Nie jesteś żoną, jesteś gosposią. Dzieci nawet nie masz!
Mamo, Zosia tutaj zamieszka na jakiś czas. Mamy remont w mieszkaniu na Pradze, syf i hałas taki, że nie da się spać. Przecież mamy wolny pokój, czemu ma się męczyć tam w kurzu i farbie? rzucił Tomek.
Jemu to zupełnie nie przeszkadzało, za to ja i jego mama No cóż, nie jest tajemnicą, że teściowa nie trawi swojej synowej.
Słuchaj, ja pracuję, nie chcę tu nikomu wadzić szepnęła Zosia, trochę speszona.
Zosia działa zdalnie, więc cisza jest dla niej święta. Tomek w robocie praktycznie od rana do nocy, a ja teściowa pod jednym dachem? To żadna przyjemność! Zosia zresztą lubi mieć swoją przestrzeń, jest przyzwyczajona do spokoju.
Patrzyła na mnie, a ja na nią. Widać, nie miała słów. Ja też nie byłam zachwycona jej obecnością, ale wyjścia nie było. No nic, przyszła pora na kolację.
Zosiu, podasz może swoją słynną sałatkę? poprosił Tomek.
Tomku, kochanie, nie jedz tych gotowców westchnęłam ja. Ja ci zrobiłam porządną, domową sałatkę. Ta twoja Zosia truje was chemią.
Wyraz twarzy Zosi od razu się zmienił. Tomek od dziecka nie toleruje pomidorów co ja, matka, mogłam o tym zapomnieć! Ale przecież kiedyś nie latało się z czymś takim po lekarzach. Dało się tabletkę i po sprawie.
On jest uczulony. Dlaczego włożyła Pani pomidory? powiedziała Zosia poważnym tonem.
Przestań, dziewczyno, nie przesadzaj odburknęłam. Jeden pomidor to nie koniec świata.
Po tym mu zaszkodzi. Zosia już była wyraźnie zdenerwowana.
Uspokój się, Helena. Ja znam swojego syna lepiej niż ty.
Ja jestem jego żoną. Dbam o niego! syknęła Zosia.
Żona? Jaka z ciebie żona. Służbą jesteś! I co najważniejsze dzieci nawet nie masz. Jak już urodzisz, to pogadamy.
Zosia nagle wstała od stołu, popędziła do pokoju. Oj, trafiłam w czuły punkt. Tomek od razu za nią.
Tomek, wybacz, lepiej pojadę do swoich rodziców. Albo normalnie będę pracować z biura. Z twoją mamą pod jednym dachem nie wytrzymam powiedziała Zosia przez łzy.
Poczekaj, dam jej do zrozumienia odpowiedział Tomek. Przestanie!
Nie, Tomek, to nie ma sensu. Przerabialiśmy to milion razy. Pod jednym dachem się nie dogadamy.
W końcu nie było wyjścia musieli wynająć kawalerkę na Ursynowie. Trochę poszło na to pieniędzy, ale przynajmniej obyło się bez kolejnej rodzinnej awantury. Teściowa była obrażona, ale musiała pogodzić się z sytuacją. A Zosia? Choć trochę bolało ją w sercu, to doceniła, jakiego ma fajnego, wspierającego męża.




