Zaciekli wrogowie
Tomek dopiero co się położył, żeby trochę odpocząć, gdy przez otwarte okno wdarł się dziki szczek jego psa. Normalnie Borys jest dość cichy, ale dziś od rana ma jakąś złą fazę szczeka jak szalony I to nie byle jak, tylko z prawdziwą furią.
Tomek już kilka razy wychodził na podwórko, ale za nic nie mógł znaleźć powodu zamieszania. Myślał, że pewnie psy sąsiadów przelatywały obok, a Borys tradycyjnie reaguje. On taki jest bardzo pilnuje swojej działki, nie znosi obcych w pobliżu.
I dlatego, jak Tomek wychodził z domu, nikogo już nie było. Od szczekania Borysa nawet najdzielniejszy pies sąsiada uciekałby w panice. Sąsiedzkie psiaki pewnie ledwo zdążały uchodzić z życiem.
Nie wiedzieli, że jego „wielki miś”, jak żartobliwie go nazywał Tomek, siedzi akurat w kojcu. Tomek zawsze w dzień trzymał go tam na wszelki wypadek. Dopiero wieczorem wypuszczał go na podwórko. Wtedy już, jak to się mówi, „sami sobie winni”.
Kiedyś na jego działkę próbowało wejść trzech „amatorów cudzych rzeczy” z sąsiedniej wioski. Jeden zgubił spodnie, które zatrzymały się na ostrych prętach furtki, drugi zostawił buta pod płotem, a trzeci ten to wspiął się na drzewo, i to na sam czubek! Musiał nawet wzywać strażaków, bo zejść sam nie mógł. Borys dał im wtedy popalić na pewno zapamiętają to do końca życia.
Borys nigdy nie szczekał bez powodu. A dziś jakby się zupełnie urwał ze smyczy.
Borys, daj już spokój! zawołał Tomek, wstając z łóżka i podchodząc do okna.
Pies na moment się uciszył, ale po paru sekundach znów zaczął szczekać jak zwykle. Tomek westchnął i w końcu wyszedł do ogrodu, żeby sprawdzić, co tak wyprowadziło z równowagi jego ogromnego owczarka podhalańskiego.
Jak się spodziewał, nikogo obcego nie było. Borys uciszył się natychmiast, gdy zobaczył Tomka.
No i co tak śpiewasz jak skowronek, co? zaśmiał się Tomek, podchodząc do kojca.
Borys zaczął radośnie machać ogonem i spojrzał przepraszającym wzrokiem. Wiedział, że trochę popsuł Tomkowi odpoczynek. Ale przecież nie szczekał bez powodu.
Borys rzucił krótkie spojrzenie w stronę furtki i znowu zaczął szczekać.
Tomek odwrócił się i zdążył zauważyć jak coś szarego, niewielkiego, wystrzeliło jak błyskawica za ogrodzenie. Szybko pobiegł do furtki, wyszedł na ulicę i zobaczył zwykłego kota.
Ten kot miał spojrzenie, wiesz takie zuchwałe, bezczelne i pewne siebie.
A ty czego tu szukasz, ty gagatku? uśmiechnął się Tomek. Mówię ci, od kota do człowieka lepiej tu nie wpadaj, bo mój Borys On kotów nienawidzi. Jak cię złapie, to…
Kot skrzywił się demonstracyjnie, a Tomkowi wydawało się nawet, że uśmiechnął się chytrze.
„Wiesz co? czytało się w kocim spojrzeniu Twój wielkolud nawet z kojca nie zdąży wyjść, a ja już będę po drugiej stronie płotu. Za dużo go karmisz”.
Tomek poczuł lekką urazę, że „podwórkowy” kot w tak finezyjny sposób zignorował jego psa.
Jazda stąd! machnął na kota, po czym wrócił na posesję i zamknął furtkę.
Myślisz, że kot posłuchał człowieka? No jasne, że nie! Przeciwnie teraz pojawiał się na podwórku codziennie.
Chodził po działce, siedział spokojnie przy kojcu, pokazując całym ciałem, że tu rządzi i „nawet go nie obchodzi, co na to pies”. Borys mógł tylko szczekać na niego.
Tomek początkowo próbował wyganiać kota ze swojej posesji, ale ledwo wracał do domu, zuchwalec znowu był na miejscu.
Nie mógł Tomek nic zrobić.
Kot po tej małej „wygranej” poczuł się prawdziwym królem podwórka.
Pewnego dnia zdołał nawet ukraść kawałek mięsa z psiej miski, która stała w środku kojca. Borys leżał w kącie, zmęczony bezsensownym szczekaniem, a szary kot bezczelnie wykorzystał sytuację. Potem jeszcze demonstracyjnie przeżuwał ukradzione mięso na oczach ogromnego psa.
Tomek widział to na własne oczy i poczuł wewnętrzną irytację.
No dobrze, zobaczysz jeszcze, mruknął Tomek. Zapamiętasz sobie te psikusy. Ręczę, że pożałujesz, że psu podpadłeś.
Postanowił Tomek, że znowu będzie wpuszczać Borysa z kojca w dzień. Ale tym razem zostawi otwarte drzwiczki żeby pies mógł je rozsunąć łapą i w razie potrzeby wybiec na podwórko.
No i potem „Niech w końcu zrobi porządek na działce”, pomyślał z przekąsem Tomek.
Ten kot już go męczył i psa, i samego Tomka. Ani chwili spokoju.
Tylko że właśnie wtedy, gdy Tomek i Borys czekali na niespodziewanego gościa, szary kot nie pojawił się. Czy poczuł coś złego, czy coś się mu przytrafiło Nie wiadomo. Nawet szkoda, taki misterny plan, a kot nie przyszedł. Następnego dnia nadal go nie było. Nawet przez kolejne trzy dni nie pokazał się.
Borys patrzył zdziwiony na Tomka, a Tomek tylko wzruszał ramionami. Co miał powiedzieć?
Może to nawet dobrze, że już nie przychodzi ten kot? uśmiechnął się Tomek. Teraz przynajmniej cicho.
Choć tak naprawdę trochę przekłamywał.
Bo, wiesz po prostu tęsknił za tym złośliwym kotem. Brzmi głupio ale tak właśnie było.
Borys też się przyzwyczaił do szczekania na swojego „arcywroga” i ciągłego oburzenia na jego wybryki.
Teraz? Nuda…
Po kilku dniach Borys zaczął prosić Tomka, żeby sprawdził, czy kot nie czai się w pobliżu. Prosił wzrokiem, podchodził, patrzył bez słowa Tomek wszystko rozumiał.
Myślisz, że coś się stało naszemu szaremu rozrabiace? zapytał poważnie. Choć, wiadomo, z takim charakterem łatwo wpakować się w tarapaty. Dobrze, Borys, chodźmy na drogę, zobaczymy, czy nie ma naszego szarego.
Tomek otworzył furtkę, wyszedł na ulicę i spojrzał w obie strony.
Borys ruszył za Tomkiem i robił dokładnie to samo kręcił wielką łepetyną i rozglądał się.
No i jeszcze łapczywie wąchał powietrze, próbując wychwycić znany i znienawidzony zapach kota.
Nie było to łatwe, bo ze sąsiedniego podwórka waliło gnojówką ten zapach zabijał wszystko inne.
Tomek przeszedł ulicą raz w jedną stronę, potem w drugą. Wracał do furtki, chcąc zawołać Borysa z powrotem.
No bo ile można stać i wyczekiwać kota, który przez poprzednie dwa tygodnie nie dawał im żyć?
Ledwo Tomek chwycił furtkę, nagle zastygł, odwrócił się w lewo.
Coś dziwnego działo się zupełnie blisko. Tomek słyszał wyraźnie, jak ktoś wrzeszczy kocim głosem na całej ulicy i słyszał jeszcze szczekanie.
Po chwili na drogę wybiegł kot. Ten sam szary. Szybko biegł po zakurzonej drodze, lekko kulejąc na jedną łapę. Za nim gonił pies.
I to nie byle wiejski kundel tylko doberman z miasta.
Tomek wiedział, czyja to psina. Każde wakacje albo nawet zimą z miasta przyjeżdża rodzina z dobermanem. Chyba szary kot chciał wkurzyć „miastowego”, jak zwykle robił to z Borysem, ale coś poszło nie tak.
Wyglądało, że doberman go nawet ugryzł, bo na szarych kocich futrze Tomek zobaczył brunatne plamy.
Patrząc na biegnącego w jego stronę kota, Tomek zupełnie zapomniał o Borysie.
A Borys, bez pytania o pozwolenie czego nigdy wcześniej nie robił rzucił się pędem w kierunku kota.
Borys! Gdzie biegniesz?! zawołał przerażony Tomek, wyobrażając sobie, co będzie z kotem. Zuchwalec już dostał od dobermana, a teraz jeszcze jego pies dołoży mu swoje. Borys, stój!
Ale pies nie słuchał właściciela. Rozpędził się powoli, lecz pewnie, i już pędził prosto na kota.
Kot zauważył niebezpieczeństwo, zatrzymał się w pół drogi, wystraszony jak nigdy.
Chyba zrozumiał, że jego beztroskie życie i zdrowe futro wiszą teraz na włosku albo raczej na futrzastej nitce.
I wiesz, co było potem? Pewnie już się domyślasz.
Borys zatrzymał się przy przerażonym kocie, obwąchał go, a potem jak lew, a może jak niedźwiedź, ruszył z rykiem na dobermana.
Przegonił go aż na koniec ulicy. Doberman miał refleks zdążył zawrócić i zniknąć w ciągu sekundy, z podkulonymi uszami.
Gdyby nie to, byłoby z nim kiepsko w całej wiosce nie było psa mogącego stanąć Borysowi.
Kot wykorzystał zamieszanie i po prostu zniknął. Tomek patrzył na Borysa i nie zauważył, jak szary urwis uciekł. Dopiero wieczorem, gdy przyszło nakarmić Borysa, omal nie wypuścił miski z rąk kot był tu. Cały, żywy i z oczami pełnymi wdzięczności. Położył łeb na udzie Borysa i coś tam mruczał pod nosem. A Borys spojrzał na Tomka tak, że Tomek zaczął się śmiać.
„Wybacz, szefie, ale skoro go uratowałem, to teraz muszę się nim opiekować do końca swoich dni” taki komunikat można było wyczytać w oczach psa.
To nie był żart.
Borys naprawdę gotów był teraz zostać osobistym ochroniarzem szarego kota.
Pozwolił mu nawet jeść ze swojej miski to już coś dla takiego poważnego olbrzyma. Ale szaremu kotu udało się rozgrzać jego serce. Teraz byli nie wrogami, a najlepszymi przyjaciółmi.
I jeśli myślisz, że to koniec historii to się mylisz.
Tomek zabrał kota do miasta, żeby weterynarz obejrzał jego zranioną łapę. Rana była poważna, więc lekarz musiał go opatrzyć i zszyć. Po takiej operacji szary kot został u Tomka.
Tomek się nim opiekował, Borys nie spuszczał go z oczu, choć jeszcze niedawno sam gotów był go zagryźć. Tak to już bywa.
Po jakimś czasie przy furtce pojawiła się piękna młoda kobieta.
Borys chciał na nią szczeknąć, ale zorientował się, że tylko ją wystraszy, więc wydał z siebie ledwie dwa nieśmiałe szczeknięcia. Tomek usłyszał i wybiegł z domu.
D-dzień dobry przywitał się Tomek z uroczą nieznajomą. Czego pani szuka?
Pani zapytała, czy Tomek nie widział przypadkiem szarego kota w okolicy.
Bo on bardzo uparty, wie pan powiedziała Próbowałam go zatrzymać w domu, ale mój Tymek cały czas ucieka i włóczy się nie wiadomo gdzie. W mieście siedział spokojnie w mieszkaniu, ale odkąd jestem u mamy na wsi (mama po udarze, trzeba się nią zajmować), kot zwariował nie może się wyszaleć. Normalnie wracał na noc, myłam go, karmiłam, a od kilku dni zniknął nie wiem, co myśleć.
Wie pani co, chyba wiem, gdzie jest pani Tymek, uśmiechnął się Tomek. Proszę przejść na podwórko. Proszę się nie bać mojego psa, nic pani nie zrobi. Śmiało.
Do pana psa? Ale po co?
Zaraz zobaczy pani wszystko sama.
Kobieta wahała się, ale spojrzenie Tomka było szczere i łagodne, więc zaufała. Gdy podeszła do Borysa i zobaczyła, kto siedzi obok niego, westchnęła głęboko.
Tymek! Skąd się tu wziąłeś? Co ci się stało? spytała zaniepokojona, widząc zabandażowaną łapę i udo kota. Potem spojrzała na Tomka. To pana pies go pogryzł?
Nie, nie, skąd, zawstydził się Tomek. Można powiedzieć, że uratowaliśmy pani kota.
A przed kim?
Jeśli pani ma chwilę, chętnie opowiem, jak wszystko się wydarzyło. Myślę, że będzie pani zaciekawiona.
Tomek opowiedział Oldze (bo podczas rozmowy się poznali), a ona długo się śmiała.
No nie, zaczęła mój Tymek psu wam ciągle szargał nerwy, a wy go ratowaliście.
Tak już z nami i Borysem mamy dobre serce, odpowiedział Tomek z uśmiechem. Ale teraz wasz kot wraca do formy. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Stał się naprawdę grzeczny. Nie działa już nam z psem na nerwy.
On zawsze był grzeczny Pewnie to wiejska świeżość na niego tak działa. Albo obraził się, że mam dla niego mniej czasu muszę opiekować się mamą, która po udarze uczy się chodzić. To jednak długi proces.
Zapraszam więc w odwiedziny, mruknął Tomek zakłopotany. Z kotem oczywiście.
Pomyślę nad pana propozycją, odpowiedziała Olga z uśmiechem.
A pół roku później cała wieś świętowała wesele Tomka i Olgi. Tymek i Borys byli na nim także rzecz jasna. Nawet doberman z miasta zagościł, ten, co pogryzł Tymka. Rozpoznał szarego, patrzył podejrzliwie, ale gdy spojrzał na Borysa, udawał, że pomylił go z innym kotem.
Ot, taka historia.



