Mąż odmówił wydawania swojej pensji na jedzenie i domowe wydatki

Mimo, że już oszczędzamy na wszystkim, mój mąż ostatnio po wypłacie spojrzał na mnie surowo i rzekł: Zaczynam odkładać pieniądze, będziemy kupować mieszkanie dla naszego syna. Zamiast poczuć ulgę, poczułam ciężar i chcę opowiedzieć, dlaczego.

Ponad dziesięć lat temu mój mąż przyjechał do Krakowa w poszukiwaniu pracy. Pracował na budowie niełatwa robota. Zanim się poznaliśmy, praktycznie całą pensję posyłał matce do Piotrkowa Trybunalskiego, sobie zostawiając tylko kilka złotych na drobne wydatki. Jego koledzy mówili mu, żeby oszczędzał na własne mieszkanie, ale on z uporem wszystko oddawał mamie. Jednak mama miała jeszcze dwóch synów oni pomagali jej, choć nie oddawali każdej złotówki, jak mój przyszły mąż.

Po ślubie zamieszkaliśmy w ciasnym mieszkaniu mojej mamy i babci, którego ściany nie widziały remontu od dziesięcioleci.

Początkowo mąż był dobry i czuły. Wobec mojej mamy i babci był raczej chłodny, ale sądziłam, że to tylko faza że się otworzy. Niestety po roku wszystko się odmieniło, ale na gorsze. Zaczął zaglądać do kieliszka, unosić się na mnie i mamę, wypominał nam brak remontu. Dobrą decyzją byłby wtedy rozwód, ale mąż namawiał mnie, abym zaszła w ciążę. Naiwnie uwierzyłam, że dziecko nas zmieni urodził się syn.

Wszystko było gorzej niż przedtem. Coraz częściej brakowało nam pieniędzy. Zasiłek macierzyński starczał tylko na pieluchy budżet prowadziliśmy wspólny.

Mama pracuje za skromne pieniądze i opłaca rachunki. To ona kupuje mi leki choruję przewlekle, a lekarstwa są drogie. Resztę wydaje na jedzenie i najpotrzebniejsze rzeczy. Babcia odkładała skromną emeryturę na pogrzeb zdążyła już uzbierać niezłą sumkę, ale oddała wszystko na nasze wesele.

Mąż liczył, że jego rodzina dorzuci coś do ślubu, ale nikt nie dał ani złotówki. Huczne wesele zrobiliśmy za kasę babci i jego pensję. Mogliśmy zrobić skromniej, ale on się uparł na wystawność.

Przez siedem lat wspólnego życia nawet raz nie zapomniał o finansowym wsparciu matki. Za jego pieniądze dom matki przeszedł gruntowny remont, kupił jej lodówkę i pralkę. Kiedy my mieliśmy pusto na koncie, przypadkiem znajdowałam ukryte koperty z gotówką, które mąż odkładał, by posłać matce. Kłóciliśmy się o to nie raz, on obiecywał, że przestanie.

Po śmierci swojej matki mój mąż i jego starszy brat jakby w szlachetnym, a dla mnie głupim geście zrzekli się spadku na rzecz najmłodszego brata.

Chociaż to matka się nimi opiekowała, to przecież on włożył w ten dom całe lata i pensje, a teraz własne oszczędności mu przepadły. Nie słuchał moich błagań, by zachował to, co mu się słusznie należało.

Odkąd mamy dziecko, mąż zupełnie się zmienił: zrobił się nieprzyjemny, przestał kupować porządne jedzenie, kłóci się z moją mamą bez powodu. Z alkoholem też coraz gorzej. Nie mogę myśleć o rozwodzie dziecko jest za małe, ja jestem chora i nie wiadomo, czy wyzdrowieję. Słyszałam plotki, że mogą mnie zwolnić po urlopie macierzyńskim póki co, nie mogę zostać sama.

On, korzystając z mojej sytuacji, powtarza mi często, że żyjemy tylko z jego wypłaty. Że ma dość utrzymywania mnie, dziecka, babci i mamy. Choć doskonale wie, że budżet jest wspólny z pieniędzy mamy, babci, moich i jego.

Nieraz rozmawialiśmy o własnym mieszkaniu dla syna to moje marzenie, ale póki co tylko tym pozostaje, bo pieniędzy ciągle za mało. Wczoraj mąż uparł się, żeby odkładać jedną trzecią swojej pensji. Co to znaczy? Mamy wszyscy żyć na granicy ubóstwa i głodować latami na to się nie zgadzam. Ale mąż twierdzi, że zrobi, jak uważa.

Boję się, że jego prawdziwy motyw to nie dobro naszego dziecka, tylko siebie że tak naprawdę zbiera pieniądze na ucieczkę i zostawi nas w biedzie.

Powiedziałam mu o swoich obawach. Powiedział, że on także się boi, że po latach wyrzucę go z mieszkania. Kilka razy już groziłam mu w myślach, choć nie chcę tego robić. Jeśli przestanie być nieprzyjemny wobec mojej mamy i babci obiecuję, że nie powiem słowa.

Tylko on nie ma zamiaru niczego zmieniać. Mój dom zamienił się w koszmar, z którego nie widzę wyjścia, jakbyśmy wszyscy utknęli w jakimś mrocznym, bezsensownym śnie, z którego nie ma przebudzenia.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mąż odmówił wydawania swojej pensji na jedzenie i domowe wydatki