Baśka! rozległ się energiczny głos, a przyjaciółka, otrzepując krople deszczu ze swojego intensywnie czerwonego płaszcza, opadła ciężko na krzesło po drugiej stronie stolika. Przepraszam, korki straszliwe. Zamówiłaś już coś?
Tylko kawę Barbara uśmiechnęła się słabo. Czekałam na ciebie.
Irena zdjęła płaszcz, poprawiła włosy i zmierzyła Barbarę krytycznym spojrzeniem.
Matko, Baśka, ty w ogóle spoglądasz rano w lustro? Patrz na siebie: szara bluza, szare spodnie! Co to w ogóle jest? Depresja czy chęć zostać niewidzialną?
Jest mi wygodnie wzruszyła ramionami Barbara. Mam już pięćdziesiąt dwa lata, nie w głowie mi strojenie się.
No tak Irena zamówiła sobie cappuccino i rogalika jednym machnięciem ręki. A Jakub gdzie? Pewnie znowu na rybach?
Barbara skinęła głową.
Pojechał w piątek wieczorem. Wróci w niedzielę na obiad. Tak jak zawsze.
Tak jak zawsze powtórzyła Irena z przekąsem. A ty znowu sama w domu? Siedzisz, dziergasz skarpetki, telewizję oglądasz? Powiedz, kiedy on ostatnio gdzieś cię zaprosił? Do restauracji, teatru albo nawet do kina? Przypomnij sobie, no proszę cię!
Barbara poczuła, jak policzki zaczynają ją palić.
Byliśmy razem na działce w lipcu…
No tak! parsknęła śmiechem Irena. Ty plewiłaś grządki, a on naprawiał szopę! Niesamowita romantyka. Posłuchaj, kochana, życie ci przecieka między palcami. Już nie jesteśmy młode, to fakt. Ale jeszcze nie staruszki! Ty się chowasz za życia.
Przestań, Barbara upiła łyk gorzkiej kawy. Mamy normalną rodzinę. Dwadzieścia osiem lat razem. To przecież o czymś świadczy.
Dwadzieścia osiem lat przyzwyczajenia ucięła Irena. Wiesz, co widzę? Stałaś się przezroczysta. Jak stara szafa albo lodówka stoi, jest, funkcjonuje. Zadaj sobie pytanie: kiedy on ci powiedział coś miłego? Kiedy zapytał po prostu, jak się czujesz?
Barbara chciała zaprzeczyć, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Wieczory cichły zupełnie Jakub czytał coś na tablecie o wędkarskich nowinkach, ona robiła na drutach albo oglądała serial. Czasem zapytał, co na kolację. Czasem przypominała mu, że trzeba zapłacić rachunki. I tyle.
Trafiłam w sedno, co? Irena przysunęła się bliżej, jej oczy błyszczały. Słuchaj, poznałam niedawno fajnego faceta. Fotograf, Andrzej. Ciekawy, elokwentny, umie słuchać. Otwiera w sobotę wystawę galeria na ulicy Słowackiego. Idziemy? Oderwiesz się trochę!
Irena, ja naprawdę…
Nie wykręcaj się machnęła ręką Irena. Musisz wyjść z tej skorupy. Przebrać się ładnie, pozwól, że ci pomogę. Zobaczysz, jak to miłe, gdy ktoś cię zauważa, gdy mówi z tobą nie o cieknącym kranie.
Barbara westchnęła. Z Ireną i tak nie wygra poza tym myśl o wyjściu z domu wcale nie była taka nieprzyjemna. W domu faktycznie było zbyt cicho. Za cicho.
***
W sobotni wieczór Barbara przygląda się sobie w lustrze i nie poznaje kobiety patrzącej z odbicia. Irena przywiozła jej bordową sukienkę nie za rzucającą się w oczy, ale z eleganckim paskiem podkreślającym talię. Barbara pierwszy raz od miesięcy się umalowała, ułożyła włosy.
No i co? mruknęła, studiując odbicie. Myślałam, że już całkiem
Że już babcia z ciebie? Irena uśmiechnęła się szeroko. Absolutnie nie. Po prostu o sobie zapomniałaś.
Galeria okazała się maleńka, z wysokimi sufitami, białymi ścianami, czarno-białymi zdjęciami: stare podwórka, twarze nieznajomych, opuszczone stacje. Było nieco ponad trzydzieści osób, wszyscy z kieliszkami wina, rozmawiali cicho.
Irena poprowadziła Barbarę prosto do wysokiego mężczyzny z siwizną w ciemnych włosach, w czarnym golfie i dżinsach.
Andrzej, poznaj moją najlepszą przyjaciółkę, Barbarę. Baśka, to Andrzej, autor tych wszystkich zdjęć.
Andrzej się odwrócił, Barbara napotkała jego przyjazne, szare oczy, łagodny uśmiech, zmarszczki wokół oczu. Uścisnął jej dłoń.
Miło mi bardzo. Mam nadzieję, że spodoba się pani wystawa.
Ja… nie jestem znawcą fotografii przyznała Barbara, odwzajemniając uścisk.
To nie ma znaczenia uśmiechnął się Andrzej szerzej. Chodzi o to, co się czuje. Chodź, pokażę ci moją ulubioną pracę.
Podeszli do zdjęcia w rogu starsza kobieta przy oknie, światło padało na jej twarz, zmarszczki jak zapisane w nich historie, w oczach smutek i godność.
To moja sąsiadka powiedział cicho Andrzej. Ma osiemdziesiąt trzy lata. Opowiadała mi o wojnie, stracie męża, samotnym wychowywaniu dzieci. W jej oczach nie było żalu. Tylko głęboki smutek i siła.
Barbara poczuła ścisk w gardle.
Jest piękna wyszeptała.
Piękno przybiera różne formy skinął Andrzej. To nie tylko młodość i gładka skóra. Piękno to to, co przetrwało, co nie dało się złamać. Spojrzał na Barbarę uważnie. Ty też masz ten smutek. Taką intrygującą zadumę. Wyglądasz, jakbyś stale o czymś myślała, ale nikt o tym nie wie.
Barbara była zaskoczona. Od lat nikt tak na nią nie patrzył. Jakub patrzył, ale nie widział. A ten mężczyzna, dopiero co poznany, jakby zajrzał do środka.
Chyba po prostu… jestem trochę zmęczona wymamrotała.
Czym? spytał Andrzej spokojnie, bez nachalności, jakby znali się od lat.
Barbara chciała coś zażartować, ale słowa płynęły same.
Tą monotonią. Każdy dzień taki sam. Pobudka, śniadanie, obowiązki domowe. Mąż w pracy, potem na rybach. Dzieci dorosły, rozjechały się. A ja siedzę w tym mieszkaniu i myślę: gdzie jestem ja? Gdzie ta dziewczyna, która marzyła o podróżach, o czymś wielkim?
Zacisnęła usta, przestraszona własną szczerością.
Wybacz, szepnęła. Nie wiem, czemu to mówię.
Nie musisz przepraszać Andrzej lekko dotknął jej łokcia. To się nazywa szczerość. Rzadka dziś sprawa. Wiesz, mam propozycję. Prowadzę taki mały klub spotykamy się co tydzień, rozmawiamy o fotografii, literaturze, czasem wyjeżdżamy na plener. Wpadnij w środę. Spodoba ci się, obiecuję.
Barbara chciała odmówić, napomknąć o obowiązkach, o czasie… Ale sama siebie usłyszała:
Dobrze. Przyjdę.
***
Jakub wrócił w niedzielę, klasycznie pachnąc rzeką i dymem z ogniska. Barbara wyszła mu naprzeciw.
Jak było? spytała. Coś złowiłeś?
Kilka okoni Jakub poszedł do kuchni, zdjął plecak. Spoko. A ty jak? Wszystko w porządku?
Tak. Byłam z Ireną na wystawie.
No i dobrze otworzył lodówkę, wyjął kiełbasę. Powinnaś częściej wychodzić. Zasiedziałaś się w domu.
Powiedział to mechanicznie, nie patrząc na nią wcale, myśląc już o swoim. Barbarę ogarnęło niezadowolenie.
Kuba, może byśmy gdzieś poszli razem? Do restauracji, teatru, kina?
Jakub spojrzał na nią ze zdziwieniem.
Po co? Przecież to drogo. Poza tym jestem zmęczony po rybach. Może innym razem, dobrze?
Zawsze innym razem. Barbara skinęła głową i wyszła z kuchni. W pokoju napisała do Ireny: Podaj mi adres tego klubu. Będę w środę.
***
Klub spotykał się w piwnicy starej kamienicy, urządzonej w przytulny sposób: kanapy, regały z książkami, na stolikach aparaty fotograficzne. Grupa w większości osoby po czterdziestce i pięćdziesiątce. Andrzej powitał Barbarę u wejścia.
Cieszę się, że przyszłaś powiedział ciepło. Usiądź, gdzie ci wygodnie.
Wieczór minął szybko. Rozmawiali o twórczości francuskiego fotografa, czytali Herberta, potem po prostu rozmawiali. Barbara słuchała, milczała, była szczęśliwa. Tu nikt nie rozmawiał o rachunkach, sprzątaniu, gotowaniu.
Po spotkaniu Andrzej odprowadził ją na przystanek.
Podobało się? spytał.
Bardzo przyznała Barbara. Nawet nie wiedziałam, że tak mi tego brakowało.
Trafiłaś do innego świata uśmiechnął się Andrzej. Widzisz, ty tyle lat żyjesz dla innych: męża, dzieci, domu. Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla siebie?
Barbara nie potrafiła sobie przypomnieć.
Taka pułapka wieku średniego kontynuował Andrzej. Oddajemy siebie innym, siebie stawiamy na końcu. Ale nigdy nie jest za późno, by sobie przypomnieć, kim się jest.
Jego słowa były jak balsam. Barbara słuchała zaczarowana.
Wiesz co? nagle zaproponował Andrzej. W sobotę wybieram się za miasto, do starego dworku. Pięknie tam jesienią, światło niesamowite, chciałbym porobić zdjęcia. Dasz się namówić? Będzie ciekawie.
Barbara zawahała się. Jakub znowu na rybach, a ona znów sama w domu. Jak zawsze.
Sama nie wiem szepnęła. To chyba…
Niewłaściwe? Andrzej spojrzał jej w oczy. Proponuję wyjazd za miasto z interesującą osobą, pięknymi widokami. Nic więcej. Masz prawo do życia, prawda?
Mam wyszeptała Barbara.
No to świetnie. Widzimy się o dziesiątej, stacja metra. Ubierz się ciepło, tam wieje.
Machnął na pożegnanie i odszedł. Barbara została przy przystanku, serce łomotało jej jak w wieku dwudziestu lat.
***
W piątek po południu Jakub jak zawsze szykował się na ryby.
Zostanę do niedzieli rzucił, pakując termos do plecaka. Wezmę telefon, jak coś dzwoń.
Dobrze Barbara obserwowała, jak sprawdza sprzęt. Może bym pojechała z tobą?
Jakub spojrzał zaskoczony.
Po co? Przecież narzekasz, że ci zimno i muchy gryzą.
Chciałam być razem wymamrotała Barbara.
Baśka, przecież jesteśmy razem ciągle wzruszył ramionami Jakub. Odpocznij sobie, oglądaj seriale.
Cmoknął ją w policzek, zarzucił plecak i wyszedł. Barbara została patrząc na zamknięte drzwi.
Jesteśmy razem ciągle, powtórzyła sobie w myślach. Ale czy tak naprawdę byli?
Rano ubrała się długo wahając, założyła jeansy, ciepły sweter, kurtkę. W lustrze zobaczyła policzki rumiane, oczy pełne blasku. Wyglądała młodziej, jakby ożyła.
Jadę tylko na wycieczkę powtarzała sobie. Z nowym znajomym. To nie zbrodnia.
Andrzej czekał z dwoma kawami na stacji.
Dzień dobry uśmiechnął się, wręczając jej kubek. Gotowa na przygodę?
Pojechali jego wysłużonym polonezem, słuchali muzyki, gawędzili. Andrzej opowiadał o podróżach, o zdjęciach. Barbara śmiała się i czuła się wolna, lekka.
Dworek był stary, zrujnowany, lecz piękny kolumny, park, staw. Andrzej fotografował, a Barbara zbierała żółte liście.
Stań tu, poprosił. Przy kolumnie. Tylko nie patrz w obiektyw.
Zrobił kilka zdjęć, potem pokazał jej efekty.
Widzisz? Jesteś bardzo fotogeniczna. I ta melancholia w oczach niezwykła.
Barbara długo patrzyła na ekran. Kobieta z fotografii była jej zupełnie obca. Ale przecież to ona.
Spędzili dzień na rozmowach i zdjęciach, potem weszli do małego wiejskiego baru na pierogi i herbatę. Rozmowa płynęła coraz bardziej osobista.
Długo jesteś mężatką? zapytał Andrzej.
Dwadzieścia osiem lat odpowiedziała Barbara.
I jesteś szczęśliwa?
Barbara zamilkła. Co to znaczy szczęście? Przewidywalność?
Sama już nie wiem przyznała cicho. Kiedyś myślałam, że tak. Teraz czuję się jakby śniła na jawie. Wszystko jest, wszystko gra, a jednak czegoś brak.
Brak pasji podpowiedział Andrzej. Grzania się w ogniu uczuć. Bycia sobą, a nie tylko czyjąś funkcją.
Polożył jej dłoń na ręku.
Baśka, jesteś niezwykłą kobietą. Inteligentną, piękną, dojrzałą. Masz prawo do szczęścia. Swojego szczęścia.
Barbara patrzyła na ich splecione dłonie, serce waliło jak młot. Powinna cofnąć rękę, wyjść. Ale nie potrafiła. I nie chciała.
***
Kolejne tygodnie przemijały w gorączkowej zawiesinie. Barbara spotykała się z Andrzejem coraz częściej: w klubie, na wystawach, na spacerach. Otrzymywała od niego to, czego brakowało w domu zainteresowanie, komplementy, szczere rozmowy.
Jakub był taki jak zawsze praca, ryby, serwisy informacyjne. Barbara gotowała, sprzątała, prała. Ich rozmowy ograniczały się do minimum.
Baśka, kupiłaś śmietanę?
Kupiłam.
Dobrze. A gdzie moje skarpety?
W szafie.
I tyle. Andrzej pytał o wszystko. I Barbara przed nim się otwierała.
Irena szybko to zauważyła.
Widzę, zakochałaś się mrugnęła, gdy spotkały się w Café Charlotte.
Przestań! Barbara się zaczerwieniła. Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Przyjaciele… Irena przewróciła oczami. Baśka, cała promieniejesz. Nie widziałam cię tak szczęśliwej od piętnastu lat. I dobrze! Zasługujesz na odrobinę szczęścia.
Ale jestem mężatką szepnęła Barbara.
I co z tego? Twój Jakub nawet nie zauważa, że jesteś obok. On żyje swoim życiem, a ty masz rezygnować ze swojego? Jesteś kobietą z krwi i kości, nie świętą. Jeśli Andrzej daje ci szczęście, to co za różnica?
Te słowa padły na podatny grunt. Barbara sama myślała podobnie. Po prostu żyję, powtarzała sobie. Mam prawo do trochę radości.
Przełom nastąpił w listopadzie. Andrzej zaprosił ją do małego miasteczka pod Poznaniem, gdzie odbywał się festiwal fotografii ulicznej.
Zostaniemy na noc powiedział. Zarezerwowałem dwa pokoje w hotelu. Przeżyjesz coś nowego, obiecuję.
Dwa pokoje, myślała Barbara, kurczowo trzymając się tych słów.
Jakubowi powiedziała, że jedzie z Ireną na targi do sąsiedniego miasta.
OK, tylko nie wydaj majątku rzucił bez entuzjazmu.
Stała w progu i czekała, aż zapyta, spojrzy na nią. Ale nie spojrzał.
W hotelu Andrzej naprawdę wziął dwa pokoje. Przez cały dzień oglądali wystawy, uczestniczyli w wykładach, potem kolacja, wino. Andrzej mówił o chwytaniu chwil, o tym, jak ważne nie odkładać szczęścia na potem.
Wiesz, Baśka powiedział, patrząc prosto w oczy spotkałem wiele kobiet, różnych. Ale ty… jesteś wyjątkowa. Jest w tobie coś czystego, głęboka melancholia. Chciałbym, aby znikła.
Chwycił jej rękę.
Nie chcę cię popędzać ani zmuszać. Ale chcę, żebyś wiedziała: nie jesteś mi obojętna. Bardzo nieobojętna.
Barbara miała mętlik w głowie. Kiedy odprowadzali się do pokoju, Andrzej pocałował ją w policzek.
Dobranoc szepnął. Jeśli będziesz chciała pogadać jestem za ścianą.
Barbara długo leżała w łóżku, patrząc w sufit.
Jestem mężatką. Przez dwadzieścia osiem lat. Nie mogę.
A kiedy on cię ostatnio całował bez powodu? Kiedy mówił, że mu na tobie zależy?
To zdrada.
To życie. Ostatnia szansa poczuć się żywą.
O drugiej w nocy wstała, nałożyła szlafrok i zapukała do pokoju obok.
Andrzej otworzył niemal od razu.
Barbara wyszeptał.
Przekroczyła próg.
***
Rano przyszło bolesne otrzeźwienie, choć nie przez wino. Barbara leżała w obcym łóżku obok Andrzeja, nie wierząc, że to naprawdę ona.
Andrzej spał, rozrzucone ręce, niespokojny oddech. Barbara ubrała się po cichu, wróciła do swojego pokoju.
Siedziała na łóżku, głowa w dłoniach.
Co ja zrobiłam?
W drodze powrotnej Andrzej był czuły, żartował, trzymał ją za rękę. I Barbara powoli czuła, jak wyrzuty słabną, ustępując miejsca łamiącej szczęściu.
Żyję myślała. Pierwszy raz od wielu lat naprawdę żyję.
W domu Jakub przywitał ją jak zawsze.
Dużo zakupów?
Niezbyt, nic ciekawego nie było.
Rozumiem. Jestem głodny, co na obiad?
Życie wróciło na stare tory. Za dnia Barbara była żoną Jakuba, prowadziła dom. Wieczorami pisała do Andrzeja, spotykała się z nim w tajemnicy. Odkrywał przed nią nowe miejsca, dawał książki, czytał poezję.
Z Jakubem rozmowy tylko o sprawach bieżących.
Trzeba będzie obejrzeć tę rurę na działce mówił.
Wiosną odpowiadała.
I znów milczenie.
Irena triumfowała.
No i widzisz, teraz żyjesz. Nie usychasz w tym bagnie.
Barbara próbowała się usprawiedliwiać: To Jakub mnie odsunął, to on wybrał ryby zamiast mnie. Mam prawo do szczęścia.
Ale nocami, gdy Jakub spał obok, Barbara nie mogła zasnąć. Czuła, jak z każdym dniem rozpada się na kawałki.
***
Grudzień przyniósł ze sobą mróz i śnieg. Barbara i Andrzej widywali się regularnie, on wynajął małe studio fotograficzne i tam Barbara przychodziła pod pozorem kursu komputerowego.
Jakub kiwał głową, nie drążył.
Andrzej był fascynujący, wrażliwy, namiętny. Czasem jednak Barbara czuła, że jego słowa są jakby odczytane z kartki. Że chyba nie jest jedyna.
Ale nie mogła już z tego wycofać się. Zabrnęła za daleko.
W połowie grudnia wydarzyło się nieuniknione.
Wstąpiła po lekarstwa dla Jakuba do apteki. Przy kasie z torebki wypadło jej opakowanie perfum, które dostała od Andrzeja tydzień wcześniej. Nocny Ogród tak się nazywały. Słodkawy, lekko korzenny aromat.
Nie zauważyła, że zniknęły. Zapłaciła i wyszła.
Wieczorem Jakub wrócił wcześniej niż zwykle. Barbara była w kuchni, gotowała kolację, gdy położył na stole znajome pudełko.
To twoje? spytał cicho.
Barbara odwróciła się, serce zamarło.
Tak… moje. Znalazłam na chodniku wydukała.
Na chodniku… perfumy za dwieście złotych. Na chodniku.
Otworzył, powąchał.
Baśka, nie jestem głupi powiedział pobladły. Myślisz, że nie widziałem? Zmieniłaś się. Ciągle gdzieś wychodzisz. Patrzysz na mnie jak na obcego.
Barbara przyparła do kuchenki.
Kuba, ja…
Kto to jest? przerwał jej. Kto ten facet?
Nikt… tylko znajomy… my…
Nie kłam! ścisnął pudełko w garści. Zdradziłaś mnie, tak?
Cisza była ogłuszająca. Barbara widziała, jak na jego twarzy pojawia się nowa, nieznana twardość.
Tak wyszeptała. Przepraszam. Nie chciałam…
Nie chciałaś… A jednak. Rozumiem.
Odwrócił się, poszedł do przedpokoju.
Kuba, poczekaj! Porozmawiajmy, proszę…
Wytłumaczysz mi co? Że spałaś z innym, bo ja nie okazywałem ci uwagi? Może to prawda. Może zaniedbałem pracę, a za bardzo przywiązałem się do hobby. Ale nigdy cię nie zdradziłem. Nigdy. Bo cię kochałem. Nadal kocham. Ty wszystko zniszczyłaś.
Kuba, błagam… Zostań. Naprawmy to.
Nie mogę tu zostać. Muszę pomyśleć. Pojadę do Piotrka, pobędę u niego.
Spakował się w piętnaście minut. Barbara stała w drzwiach pokoju, patrzyła jak układa ubrania.
Kuba… wyszeptała. Nie odchodź.
Zamknął torbę, spojrzał na nią.
A ty mnie nie zostawiłaś? Gdy poszłaś do niego?
Wyszedł, nie trzaskając drzwiami. Po prostu wyszedł. A cisza po nim była już zupełnie inna. To była pustka.
***
Barbara krążyła po mieszkaniu, nie wiedząc, co robić. Dzwoniła do Jakuba, nie odbierał. Wysłała mu wiadomość: Przepraszam. Proszę, wróć. Odpowiedzi brak.
Zadzwoniła do Andrzeja.
Andrzej, Jakub się dowiedział. Odszedł. Nie wiem, co robić łkała przez telefon.
Och Baśka… Andrzej brzmiał współczująco. Spotkajmy się, pogadamy. Będę dla ciebie wsparciem.
Spotkali się w jego studio. Barbara mówiła, płakała, Andrzej pocieszał.
Jakoś to poukładamy zapewniał. Tak być nie mogło wiecznie. Byłaś nieszczęśliwa z nim, to był ślepy zaułek. Teraz możesz zacząć nowe życie.
Nowe życie? spojrzała na niego przez łzy. Jakie nowe życie?
No… Andrzej zawahał się jesteś wolna. Możesz robić, co chcesz. Podróżować, tworzyć, być sobą.
A ty? Zostaniesz ze mną? Będziemy razem?
Andrzej odsunął się, podrapał po głowie.
Baśka, przecież mówiłem, że nie jestem facetem od zobowiązań. Sam nie mam stałego domu ani rutyny. Żyję chwilą. Fajnie nam razem, ale…
Ale co? Barbara poczuła chłód.
Ale nie zbuduję z tobą stałego związku. Od początku cię nie oszukiwałem. Lubię wolność. Myślałem, że o to ci chodzi.
Barbara patrzyła na niego piękne słowa, czułości, wszystko było jak gra. Zrozumiała, że była jedną z wielu.
Byłam tylko zabawą? szepnęła.
Nie, absolutnie, byłaś dla mnie ważna. Ale… nie potrafię być czyimś partnerem na dłużej. Ja już taki jestem. Chciałem, żebyś poczuła życie. I poczułaś. Czy to źle?
Barbara wstała.
Masz rację, Andrzej jej głos był zaskakująco spokojny. Poczułam życie a teraz czuję, jak jest potłuczone na kawałki. Przez ciebie. Przez siebie.
Wyszła, nie oglądając się. Śnieg padał na twarz, mieszał się ze łzami.
***
W domu ciemno i cicho. Barbara usiadła na kanapie. Potem wybrała numer Ireny.
Irena, muszę porozmawiać.
Umówiły się w Cafe Charlotte, od tego się wszystko zaczęło. Irena piła cappuccino i słuchała historii Barbary.
No i masz całą gamę emocji, nie uschłaś! podsumowała, gdy Barbara skończyła.
Ty tak na poważnie? Moje życie się rozpadło, a ty…
A ja co? wzruszyła ramionami Irena. Sama to wybrałaś. Ja cię tylko zainspirowałam. Dalej to już twój wybór. Jesteś dorosła.
To ty mnie popychałaś Barbara czuła, jak złość rośnie. Cały czas wmawiałaś, że Jakub mnie nie docenia, że powinnam żyć dla siebie.
I nie miałam racji? Irena parsknęła. Może teraz Jakub zrozumie, co stracił. A może nie. Życie to nie scenariusz.
Barbara powstała.
Myślałam, że jesteś przyjaciółką. Teraz widzę, że po prostu zazdrościłaś mi stabilizacji powiedziała cicho. Chciałaś, żebym była nieszczęśliwa, jak ty.
Och, nie przesadzaj mruknęła Irena.
Żegnaj, Irena rzuciła Barbara i wyszła.
***
Minął tydzień. Jakub nie wrócił. Odpowiadał krótko: Potrzebuję czasu.
Była sama w mieszkaniu, które zrobiło się za duże i zbyt puste. Bezsennie analizowała wszystko. Jak poznała Andrzeja. Jak dała się uwieść. Jak zdradziła Jakuba.
Co ja zrobiłam?
Wspominała Jakuba naprawiającego cieknący kran, przynoszącego herbatę, gdy była chora, wspólne sadzenie jabłoni. Te zwykłe, codzienne chwile. Oddałaby wszystko, by je odzyskać.
W Sylwestra nie wytrzymała i pojechała do Piotrka. Otworzył jej drzwi, był skrępowany.
Baśka, przyszłaś do Jakuba?
Tak szepnęła. Mogę z nim porozmawiać?
Piotrek popatrzył zmieszany.
On nie chce cię widzieć. Przykro mi.
Piotrek, pięć minut, proszę…
W końcu wyszedł Jakub. Był poszarzały, zmęczony.
Czego chcesz? spytał cicho.
Chciałam powiedzieć, że jest mi bardzo przykro. Popełniłam ogromny błąd. Andrzej to był tylko miraż. Ty byłeś rzeczywistością. Proszę, daj mi szansę naprawić.
Jakub milczał długo.
Nie wiem pokręcił głową. Bardzo mnie zraniłaś. Patrząc na ciebie cały czas widzę ciebie z nim. Może kiedyś wybaczę. Może nie.
Ja… wszystko zawaliłam. Dom, zaufanie, siebie.
Słowa zawisły w powietrzu. Stali naprzeciw siebie, dwoje obcych sobie ludzi po prawie trzydziestu latach.
Muszę iść powiedział Jakub cicho. Przepraszam.
Zamknął drzwi. Barbara została na klatce schodowej.
Szła przez pokryte śniegiem miasto. Świat szykował się do Sylwestra wszędzie światła, śmiechy. A ona szła sama, w środku pustka, która chyba nigdy się nie wypełni.
***
Nowy Rok Barbara spędziła sama. Włączyła telewizor, nalała sobie kieliszek szampana. O północy wzniosła toast:
Za nowe życie wyszeptała, śmiejąc się przez łzy. Jak ono wygląda?
Na początku stycznia zadzwoniła Irena.
Baśka, co się zamykasz? Poznałam nowego faceta, uczy jogi. Super człowiek. Spotkajmy się?
Barbara milczała.
Baśka, słyszysz mnie? Spotkamy się?
Słyszę szepnęła.
No to jak? W naszej kawiarni?
Barbara zamknęła oczy. Przed oczami mignęła scena: Irena, kawiarnia, kolejny ciekawy człowiek, kolejne koło.
Nie, Irena powiedziała cicho. Już nie mogę.
Jak to?
Po prostu nie mogę. Wybacz.
Rozłączyła się.
Kilka dni później Barbara siedziała samotnie w Cafe Charlotte. Piła kawę, patrzyła przez okno na śnieg i pędzących przechodniów.
Nagle weszła Irena. Zdziwiona przysiadła się.
Baśka, jednak jesteś! Słuchaj, mam pomysł poznałam nauczyciela jogi. Uspokoi ci duszę. Umówić was?
Barbara spojrzała na Irenę, na jej energię i uśmiech, a pod tym wszystko była pustka. Jakby ta sama, którą czuła Barbara.
No co tak milczysz? Baśka, musisz się pozbierać! Życie trwa!
Barbara otworzyła usta, by coś powiedzieć. Ale nie znalazła słów. Przez głowę przemknęła myśl: ile jeszcze razy będzie wierzyć, że ktoś ją uszczęśliwi? Może szczęście miała na wyciągnięcie ręki, ale go nie widziała?
Baśka, jesteś tu w ogóle? Irena machnęła ręką przed jej twarzą.
Barbara spojrzała na nią długo. W tym spojrzeniu była cała jej strata, rozczarowanie, zrozumienie. Była marionetką, szukała odpowiedzi nie tam, gdzie trzeba. Zniszczyła coś cennego dla złudzenia.
Słyszę wyszeptała w końcu.
Irena czekała na odpowiedź. Barbara milczała. Za oknem sypał śnieg, a w tej ciszy była cała prawda. O wszystkim, co straciła, o wyborach nie do odwrócenia.
I co więc powiesz? Umówić cię?
Barbara patrzyła na Irenę i milczała. W tej ciszy był jej wybór. Wybór, który teraz dopiero zaczynała rozumieć.




