Powinniście odmalować mi mieszkanie, zamiast wylegiwać się na Mazurach!
Śniło mi się, że moja teściowa, pani Jadwiga Malinowska, miała do nas ogromny żal, bo wybraliśmy się z mężem, Andrzejem, na urlop, zamiast opłacić jej kapryśny remont mieszkania. Jej kawalerka w blokowisku na ursynowskich przedmieściach prezentowała się dobrze ściany gładkie, panele niepopękane ale według niej wymagała odświeżenia. W tym śnie przyjmowała nas jako rodzinnych sponsorów, jakbyśmy byli złotym źródełkiem, choć sama skrycie chomikowała całkiem pokaźne oszczędności emerytalne z ZUS-u.
Z Andrzejem zawsze dwa razy oglądaliśmy każdą złotówkę przed wydaniem. Ciążył nad nami wysoki kredyt hipoteczny na dwupokojowe mieszkanie i dwójka licealistów Hania i Jagoda. Przez całe nasze małżeństwo nie zaznaliśmy zagranicznych wczasów, dopiero tej surrealistycznej nocy po raz pierwszy wsiedliśmy w pociąg TLK i ruszyliśmy na włoską wycieczkę, ale kiedy brzeg jeziora Wigry odbijał się w mojej głowie jak lustro w dziwnym zwierciadle, zrozumiałam, że to była tylko wyśniona wersja naszych planów. Zaciskaliśmy pasa gotowaliśmy zupę z resztek w lodówce, zbieraliśmy drobniaki do puszki z napisem wakacje i w końcu starczyło na podróż.
W tym dziwnym śnie przypomniałam sobie, jak pani Jadwiga już po naszym ślubie oświadczyła uroczyście: Wnuzi nie będę pilnować. Nigdy o to nie prosiłam dzieci, gdy trzeba było, zawoziłam do swoich rodziców: dziadka Jana i babci Bogumiły, którzy, w sennym rozmazaniu, zajmowali się nimi między wycieczkami do sanatorium. Teściowa nie czuła się zobowiązana nawet powiedziała, że wychowanie własnego syna to życiowy maraton. Teraz, na emeryturze, zapisała się na aqua aerobik, jeździła z Klubem Seniora na wystawy, zabawy taneczne, a codziennie rano osiedlową alejką prowadziła swojego psa, Miśka, do parku.
Jedynym problemem była ta nieugaszona studnia finansowych pragnień przychodziła w śnie po weekendowe zadania, farbę, młotek, nowe firanki. Co tydzień stawiała nam harmonogram robót do wykonania. W tym roku wymarzyła sobie błyszczący, nowy sufit w kuchni, chociaż zaledwie pięć lat temu wszystko zostało zrobione na błysk jeszcze pamiętałam zapach świeżej farby unoszący się w mojej głowie niczym obłoki waty cukrowej.
Nie miała pojęcia o naszej podróży. W tajemnicy spakowaliśmy walizki, zamknęliśmy drzwi na dwa zamki i zniknęliśmy; w tej snycerce rzeczywistości staliśmy się niewidzialni. Jednak Jadwiga, w moim śnie, zjawiła się pod naszymi drzwiami z siatką pełną koperku i świeżych bułek z piekarni Cynamonka. Kiedy nie mogła się dostać, wykręciła numer do Andrzeja. On, jakby myśli płynęły przez niego nie swoimi słowami, oznajmił, że jesteśmy na urlopie za granicą. Rozłączyła się bez słowa. Po powrocie czekała na nas lawina w przedpokoju rozsypało się szkło, a powietrze gęstniało od wyrzutów i pretensji jak mgła w listopadzie.
Mogliście mnie uprzedzić! I skąd macie tyle pieniędzy? Powinniście zamiast tego zrobić mi remont, a nie włóczyć się po świecie! jej głos płynął jak echo między blokami.
Andrzej zwykle łagodny jak baranek i bez słów znoszący matczyne dyktando w tym dziwnym śnie wyprostował się nagle i powiedział, że nasze pieniądze to nasza sprawa, a świeżość ścian nie zależy od naszej wycieczki.
Od tamtej pory w tej sennie zamglonej rzeczywistości teściowa nie dzwoni ani do nas, ani do wnuków. Telefon przestał dzwonić, na Messengerze cisza pojawiały się za to inne głosy: kuzynki Krysi, wujka Leszka z Opola wszyscy przekonywali, jacy jesteśmy samolubni. My jednak byliśmy spokojni, bo moi rodzice patrzyli na nas z aprobatą, a my czuliśmy, że jeśli nie pozwolimy sobie na sny i młodzieńcze podróże, utopimy się w oceanie cudzych zachcianek.
W końcu nie był to remont życia, ale zwyczajny sen o świeżych ścianach.




