Mama uważa, że Iga jest słaba w końcu wydusił z siebie mąż. Że jej trzeba bardziej pomagać, bo nie ma męża.
A u nas niby wszystko w porządku
W porządku? Weronika odwróciła się gwałtownie. Sławek, przytyłam piętnaście kilo po porodzie. Plecy mi siadają, kolana skrzypią. Lekarz powiedział, że albo się za siebie zabieram, albo za rok nie podniosę Antosia na ręce. Muszę iść na siłownię. Dwa razy w tygodniu po półtorej godziny.
Ty ciagle w pracy, grafik ci się zmienia. Kogo mam poprosić, żeby z synem posiedział?
Twojej mamie wnuk niepotrzebny, przecież ma wnuczkę!
Sławek zamilkł.
No właśnie, kogo?
Weronika przytuliła się czołem do zimnej szyby, patrząc, jak stara astra teściowej powoli wyjeżdża z osiedla.
Czerwone światła zakręciły na pożegnanie i zniknęły za rogiem.
Na zegarze w kuchni równo siódma wieczorem.
Danuta Pawłowska była u nich równe czterdzieści pięć minut.
W salonie Sławek próbował zabawić rocznego synka.
Mały Antoś kręcił z zainteresowaniem kołem plastikowej ciężarówki, od czasu do czasu zerkając na drzwi, za którymi zniknęła właśnie babcia.
Pojechała już? Sławek zajrzał do kuchni, rozmasowując sztywną szyję.
Odleciała poprawiła Weronika, nie odwracając się. Powiedziała, że Antoni już marudzi ze zmęczenia i nie chce mu zakłócać rytmu.
No, faktycznie trochę zapiszczał, gdy go na ręce wzięła Sławek próbował się uśmiechnąć, ale wyszło słabo.
Zapiszczał, bo jej nie poznaje. Nie widzieliśmy jej trzy tygodnie. Trzy!
Weronika odwróciła się gwałtownie od okna i zaczęła układać brudne kubki w zlewie.
Daj spokój, Werka Sławek podszedł z tyłu, chciał ją objąć, ale ona się odsunęła sięgając po gąbkę. Mama po prostu przyzwyczaiła się do Kingi.
Kinga już duża, cztery lata, prościej z nią.
Nie prościej, Sławek. Ciekawiej dla twojej mamy.
Kinga to córka Igi. A Iga to ulubiona córka.
A my? No właśnie. Jak piąte koło u wozu.
W zeszły piątek sytuacja wyglądała identycznie.
Danuta wpadła na minutkę, przywiozła Antosiowi tanią, plastikową grzechotkę, po czym nerwowo rozglądała się na drzwi.
Sławek ledwie zdążył wspomnieć, że w sobotę ma nadgodziny i fajnie by było, gdyby mama posiedziała z wnukiem kilka godzin, żeby Weronika mogła wyskoczyć do apteki i sklepu.
Oj Sławku, nie dam rady! rozłożyła ręce Danuta. Idziemy z Kingą do teatru lalek, potem Iga kazała ją zabrać na cały weekend.
Biedna dziewczyna się męczy w pracy, musi sobie życie poukładać.
Siostra Sławka wychowywała córkę niby sama, ale to sama było bardzo umowne.
Podczas, gdy Iga szukała samej siebie i zmieniała chłopaków, Kinga mieszkała tygodniami u babci.
Babcia odbierała ją z przedszkola, woziła na balet, kupowała drogie kurtki, znała nawet imiona wszystkich lalek w pokoju dziecinnym.
Widziałeś jej status? Weronika wskazała telefon na stole. Zobacz, co twoja mama wrzuciła.
Sławek niechętnie sięgnął po telefon, przejechał palcem po ekranie.
Zdjęcia: Kinga je lody, babcia buja ją na huśtawce, lepią z plasteliny w sobotę wieczorem.
Podpis: Moje największe szczęście, moja radość.
Cały weekend z nimi spędziła Weronika przygryzła wargę, żeby nie zapłakać. Do nas na dziesięć minut zajrzała! A tam sielanka.
Sławek, Antoś ma rok. To jej wnuk. Twój syn. Dlaczego tak go traktuje?
Sławek milczał, nie miał nic do powiedzenia.
Przypomniał sobie, jak miesiąc temu mama zadzwoniła w nocy, bo pralka zalała pół kuchni, i pojechał przez pół Warszawy, żeby naprawić.
Przypomniał, jak spłacał chwilówkę mamy, bo kupiła Idze nowy smartfon na urodziny.
Jak w każde majowe weekendy tyrał na działce, podczas gdy siostra z córką rozkładały się na leżakach.
Spróbujmy pogadać z mamą jeszcze raz zaproponował nieśmiało Sławek. Powiem jej, że to sprawa zdrowia, a nie fanaberii.
Weronika nie odpowiedziała. Wiedziała, że nie ma na co liczyć.
***
Rozmowa odbyła się we wtorkowy wieczór.
Sławek włączył głośnomówiący, by Weronika wszystko słyszała.
Cześć mamo, słuchaj Sprawa jest taka
Weronika musi chodzić na siłownię z zaleceń lekarza. Kręgosłup jej wysiada
Oj Sławku, co za siłownia? głos Danuty roznosił się pewnie, w tle śmiech Kingi. Niech ćwiczy w domu.
Mniej drożdżówek je, to i kręgosłup nie będzie boleć!
Mamo, lekarz kazał. Ma mieć treningi i masaże, to nie wymysł.
Mogłabyś posiedzieć z Antosiem we wtorki i czwartki od szóstej do ósmej? Po ciebie podjadę.
W słuchawce zapadła cisza.
Sławuś, przecież wiesz, mam grafik. Kingę odbieram o piątej z przedszkola. Potem balet, potem spacer do parku.
Iga późno pracuje, na mnie polega.
Nie mogę zostawić dziecka tylko dlatego, że twoja Werka chce na orbitreku skakać!
Mamo, Antek to też twój wnuk. On też potrzebuje babci, a widzisz go raz w miesiącu!
Daj spokój. Kinga mnie potrzebuje, ona do mnie lgnie, kocha mnie.
A Antek jeszcze malutki, niczego nie rozumie. Dorośnie, to pogadamy.
Teraz nie mam czasu, rysujemy.
No, pa.
Sławek położył powoli telefon na stole.
Słyszałeś to? Czyli mój syn musi sobie zasłużyć, żeby babcia go zauważyła? Dorosnąć do jej wymagań?
Werka, nie wiedziałem, że tak powie
A ja wiedziałam! wybuchnęła Weronika. Wiedziałam od dnia, kiedy wychodziliśmy ze szpitala, a ona spóźniła się dwie godziny, bo Kindze musiała kupić nowe rajstopy!
Nie o mnie się martwię. Mam gdzieś, czy uważa mnie za grubą czy leniwą.
Szkoda mi Antosia. Dorośnie, zapyta: Mamo, czemu babcia Danusia zawsze jest z Kingą, a ze mną nigdy?
Co ja mu powiem? Że ciocia jest ukochaną córką, a tata tylko portfel i darmowy złota rączka dla własnej mamy?
Sławek zaczął nerwowo chodzić po kuchni. Krążył przez dziesięć minut, aż nagle się zatrzymał:
Słuchaj, pamiętasz jak planowaliśmy jej remont kuchni?
Weronika skinęła głową.
Pół roku odkładali, by zrobić Danucie niespodziankę na sześćdziesiątkę.
Sławek miał upatrzony zestaw mebli, znalazł ekipę, wynegocjował zniżkę.
Kwota spora wystarczyłoby na roczny karnet do najlepszego fitnessu dla Weroniki.
Remontu nie będzie powiedział twardo Sławek. Jutro dzwonię do salonu i odwołuję wszystko.
Jesteś poważny? Weronika patrzyła z niedowierzaniem.
Całkiem. Skoro mama ma siły tylko na jedną wnuczkę, poradzi sobie sama ze swoimi usterkami.
Albo poprosi Igę. Niech Iga jej naprawia krany, wozi ziemniaki z działki i spłaca długi.
A my zatrudnimy ci opiekunkę na te godziny, gdy będziesz na siłowni.
***
Następnego ranka Danuta sama zadzwoniła.
Sławku, ty mówiłeś, że w tym tygodniu miałeś wpaść sprawdzić wyciąg nad kuchenką? Całkiem nie działa, dym na całą kuchnię idzie. No i Kinga pytała: Gdzie mój wujek Sławek?
Sławek, siedzący w biurze, przymknął oczy.
Dawniej już by kombinował kiedy i jak po drodze zahaczyć o sklep budowlany.
Teraz
Mamo, nie przyjadę odpowiedział spokojnie.
Jak to?! jej głos od razu nabrał pretensji. A wyciąg? Uduszę się!
Poproś Igę. Albo jej nowego chłopaka.
Mam teraz sporo spraw na głowie skupiamy się na zdrowiu Weroniki. Każda moja wolna chwila należy teraz do rodziny.
Będę siedział z synem.
Przez te bzdury? matka prychnęła. Porzucasz matkę przez wymysły żony?
Nikogo nie porzucam. Po prostu rozkładam priorytety. Tak jak ty.
Twoim priorytetem jest Iga i Kinga. Moim Weronika i Antek.
Wydaje mi się, że to uczciwe.
Ty mi pysk? matka aż straciła dech. Wszystko dla ciebie zrobiłam! Wychowałam cię, nauczyłam bycia człowiekiem!
A co to wszystko, mamo? zapytał spokojnie Sławek. Pomagałaś Idze za moje pieniądze?
Dawałaś jej odpocząć, podczas gdy ja zasuwałem na działce?
Wiesz, jeszcze jedno Ten zestaw mebli kuchennych, co mieliśmy ci dać na urodziny Już go anulowałem.
Pieniądze przeznaczymy na potrzeby naszej rodziny. Zatrudnimy nianię, skoro babcia Antosia ma ciągle zajęte serce dla kogoś innego.
Po trzech sekundach telefon się rozkrzyczał:
Jak śmiesz! Ja matka! Całe życie dla was poświęciłam! Weronika ci zawróciła w głowie! Kinga to sierota przy żyjącym ojcu jej trzeba czułości! A wasz Antoś żyje w luksusie, jak pączek w maśle!
Jak to w ogóle jest, że powinienabym go kochać?
Moje serce jest dla Kingi, ona jest moim najdroższym szczęściem!
Niewdzięcznik! Nie dzwoń do mnie więcej! Nie pokazuj mi się na oczy!
Sławek rozłączył się bez słowa.
Ręce mu lekko drżały, ale w środku poczuł ulgę. Wiedział, że ta burza dopiero się zaczęła.
Teraz zadzwoni do Igi, ta zacznie słać oskarżenia na Messengerze, zarzucać im oziębłość i sknerstwo.
Będą łzy, będą przekleństwa, będą próby szantażu i wywoływania poczucia winy.
I tak właśnie było.
Wieczorem, gdy wrócił do domu, Weronika już wszystko wiedziała teściowa nagrała jej pięciominutową wiadomość, gdzie charakterek był jednym z łagodniejszych określeń.
Myślisz, że dobrze robimy? spytała cicho, gdy już uśpili Antosia i siedli do kolacji. To jednak twoja mama.
Matka to ta, co kocha wszystkie dzieci i wnuki, Werka. Nie ta, co wybiera faworytów i traktuje resztę jak bankomat czy złotą rączkę.
Zbyt długo to znosiłem. Myślałem taki ma charakter.
Ale kiedy usłyszałem, że ma gdzieś twoje zdrowie i Antosia, bo ma grafik z Kingą
Dość.
**
Awantura trwała długo.
I Iga, i ich matka pozbawione regularnych przelewów zamęczały telefonami Sławka i Weronikę: wyzywały, błagały, groziły, próbowały grać na sumieniu brata i syna.
Małżeństwo się nie poddało, nie odbierało i nie odpisywało.
A dwa tygodnie po burzy do Sławka przyszła Iga.
Od progu wrzeszczała, że jest pod pantoflem, i żądała natychmiastowego opłacenia mamie rachunków oraz wsparcia na zakupy i lekarstwa.
Sławek po prostu zamknął jej drzwi przed nosem. Skończył z rolą wdzięcznego syna. Teraz najważniejsza była jego rodzina.




