Przyszła teściowa zrujnowała wakacje – czyli jak wspólny wyjazd do Tajlandii z mamą narzeczonego, sz…

Samotnie z córką to trochę strach podróżować, sama rozumiesz dwie kobiety, języka nie znamy, kto wie, co się wydarzy machnęła ręką przyszła teściowa. A z wami to już nie będzie tak strasznie. I będziemy blisko, w razie czego.

O, Justyna nawet nie przeczuwała, jak bardzo blisko będą w tej podróży.

Jakie to wszystko przykre westchnęła Justyna.

Planowanie urlopu razem z Pawłem, Agatą i Krzysztofem zaczęli już pół roku temu.

Brat narzeczonego i jego żona byli wymarzoną ekipą na każdy wyjazd z nimi było wesoło i spokojnie, czy to na Mazury, czy do Zakopanego, czy nawet na drugi koniec świata. Podejście do odpoczynku mieli takie samo, więc nie było obaw o nudę czy spory.

Tej chemii doświadczyli dwa razy w zeszłym roku, gdy razem spędzali urlop. Po obu wyjazdach wszyscy byli zachwyceni.

A teraz

Nie mieściło się Justynie w głowie, żeby oskarżać swoją przyszłą szwagierkę o to, że rozchorowała się nie w porę.

Ale czy nie miała prawa czuć się rozżalona?

No trudno, musicie teraz sami odkrywać zabytki, westchnął Krzysiek.

Brat Pawła też był tym zawiedziony, lecz nie mógł przecież zostawić chorej żony i jechać się bawić, sumienie mu na to nie pozwalało. Zresztą, nikt nie patrzyłby w rodzinie na coś takiego przychylnie.

Szkoda tylko pieniędzy Teraz nie uda się już odzyskać całej sumy za wycieczkę, a i plany legły w gruzach.

Tego samego wieczoru przyjechała do nich pani Barbara mama Pawła i Krzysztofa.

Jej wizyty były czymś zupełnie normalnym Paweł miał z matką bardzo bliski kontakt. Poza tym Barbara była kobietą sympatyczną, choć czasem, jak każda tradycyjna przyszła teściowa, próbowała Ewę pouczać, jak powinna się prowadzić. Ale Justyna słyszała liczne historie znajomych i wiedziała, że trafiła jej się teściowa najłagodniejsza z możliwych.

Oczywiście, Barbara często wpadała w odwiedziny (średnio cztery razy w tygodniu). Jednak rzadko przypominało to nachalne wtrącanie się raczej od czasu do czasu nachodziła ją ochota, żeby przyszłej synowej przekazać życiowe porady. Zresztą, parę Justynie się faktycznie przydało, więc ciężko było jej uznać przyszłą teściową za uosobienie zła.

Dlatego przyjęła propozycję wspólnego wyjazdu całkiem życzliwie.

Barbara planowała zabrać ze sobą młodszą córkę, Martynę. Chciała odkupić wycieczkowe vouchery od syna i synowej, i polecieć wraz z Pawłem oraz Justyną do Tajlandii. Trochę odpocząć, nacieszyć się ciepłem, a przy okazji przeżyć coś nowego.

Samotnie z Martyną to trochę strach podróżować, sama rozumiesz dwie kobiety, języka nie znamy, kto wie, co się wydarzy powtórzyła Barbabra, machając ręką. A z wami to już bezpieczniej. Zawsze będziemy razem.

Justyna jeszcze nie wiedziała, jak dosłownie będzie to znaczyło być razem.

Gdyby wiedziała, nigdy w życiu nie zgodziłaby się na wspólne wakacje z przyszłą teściową i szwagierką.

Z drugiej strony, dobrze, że zobaczyła prawdziwe oblicze rodziny Pawła jeszcze przed ślubem, a nie wtedy, gdy przecięcie więzi wiązałoby się z papierologią i problemami.

Można uznać, że Justyna wyszła z tego z niewielkimi stratami.

Gdy wspomniała koleżankom, że leci z przyszłą teściową na urlop, usłyszała masę wątpliwości.

Kto normalny leci na wakacje z teściową, nawet przyszłą? pytały. Przecież tam ci życia nie da, będzie cię pouczać, a syna zmusi do skakania wokół siebie.

A jeszcze, że zabiera Martynę, to pewnie wyznaczy któregoś z was do jej animowania.

Justyna ripostowała, że Martyna to już dorosła dziewczyna, ma dziewiętnaście lat i raczej nie szuka rodzinnych animatorów.

W codziennym życiu prawie w ogóle się z Justyną nie kontaktowała dzień dobry, do widzenia, ewentualnie prośba o podanie soli do obiadu. Na tym kończyły się ich rozmowy.

Mało prawdopodobne, że w Tajlandii Martyna nagle zapragnie bliższych kontaktów.

A co do Barbary Owszem, wspólne planowanie zwiedzania trzeba będzie nieco dostosować do obecności starszej pani, ale to nie koniec świata.

Najwyżej przez dwa tygodnie trochę się pomęczy, a potem już można będzie powołać się na ten wyjazd przy każdej kolejnej propozycji i mieć święty spokój.

W końcu niegrzecznie jest odrzucać coś, nie próbując, prawda? Tak przynajmniej Justynę wychowano.

Poza tym znajome nie znały Barbary osobiście oceniały na podstawie własnych teściowych, a te były naprawdę okropne.

Same zresztą przyznawały, że na tym tle Justynie bardzo się poszczęściło z wyrozumiałą i łagodną przyszłą teściową i jej rodziną.

A teraz nagle zdanie zmieniły i radziły, by jak najszybciej wycofała się z tej wycieczki.

Ale jak tu odmówić, gdy już teściowa zapaliła się do pomysłu, a Paweł chodził cały rozradowany, że może spełnić marzenie mamy i zabrać ją do Tajlandii?

Pierwszy sygnał pojawił się już w samolocie.

Martyna zajęła miejsce przy oknie nikomu to nie przeszkadzało.

Justyna, która regularnie latała służbowo, podchodziła do widoku przez okno jak do elementu dekoracyjnego, bez większych emocji.

Paweł nie przywiązywał wagi do widoków liczyła się dla niego oferta filmów na pokładzie.

Justyna najchętniej wybierała miejsce przy przejściu, dzięki czemu mogła wstać, nie przeszkadzając innym.

Naprzeciw niej siadła Barbara, która zdawała się nerwowa, a gdy samolot wpadł w turbulencje, ledwo powstrzymała łzy.

Oczywiście Justyna nie mogła odmówić jej prośby o zamianę miejsc, aby starsza pani mogła siedzieć obok syna.

Ale jakoś dziwne, że gdy podniebne huśtawki się skończyły, nikt nie kwapił się, by wrócić na pierwotne miejsca.

Na dodatek, Barbara z udawanym zainteresowaniem zerkała na ekran Pawła, a potem przytuliła się do jego ramienia i zasnęła.

No, bez przesady upominała się w myślach Justyna gdybyś sama przeżyła taki stres, nie miałabyś głowy do zamiany miejsc czy kurtuazji. Poza tym nie uchodzi budzić śpiącej osoby

Jednak głos wewnętrzny podpowiadał, że śpiąca Barbara przebudziła się akurat, gdy zaczęli rozdawać pasażerom posiłki.

Poza tym równie dobrze mogła zamienić miejsce z Martyną, która już dawno zasłoniła okno i, tak jak Paweł, oglądała film.

Patrząc na tę sielankową rodzinę, Justyna czuła coraz silniejsze rozdrażnienie, które tylko wzmogło się na lotnisku.

Paweł nie zwrócił na nią uwagi, od razu pobiegł pomóc mamie przy bagażu, potem szukał automatu z wodą.

Czuła się jak osoba zbędna na własnym wyjeździe. Niewidzialna, nikomu niepotrzebna.

Kochanie, przecież nie robimy z ciebie jakiegoś piątego koła u wozu. Po prostu mama jest pierwszy raz w takim miejscu, widziałaś, jak się stresuje tłumaczył Paweł.

To po co jaśnie pani matka leciała w ogóle z nami?, Justyna przełknęła tę ripostę.

A głos wewnętrzny, ten wychowywany przez lata na trzeba ustępować starszym, wspierać słabszych i myśleć o innych, odezwał się nie w porę i podpowiedział, że Justyna to zdrowa, młoda kobieta, wokół której nie trzeba tańczyć.

A matka narzeczonego jednak przeżyła dużo stresu i wypadało okazać jej współczucie, tak jak zrobił to Paweł kochający syn.

W końcu Justynie nic złego się nie stało z tego powodu, że jej narzeczony pomógł matce z bagażami i troskliwie pytał, czy nie potrzeba jej pomocy.

Tylko że dziewczyna nie wiedziała jeszcze, że to, co wydarzyło się w samolocie i na lotnisku, to był dopiero początek

Bo już następnego wieczora teściowa, niemal oficjalnie, z bagażami w ręku, przeprowadziła się do ich pokoju.

Oceń artykuł
TwojaCena
Przyszła teściowa zrujnowała wakacje – czyli jak wspólny wyjazd do Tajlandii z mamą narzeczonego, sz…