, że chcesz przewrócić swoje życie do góry nogami w tym wieku? zapytała Bogumiła, spoglądając niepewnie na Marka.

Mamo, po co ci takie impulsywne decyzje? Marek nerwowo przestępował z nogi na nogę. Przecież ty od lat jesteś sama, całe życie poświęciłaś mojemu wychowaniu… Teraz ślub? Przecież to nie ma sensu.

Macie młode myślenie, dlatego tak to postrzegacie odpowiedziała spokojnie Jadwiga. Mam sześćdziesiąt trzy lata. Nikt nie wie ile mi jeszcze zostało, ale mam pełne prawo spędzić resztę życia z kimś, kogo kocham.

Ale nie rób tego pochopnie próbował przekonywać matkę Marek. Z tym Wiktorem znasz się raptem dwa miesiące, a już myślisz o zmianie wszystkiego.

W naszym wieku człowiek nie powinien tracić czasu na zastanawianie się odparła Jadwiga. Co tu jeszcze wiedzieć: jest starszy ode mnie o dwa lata, mieszka z córką i jej rodziną w trzypokojowym mieszkaniu, dostaje dobrą emeryturę, ma działkę.

A gdzie zamierzacie mieszkać? Marek nie mógł tego zrozumieć. Przecież tu jest ciasno, dla jeszcze jednej osoby zabraknie miejsca.

Nie martwcie się o metraż, Wiktor nie zamierza u nas mieszkać uspokajała ich Jadwiga. Przeprowadzę się do niego, mieszkanie mają spore, z córką złapałam kontakt, wszyscy są dorośli, więc nie powinno być żadnych konfliktów.

Marek był pełen obaw, Bogumiła starała się go przekonać, by przyjął decyzję matki ze zrozumieniem.

Może po prostu jesteśmy samolubni? rozmyślała Bogumiła. Wygodnie nam, gdy twoja mama pomaga nam, zajmuje się Helenką. Ale ona ma prawo ułożyć sobie życie. Skoro ma taką możliwość, nie powinniśmy stawać jej na drodze.

Ja rozumiem wspólne życie, ale po co od razu ślub? nie mógł tego pojąć Marek. Nie wyobrażam sobie jej w białej sukni i wesela z zabawami.

Są z innego pokolenia, może tak czują się bezpieczniej i pewniej starała się znaleźć racjonalne wytłumaczenie Bogumiła.

Ostatecznie Jadwiga wyszła za Wiktora, mężczyznę poznanego przypadkiem w parku, i wkrótce zamieszkała z jego rodziną. Początkowo wszystko było dobrze domownicy ją zaakceptowali, mąż traktował ją życzliwie, Jadwiga wierzyła, że na jesieni życia w końcu spotkało ją szczęście, którego tak długo jej brakowało. Jednak dosyć szybko okazało się, jak wygląda wspólne życie w nowej rodzinie.

Mogłaby pani zrobić na obiad pieczone ziemniaki? zapytała Iwona, córka Wiktora. Sama bym przygotowała, ale w pracy mam urwanie głowy, zupełnie nie mam czasu, a pani przecież dużo wolnych godzin.

Jadwiga zrozumiała aluzję i wzięła na siebie gotowanie, które z czasem rozrosło się również o zakupy, sprzątanie, pranie, a nawet wyjazdy na działkę.

Skoro się pobraliśmy, działka jest nasza wspólna stwierdził Wiktor. Iwona z mężem nie mają czasu tam jeździć, wnuczka mała, więc wszystko robimy razem.

Jadwiga nie protestowała, podobało jej się bycie częścią dużej, wspierającej się rodziny. Z pierwszym mężem nigdy tak nie było był leniwy, cwaniakował, a potem uciekł, gdy Marek skończył dziesięć lat. Od tamtej pory minęło dwadzieścia lat, a o jego losie nic nie wiadomo. Teraz wszystko wydawało się mieć sens, więc obowiązki nie ciążyły jej, a zmęczenie nie drażniło.

Mamo, jakie z ciebie pomoc na działce? Po takiej jeździe pewnie ci ciśnienie skacze, po co ci to? próbował ją przekonać Marek.

Oczywiście, że po to, bo sprawia mi to przyjemność odpowiadała emerytka. Z Wiktorem wyhodujemy tyle warzyw, podzielimy się z wami wszystkim.

Marek jednak miał swoje obawy przez kilka miesięcy nikt ich nie zaprosił do siebie, nawet na krótkie spotkanie. Sami zapraszali Wiktora, obiecywał przyjść, ale ciągle nie miał czasu, był zmęczony, nie mógł. Zrezygnowali z prób, pogodzili się z tym, że nowi członkowie rodziny chyba nie chcą utrzymywać kontaktu. Jedynym ich życzeniem było, by Jadwiga była szczęśliwa.

Przez jakiś czas tak właśnie było Jadwiga cieszyła się obowiązkami. Ale tych zaczęło przybywać coraz więcej, zaczęło ją to męczyć. Wiktor na działce od razu łapał się za plecy albo narzekał na serce, więc Jadwiga przenosiła gałęzie, grabiła liście, wynosiła śmieci do dołu.

Znowu barszcz? krzywił się Antoni, zięć Iwony. Wczoraj był, liczyłem na coś innego.

Nie zdążyłam zrobić nic innego, nawet na zakupy nie poszłam tłumaczyła Jadwiga. Cały dzień prałam i zawieszałam zasłony, zmęczyłam się, głowa zaczęła się kręcić, musiałam się położyć.

Rozumiem, ale nie przepadam za barszczem odsunął talerz Antoni.

Jutro nasza Jadziunia urządzi prawdziwą ucztę od razu wtrącił Wiktor.

Rzeczywiście kolejnego dnia Jadwiga spędziła cały dzień w kuchni, a wieczorem wszystko zostało zjedzone w pół godziny. Później sprzątała, zmywała i tak w kółko. Niezadowolenie Iwony i Antoniego pojawiało się za każdym razem, a Wiktor stawał ich stronie, robiąc z niej winną.

Ja też nie jestem już młoda, męczę się, nie rozumiem, dlaczego mam wszystko robić sama? w końcu nie wytrzymała.

Jesteś moją żoną, obowiązek dbania o dom należy do ciebie przypominał jej Wiktor.

Jako żona powinnam mieć nie tylko obowiązki, ale też prawa zapłakała Jadwiga.

Potem się uspokajała, znowu zabiegała o wszystkich, starała się utrzymać dobrą atmosferę. Ale pewnego dnia wybuchła i wszystko się załamało. Tego dnia Iwona z mężem wybierali się do znajomych, a swoją córeczkę chcieli zostawić Jadwidze.

Może wnuczka zostanie z dziadkiem albo pójdzie z wami, bo ja dziś idę do wnuczki na jej urodziny powiedziała Jadwiga stanowczo.

Dlaczego wszyscy mają się do pani dostosowywać? wybuchła Iwona.

Nie muszą się dostosowywać, ale ja wam też nic nie muszę przypomniała Jadwiga. Uprzedzałam was we wtorek, że moja wnuczka ma dziś urodziny. Nikt nie zwrócił na to uwagi, a teraz chcecie mnie tu przywiązać.

Tak nie można, naprawdę Wiktor aż poczerwieniał ze złości. Iwona miała plany, a twoja wnuczka jest jeszcze mała, nic jej nie będzie, jeśli odwiedzisz ją jutro.

Nic się nie stanie, jeśli pójdziemy wszyscy do moich dzieci, albo zostaniesz z wnuczką, czekając na mój powrót Jadwiga nie dawała się zbić z tropu.

Wiedziałam, że z twojego ożenku nic dobrego nie będzie rzuciła jadowicie Iwona. Gotuje przeciętnie, sprząta byle jak, myśli tylko o sobie.

Po tym wszystkim, co tutaj przez te miesiące zrobiłam, też tak sądzisz? zapytała Jadwiga Wiktora. Powiedz szczerze: szukałeś żony czy gosposi dla spełniania kaprysów wszystkich domowników?

Teraz już przesadzasz, a mnie robisz winnym, nie zaczynaj awantury bez powodu Wiktor zaczął nerwowo mrugać.

Zadałam proste pytanie, mam prawo do odpowiedzi nie ustępowała Jadwiga.

Skoro tak mówisz, rób jak uważasz, ale w moim domu taki stosunek do obowiązków jest nie do przyjęcia dumnie wypowiedział Wiktor.

W takim razie rzucam tę posadę powiedziała Jadwiga i poszła zbierać swoje rzeczy.

Przyjmiecie z powrotem nieudolną babcię? taszczyła torbę i prezent dla wnuczki. Poszłam za mąż, wracam, nie chcę już nic mówić, po prostu powiedzcie: przyjmiecie mnie czy nie?

Oczywiście, mamo pobiegli do niej Marek i Bogumiła. Twój pokój czeka, cieszymy się, że wracasz.

Naprawdę się cieszycie? chciała usłyszeć upragnione słowa.

A dlaczego inaczej cieszyć się z powrotu bliskiej osoby? dziwiła się Bogumiła.

I wtedy Jadwiga poczuła, że nie jest służącą. Pomagała w domu, zajmowała się wnuczką, ale Marek i Bogumiła nigdy jej nie wykorzystywali. Tu była mamą, babcią, teściową członkiem rodziny, nie gosposią. Jadwiga wyprowadziła się na dobre, sama wniosła o rozwód i starała się nie wspominać już minionych zdarzeń.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zostałam gosposią Gdy Alwina postanowiła wyjść za mąż, jej syn i synowa byli w szoku z powodu tej wi…