Dzisiaj znowu nie potrafię sobie znaleźć miejsca w domu. Wszedłem do kuchni, na stole czekała na mnie kolacja, ale od razu coś mnie tknęło: Gdzie jest Halinka? Przeszedłem do sypialni, a żona siedziała na podłodze i pakowała rzeczy do torby podróżnej.
Jedziesz gdzieś? zapytałem, czując dziwny niepokój.
Dostałam skierowanie do Poznania, muszę się przebadać. Lekarz ma złe podejrzenia odpowiedziała niespodziewanie Halinka.
Co znaczy złe? zmarszczyłem brwi. Masz na myśli to, na co zmarła twoja mama?
Patrzyłem na nią, czując, jak oblewa mnie zimny pot. Nie potrafiłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
Od kilku dni zupełnie nie mogę sobie znaleźć miejsca. Zżera mnie niepokój o Halinkę, która od kilku dni przebywa w Poznaniu na badaniach, a ja zostałem sam w naszym domu na wsi, czekając na jakiekolwiek wieści z miasta z lękiem, ale i nadzieją.
Halinka nigdy na nic się nie skarżyła. Przez całe trzydzieści lat naszego małżeństwa była ostoją rodziny wychowaliśmy razem dwójkę dzieci. Dom właściwie trwał dzięki niej. Gotowała, sprzątała, dbała o wszystko. Szczerze mówiąc, uważałem to za rzecz normalną, bo przecież facet nie będzie przecierał kurzu czy stał przy garach.
A przecież moja żona pracowała, i to na tym samym zakładzie co ja była księgową. Wracając z roboty, lubiłem narzekać na zmęczenie i ciężki dzień, po czym kładłem się na kanapie i włączałem telewizor. Halinka szybko szła do kuchni, robiła kolację, gotowała na jutro, myła naczynia, sprzątała, prasowała Te domowe obowiązki zdawały się nie mieć końca.
W domu zawsze było czysto i przytulnie, na stole codziennie stało świeże, smaczne jedzenie. Marudziłem, że nie chcę dwa dni jeść tego samego; Halinka spędzała więc w kuchni mnóstwo czasu. Nigdy nie prosiła mnie o pomoc mnie by to nawet przez myśl nie przeszło. Przecież to nie jest zajęcie dla faceta, prawda?
Dlatego tak bardzo się zdziwiłem, gdy wzięła wolne, żeby pójść na badania.
Co się stało, Halinko? zapytałem.
Mam nadzieję, że nic poważnego wzruszyła ramionami. Ostatnio po prostu źle się czuję.
Może kup ci jakichś witamin? Wiosna, to może przejściowe.
Może powiedziała bez przekonania.
Wieczorem, gdy wróciłem z pracy, Halinka oświadczyła mi, że wyjeżdża do Poznania na dodatkowe badania.
Ale po co? spytałem zaskoczony.
Lekarz ma nieciekawe podejrzenia. Dostałam skierowanie do szpitala wojewódzkiego.
Chodzi o tę samą chorobę, przez którą mama?
To na razie tylko domysły próbowała mnie uspokoić, choć widziałem, że i jej jest ciężko. Mam już bilet na autobus na jutro, na ósmą. Zjesz kolację sam, dobrze? Na kuchence są kotlety i ryż, na stole sałatka. Muszę się jeszcze spakować i chcę położyć się wcześniej.
Jadłaś już?
Nie mam apetytu odparła i zaczęła pakować ciuchy do torby.
Patrzyłem bezradnie i przypomniało mi się, jak cztery lata temu pakowaliśmy się do podróży nad morze. Wtedy Halinka kupiła tę samą torbę. Jak bardzo się cieszyła na ten wyjazd! Marzyliśmy o tym długo. Kupiła dwa stroje kąpielowe, nową sukienkę, słomkowy kapelusz.
Ale nad morze nie pojechaliśmy. Nagle w pracy zaproponowano mi zastępstwo dyrektor obiecał solidną premię. Stwierdziłem, że to dobra okazja, bo przecież chcieliśmy zrobić remont w sypialni. Pieniędzy zawsze brakowało
Wydawało mi się wtedy, że Halinka rozumie i nawet cieszy się z mojej decyzji. Dopiero później usłyszałem w nocy jej cichy płacz. Powiedziała mi, że miała zły sen. Teraz wiem, że to wcale nie sen po prostu było jej smutno, że nie pojadła nad morze, o którym tak marzyła.
Rok później znowu się nie udało pojechać, potem już nawet nie wspominała o wyjeździe. Mnie też było tak wygodniej. Po co tracić pieniądze, skoro na działce pod Poznaniem można wypocząć i posiedzieć z przyjaciółmi przy grillu? Do rzeki blisko zamiast morza, można się wykąpać i tu.
A teraz Halinka pakowała torbę nie na wakacje, lecz na badania do szpitala A jeśli to coś poważnego? Na samą myśl robiło mi się słabo.
Tego wieczoru w ogóle nie mogłem jeść; długo nie zasypiałem i słyszałem, jak Halinka chlipie cicho obok. Chciałem ją objąć, pocieszyć, ale zabrakło mi odwagi.
Rano odprowadziłem ją na przystanek PKS. Przy uścisku poczułem, że zupełnie nie chcę pozwolić jej odejść. Patrzyłem, jak autobus odjeżdża do Poznania, a łzy same napływały do oczu.
Halinko wyszeptałem. Moja kochana, oby wszystko dobrze się skończyło
Czułem się pusty w środku, ale musiałem iść do pracy i zająć się czymkolwiek. Dzień minął mechanicznie, jak w transie. Wieczorem, gdy wróciłem, mieszkanie wydało mi się zupełnie puste. Podgrzałem kotlety i ryż, zjadłem kilka kęsów.
Próbując się czymś zająć, włączyłem telewizor, ale zaraz go wyłączyłem. Otworzyłem album ze zdjęciami
Tu razem z Halinką, tuż po ślubie Jaka ona była piękna, delikatna. Oczywiście, wciąż jest śliczna, ale wtedy Byłem zupełnie oczarowany!
Poznaliśmy się na imieninach mojego kolegi. Halinka była tam z chłopakiem, ja ze swoją dziewczyną. Ale gdy tylko ją zobaczyłem, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że mnie to spotka, roześmiałbym mu się w twarz. Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie wierzyłem, że coś takiego naprawdę istnieje
Jeszcze tego samego wieczora pokłóciłem się ze swoją dziewczyną, Zosią. Wyszliśmy przed dom i zrobiła mi awanturę o to, jak patrzę na Halinkę.
Proszę bardzo, powiedziałem. I tak powinniśmy byli się już rozstać.
Zosia odeszła zapłakana, ale miała już wtedy adoratora w osobie Witka, z którym szybko się zeszła i wyszła za mąż.
Halinkę musiałem zdobywać długo. Nawet gdy zerwała ze swoim chłopakiem nie rzuciła mi się w ramiona. Ale w końcu moje starania zostały nagrodzone.
Przeglądałem zdjęcia, jakbym przeżywał tamte szczęśliwe chwile jeszcze raz Byłem z Halinką taki szczęśliwy, tylko tego nie doceniałem. Kiedy ostatnio powiedziałem jej, że ją kocham? Że ładnie wygląda? Mam wrażenie, że nawet nie dziękowałem jej za obiad uznawałem to za oczywiste. Przecież żona powinna dla męża wszystko robić, czyż nie?
Dopiero teraz dotarło do mnie, ile Halinka brała na siebie A ja? Uważałem, że jest twarda, nie zna zmęczenia Gdy mnie coś bolało, Halinka parzyła mi rumianek, gotowała rosół, żałowała mnie Gdy chorowała ona połykała tabletkę i szła do pracy.
Ze strachu, że mogę ją stracić, serce niemal wyskakiwało mi z piersi. Parę dni żyłem jak automat. Dzwoniliśmy do siebie codziennie, ale Halinka nie mówiła nic pewnego Ja wytrzymać nie mogłem w tej niepewności.
Wyrzucałem sobie wszystko: że byłem egoistą, wygodnym facetem, za mało wrażliwym Gdybym tylko mógł coś cofnąć
I wtedy, wieczorem, zadzwoniła Halinka:
Stasiu, mam dobre wieści! Nic poważnego mi nie jest, wyniki mam okej. Jakiś problem jest, ale nic bardzo złego.
Naprawdę? wykrzyknąłem, aż łzy napłynęły mi do oczu. Halinko, jak się cieszę
Kilka dni później odebrałem ją z przystanku. W ręku trzymałem bukiet jej ukochanych białych lilii.
Stasiu, po co wydajesz na kwiaty? uśmiechnęła się z czułością. Ale dziękuję, bardzo mi miło!
Tak bardzo się o ciebie bałem, Halinko Tak bardzo cię kocham Przepraszam, że byłem złym mężem
O czym ty mówisz? Czy ty mnie zdradzałeś?
Nigdy! odparłem szczerze. Po prostu za mało ci pomagałem, nie dbałem o ciebie. Ale teraz będzie inaczej. Mam jeszcze dla ciebie niespodziankę.
Jaką niby?
Mam już dwa bilety. Za miesiąc urlop, spędzimy go nad Bałtykiem.
Nad morzem? A nasza działka?
Niech czeka, naprawdę. Może nawet ją sprzedamy, warzywa kupimy na targu.
Kogoś nie poznaję, Stasiu
Sam się nie poznaję, Halinko. Tak bardzo się wystraszyłem, że mogę cię stracić Teraz będę o ciebie dbał jak o największy skarb Tak mocno cię kocham
Ach, Stasiu Uśmiechnęła się lekko. Chyba musiało się to wszystko wydarzyć, żebym usłyszała coś takiego od ciebie. No, chodźmy do domu. Też cię bardzo kochamObjąłem ją ostrożnie, jakby była najdelikatniejszą porcelaną, czując, jak serce znów wypełnia mi się ciepłem i wdzięcznością. Przez chwilę staliśmy w promieniach zachodzącego słońca, pośród czerwcowego świergotu wróbli, nie potrzebując już żadnych słów. Po drodze do domu wziąłem od niej torbę i mimo protestów zaniosłem na górę.
Próg przekroczyliśmy razem po trzydziestu latach pierwszy raz ze świadomością, ile szczęścia naprawdę dostaliśmy. Halinka spojrzała jeszcze raz na bukiet białych lilii w kuchni, po czym przytuliła się mocno. Pachniała znajomym kremem i trochę miastem, trochę szpitalem ale przede wszystkim domem.
To tylko urlop nad morzem szepnęła, jakby nie chciała zapeszać.
To nowe życie, Halinko odparłem cicho. Obiecuję już nigdy nie zapominać, co jest najważniejsze.
Przez otwarte okno napływał zapach sierpniowej trawy, a w kuchni czekał jeszcze niedojedzony ryż. Ale już wiedziałem, że żadna chwila nie będzie zmarnowana nie teraz, kiedy drugi raz dostałem szansę, by docenić to, co najcenniejsze.
I wtedy zrozumiałem prawdziwe morze mamy tu, gdzie jesteśmy razem. A każda fala, którą razem przetrwamy, czyni nas silniejszymi. Światło dnia gasło miękko na obrusie, a ja myślałem tylko o jednym: że od dziś już nigdy nie przegapię tego, co w życiu najważniejsze. I o tym, by kochać po prostu kochać zanim będzie za późno.



