Teściowa ma kasę, nigdy nie będziemy musieli pracować chełpił się mój kumpel.
Mój znajomy Paweł od zawsze marzył, żeby żyć na gotowcu. Kombinował, jak tu rozkochać w sobie jakąś pannę z bogatym rodowodem z Warszawy. Nie widziałem w tym nic romantycznego już na pierwszy rzut oka było widać, że to nie żadne wielkie uczucie, tylko bardziej inwestycja. Ale Paweł był przekonany, że żona z odpowiednim portfelem zagwarantuje mu życie jak z okładki Życia na gorąco. No, można by uwierzyć, gdyby ta żona umiała sama zarobić chociaż trzy grosze. A wszystko kręciło się wokół jej matki, pani Heleny, która trzęsła kilkoma dużymi sklepami spożywczymi na Mokotowie.
Próbowałem przemówić Pawłowi do rozumu:
Ej, stary, serio liczysz, że twoja teściowa będzie opłacać twoje piwko? Lepiej mieć własne źródełko i trochę niezależności.
Phi, odpuść sobie, stary. Niedługo zostaniemy rodzicami. Kochają mnie jak swojego. z dumą odparł Paweł.
Nie ogarniałem, jak można się tak ustawić. No bo przecież to trochę nie fair wobec dziewczyny. Facet powinien ogarniać życie, a nie spoczywać na laurach.
Minęło parę miesięcy, aż z ciekawości pytam Pawła, co u niego. Okazuje się, że ani on, ani jego żona Malwina nie ruszają palcem. Całymi dniami siedzą w domu tu grają w gry komputerowe, tu coś obejrzą w telewizji, czasem kimną sobie po południu. A pani Helena co rano przynosi im siatkę pierogów i świeże bułki, żeby przypadkiem z głodu nie padli. Przyznam, czasem aż im zazdrościłem tej sielanki.
Moja teściowa ma tyle kasy, że nawet do emerytury nie muszę szukać roboty śmieje się Paweł i popija oranżadę za jej pieniądze.
No ale szczęście długo nie trwało. Sklepy teściowej zaczęły gorzej prosperować, zarobki stopniały niczym śnieg na wiosnę. No i koniec eldorado pani Helena zaproponowała młodym stanowiska kasjerów.
Minął miesiąc od tej decyzji, aż tu nagle Paweł dzwoni z numeru nieznanego:
Stary, ratuj, pożyczysz mi pięć tysięcy złotych na dwa tygodnie? prosi, głos ma tak smutny, aż mi się zrobiło go żal. Szukam pracy. Jak dostanę zaliczkę, oddam jak w banku. Jesteśmy na suchym prowiancie.
Tak oto bajka o wiecznej kanapie się skończyła. Od tamtej pory Paweł i Malwina robią, co mogą już nie na ramieniu Helenki, tylko własną pracą. Pieniądze oddali. Morał prosty: jeśli myślisz, że cię teściowa wykarmi do końca świata, możesz się srogo przeliczyć. Własna niezależność i odrobina ogarnięcia jeszcze nikomu nie zaszkodziły, a mogą uratować skórę, gdy fortuna się odwróci.




