Nie spodziewaliśmy się
Nasz tata, ten nasz z Martą, pojechał kiedyś do pracy gdzieś daleko i zaginął, kiedy ja byłem w piątej klasie, a siostra w pierwszej. Gdyby być dokładnym, to wtedy po prostu przepadł bez wieści. Wcześniej też znikał, ale na parę miesięcy, i zawsze wracał, kiedy miał ochotę, za każdym razem z pieniędzmi i prezentami. On z mamą nie byli po ślubie, taki wolny ptak był z niego. Wędrował nieustannie po całym kraju raz do Poznania, raz do Gdańska, potem znowu gdzieś indziej. Mama znosiła to wszystko, bo kochała go do granic.
Włodku, wracaj do nas, proszę cię prosiła.
Oj, daj spokój, nie rozczulaj się. Doczekaj się z niespodziankami rzucał lekko, cmokał ją i znikał. A kiedy go nie było, opiekował się nami wujek, brat taty wujek Tomek. Chyba mama mu się podobała, ale nigdy się do tego nie przyznał, nigdy nie robił wokół niej zamieszania. Po prostu zawsze mogliśmy na niego liczyć.
No i co tam, Taśka? pytał wujek Tomek, zaglądając do mieszkania. Jak tam młodziaki?
Jeee! Wujek Tomek przyszedł! wrzeszczałem i biegłem, żeby się przytulić.
Cześć, Darek krótko ściskał mnie w ramionach.
W sumie, fajniej by było, gdyby to Tomek był moim ojcem. W weekendy zabierał nas z Martą na spacery, a mama wtedy miała chwilę dla siebie czasem z nami szła, czasem zostawała w domu, rozmyślając o swoim trudnym, kobiecym losie.
Gdy trochę podrosłem, wujek Tomek przyniósł do domu drabinkę gimnastyczną i zamontował ją w korytarzu. Ojca nie było już prawie pół roku. Pomagałem mu przykręcać wszystko do ściany, a Marta stała z boku i patrzyła, jak sprawnie rozstawia drążek, linę i kółka.
Wujku Tomku, czemu się nie żenisz? Taki z ciebie złota rączka, każda by cię z takimi rękami złapała rzuciła Marta, jakby miała już dorosłą mądrość.
Większość tej mądrości czerpała z podsłuchanych rozmów mamy z koleżankami.
Nie znalazłem jeszcze tej właściwej, Martusiu. Jak trafię, to się ożenię.
A swoich dzieci to nie chciałbyś?
Marta rozłożyła ręce w śmiesznym geście.
Wujek Tomek odłożył śrubokręt, spojrzał poważnie:
Jak na razie, wy mi wystarczacie. A może chcesz się mnie pozbyć? uśmiechnął się półżartem.
Marta miała dziesięć lat, ale głupia nie była.
Ja? Przecież zawsze się cieszę, jak przychodzisz wytrzeszczyła oczy.
Wieczorem spytałem Martę:
Po co go tak pytasz? Jeszcze się obrazi i przestanie wpadać.
A tata prezenty przywozi westchnęła.
Ech, głupia jesteś. Myślisz, że te sprzęty co Tomek nam kupił, to tanie były? Wiesz, ile to kosztuje?
Co mi po tym? Ja bym wolała sukienki i lalki. Na drążku skakać nie będę.
Marta tym razem czekała na tatę nadaremno. Nie wrócił. W pewną sobotę wujek Tomek przyszedł i zamknął się z mamą w kuchni. Coś jej tłumaczył, a ona płakała gorzko.
Taśka, nie rycz, nie zostawię was przecież. Wiesz, jaki on jest szuka wszędzie wygody i łatwego życia.
Mama zaniosła się głośno płaczem, aż ciężko było słuchać.
Wujek Tomek nadal do nas wpadał, jak dawniej. Pomagał, naprawiał, chodził z nami na spacery. Po jakimś czasie zebrał się na odwagę i wyznał mamie swoje uczucia. Podsłuchiwałem, szczerze mówiąc nawet nie miałem wyrzutów.
Tomek, ja ci nie jestem potrzebna. Ty porządny facet jesteś. Zasługujesz na prawdziwe szczęście.
Wiem czego chcę upierał się wujek Tomek.
A jeśli on wróci?
Nie odpowiedział.
Ja i tak będę czekać. Kocham go, Tomku! Nic na to nie poradzę. Musiałbyś chcieć takiej, bez serca.
Po cichu się wycofałem. Głupiutka mama mogła mieć normalne życie, a ona wciąż czekała i kochała. Ja bym ją udusił za to.
Zaczęliśmy żyć dalej. Marta cała w tatę, gdzie wygodniej, tam jej dom. No, ale czy można ją za to winić? Pewnie już rozumiała, że tatuś z prezentami nie wróci. A Tomek się starał, pracował na całą naszą rodzinę. Mama urodziła mu syna Krzysia. Tomek chodził szczęśliwy jak dziecko. Wzięli ślub, wszystko się poukładało.
Skończyłem szkołę bez ocen niedostatecznych i miałem się dostać na studia na państwowy koszt. Mama promieniała dumą.
No, będziemy mieć w rodzinie naukowca, co Tomek?
My też swoje potrafimy! Tomek się śmiał.
Dajcie spokój! Jaki naukowiec rumieniłem się. Lejcie mi lepiej szampana, spróbuję pierwszy raz.
Phi! Jakbyś pierwszy raz próbował Marta prychała, a ja robiłem groźną minę.
Krzysio już rozrabiał na stole, próbując przewrócić wszystko. Tomek usadził go sobie na kolanach.
No, młody, zachowuj się, nie jesteś już dzidziusiem!
Krzysio złapał łyżkę, przyłożył do nosa i wywalił oczy żartowniś. Boki zrywaliśmy ze śmiechu.
Zaraz, ktoś chyba dzwoni do drzwi zareagowała Marta.
Mama poszła otworzyć, wchodząc cofała się do pokoju, a w drzwiach stanął tata. Zapanowała cisza. Obejrzał się po pokoju:
No co? Bawcie się dalej.
Milczeliśmy wszyscy. Krzysio zszedł z kolan Tomka i ruszył do nieznajomego pana. Tata nie zwrócił uwagi, za to mama złapała synka i przytuliła, jakby chciała go osłonić. Tomek wstał, trochę się zachwiał.
Gdzie idziesz? spytała mama obcym głosem.
Potrzebuję powietrza.
Wyszedł na zewnątrz, odsunął Tomka lekko ramieniem. Ruszyłem za nim, Marta ze mną.
Martuśka, zobacz, co ci przywiozłem modnego! rzucił tata.
Ku mojemu zdziwieniu Marta nawet nie spojrzała. Dogoniła mnie w korytarzu i szepnęła:
Chodź, ja pójdę za Tomkiem, a ty lepiej posłuchaj, co tu będzie.
Eh
Darek! Tobie lepiej idzie podsłuchiwanie!
No, miała rację. Idealna na szpiega.
Marta pobiegła za Tomkiem do parku przez ulicę, a ja z tępym niepokojem czekałem na rozwój sytuacji mama czekała i doczekała się miłości życia. Co teraz z nami będzie?
Taśka, co to? Żenisz się z Tomkiem? rzucił tata złośliwie.
Mama milczała.
No ale przecież co tam się stało w życiu. Wracam!
Rozbrzmiały jakieś szmery uderzenie dłonią, płacz Krzysia.
Powinieneś już iść stąd, Włodek.
Taśka, czemu?
Koniec! Wychodź, nikt tu na ciebie nie czekał.
Kłamiesz. Widzę po oczach, oczy nie kłamią.
Powiedziałam to, co miałam do powiedzenia.
Tata wyszedł zaraz po tym, spojrzał na mnie w korytarzu.
Podsłuchujesz? Dobrze robisz daleko zajdziesz.
Ale było mi to wszystko obojętne. Wszedłem do pokoju myślałem, że mama będzie płakać. A ona, uspokajała Krzyśka i jednocześnie poprawiała fryzurę i zbierała zabawki ze stołu. Jak prawdziwa królowa ogarniania chaosu.
Ufff O mało nam imprezy nie zepsuł, co? uśmiechnęła się krzywo. No, gdzie wszyscy?
Krzysio już nie pamiętał kłótni, szukał nowego wyzwania ze stołem.
Wyszedłem na zewnątrz, zobaczyłem Martę z Tomkiem w parku po drugiej stronie ona trzymała go mocno za rękę i opierała głowę na jego ramieniu, jakby się bała, że odpuści, a on zniknie. Przyszedłem od tyłu, stałem chwilę i w końcu, to, co chciałem powiedzieć, po prostu wyleciało mi z ust. Obszedłem ławkę, Tomek miał zagubioną minę, ręce mu drżały, a Marta zaraz położyła na nich swoje paluszki.
Tato, daj już spokój, wracamy do domu. Mama woła.
Tomek popatrzył, a Marta spojrzała w oczy:
Prawda, wracamy, tato?
Poszliśmy. W końcu mieliśmy dziś święto. Skończyłem liceum.




