Druga teściowa
Kobieta w fartuchu sprzątaczki niepewnie zajrzała do gabinetu właściciela kliniki chirurgii estetycznej Aurora. Miała na imię Jadwiga i starała się mówić jak najciszej, by nie denerwować przełożonych.
Słyszałam, że jest etat dla młodszego masażysty wymamrotała.
Tomasz Gromski podniósł wzrok i spojrzał na nią surowo. Był wyraźnie podenerwowany: właśnie dowiedział się, że ważne rozmowy z inwestorami się nie powiodły, a od napięcia prawie pękała mu głowa.
I co? Pani ze ścierką nagle chce naszych klientów masować?
Nie, ale skończyłam kursy online. Nawet napisałam CV odpowiedziała cicho Jadwiga, wręczając mu wymięty arkusz wyjęty z kieszeni.
W tym momencie do gabinetu wszedł zastępca Gromskiego Leon Sadowski. Tomasz, pocierając skronie, podniósł głos:
Leon, czemu tu sprzątaczki wałęsają się gdzie chcą? Wyrzuć ją stąd natychmiast. Pomyślała, że jest geniuszem masażu! Wyprowadź i pogadaj z resztą, niech więcej nie zawracają głowy takimi głupotami!
Nie czekając na odpowiedź, wydarł jej papier, porwał na kawałki i rzucił pod nogi.
Jadwiga, gryząc wargę, przykucnęła, zbierając strzępki. Łzy zasłaniały jej oczy. Leon bezwzględnie chwycił ją za ramię, wyciągnął na korytarz, przeciągnął przed klientami i personelem, po czym wcisnął do komórki z mopami.
Tam, siadając na starej skrzyni z piaskiem przeciwpożarowym, która stała chyba od czasów Gierka, Jadwiga rozkleiła się i zalała łzami.
W Aurorze pracowała od niedawna. O myciu podłóg nie marzyła, ale tutaj płacili znacznie więcej niż gdzie indziej. Poza tym Tomasz Gromski uchodził za szanowaną postać; powtarzano, że do wszystkiego doszedł sam, zbudował klinikę własnymi rękami.
To akurat była prawda. Gromski wychowywał się w domu dziecka. Matki nie znał, ojca też nie całe dorosłe życie szukał jakichkolwiek śladów rodziców, bez powodzenia. Za to najpierw został chirurgiem, potem mistrzem medycyny estetycznej. Do niego jeździły nawet aktorki i znane elegantki z Warszawy za grube pieniądze. Każdego roku podnosił ceny i niczego sobie nie żałował.
To dla tego Jadwiga zaryzykowała: dowiedziała się o wakacie i uznała, że musi chociaż spróbować.
Marzyła o pracy masażystki. Czytała podręczniki, ukończyła na własną rękę materiał ze szkoły medycznej, jak umiała. Brak oficjalnego dyplomu blokował jej drogę zawodową odkładała po trochu na prawdziwe kursy, ale mąż odszedł, zabrał oszczędności i zostawił ją z małą córką bez złotówki.
Później okazało się, że Grześ był karany za drobne przekręty, oszust i kłamca, dorobił sobie piękną legendę. Rozwód ciągnął się wieczność mąż nie stawiał się w sądzie. Dla Basi Jadwiga wytrzymywała wszystko, wtedy zaczęła się jej tułaczka.
Z dzieckiem nikt nie chciał jej zatrudnić. Mieszkali we troje w mikroskopijnym M2: Jadwiga, córka i mama Aniela. Wiązały koniec z końcem, nieraz przeżywały z maminej emerytury. Aniela, niepoprawna optymistka, była przed laty gimnastyczką wola twarda i upór jak skała. Wzięła opiekę nad wnuczką na siebie, dzięki czemu Jadwiga mogła w ogóle zacząć pracować.
Później, chcąc zbliżyć się do marzenia, Jadwiga zdała tanie kursy masażu. To zaświadczenie właśnie porwał przed chwilą Gromski.
Starła łzy, podniosła się i poszła dokończyć mycie. Personel dziwnie na nią zerkał. W domu za to mama przywitała ją dobrymi nowinami: Basia zdobyła w przedszkolu główną nagrodę w konkursie plastycznym. Dziewczynka miała talent, dlatego Jadwiga starała się kupować jej najlepsze farby i papier. Basia chodziła do zerówki przy szkole plastycznej, co dla Jadwigi było powodem do radości.
Wiadro stawało się coraz cięższe. Gdy Jadwiga niosła je wylewać, niosący zawsze pomoc woźny, pan Stefan, przejął jej ciężar. Był jedynym z personelu, kto nie wywyższał się nad nią. Mężczyzna, starszy, patrzył na Tomasza z politowaniem, jakby z uśmiechem wspominając, że sam niegdyś był podobnym parweniuszem.
Pan Stefan nie robił jej krzywdy przynosił domowe drożdżówki, pocieszał, podnosił na duchu. To właśnie dzięki niemu Jadwiga uwierzyła w siebie na tyle, by wręczyć swoje śmieszne CV właścicielowi kliniki.
Na widok woźnego znów się rozpłakała.
Nie płacz, dziewczyno. Jeszcze wszystko się zmieni powiedział spokojnie pan Stefan.
Lepiej było nie zabierać się do tego wychlipała, tylko sobie zaszkodziłam.
Gromski dziś nerwowy. Może spróbujesz innym razem zasugerował ostrożnie.
Zabronili mi już się do niego zbliżać odparła ponuro Jadwiga. Nawet nie wiem, po co próbowałam. Wydawało mi się, że skoro on awansował z takiego nizin, i ja zdobędę szansę Ale duma z dyplomu przesłoniła mu człowieczeństwo.
Woźny tylko wzruszył ramionami. Jadwiga odstawiła sprzęt i poszła do domu, rozmyślając, że znów będzie bieda z pieniędzmi. Basia prosiła o drogą zabawkę, ale gdzie ją zdobyć?
W domu coś było nie tak jak zwykle. Aniela siedziała w pokoju, ukrywając łzy. Jadwidze ścisnęło się serce. Matka zawsze uchodziła za niezłomną. Skoro płacze znaczy się, wydarzyło się coś naprawdę poważnego.
Mamusiu, co się dzieje? spytała z niepokojem.
Nic, wszystko w porządku próbowała zbyć ją Aniela.
Mamo, powiedz prawdę nalegała.
Matka się rozpłakała.
Byłam u lekarza, na okresowych badaniach od naszego teatru dziecięcego. Przebadali cały zespół, nawet garderobę. Znaleźli chorobę. Potrzebna operacja. Inaczej rok, może półtora. Kolejka wielka, prywatnie nie damy rady. Badania muszą być w Warszawie, u nas sprzętu nie ma. Dojazd, analizy, wszystko drogie No cóż, widać moje dni policzone.
Mamo, nie gadaj tak! Jadwiga aż zerwała się na nogi. Coś wymyślimy.
Za twoją pensję sprzątaczki i moją emeryturę? ironicznie zapytała mama. Jasne, córeczko Ale z pustego i Salomon nie naleje.
Całą noc Jadwiga nie spała, analizując warianty. Rano postanowiła: nie ma wyjścia, trzeba jeszcze raz spróbować pogadać z Gromskim.
Nikt nie wpuścił jej już do kliniki. Usłyszała tylko, że została zwolniona z powodu cięć. Wypłacili jej trzy odprawy w najniższej krajowej i odesłali do domu.
Pan Stefan, żegnając się, kazał Jadwidze zapisać swój numer. Wklepywała go mechanicznie, mając w głowie tylko jedno pytanie co robić dalej? Ociągnie miesiąc, a potem?
Jadwiga się nie poddawała. Mamie o zwolnieniu wspomniała mimochodem, jakby sama się zdecydowała odejść. Potem zaczęła szukać ogłoszeń o pracę. Bez kwalifikacji wszędzie dawali grosze. I wtedy wypatrzyła ofertę: poszukiwana opiekunka. Nie wymagali wykształcenia medycznego, trzeba było pomagać w domu, gotować, sprzątać.
Westchnęła to z pewnością nie była praca bardziej upokarzająca niż rola sprzątaczki w klinice. Zostawiła zgłoszenie. Oddzwoniono po godzinie. Zlecenie z kadrowej agencji, klientka samotna, zamożna starsza pani.
Prosili o przyjazd z książeczką zdrowia i dokumentami. Wkrótce Jadwiga siedziała naprzeciw Tamary, szefowej kadr.
Powiem szczerze rzekła Tamara oschle klientka jest trudna. Będzie pani dziesiątą opiekunką. Nikt nie wytrzymuje.
Jadwiga spięła się, ale milczała.
Nazwisko pewnie pani zna. Emilia Morsztyn. Pseudonim, prawdziwego nie używa. Dawna prymadonna opery. Osobowość kapryśna, lecz majątek niemały. Opowiadają, że spadki zostawili jej liczni wielbiciele.
Mnie to szczerze mówiąc wszystko jedno powiedziała cicho Jadwiga. Sytuacja nie pozwala wybierać.
Jeśli ma pani dziecko, proszę pamiętać Morsztyn nie znosi dzieci. Zwierząt też. W domu porusza się z chodzikiem, ale przy opiekunce preferuje wózek. Próba trwa trzy miesiące jeśli przetrwa pani, rok kontraktu i dwa razy większa pensja.
Jadwiga potaknęła milcząco. Już bazowa stawka była dwa razy wyższa niż wcześniej. To szansa na wydobycie matki z kłopotów i nie miała zamiaru jej zmarnować.
Na stanowisko miała przyjść od następnego ranka. Praca od siódmej.
Wieczorem poczytała w internecie co nieco o Emilii Morsztyn. Znalazła stare ogłoszenia sprzed dekady. Na zdjęciach pulchna dama o czarnych włosach i orlim spojrzeniu. Rzeczywistość zaskoczyła ją zupełnie.
Drzwi otworzył ochroniarz. Okazało się, że Morsztyn mieszka w pałacyku w samym centrum Krakowa. Jadwiga znała takie miejsca tylko z opowiadań i teraz rozglądała się onieśmielona po bogatym wnętrzu.
Łazisz, wypatrujesz co ukraść? rozległ się skrzekliwy głos.
Na środek holu wyjechał luksusowy elektryczny wózek. Siedziała w nim kompletnie siwa, chuda kobietka; wyglądała jak pisklę, które właśnie wypadło z gniazda drobna, o przenikliwych oczach.
Dzień dobry, pani Emilio wymamrotała Jadwiga.
Głośniej, nie mamrocz! fuknęła Morsztyn. Ręce na widoku, nie w kieszeniach. A ochraniacze na buty? Mam tu podłogę z włoskiego dębu! Tam w kubełku masz jednorazowe, zakładaj i chodź, już pora śniadania.
Jadwiga naprędce założyła miękkie, nietkane ochraniacze bardziej przypominały czepki chirurgiczne niż zwyczajne niebieskie foliaki i podążyła za gospodynią.
Uczesz mi włosy. Ale delikatnie rozkazala Morsztyn Tylko nie tym, matko jedyna Zupełnie głupia. Najpierw zdejmij siateczkę, potem perukę i ją rozczesz.
Przepraszam, nie do końca zrozumiałam polecenie zawstydziła się Jadwiga.
Znowu nieudacznik! Ile was fabryka głupich kobiet produkuje?! Herbatę! wrzasnęła. Już!
Jadwiga poszła do kuchni.
Nie tup! wrzeszczała za nią Morsztyn. Ziemia się pod tobą trzęsie!
Szklankę herbaty Morsztyn oglądała pod światło, jakby badała na obecność trucizny. Nagle skrzywiła się i wylała gorącą herbatę na twarz Jadwigi.
Sama sobie winna, popchnęłaś mnie pod łokieć.
Jadwiga odetchnęła głęboko.
Rozumiem. Gdzie się mogę umyć?
Służbowa łazienka na parterze, przy drzwiach rzuciła Morsztyn, mrużąc oczy. Ani słowa dla mnie?
A po co? odpowiedziała spokojnie Jadwiga. Jestem ciekawa, jakie jeszcze niespodzianki pani wymyśli.
Ha. Idź już burknęła Morsztyn. Tam są ręczniki. Proszę wrócić ubraną w moją piżamę, swoją wrzucić do prania.
Jadwiga posłusznie wykonała wszystkie polecenia i wróciła. Do wieczora Morsztyn uprzykrzała jej życie: czepiała się, dogryzała, urządzała pułapki. Jadwiga szybko pojęła, że to test więc wytrzymała, czekała, aż gospodyni się znudzi.
Rzeczywiście, wieczorem ton zgorzkniałej damy zelżał. Przed snem Jadwiga zrobiła jej delikatny masaż. Poczekała, aż gospodyni zaśnie, przestawiła perukę na stojak i pożegnała się z zaskoczonym ochroniarzem.
Rano przywitał ją portier na zmianie.
Co ty zrobiłaś wczoraj naszej? Spała do rana jak niemowlę zagadnął wesoło. Zosia, pokojówka, mówiła.
Nic specjalnego wzruszyła ramionami Jadwiga. Chyba była zmęczona.
Tamtego ranka Morsztyn była rozbawiona i od razu stwierdziła, że Jadwiga ubiera się jak nie wiadomo kto i nigdy nie znajdzie męża, bo się nie maluje. Jadwiga spokojnie przygotowywała kąpiel gospodyni. Z peruką już szło szybciej.
Potem Morsztyn zażądała wizyty manikiurzystki i kazała przebrać się w jedwabny szlafrok w japońskie motywy, a także odwieźć do pokoju zwanego buduar.
Dość szybko okazało się, dla kogo te wszystkie ceregiele.
Po południu po manikiurze pojawił się dystyngowany, siwy pan szczupły, z postawą tancerza. Gospodyni przedstawiła go jako starego przyjaciela Oskara i kazała podać kawę.
Jadwiga przygotowywała napój w wypasionej kawiarce, drżąc ze strachu, że coś zepsuje, ale udało się. Przy gościach Morsztyn zachowywała się przyzwoicie.
Pod wieczór niespodziewanie spytała:
Co ty mi wczoraj przed snem zrobiłaś?
Masaż odparła cicho Jadwiga.
Ty co, specjalistka? zapytała podejrzliwie.
Nie. Sama uczyłam się z podręczników.
No to ok, rób dalej łaskawie pozwoliła gospodyni.
Więc i ten wieczór Jadwiga zakończyła masażem. Po zaśnięciu starszej pani wróciła do domu.
Trzy miesiące okresu próbnego minęły jak z bicza strzelił. Jadwiga miała tylko jeden dzień wolny tygodniowo, prawie nie widziała córki, ale mogła pozwolić matce już nie pracować Aniela szybko się męczyła, a w teatrze trzeba było ciągle dźwigać stroje.
Ich stosunki z gospodynią powoli się ocieplały. Morsztyn uważnie obserwowała Jadwigę, badała jej charakter i wytrwałość. Któregoś ranka niespodziewanie spytała:
A twoi bliscy? Jak znoszą taki grafik?
Mam tylko mamę i córkę odparła Jadwiga. Nie mam wyboru.
Ile lat ma dziecko? Ma jakieś zdolności?
Niecałe sześć. Pięknie rysuje wymamrotała Jadwiga, pamiętając ostrzeżenie Tamary.
Przyprowadź ją kiedyś. Poznamy się stwierdziła Morsztyn.
I tak Basia zaczęła bywać z mamą w pracy. Siedziała cicho z kredkami w kącie. Kiedyś narysowała tak podobny portret Morsztyn, że gospodyni kazała go oprawić i powiesić na ścianie.
Z czasem się zbliżyły. Jadwiga przestała się bać straty pracy.
Morsztyn cierpiała na zaawansowane zwyrodnienia stawów, na które operacje nie pomagały. Gdy ból nie dawał żyć, Jadwiga długo masowała jej ręce i nogi czasem przynosiło to ulgę. Pewnego razu gospodyni poprosiła, by córka Jadwigi została z nimi na noc, i dała im gościnny pokój.
Zasypiając przy oddechu Basi, Jadwiga pomyślała, że mogłaby tu mieszkać. Kochała już tę starą kamienicę, gdzie nawet powietrze było inne, jakby przesiąknięte duchem minionych czasów.
Następnego dnia Morsztyn poczuła się lepiej. Zjadła śniadanie z Basią, a Jadwigę wysłała do porządkowania gabinetu mówiła, że służbie by takiej odpowiedzialności nie powierzyła.
Wycierając kurz z bibelotów, Jadwiga natknęła się na stary album. Po skończonej pracy przyniosła go gospodyni.
Pani Emilio, możemy obejrzeć?
Ach, to były czasy i sława była uśmiechnęła się Morsztyn. Dawno nie zaglądałam, pokaż.
Usiadły we trzy przy okrągłym stoliku. Najpierw leciały fotografie dzieciństwa Emilii. Nagle Basia zapiszczała:
Ojej! Babcia! Mamy takie zdjęcie w domu!
Jadwiga aż zaniemówiła. Na stronie była rzeczywiście młoda Aniela.
Skąd pani ma to zdjęcie? wyszeptała Jadwiga.
Morsztyn długo jej się przyglądała.
Chwila, ty jesteś córką Ani?! wreszcie padło. No patrz, stara głupia baba, cały czas myślałam, do kogo ty jesteś podobna! Teraz wszystko jasne.
Ale skąd zdjęcie mojej mamy tu? Znały panie się?
Oczywiście, parsknęła Morsztyn. Przyjaciółki z młodości. Ja i Anka, nierozłączne. Ona na trening zbiegała, ja z Konserwatorium. Razem na zabawy. Z jednego osiedla. Nawet gimnastykę razem zaczynałyśmy, choć miała lepsze warunki. Ja nie chciałam być drugim koniem w zaprzęgu.
Dlaczego już się nie przyjaźnicie? spytała naiwnie Basia.
Dorosłyśmy, westchnęła gospodyni. Twoja babcia miała wtedy młodego trenera, pięknego Igora. O niego się pokłóciłyśmy. Igor został ze mną, a babcia przez niespełnioną miłość straciła miejsce w kadrze.
Nie wiedziałam szepnęła Jadwiga. Ale pani miała wtedy inne nazwisko.
Pewnie skrzywiła się Morsztyn. Nazywałam się Sadkowska. Śmiesznie, co? Igor miał nazwisko Morsztyn, został moim pierwszym mężem. Po trzech miesiącach rozwód, ale nazwisko zostawiłam z sentymentu.
Od tego dnia Jadwiga marzyła, by zorganizować spotkanie dawnych przyjaciółek. Sposobność się nadarzyła.
Morsztyn znów kazała zostać na noc, a Basia miała rano wycieczkę z przedszkola. Poprosiła więc Anielę, by odebrała wnuczkę.
Aniela weszła do rezydencji w swoim wysłużonym płaszczu. Morsztyn już kładła się spać, ale podjechała do holu, gdzie Jadwiga zbierała Basi rysunki.
Kto tam? Nikogo się nie spodziewam spytała szorstko Morsztyn.
Witaj, Emilio lodowato powiedziała Aniela. Nie powiem, że cieszę się na widok.
I wzajemnie prychnęła Morsztyn. Widzę, że życie cię poturbowało.
Nie bardziej niż innych odparła matka Jadwigi. Chociaż mam córkę i wnuczkę. A ciebie obcych karmicielka karmi. Pomogły te wszystkie zamążpójścia?
Ciebie nawet jedno nie spotkało, sarknęła Morsztyn. A wiem, że twojego nazwiska nigdy nie zmieniłaś.
Aniela nagle się uśmiechnęła.
Ach Emilk, ty nic nie rozumiesz. Zawsze śledziłam twoje sukcesy, nawet byłam dumna, że dziewczyna z naszej klitki została prymą. Nigdy ci nie zaszkodziłam. Pamiętasz ten telefon pięć lat temu?
Morsztyn zbledła.
Kiedy ostrzegłam cię przed domokrążcą-artystą z teatru, ciągnęła Aniela. Już chciałaś na niego zapisać mieszkanie. Usłyszałam, jak przechwala się, że zamknie cię w domu starców i zamieszka tu z młodą. Zadzwoniłam, zmieniłam głos. To wszystko.
To ty wtedy mnie ostrzegłaś? wyszeptała Morsztyn.
Nie umiem cię nienawidzić westchnęła Aniela. Zawsze żal mi cię było. Jednak nie wytrzymałam tego razu.
Morsztyn opuściła wzrok.
Uratowałaś mnie powiedziała cicho. Postradałam przez niego głowę, pieścił serenady. Po twoim telefonie wynajęłam detektywa.
Dobrze zrobiłaś pokiwała Aniela głową. No dobrze, uciekamy. Basia ziewa.
A jak teraz żyjesz? pytała cicho Morsztyn.
W mrówkowcu, po rozbiorze komuny odpowiedziała Aniela. Nie jak u ciebie, ale wystarczy.
Wszystko postanowione rzekła nagle Morsztyn. Jutro się przeprowadzacie do mnie. Pomieszczeń za dużo. Dla Basi gotuję już porządny pokój. Nie kłóć się. Musimy pogadać. Kto wie, ile życia nam zostało. Swój czas już znam.
Aniela osiadła na ławce.
Osiem miesięcy, około.
O czym ty mówisz? Nowotwór? przestraszyła się Morsztyn.
Nie. Serce. I tak na operację mnie nie stać machnęła ręką Aniela. Na zdrowie nie zarobisz, a teraz już nie uzbierasz.
Jutro się przeprowadzacie. I koniec. Jestem ci dłużna.
Wieczór Jadwiga spędziła z Morsztyn, która nagle zrobiła się rozczulona wypytywała o chorobę Anieli, wspominała młodość, żałowała upływu lat. Gest dawnej przyjaciółki w końcu skruszył lód jej serca.
Tydzień później pałacyk zmienił się nie do poznania. Kurierzy dźwigali próbki tapet i katalogi. Morsztyn podeszła do przeprowadzki z rozmachem.
Po wieczorach z Anielą przy herbacie opowiadały sobie anegdoty z życia. Gdy prace się skończyły, Morsztyn podczas kolacji nagle oznajmiła:
Aniu, pokazałam twoje dokumenty lekarzowi. Operacja będzie za dwa tygodnie. Chirurg to młody, bardzo zdolny facet, syn profesora. Spróbuj mu nie zalecać się za bardzo.
Co? Dostałaś miejsce? Po co?
Jakie miejsce, uśmiechnęła się Morsztyn. Wszystko płacę sama. Odmówić już nie możesz. Więc się kładź i zdrowiej. Basi potrzeba babci, skoro druga taka niedomaga.
Ale nakład… zapłakała Aniela.
A na co mi te pieniądze? Do grobu nie wezmę. Decyzja podjęta. Ty do szpitala, Jadwiga czuwa, ja pilnuję Basi. Po twoim masażu naprawdę czuję się lepiej.
Dwa tygodnie później Aniela leżała w jednoosobowej sali najlepszej kliniki w Krakowie. Operował ją dr Wiktor Nowacki młody, świetnie zapowiadający się kardiochirurg, syn profesorskiej rodziny, która została w Warszawie, ale sam wybrał swoją drogę. Był serdeczny i uprzejmy. Gdy obserwował opiekę Jadwigi nad matką, pewnego dnia szepnął:
Rzadko widuję takie ciepło w rodzinie. Mamie się poszczęściło. Mężowi by się też poszczęściło. I dzieciom.
Mam tylko córkę zawstydziła się Jadwiga ale najlepszą na świecie.
Może uśmiechnął się lekarz. Ja nie miałem szczęścia. Ślub naiwny, żona liczyła na pieniądze od profesorów. Przyjechaliśmy do Krakowa do wynajmu. Szybko się rozjechało.
Wierzę, że jeszcze spotka pan swoją kobietę powiedziała cicho Jadwiga.
Może już spotkałem wyszeptał Wiktor, odwracając się do okna.
Coraz częściej łapała się, że patrzy na doktora jakoś inaczej. Nie był piękny ani efektowny jak Grześ, ale miał w sobie to coś: spokój, siłę, dobroć.
Aniela po tygodniu wróciła do sił. Morsztyn próbowała sobie radzić sama, czasem opiekowała się Basią. Dziewczynka zaczęła mówić do niej babciu, jak do kogoś najbliższego.
Seniorka ukrywała swoje pogarszające się zdrowie, ale wieczorami podczas masażu Jadwiga widziała, jak jej mięśnie twardnieją od bólu. Życie na wózku stawało się coraz trudniejsze.
Jednego razu przed snem Morsztyn odezwała się:
Pora skończyć twoją pracę u mnie.
Chce pani inną opiekunkę? przeraziła się Jadwiga.
Oj, głuptasie. Po co mi opiekunka, jeśli dom pełen ludzi? zaśmiała się Morsztyn. Chcę, żebyś skończyła porządny kurs masażu. Z dyplomem. Dasz sobie radę?
Jasne, przytaknęła Jadwiga ale to tyle kosztuje
Jestem twoją matką chrzestną, uśmiechnęła się Morsztyn. A swoją masażystkę zawsze chciałam mieć w domu. Opłacę ci szkołę na masażystkę-rehabilitantkę. I wszelkie kursy dodatkowe. Nie zawiedź mnie.
Jadwiga się zgodziła. Morsztyn praktycznie wzięła ich rodzinę pod skrzydła, ale Jadwiga nie zamierzała żerować na kimś innym. Wiedziała, że inwestycja się opłaci.
Kurs prowadził pan Szymon Aleksandrowicz stateczny mężczyzna, mistrz w zawodzie. Już na zajęciach dostrzegł w Jadwidze talent. Przy wręczaniu dyplomów nieoczekiwanie zapytał:
Zna pani spa Vanilla?
Pewnie. To marzenie pracować tam. Najlepsze w mieście, choć nowe.
Jestem właścicielem Vanilli uśmiechnął się Aleksandrowicz. Otworzyłem je niedawno. Chciałbym panią u siebie. Stawiam mocno na rehabilitację po urazach i operacjach. To niełatwa praca, potrzeba silnych rąk i delikatności. Ufam pani.
Jadwiga potwierdziła, z trudem hamując wzruszenie.
Od tego momentu uczyła się z jeszcze większym zapałem, a Szymon pokrył część dalszych kursów w formie stypendium. Wkrótce pracowała już w Vanilli. Grafik miała świetny: do południa w spa, popołudnia dla wracającej do sił mamy i Morsztyn, dowoziła Basię do szkoły plastycznej.
Po pół roku klienci zapisywali się specjalnie do niej.
Związek z Wiktorem rozkwitał powoli: z początku przyjaźń, potem coraz cieplejsza relacja. Wiktor przeniósł się do Krakowa ponad rok temu, chciał rozwinąć karierę w większym mieście, a teraz myślał o domu, nie tylko o szpitalu. W weekendy spacerowali całą trójką po bulwarach, chodzili do teatrzyku, do parków.
Aniela wróciła do pracy, ale Morsztyn najczęściej leżała w łóżku ból, leczenie bez skutku, masaż pomagał krótkotrwale.
Wiktor kierował do Jadwigi pacjentów na rehabilitację po zabiegach wielu miało zaniki mięśni, długo dochodzili do siebie. Jadwiga coraz więcej czytała o rehabilitacji kardiologicznej, rozmowy z Wiktorem pogłębiały ich relację.
Wiktor bywał w rezydencji Morsztyn, którą Jadwiga i Basia traktowały jak własny dom. I pewnego dnia usłyszał od seniorki:
Nawet nie waż się skrzywdzić moich dziewczyn.



