Nie wpuścili córki za próg
Dlaczego jej nie wpuściliście? Karolina w końcu zebrała się na odwagę, by zadać pytanie, które męczyło ją najbardziej. Przecież dawniej zawsze wpuszczaliście…
Mama skrzywiła się gorzko.
Bo się o ciebie boję, Karolciu. Myślisz, że nie widzimy, jak kulisz się w kącie, gdy twoja siostra wpada w środku nocy? Jak chowasz podręczniki, żeby ci ich nie zniszczyła? Ona patrzy na ciebie i jest zła. Zła, bo ty jesteś normalna. Ciebie czeka inny los, a ona swój już dawno utopiła w wódce
Karolina skuliła się nad otwartym podręcznikiem, a zza ściany znowu wykiełkował skandal.
Ojciec nawet nie zdjął płaszcza stał pośrodku korytarza, ściskał w dłoni telefon i wrzeszczał:
Nie ściemniaj mi tu! grzmiał do słuchawki. Gdzie przepuściłaś wszystkie pieniądze? Minęły dwa tygodnie od pensji! Dwa tygodnie, Magda!
Z kuchni wychyliła się Zofia. Przez chwilę przysłuchiwała się monologowi męża, potem spytała cicho:
Znowu?
Lech tylko machnął ręką i włączył głośnik z telefonu natychmiast popłynął szloch.
Starsza siostra Karoliny potrafiła wzruszyć nawet kamień.
Ale po tych wszystkich latach rodzice zdążyli obrosnąć w zbroję.
Co znaczy on cię wyrzuca? Lech zaczął przemierzać ciasny przedpokój. I słusznie robi.
Kto będzie znosił to twoje wieczne nic niezrobienie? Spojrzałaś kiedyś w lustro? Masz trzydzieści lat, a wyglądasz jak zbita suczka.
Karolina ostrożnie uchyliła drzwi do swojego pokoju na dwa centymetry.
Tato, proszę szloch niespodziewanie się urwał. On wystawił moje rzeczy na klatkę schodową. Nie mam gdzie iść. Na dworze deszcz, zimno Przyjadę do was na parę dni, dobrze? Tylko się wyśpię…
Mama drgnęła, chciała mu wyrwać telefon, ale Lech gwałtownie się odwrócił.
Nie! uciął. Nie będzie ciebie w tym domu.
Umówiliśmy się ostatnim razem? Umówiliśmy się. Jak sprzedałaś telewizor do lombardu, kiedy byliśmy na działce, drzwi do tego mieszkania są dla ciebie zamknięte!
Mamo! Powiedz coś tacie! wrzasnęła przez słuchawkę Magda.
Zofia zakryła twarz dłońmi. Ramiona jej się zatrzęsły.
Magda, jak to możliwe mamrotała matka, nie patrząc na męża. Przecież zabrałam cię do lekarza.
Obiecałaś. Ostatni zabieg miał starczyć na trzy lata. Nawet miesiąca nie wytrzymałaś!
Te wasze zabiegi są o kant odburknęła Magda, a jej głos stał się nagle butny. Tylko kasę z was wyciągają!
Źle się czuję, rozumiecie? Wszystko mnie pali od środka, nie mogę oddychać!
A wy tylko o telewizorze…
Żal mu telewizora!
A ja wam nowy kupię!
Za co kupisz? Lech zatrzymał się i utkwił wzrok w plamie na ścianie. Za co, skoro wszystko przepiłaś?
Znów pożyczyłaś od kumpli? A może coś wyniosłaś z mieszkania tego swojego jak mu tam?
Nieważne! krzyknęła Magda. Tato, nie mam gdzie mieszkać! Chcecie, żebym spała pod mostem?!
Idź do schroniska. Gdzie chcesz, byle nie tu głos ojca był dziwnie spokojny. Tu nie wejdziesz.
Wymienię zamki, jeśli zobaczę cię pod drzwiami.
Karolina siedziała skulona na łóżku i obejmowała kolana.
W takich chwilach, gdy starsza doprowadzała rodziców do wrzenia, gniew rykoszetował na nią.
A ty co, znowu w telefonie? Wyrośniesz na drugą, tak samo bezużyteczną! powtarzali jej przez ostatnie trzy lata.
Ale dziś jakby o niej zapomnieli.
Nikt nie krzyczał, nikt się nie czepiał. Ojciec odłożył telefon, rozebrał się i przenieśli się z matką do kuchni.
Karolina ostrożnie wyszła na korytarz.
Lechu, nie można tak łkała matka. Przecież ona się stoczy. Zupełnie. Wiesz, jaka jest kiedy w takim stanie…
Nie panuje nad sobą.
A ja mam za nią odpowiadać? ojciec z hukiem postawił czajnik na kuchence. Mam pięćdziesiąt pięć lat, Zosiu. Chcę wracać do domu i po prostu usiąść w fotelu.
Nie musieć chować portfela pod poduszką! Nie słuchać, że sąsiedzi widzieli ją z podejrzanymi typami! Że znowu komuś naubliżała!
To nasza córka wyszeptała matka.
Córka była do dwudziestki. Teraz to coś, co wysysa z nas życie.
Jest pijaczką, Zosiu. Tego się nie wyleczy, jak ktoś sam nie chce.
A ona nie chce. Podoba jej się taki los. Wstaje, znajduje, wypija ćwiartkę i odpływa!
Zadzwonił znów telefon. Rodzice zamarli na sekundę, potem odezwał się Lech:
Słucham.
Tata… znów Magda. Siedzę na dworcu. Policja się kręci, zabiorą mnie jak zostanę.
Proszę
Słuchaj mnie uważnie przerwał jej ojciec. Do domu nie wrócisz. Kropka.
To mam się zabić? głos Magdy przeszedł w groźbę. Chcecie tak? Żeby z prosektorium zadzwonili do was?!?
Karolina zamarła. To był jej asa, sięgała po niego, gdy nie miała już żadnego.
Dawniej działało. Matka płakała, ojciec łapał się za serce, dawali jej pieniądze, wpuszczali, karmili, myli.
Ale dziś ojciec nie dał się zmanipulować.
Nie strasz powiedział. Za bardzo się kochasz, żeby to zrobić. Zrobimy tak.
Co? Magda wyczuła w głosie cień nadziei.
Znajdę ci pokój. Najtańszy, gdzieś na peryferiach. Opłacę miesiąc. Dam coś na jedzenie. I koniec. Potem radź sobie sama.
Znajdziesz pracę, przestaniesz pić będziesz żyć.
Nie za miesiąc wylądujesz na ulicy i mnie to już nie będzie obchodziło.
Pokój?! Nawet nie kawalerka? Tato, nie dam rady sama. Będę się bała. Tam mogą być dziwni ludzie.
No i… nawet nie mam pościeli, ten bydlak wszystko zatrzymał!
Pościel mama spakuje do torby. Zostawimy u dozorczyni. Odbierzesz, nie wchodząc do mieszkania ostrzegam.
Wy potwory! znowu Magda zerwała się na krzyk. Rodzoną córkę na przymusówki! Sami mieszkacie w trójce, a ja jak szczur po kątach?!
Matka już nie wytrzymała, chwyciła telefon.
Magda, zamknij się! wrzasnęła tak ostro, że Karolina aż podskoczyła. Ojciec ma rację!
To twoja ostatnia szansa. Pokój albo ulica.
Wybieraj teraz, bo jutro już nawet na to ci nie damy!
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Dobra burknęła w końcu Magda. Wyślijcie adres. I coś na konto, muszę coś zjeść.
Nie będzie żadnych pieniędzy uciął Lech. Kupię jedzenie i przekażę w torbie. Wiem, na co byś je wydała.
Uciął rozmowę.
Karolina poczuła, że to już czas. Wślizgnęła się do kuchni, udając, że tylko chce się napić.
Czekała na wyrzut, złość, której zawsze spadała resztka.
Ojciec spojrzy na jej koszulkę i powie, że wygląda jak łachudra.
Matka zarzuci, że wszystko ją olewa że ma takie problemy, a ona się szwenda bezmyślnie po domu.
Ale rodzice nawet nie podnieśli głów.
Karolciu powiedziała miękko matka.
Tak, mamo?
W szafie, na górze, są stare prześcieradła i poszewki. Wyjmij i włóż do tej niebieskiej torby w schowku.
Dobrze, mamo.
Karolina poszła wykonać polecenie.
Znalazła torbę, wysypała z niej śmieci.
Nie mogła pojąć: jak Magda ma żyć sama?
Przecież ona nawet nie umie ugotować makaronu. A jej nałóg…
Karolina wiedziała, że siostra nie wytrzyma nawet dwóch dni bez butelki.
Karolina wróciła do pokoju rodziców, wspięła się na stołek i zaczęła wyciągać pościel.
Nie zapomnij o ręcznikach! krzyknął z kuchni ojciec.
Już są! odkrzyknęła.
Widziała, jak ojciec przeszedł przez korytarz, założył buty i wyszedł bez słowa.
Pewnie pojechał szukać tej „nory”.
Karolina zajrzała do kuchni. Matka siedziała bez ruchu.
Mamo, może dać ci tabletkę? wyszeptała, podchodząc bliżej.
Matka spojrzała na nią oczami pustymi jak studnia.
Wiesz, Karolcia… zaczęła cicho. Jak była mała, myślałam: ot, wyrośnie, będzie moją pomocą. Pogadamy o wszystkim.
A teraz siedzę i tylko myślę… żeby nie zapomniała adresu tego pokoju. Żeby dotarła…
Dojedzie Karolina usiadła na brzegu krzesła. Zawsze jakoś sobie radziła.
Tym razem nie da rady matka pokiwała głową. Oczy ma inne. Puste. Jakby tam już nic nie było.
Tylko skorupa, którą trzeba stale poić tą trucizną…
Wiem, że się jej boisz.
Karolina zamilkła. Zawsze myślała, że rodzice nie zauważają jej strachu, że są zbyt zajęci ratowaniem „przepitej” Magdy.
Myślałam, że macie mnie gdzieś szepnęła.
Matka pogłaskała ją po głowie.
Nie mamy cię gdzieś. Po prostu nie mamy już sił. Wiesz jak w samolocie, najpierw maseczkę sobie, potem dziecku. My przez 10 lat próbowaliśmy założyć jej maskę, 10 lat, Karola!
I na odwyki, i po znachorach, i za tysiące do klinik.
A w końcu… sami prawie się udusiliśmy.
W korytarzu rozległ się dzwonek. Karolina zadrżała.
To ona? zapytała z lękiem.
Nie, ojciec ma klucze. Na pewno dostawa zabrał produkty przez telefon.
Karolina poszła otworzyć. Kurier wręczył dwa spore pakunki.
Zaniosła je do kuchni i zaczęła rozpakowywać. Kasza, konserwy, olej, herbata, cukier. Nic ponad to.
Tego nie będzie jadła zauważyła Karolina, odkładając paczkę kaszy gryczanej. Lubi wszystko gotowe.
Zechce żyć ugotuje odburknęła matka. Na moment w jej głosie zabrzmiała dawna siła. Przestańmy ją rozpieszczać. Ta nasza litość zaprowadzi ją do grobu.
Po godzinie wrócił ojciec, wyglądał jakby przerobił trzy zmiany na kopalni.
Znalazłem rzucił. Klucze mam. Właścicielka to stara nauczycielka, ostra jak brygada.
Od razu powiedziała: jeśli będzie libacja, won bez gadania.
Odpowiedziałem: Rzucaj od razu.
Lechu… westchnęła matka.
Co Lechu? Dość tego zakłamywania. Niech wie.
Złapał torbę z pościelą, zgarnął produkty i ruszył do drzwi.
Oddam wszystko dozorczyni. Zadzwonię do niej, powiem gdzie zabrać.
Karolina, zamknij za mną na dwa zamki. Jak zadzwoni na domowy nie odbieraj.
Ojciec wyszedł, matka zamknęła się w kuchni i znowu łkała.
Serce Karoliny ścisnęło się boleśnie. Jak to jest nie żyje, tylko przemija od pijatyki do pijatyki, rodzicom też życie zatruwa…
***
Przewidywania rodziców się nie sprawdziły po tygodniu zadzwoniła właścicielka i powiedziała, że lokatorkę wyrzuciła z policją.
Magda ściągnęła do pokoju trzech facetów i hulali tam całą noc.
I znów rodzice nie potrafili zostawić córki Magdę odwieziono do ośrodka terapii.
Miejsce zamknięte, pod nadzorem tam obiecali, że przez rok pijaczkę wyleczą.
Może cud się jednak wydarzy?…




