Nad Bałtykiem, podszedł do mnie tajemniczy mężczyzna i zauważyłam pieprzyk pod jego lewym uchem. Nagle w mojej głowie zabrzmiały słowa wujka: „Spotkasz swoją bratnią duszę na brzegu morza.”

Gdy żegnałam się z bratem na dworcu, mama była bardzo wzruszona, obawiając się, że to może być ostatni raz, kiedy się spotkają w tym świecie, zważywszy na jej wiek. Z pragnieniem zobaczenia brata i siostry po raz ostatni, wyruszyłam w podróż. Najpierw odwiedziłam wujka, a teraz mieliśmy jechać do miejsca, gdzie mieszkała ciocia. Wujek żartował o moim przyszłym weselu, które miało odbyć się za pół roku, a ja w odpowiedzi zaprosiłam go w żartobliwy sposób. Ostrzegł mnie, abym uważała, bo ma znamie od urodzenia Pogoda była wtedy piękna, tak nerealnie jasna jakby słońce malowało trawę na intensywną zieleń.

Na miejscu powitała nas serdecznie ciocia Weronika wraz ze swoim mężem. Następnego ranka, ja i moja młodsza kuzynka Jagoda postanowiłyśmy skorzystać z uroków Bałtyku. Po kąpieli wróciłyśmy do domu na obiad, lecz Jagoda była trochę zmęczona i chciała odpocząć, a jednocześnie miała inne plany. Przekonała mnie, żebyśmy jeszcze raz poszły nad morze, a potem do kina, gdzie filmy zdawały się być snem w śnie.

Gdy wychodziłyśmy z wody, podeszło do nas dwóch młodych chłopaków i zapytali jak dostać się na ulicę Słoneczną. Jagoda szybko im wytłumaczyła drogę, a drugi z chłopaków patrzył na mnie z dziwnym zainteresowaniem i spytał: Przepraszam, czy pani nazywa się Zuzanna?

Zaskoczona, uniosłam brwi, a on dodał pośpiesznie: Mieszka pani w Warszawie, a pani przyjaciółka to Małgorzata. To moja siostra. Widziałem panią na jej zdjęciach i chciałem się dowiedzieć więcej. Wtedy dostrzegłam na jego ramieniu nietypowe znamie, które jakby pulsowało światłem w sposób, który mógłby zdarzyć się tylko we śnie.

Postanowiliśmy wszyscy razem pójść do kina, a potem spacerować niespiesznie brzegiem morza, gdzie piasek miał barwę jakby rozlanej kawy z mlekiem. Żegnając się, chłopak wspomniał, że on i jego przyjaciel kończą właśnie podróż służbową i wracają jutro. Poprosił o pozwolenie na kontakt i o mój numer telefonu, na co się zgodziłam.

Dziesięć dni później spotkał się ze mną i mamą na lotnisku w Gdańsku, gdzie wszystko było tak nierealnie jasne i ludzie poruszali się jak cienie. A sześć miesięcy później, pobraliśmy się na naszym ślubie padały złote liście, a goście wpisywali życzenia na starych banknotach złotych, które wirowały jak sny.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nad Bałtykiem, podszedł do mnie tajemniczy mężczyzna i zauważyłam pieprzyk pod jego lewym uchem. Nagle w mojej głowie zabrzmiały słowa wujka: „Spotkasz swoją bratnią duszę na brzegu morza.”