Dawno temu był sobie mężczyzna imieniem Wojciech Nowak, który przekroczył już czterdziesty rok życia i nigdy się nie ożenił. W młodości wzbudzał zachwyt wszystkich kobiet w okolicy. Każda panna marzyła, by mieć za męża kogoś takiego jak on wysoki, przystojny i całkiem zamożny. Teraz jednak z młodzieńczego wdzięku pozostał mu jedynie dostatek. Młody już nie był, włosy przerzedziły się, a brzuch z każdym rokiem coraz bardziej się zaokrąglał. Wojciech doskonale zdawał sobie z tego sprawę i po raz pierwszy w życiu zaczął poważnie rozważać ożenek. Miał jednak wątpliwości, czy znajdzie odpowiednią żonę, bo jego charakter nie należał do łatwych: był surowy, nieuprzejmy i wymagający. Wszyscy o tym wiedzieli i nie brakowało kobiet, które ostrzegały przyjaciółki, by lepiej trzymały się od niego z daleka. Tak więc Wojciech zrozumiał, że jego szanse są niewielkie.
Opowiedział o swoich obawach kolegom, którzy podsunęli mu kilka pomysłów dzięki nim kilka miesięcy później wziął ślub z Zofią.
Już następnego dnia po weselu Wojciech postanowił przedstawić żonie swoje oczekiwania:
Zamieszkasz w moim mieszkaniu i powinnaś czuć się tym zaszczycona. U mnie musi panować porządek zawsze i wszędzie.
Co masz na myśli? zdziwiła się Zofia i uśmiechnęła łagodnie.
Wyjaśnię ci to raz odparł z uśmiechem Wojciech. Musisz zrozumieć, że takie szczęście można łatwo stracić. Jestem bardzo wymagający, więc powinnaś do tego przywyknąć i zaakceptować to. A, i pamiętaj, ręczniki zawsze mają być suche i wisieć na swoim miejscu. Najważniejsza jest czystość, zrozumiałaś?
Zofia kiwnęła głową i uważnie słuchała dalej. Przeszli do kuchni, gdzie Wojciech szczegółowo przedstawił kolejne zasady.
Tak, kochanie powiedziała Zofia z uśmiechem a o której godzinie wrócisz do domu?
Po co ci to wiedzieć? zdziwił się Wojciech.
Żeby przygotować kolację odpowiedziała.
Hmm… Nie dowiesz się, kiedy przyjdę, ale kolacja ma być gotowa na czas. I lepiej, żeby mi smakowała, bo jak nie, to bez skrupułów wyląduje w koszu, a ty poniesiesz konsekwencje.
Słyszałam cię, ukochany. Wszystko będzie dobrze zapewniła Zofia, ponownie się uśmiechając.
To jej uśmiech nie dawał Wojciechowi spokoju przez cały dzień. Wieczorem, zamiast od razu wracać do domu, zaszedł do restauracji i zjadł porządny obiad. Postanowił wystawić żonę na próbę: udawać, że bez degustacji jedzenie jest obrzydliwe i nie zamierza go tknąć. Tak upłynął im tydzień.
Wojciech wrócił do domu.
Jest tu ktoś? Wróciłem!
O, to ty odpowiedziała Zofia obojętnie oglądałam serial i zdrzemnęłam się.
Kolacja gotowa?
Kolacja? A tak, kolacja! Chodź, zobaczymy.
Wojciech już szykował swoją reprymendę, kiedy Zofia rzekła:
Usiądź do stołu i postawiła przed nim talerz chłodnej, nieposolonej kaszy gryczanej. No to proszę, zajadaj! Kasza zimna, bez smaku, jak nie zjesz do końca, to sam będziesz winny. Ja odejdę i już mnie nie zobaczysz.
Dobra, żartowałam. Oczywiście mnie jeszcze zobaczysz, ale już z kimś innym. Zapomniałam powiedzieć wiem, że jadłeś dziś w restauracji. Domyślam się, jak ciężko będzie ci wepchnąć w siebie tę kaszę na pełny żołądek.
Wojciech był zaskoczony.
Chcesz wiedzieć, dlaczego bywam surowy i nieprzyjemny? Zasada jest prosta. Zawsze tak będzie, jeśli kiedyś nie odpowiesz mi na moje pytania. A teraz zjedz całą kaszę, przypominam do ostatniej łyżki. Im szybciej zaczniesz, tym szybciej skończysz!
Zofia wiedziała z opowiadań znajomych o specjalnych cechach męża, ale nie uciekała przed nim.
Mężczyźni nie rodzą się dobrzy i czuli, tylko żony potrafią ich takimi uczynić przez konsekwencję i stanowczość, mawiała. I miała rację. Wojciech w kilka minut zjadł całą kaszę.
Wreszcie ją znalazłem pomyślał Tę, na którą czekałem całe życie.




