Przesuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat
Teściowa zamilkła na chwilę, po czym powiedziała:
Ach, Haniu, Halinka to taka kobieta z charakterem Jak coś sobie ubzdura, nic jej nie powstrzyma. Wiesz, ona bardzo chce, żeby Iwonka się wykształciła, studia skończyła
Za moje pieniądze? Hania zatrzymała się przed lustrem.
Z odbicia patrzyła na nią blada kobieta z rozczochranymi włosami.
Pani Stefciu, proszę ich zatrzymać. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wracają do domu. Ja ich nie spotkam. Mieszkania nie dam.
Jak ja mam ich zatrzymać? rozżaliła się teściowa. One już w drodze. Halinka wzięła kredyt na te studia, na mieszkanie nie mają ani grosza.
Tak bardzo liczyły na twoją pomoc. Haniu, no wyrzuć lokatorów, co ci szkodzi? Przecież to rodzina
Rodzina? Ja tę Iwonkę, pań państwa siostrzenicę, widziałam może ze dwa razy w życiu! Mam wyrzucić ludzi na bruk, pozbawić rodziców pomocy, a córkę zajęć, tylko dlatego, że twoja siostra tak sobie zażyczyła?
W kieszeni zaszczekał komunikator. Hania, nie zdejmując płaszcza, wyciągnęła telefon. Wiadomość była od Haliny, siostry teściowej.
Cześć Haniu! Już jedziemy pociągiem. Bilety mamy na 19:40, jutro rano będziemy na Dworcu Wschodnim. Odbierz nas z Iwonką.
Podeślij adres swojej kawalerki, bo nie zapisaliśmy ostatnim razem. Gdzie można odebrać klucze?
Hania zastygła. Przeczytała wiadomość trzy razy, mając nadzieję, że to pomyłka. Jaka kawalerka? Jaka Iwonka?
Mamusiu, czemu stoisz taka zamyślona? Marysia wychyliła się z korytarza. Głodna jestem.
Zaraz, kotku, Hania mechanicznie pogłaskała córkę po głowie, nie odrywając wzroku od ekranu.
Wybrała numer Haliny. Odebrała natychmiast, w tle słychać było rytmiczny stukot kół i śmiechy.
Halo, Haniu! głos ciotki aż dzwonił entuzjazmem. O, już zapewne przeczytałaś wiadomość! Chciałyśmy zrobić niespodziankę, żebyś się nie szarpała z gotowaniem, wszystko same kupimy!
Halina, poczekaj chwilę, przerwała Hania. Nic nie rozumiem! Dokąd wy jedziecie?
Jak to gdzie? Do Warszawy! Iwonka dostała się na studia, mówiłam ci jeszcze wiosną! Na bezpłatne się nie udało, ale trudno, na płatne się zapisze.
Spakowałyśmy się i jedziemy się rozgościć w twojej kawalerce.
W mojej… w której? Hania opadła plecami na ścianę. W tym mieszkaniu, które wynajmuję już od sześciu lat? Halina, rozumiecie, co mówicie?
Oj, daj spokój! ton Haliny od razu się zmienił. Przecież sześć lat temu, jak babcia ci przepisała tę kawalerkę, siedziałyśmy razem przy stole, pamiętasz?
Powiedziałam wtedy: Iwonka będzie miała gdzie mieszkać na studiach. Milczałaś! Czyli zgadzasz się. My na to liczyłyśmy całe lata.
Milczałam, bo uznałam to za kiepski żart! Hania wręcz krzyknęła. Nie miałam nigdy zamiaru nikogo tam wpuszczać.
Mieszka tam rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, płacą regularnie. Z tych pieniędzy moi rodzice-emeryci żyją i Marysia chodzi na balet i angielski.
Co wy sobie myślałyście, kupując bilety?
Myślałyśmy, że jesteśmy rodziną! warknęła Halina. Warszawiacy już serca nie mają?
Chcesz zostawić siostrzenicę na dworcu? Mężowi już dzwoniłaś? Wie, że rodzinę jego na ulicę wyrzucasz?
Mąż jest w delegacji pod Gdańskiem, ledwo ma zasięg. I mieszkanie jest moje, Halina. Moje. Rozumiesz?
Kupione przez moją babcię i przepisane na mnie. Adam nie ma z nim nic wspólnego.
A więc tak? Iwonko, słyszysz? Żona twojego stryja nie chce nas widzieć! Zobaczymy się jutro na peronie.
W słuchawce zabrzmiały krótkie sygnały. Hania zaniemówiła.
Marysiu, idź na kuchnię, w lodówce jest zapiekanka, podgrzej sobie, zawołała do córki, a sama z drżącymi rękami wykręciła numer teściowej.
Stefania odebrała po dłuższej chwili.
Tak, Haniu, słucham cię.
Pani Stefciu, wiedziała pani, że pani siostra z córką jadą do Warszawy zamieszkać w mojej kawalerce?
No… coś tam Halinka mówiła… Myślałam, że się dogadałyście, wymamrotała teściowa.
Z kim się dogadałam? Hania zaczęła nerwowo krążyć po przedpokoju. Od sześciu lat ją wynajmuję.
Połowę pieniędzy przelewam rodzicom na lekarstwa. Przecież wiecie, jak ciężko im przetrwać za jedną emeryturę.
Druga połowa to balet i angielski Marysi.
Czemu im pani nie powiedziała, że to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie, w głosie teściowej słychać było żal. Ja jestem tu jak Piłat w Credo. Sama się martw.
Tylko Adamowi nie dzwoń, nie stresuj go, ma ważne rozmowy, jest cały w nerwach.
Hania rzuciła telefon na kanapę. Jej mąż zawsze trzymał się z boku rodzinnych sporów, ale gdy sprawa dotyczyła matki lub ciotki, potrafił być zaskakująco ugodowy.
Ale Haniu, one są z prowincji, mają inną mentalność, mawiał zwykle. Lepiej ustąpić
Próbowała się skontaktować z mężem. Abonent niedostępny. Oczywiście. Kiedy naprawdę go potrzebuje, zawsze jest poza zasięgiem.
***
Zadymę wywołały wielką. Halina zaczęła dzwonić już o piątej nad ranem, żądając, by Hania przyjechała natychmiast.
Jesteśmy zmęczone, głodne! Zimno tu, całe przemarznięte. Ty śpisz jeszcze? Wstawaj! Już! Żebyś za piętnaście minut była!
Hania, zaspana, na początku nie rozumiała, z kim rozmawia. Gdy się zorientowała, ostro przerwała:
Dajcie mi spokój! Nigdzie nie pojadę! I do mieszkania was nie wpuszczę. Do widzenia. Mam dość.
Po dziesiątym telefonie numer siostry teściowej wylądował na czarnej liście.
Halina zaczęła wydzwaniać z numeru córki, trzeba było zablokować i ten.
Przez cały dzień Stefania nie dawała Hani spokoju: prosiła, namawiała, groziła, że się obrazi i wszystko powie synowi…
Wieczorem Adam zjawił się nagle z delegacji.
Haniu, co się tam wydarzyło? spytał od razu, przekraczając próg. Mama dzwoni i płacze, że wypędziłaś ciotkę Halinę na bruk.
Hania objaśniła, całując i przytulając męża:
Przyjechały bez pytania, od razu zaczęły wymagać, żebym wyrzuciła lokatorów i wpuściła Iwonkę na pięć lat za darmo.
Adam, czy to normalne? Czy to nie przegięcie? Z tego co wiem, już się dobrze zadomowiły u twojej mamy.
A ty czemu przyjechałeś?
Bo mama mnie ciągnęła za uszy, westchnął Adam. A ciotka Halina wydzwaniała… Może jednak im ustąpimy? Póki nie dostaną akademika…
Hania pokręciła głową:
Adam, żadnego akademika nie będzie, nawet nie złożyły papierów, bo Halinka była pewna, że mają mieszkanie. Moje!
Wiesz jak to się nazywa? Nawet nie próbowały szukać lokum, po prostu jechały do siebie.
Mama mówi, że coś jej kiedyś obiecałaś…
Nic nie obiecałam. Sześć lat temu na pogrzebie nawet nie skomentowałam ich marzeń, puszczałam mimo uszu.
Ciotka teraz szaleje, twierdzi, że nie istniejesz dla niej. U mamy też się nie zatrzymały za daleko do uczelni.
Dałem Halinie cztery tysiące złotych, znalazły chyba pokój…
I całe szczęście! Hania uderzyła dłonią w stół. Najlepsza wiadomość dnia. O pieniądze też nie będę się z tobą kłócić. Odczepiły się, i dobrze!
Adam westchnął i zwiesił głowę.
Haniu, ponoć wynajęły pokój w jakiejś komunie. Halinka narzeka, że karaluchy i pijani sąsiedzi.
Teraz niech poznają prawdziwe życie w stolicy. Jeśli ktoś chce mieszkać w Warszawie, musi sobie radzić, a nie czekać na mannę od krewnych, których nie widział przez lata. I nawet życzeń urodzinowych nigdy nie wysłał!
Hania weszła do sypialni, Adam poszedł za nią.
Wiesz Haniu, jakoś mi niezręcznie… Wygląda na to, że ich zostawiliśmy na lodzie.
A jakby coś się stało? Jakby sąsiedzi byli niebezpieczni? Nie żal ci Halinki?
Hania odwróciła się nagle do męża:
Adam, mam córkę, mam rodziców, którzy są na mnie zdani. Mam mieszkanie, na które moja babcia zapracowała własnymi rękami.
Nie roztrwonie go tylko dlatego, że komuś w Częstochowie wydaje się, że jest bardziej potrzebne.
Dlaczego mam ich żałować? No, powiedz!
Mąż zamilkł, a Hania dokończyła:
Chodź, podgrzeję kolację. I zamykamy temat. Chcesz pomagać rób to z własnej pensji.
Ale mieszkanie wynajmuję i nikt nie będzie wyrzucany. Kropka.
Masz rację. Pewnie sam bym się wkurzył, gdyby twoi rodzice przyjechali do mojej mamy na działkę i oznajmili: Przesuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat.
Po kolacji, gdy Adam poszedł pod prysznic, Hania zerknęła na telefon. Była tam nieprzeczytana wiadomość od teściowej:
Haniu, to niepojęte. Halina rozchorowała się z nerwów. Zawieź im choć trochę jedzenia…
Weź więcej, żeby na dwie-trzy tygodnie starczyło.
Koniecznie mięso, warzywa, owoce i bombonierki. Kawa, herbata, środki higieny, olej rzepakowy.
Jak możesz, to jeszcze rybę. Tylko nie konserwy Halina czegoś takiego nie jada. Adres:
Hania zablokowała teściową. Niech chociaż kilka dni posiedzi na czarnej liście.
***
Noc minęła spokojnie krewni nie wydzwaniali.
Halina zjawiła się wcześnie rano, dokładnie o siódmej.
Hania obudziła się od głośnego pukania.
Adam spał, więc musiała otworzyć sama.
Siostra teściowej od progu zaatakowała ją pretensjami:
Ty śpisz sobie w ciepełku, pod kołderką? A zapytałaś choć, jak nam z Iwonką się spało?
Koszmar, mówię ci! Karaluchy po głowie chodzą, zimno, brud, podłoga lodowata!
Z jednej strony całą noc ktoś darł się Szła dzieweczka do laseczka, z drugiej awantury bez końca.
Ty masz w ogóle serce? Jak możesz pozwolić bliskiej rodzinie mieszkać w takich warunkach?
Nie chcę się z tobą kłócić, moja droga. Skoro nie chcesz wyrzucać lokatorów, nie musisz! Ale ja z Iwonką przeprowadzamy się do ciebie!
Masz trzypokojowe, chyba nam jedną małą wydzielisz. Najlepiej większy pokój, nas dwie…
Na pewno się zmieścimy.
Do tego nie bój się, długo nie zostanę. Może trzy-cztery miesiące, co najwyżej pół roku.
Potem wrócę do siebie, jak córka się odnajdzie w wielkim mieście.
Hania zaniemówiła.
Proszę, zapomnijcie, jak się tu trafia. Zaoszczędźmy sobie dalszych kłótni, dobrze?
Chcesz, żebym wzywała policję? Wezwę, mi to rybka.
Tylko po co ci to wszystko?
Halina aż pokraśniała Hania aż się przestraszyła.
Ty… Ty! Żebyś zdechła tu, warszawianko wyfiokowana!
Niech twoja córka zapomni o jakimkolwiek wykształceniu i całe życie szoruje podłogi!
Jeszcze zobaczysz, przyjdzie czas, że będziesz błagała mnie o pomoc. Nie wybaczę ci nigdy!
Hania po prostu zamknęła drzwi tuż przed nosem ciotki. Halina podarła się jeszcze trochę na klatce schodowej, po czym zniknęła.
***
Kłótnia z Haliną na stałe popsuła relacje z teściową Stefania nie odzywa się już do synowej.
Adam matkę odwiedza, pomaga jej, czasem zabiera Marysię, ale do mieszkania syna Stefania już się nie wtrąca.
Hania nawet się z tego cieszyła jeden problem mniej.




