Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.

Tomasz ożenił się z Jadwigą na złość swojej ukochanej. Chciał jej pokazać, że nie cierpi przez to, że go porzuciła, że jeszcze potrafi być szczęśliwy nawet bez niej.

Spotykał się z Martą prawie dwa lata. Tomasz kochał ją do szaleństwa: był gotów nosić ją na rękach, przewracać dla niej góry. Myślał, że zmierzają prosto do ślubu. Ale nie do końca podobało mu się, gdy Marta zbywała go:
Po co nam teraz ślub? Ja jeszcze nie skończyłam studiów, a u ciebie w firmie wszystko się jakoś rozłazi. Ani porządnego samochodu, ani własnego mieszkania. Anka, wiadomo, to moja najlepsza przyjaciółka, ale codziennie spotykać się z nią rano przy kawie tego nie chcę. Gdybyś nie sprzedał domu, mieszkalibyśmy tam

To bolało Tomasza, ale Marta miała sporo racji. Z siostrą, Olgą, mieszkał w mieszkaniu po rodzicach i dopiero zaczynał ogarniać rodzinny interes. Kto by pomyślał, że będzie musiał wziąć stery w dłoń przed ukończeniem studiów? I tak już ledwo ciągnął, próbując ratować firmę i zdobyć dyplom.

Dom sprzedali za zgodą obojga. Uznali, że firma jest ważniejsza niż cztery ściany. W ciągu pół roku, zanim przejęli spadek, zdążyli się zadłużyć. Oboje nadal studiowali: Tomasz na ostatnim roku, Olga na trzecim. Sprzedaż domu pozwoliła spłacić długi, zainwestować trochę w zatowarowanie sklepu i jeszcze nieco zostało na czarną godzinę.

Marta uważała, że trzeba żyć tu i teraz, nie czekać na jakieś jutro, które nie wiadomo czy przyjdzie. Jej było łatwo tak mówić, kiedy wciąż była pod opieką rodziców. Ale gdy z dnia na dzień stajesz się głową rodziny i wsparciem dla siostry, zaczynasz myśleć zupełnie inaczej. Tomasz wierzył, że wyjdą na prostą. Będzie i porządny samochód, i własny dach nad głową, i ogródek.

Wszystko wydawało się iść dobrze. Czekał na Martę przy przystanku obok warszawskiego kina, umówili się przez telefon na premierę nowego filmu. To ona kazała nie podjeżdżać po nią a przecież zawsze narzekała na komunikację miejską. Wypatrywał jej, aż nagle podjechała pod niego białym mercedesem.

Przepraszam, już nie możemy być razem. Wychodzę za mąż rzuciła. Wcisnęła mu w ręce jakąś książkę, potem się odwróciła i wsiadła z powrotem do auta.

Tomasz stał długo, nie mogąc pojąć, co się właśnie stało. Jak mogło się to wydarzyć w ciągu trzech dni jego nieobecności w mieście?

Olga od razu wyczytała wszystko z jego twarzy:
Już wiesz?
Skinął głową bez słowa.
Znalazła sobie bogatego frajera. Ślub dwudziestego piątego. Mnie chciała świadkową, odmówiłam. Podła z niej dziewczyna! Za twoimi plecami się z nim szwendała Olga aż się rozpłakała z żalu do brata.
Spokojnie Tomasz pogładził siostrę po głowie, jak małą dziewczynkę. Niech jej się wiedzie, a nam będzie jeszcze lepiej.

Na prawie całą dobę zamknął się w swoim pokoju. Olga jęczała pod drzwiami:
Zjedz chociaż. Usmażyłam naleśniki.
Wieczorem wyszedł z ogniem w oczach:
Ubieraj się rzucił do siostry.
Co kombinujesz?
Ożenię się z pierwszą napotkaną, która się zgodzi odpowiedział chłodno.
To głupota próbowała przemówić mu do rozsądku Olga. Tu nie tylko o twoje życie chodzi.
Nic nie pomogło.
Jak nie pójdziesz ze mną, pójdę sam.

W parku na Pradze spacerowało sporo ludzi. Pierwsza z napotkanych dziewczyn tylko popukała się w czoło. Druga uciekła jak od wariata, ale trzecia, spojrzawszy mu głęboko w oczy, powiedziała:
Tak, zgadzam się.
Jak masz na imię, piękna?
Jadwiga.
Trzeba opić zaręczyny! Tomasz pociągnął nową znajomą i siostrę do najbliższej kawiarni.

Przy stoliku zapadła niezręczna cisza. Olga nie wiedziała, co powiedzieć Tomasz rwał się do zemsty. Już wiedział, że zrobi wszystko, by ich ślub też był dwudziestego piątego.

Pewnie jest ważny powód, że oświadczył się pan nieznajomej odezwała się Jadwiga. Jeśli to tylko chwilowy impuls, nie będę zła, wycofam się.
Nie. Dałaś słowo. Jutro składamy papiery w urzędzie i idziemy poznać twoich rodziców.
Tomasz puścił do niej oko:
Zacznijmy może od ty.

Codziennie widywali się przez ten miesiąc, rozmawiali, poznawali wzajemnie.
Powiesz mi kiedyś, czemu to wszystko? spytała kiedyś Jadwiga.
Każdy ma swoje trupy w szafie wymigał się Tomasz.
Oby nie przeszkadzały żyć.
A dlaczego ty się zgodziłaś?
Wyobraziłam sobie, że jestem królewną, którą król-tatuś wydaje za pierwszego lepszego. W bajkach zwykle kończy się to szczęśliwie: Żyli długo i szczęśliwie. Chciałam się przekonać osobiście.

W rzeczywistości nie wszystko było takie proste. Miłość życia zakończyła się roztrzaskanym sercem i stratą, co prawda niewielkich, oszczędności. Ale to nauczyło ją czytać ludzi. Na amantów, którzy się wokół niej kręcili, nie traciła czasu.

Nie szukała na siłę tego jedynego, ale wiedziała, że chce mieć przy sobie mądrego, samodzielnego faceta, który potrafi podjąć decyzje. W Tomaszu zobaczyła zdecydowanie i rozwagę. Gdyby nie był z siostrą, a z kolegami, nawet nie zwróciłaby na niego uwagi.

A ty co za królewna? Tomasz spojrzał na nią zamyślony Śmiejosia, Złotowłosa czy może Żaba?
Pocałuj, to się przekonasz! zgrywała się.
Ale na pocałunki i bliskość nie było między nimi miejsca.

Tomasz sam zajmował się organizacją ślubu. Jadwidze zostawił tylko wybór spośród tego, co proponował. Nawet wybór sukni i welonu kontrolował osobiście.
Będziesz najpiękniejsza powtarzał.

W urzędzie, czekając już na ceremonię, natrafili na Martę i jej narzeczonego. Tomasz wymusił uśmiech:
Pozwól, że ci pogratuluję pocałował byłą w policzek Obyś była szczęśliwa z tym portfelem na nogach!
Przestań robić sceny ucięła Marta.
Omawiała Jadwigę wzrokiem: wysoka, urodziwa, wyjątkowo atrakcyjna i z godnością. Marta wypadała przy niej blado, aż zżerała ją zazdrość wiedziała, że się przeliczyła, szczęścia nie czuła, nadziei nie miała.

Tomasz wrócił do Jadwigi:
Wszystko w porządku powiedział teatralnie.
Jeszcze nie jest za późno, żeby się wycofać szepnęła.
Nie, gramy do końca.
I dopiero w sali ślubnej, patrząc w te smutne oczy już swojej żony, zrozumiał, co zrobił.
Sprawię, że będziesz szczęśliwa mówiąc to, Tomasz naprawdę w to wierzył.

Potem nastały zwyczajne dni. Olga i Jadwiga od razu się polubiły, doskonale się dogadywały i uzupełniały. Wybuchowa Olga nauczyła się panować nad emocjami, a Jadwiga zorganizowała dom i całą rodzinę, zupełnie niewidocznie rządząc wszystkimi.

Jadwiga świetna ekonomistka, specjalistka od księgowości i podatków błyskawicznie zrobiła porządek w finansach rodziny. Po pół roku otworzyli drugi sklep, a nieco później założyli ekipę budowlaną nie tylko sprzedawali materiały, ale też remontowali mieszkania. Zyski rosły lawinowo.

Była jak prawdziwa Królewna Mądra; potrafiła tak podsunąć swoje pomysły, że Tomasz myślał, iż to on jest ich autorem. Niby wszystko było idealne, ale Tomasza gnębił brak tej ekscytującej namiętności, którą czuł do Marty. Życie było przewidywalne, spokojne, wyważone. Rutyna myślał. Wciąga mnie jak bagno. Ja nie potrafię kochać spokojnie, to wszystko mówi samo za siebie.

Dzięki zasługom Jadwigi, rodzina awansowała biznesowo zajęli się budową domów pod klucz. Pierwszy postawili dla siebie.

Im lepiej im się wiodło, tym mocniej Tomasz wspominał Martę: Nie miała cierpliwości. Gdyby widziała, czym dziś jeżdżę! A dom… prawdziwy pałac! czuł dumę. I coraz częściej myślał: A co by było, gdyby

Jadwiga widziała, jak Tomasz miota się. Chciała być dla niego tą jedyną, ale serce, a zwłaszcza cudze, trudno zmusić do uczuć. Nie każda bajka kończy się szczęśliwie, myślała gorzko, choć nadziei nie traciła w końcu jej imię do tego zobowiązywało.

Olga też wszystko widziała.
Stracisz więcej, niż zyskasz rzuciła, gdy przyłapała brata przeglądającego profil Marty na Facebooku.
Nie wtrącaj się! odburknął.
Olga spojrzała na niego złowrogo:
Głupi jesteś! Jadwiga kocha cię naprawdę, a ty bawisz się w jakieś dziecinady!
Jeszcze tego brakowało, by smarkata mnie pouczała! zagotował się Tomasz. Coraz bardziej ciągnęło go do Marty. W końcu napisał do niej.

Marta skarżyła się, że życie jej się nie ułożyło. Mąż wyrzucił ją z domu z niczym. Studiów nie skończyła. Prawdziwej pracy nie miała, do rodziców nie wróciła, mieszkała w wynajętej kawalerce w Poznaniu.

Tomasz długo się wahał: Jechać czy nie? Okazja się nadarzyła żona wyjechała na tydzień do chorej babci na wieś.
Postanowił: jadę. Umawiają się na spotkanie. Do Poznania jechał, jakby leciał na skrzydłach. W duszy miał zamęt co jej powiedzieć, dokąd wyjdą, co będą robić?

Rzeczywistość okazała się brutalna.
Ale się zmieniłeś! rzuciła mu się na szyję Marta.
Zapach nieumytego ciała aż ścinał z nóg. Tomasz aż odsunął się od niej.
Wyobraź sobie, ludzie patrzą.
Nie obchodzi mnie to! zaśmiała się głupkowato.
Krótka spódniczka, tani makijaż, perfumy z bazaru Wszystkim w niej przegrywała z Jadwigą. Przecież ona zawsze taka była. Ja tego nie widziałem? męczył się Tomasz, patrząc, jak tamta pije jedno piwo za drugim.
Dasz mi trochę kasy, to się odwdzięczę Marta oblizała usta.
On już nie wiedział, jak się od niej uwolnić.
Muszę lecieć, mam sprawy Tomasz wstał od stolika.
Spotkamy się jeszcze?
Nie sądzę Tomasz skinął na kelnera. Proszę o rachunek.
Ale ja chcę jeszcze siedzieć!
Niech pani odpoczywa w ramach tej sumy zostawił pokaźną sto złotową banknot w czarnej kopercie.

Kelner uśmiechnął się ze zrozumieniem.

Tomasz wracał do Warszawy na złamanie karku.
Ty debilu klął na siebie Olga miała rację, po co mi to było? Albo może dobrze, że pojechałem?
Po raz pierwszy to sobie uświadomił: nigdy nie powiedział do żony Jadwisiu. Przecież to ona była mu najbliższa!
Zahamował ostro. Przez pięć minut siedział bez ruchu, analizując wszystko, co się wydarzyło przez te wszystkie lata od ślubu.

Przypomniał sobie twarz żony, jej oczy błękitne, zamglone, uśmiech, czułe dłonie czeszące jego włosy.
Przecież obiecałem jej szczęście wyszeptał.

Odpalił auto, przejechał dziesięć kilometrów krajówką, a potem zjechał na polną drogę.

Tydzień to zbyt długo. Bez ciebie nie wytrzymałem nawet dwóch dni powiedział, gdy Jadwiga wybiegła do niego z domu babci.
Szalony jesteś śmiała się przez łzy.
Jadwisiu, kochana moja szeptał jej we włosy, a świat zawirował szczęściem przed nimi obojgiem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.