Jan wrócił do domu, wszedł do kuchni, a na stole czekała na niego kolacja. – Dziwne, gdzie jest Lila? – pomyślał mężczyzna. Wszedł do sypialni, gdzie żona siedziała na podłodze i pakowała rzeczy do torby.

Dawno już temu, przy okazji jednego z tych spokojnych wiosennych wieczorów, Zbigniew wrócił do domu, wszedł do kuchni i zobaczył na stole ciepłą kolację, czekającą na niego. Dziwne, gdzie się podziała Halina? pomyślał z niepokojem. Przeszedł do sypialni; żona siedziała na podłodze i pakowała rzeczy do torby. Wyjeżdżasz gdzieś? zapytał zdziwiony. Dostałam skierowanie do szpitala wojewódzkiego, na badania. Nie ukrywam, są pewne złe podejrzenia powiedziała nagle Halina. Jak to złe? Zbigniew aż się zatrzymał. Ty masz coś tego jak Twoja mama? patrzył na nią i nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.

Przez kilka kolejnych dni Zbigniew nie mógł znaleźć sobie miejsca. Martwił się o żonę Halinę, która była w Krakowie na badaniach, a on został w ich rodzinnym domu na wsi pod Bochnią, z nadzieją i gęsią skórką czekał na wiadomości.

Halina nigdy na nic się nie uskarżała, a Zbigniew był przekonany, że wszystko jest w porządku. Mieszkali razem od trzydziestu lat, wychowali dwoje dzieci. Cały dom opierał się na Halinie: gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie. Zbigniew żył w przekonaniu, że to naturalna kolej rzeczy. „To nie męska robota, mycie naczyń czy garnków” myślał.

Co najważniejsze, Halina nie była kurą domową. Pracowała jako księgowa, razem z nim w tym samym przedsiębiorstwie. Po całym dniu w pracy, Zbigniew miał zwyczaj narzekać żonie na zmęczenie, potem padał na kanapę i włączał telewizor.

Halina pędziła wtedy do kuchni, brała się za gotowanie kolacji i szykowanie obiadu na jutro, potem zmywała, sprzątała, prasowała ubrania. Wszystko, co, jak wszyscy wiemy, w domu nigdy się nie kończy.

U nich zawsze panował porządek i ciepło domowego ogniska, a na stole codziennie pojawiały się świeże, smaczne potrawy. Zbigniew nie znosił jeść tego samego dwa dni z rzędu, więc Halina często spędzała długie godziny w kuchni. Nigdy nie narzekała i nie prosiła męża o pomoc, a jemu nawet przez myśl nie przeszło, by się do czegoś dołożyć. W końcu „nie dla chłopa patelnia”.

Kiedy Halina wzięła dzień wolnego w pracy, by pójść do lekarza, Zbigniew mocno się zdziwił.

Co się stało? Źle się czujesz? zapytał.

Mam nadzieję, że nie, ale jakoś ostatnio czuję się gorzej odpowiedziała delikatnie.

Może wypij witaminy? Wiosna przecież próbował żartować.

Może tak wzruszyła ramionami.

Wieczorem, gdy Zbigniew wrócił z pracy, żona powiedziała mu, że musi pojechać do Krakowa na badania.

Ale dlaczego? zdziwił się.

Mają podejrzenia co do mojego zdrowia Dostałam skierowanie do szpitala.

Jakie podejrzenia? Boże, Halina, czy to to samo w głosie pobrzmiewał lęk.

To tylko przypuszczenia na razie próbowała go uspokoić, choć sama się bała i zdążyła się już wypłakać, nim wrócił do domu. Kupiłam bilet na autobus. Jutro o ósmej wyjeżdżam. Zostawiłam ci kotlety z kaszą, a na stole sałatka. Ja muszę się spakować i wcześnie położyć.

Jadłaś już?

Nie mam ochoty powiedziała, pakując rzeczy do torby.

Zbigniew patrzył, jak żona układa ubrania i poczuł niepokój; jakby strach przeleciał mu po plecach. Halina zawsze taka energiczna, nigdy na nic nie narzekała. A teraz?

Chyba wszystko spakowałam powiedziała.

Nie zapomnij ładowarki do telefonu rzucił.

Rzeczywiście, dziękuję, Zbyszku. Czemu nie chcesz jeść?

Sam nie wiem, chyba też nie mam apetytu

Smuciłam cię

Mhm przyznał.

Spojrzał na torbę i przypomniał sobie tamte przygotowania do wakacji nad Bałtykiem sprzed czterech lat, kiedy Halina kupiła właśnie tę torbę. Jakże się wtedy cieszyła na wyjazd! Tak bardzo marzyli o wspólnym odpoczynku nad morzem, a tu nagle szef zaproponował Zbigniewowi zastępstwo za chorego kolegę. Obiecał premię i Zbigniew się zgodził remont sypialni odkładali od dawna, więc pieniądze z premii się przydadzą.

Wydawało mu się wtedy, że Halina się cieszy z tej decyzji. Ale tamtej nocy słyszał, jak skrycie płakała. Powiedziała tylko, że miała zły sen. Dopiero teraz Zbigniew zrozumiał, że płakała po niespełnionych marzeniach.

Następnego roku znów nie wyszło, aż w końcu Halina przestała mówić o morzu. Zbigniewowi nawet to odpowiadało. Wolał działkę, grilla z przyjaciółmi i kąpiel w niedalekiej rzece. „Po co wyjeżdżać, tracić złotówki, skoro w domu odpoczywa się równie dobrze?”

I oto teraz Halina pakowała się do tej samej torby, nie na urlop, lecz na badania do Krakowa A co jeśli? Zbigniewowi zrobiło się zimno z przerażenia.

Tego wieczora nie tknął kolacji. W nocy długo nie mógł zasnąć, leżał obok żony, słysząc jej ciche szlochanie. Chciał ją objąć, pocieszyć, ale jakoś nie miał odwagi.

Rano odprowadził Halinę na dworzec PKS. Przed wejściem do autobusu przytulili się, a Zbigniew nie chciał jej wypuszczać z objęć. Patrzył, jak autobus odjeżdża, a łzy stanęły mu w oczach.

Halina wyszeptał niemal bezgłośnie. Moja najdroższa, niech wszystko dobrze się ułoży

Czuł pustkę, ale musiał się wziąć w garść i iść do pracy. Dzień minął na automacie, wypełniony obowiązkami. Gdy wrócił do domu, mieszkanie wydawało się martwe i ciche, jakby zgasło całe światło. Zmuszając się, podgrzał wczorajszą kolację i trochę zjadł.

Próbował jakoś się rozweselić, włączył telewizor ale od razu go wyłączył.

Sięgnął po album ze zdjęciami i zaczął go przeglądać.

O, tutaj byli młodą parą, zaraz po ślubie Jaka Halina wtedy była śliczna, taka delikatna. Oczywiście, dla niego zawsze była piękna, ale wtedy Po raz pierwszy, kiedy ją ujrzał na urodzinach kolegi, serce mu przyspieszyło. Halina przyszła z chłopakiem, a Zbigniew też był z dziewczyną. Stwierdziłby kiedyś, że miłość od pierwszego wejrzenia to bajka. Ale spotkało go to właśnie wtedy.

Z tamtą wybranką, Grażyną, pokłócił się na tych urodzinach ona od razu wychwyciła jego wzrok zerkający na Halinę i zrobiła mu awanturę na klatce schodowej.

Proszę bardzo burknął Zbigniew. I tak nie kochałem cię nigdy naprawdę.

Grażyna odeszła w łzach, choć już tydzień później spotykała się z Markiem, który zabiegał o nią od liceum. A potem została jego żoną.

Zdobycie serca Haliny zajęło Zbigniewowi więcej czasu. Nawet kiedy zerwała z chłopakiem, z którym była tamtego dnia, nie spieszyła się odwzajemniać uczucia Zbyszka. Ale w końcu, doceniła jego determinację i pokochała także jego.

Zbigniew przewracał strony albumu, jakby od nowa przeżywał te wszystkie szczęśliwe chwile ich wspólnego życia I nagle ogarnęło go poczucie winy przez tyle lat brał to wszystko za pewnik. Kiedy ostatni raz powiedział Halinie, że ją kocha? Czy w ogóle dziękował za smaczny obiad? Zawsze myślał, że to naturalne, przecież żona ma dbać o męża.

Tylko teraz docierało do niego, ile domowych spraw Halina wzięła na siebie. Myślał, że jest niezniszczalna, że zmęczenie jej nie dotyczy. Gdy on był chory, rozczulała się, podawała rosół, kompot z żurawiny, słuchała jego narzekań i współczuła. A kiedy chorowała ona, wypijała tabletkę i szła do pracy

Sama myśl o tym, że może stracić Halinę, była nie do zniesienia. Przez te parę dni funkcjonował jak automat. Rozmawiali codziennie przez telefon, ale Halina niewiele zdradzała Czekał tylko na pozytywną odpowiedź.

W głowie krążyły mu tylko wyrzuty: czemu był takim egoistą, czemu był tak mało uważnym mężem Czy da się to jeszcze naprawić?

Zbyszku, mam dobre wieści! usłyszał pewnego wieczoru w słuchawce drżący głos żony. Nic się nie potwierdziło. Są pewne problemy, ale nie takie poważne.

Naprawdę? niemal krzyknął ze szczęścia. Halina, jak ja się cieszę

Kilka dni później odbierał Halinę z dworca PKS. Trzymał w rękach bukiet białych lilii jej ukochanych kwiatów.

Zbyszku, niepotrzebnie wydawałeś tyle na kwiaty! żachnęła się, choć w oczach miała uśmiech. Ale dziękuję, to bardzo miłe.

Jak ja za tobą tęskniłem powiedział, obejmując ją mocno. Kocham cię. Wybacz mi, proszę

Za co, Zbyszku? zapytała ze zdziwieniem.

Nie byłem najlepszym mężem przez te lata

A skąd ci to przyszło do głowy? Albo czy ty mnie zdradzałeś?

Błagam, Halina! przerwał jej. Nigdy w życiu! Po prostu, byłem za mało troskliwy, zbyt rzadko ci pomagałem. Ale to już się zmieni. Mam dla ciebie niespodziankę.

Jaką taką?

Kupiłem bilety. Za miesiąc mamy urlop zamierzam zabrać cię nad Bałtyk.

Nad morze? A co z działką?

A niech ją, tę działkę! machnął ręką. Może nawet ją sprzedamy? Warzywa kupimy na rynku

Nie poznaję cię, Zbyszku.

Ja sam siebie nie poznaję, Halinko. Tak bałem się, że mogę cię stracić Teraz będę cię cenił jak największy skarb. Kocham cię nad życie

Ach, Zbyszku uśmiechnęła się Halina. Chyba wszystko musiało się tak ułożyć, żebym mogła w końcu usłyszeć od ciebie te słowa. No chodź, idziemy do domu Ja też cię kocham.

Oceń artykuł
TwojaCena
Jan wrócił do domu, wszedł do kuchni, a na stole czekała na niego kolacja. – Dziwne, gdzie jest Lila? – pomyślał mężczyzna. Wszedł do sypialni, gdzie żona siedziała na podłodze i pakowała rzeczy do torby.