Wyjść za mąż za inwalidę. Opowieść o poszukiwaniu miłości, trudnych wyborach i szczęściu, które przy…

Za mąż za inwalidę. Wspomnienie

Dziękuję za wsparcie, za polubienia, każde słowo troski i opinie o moich opowieściach, za subskrypcje i ogromne podziękowania od mojego stada pięciu kotów dla wszystkich darczyńców.
Podzielcie się, proszę, tą historią ze znajomymi to dla autora zawsze radość!

Córka wróciła bardzo późno z kliniki, gdzie pracowała na oddziale chirurgii urazowej jako pielęgniarka. Długo się myła, a potem, w szlafroku, weszła do kuchni.

Na patelni są jeszcze kotlety i makaron zaproponowała mama, zaglądając jej w oczy i próbując odczytać, co jej leży na sercu. Zmęczona jesteś, Zosia? Coś nie w humorze?

Nie będę jeść, ledwie na siebie patrzę, a jak się jeszcze objem, to już w ogóle nikt na mnie nie spojrzy mruknęła Zosia, nalewając sobie herbaty.

Skąd ty takie rzeczy wymyślasz? przestraszyła się mama. Wszystko z tobą w porządku! Oczy masz mądre, nos ładny, usta też… nie gadaj bzdur, Zosiu!

Bo wszystkie koleżanki już dawno mężatki, a ja jedyna sama. Podobam się tylko jakimś nieudacznikom, a ci, którzy mi się podobają, nawet na mnie nie spojrzą. Co ze mną nie tak, mamo? odpowiedziała ponuro Zosia, czekając na odpowiedź.

Jeszcze nie spotkałaś swojego przeznaczenia, po prostu twój czas nie nadszedł próbowała ją pocieszyć mama, ale Zosia tylko się zirytowała bardziej.

Oczy mam takie, bo są małe. Usta wąskie, nos zobacz jaki. Gdybyśmy mieli pieniądze, poszłabym na operację plastyczną. Ale wiadomo bieda! Dlatego postanowiłam, że wyjdę za jakiegoś inwalidę. W klinice są tacy chłopcy, po wypadkach, porzuconych przez dziewczyny. Nie mam już czasu na czekanie, mam przecież trzydzieści trzy lata!

Zosiu, no co ty mówisz… Ojciec twój też ma kłopoty z nogami, miałam nadzieję, że chociaż zięć nam w ogrodzie pomoże, na działce to by było takie wsparcie… A jak tu żyć? wyrwało się mamie, a zaraz zaczęła tłumaczyć: Ale to nie o to chodzi! Nie wszyscy mają pieniądze, ale po co ci od razu chory? Popatrz na Tomka od sąsiadów to porządny chłopak, już od dawna na ciebie patrzy. Silny, dzieci zdrowe by były…

Mamo, daj spokój, twój Tomek nie umie na żadnej pracy się utrzymać, pije za dużo i o czym z nim rozmawiać? wzburzyła się Zosia.

A po co gadać? Powiem mu idź skop ogródek, to zaraz obiad będzie. Albo po zakupy pójdzie. Dobrze wychowany, staranny, może wam się ułoży? zaproponowała nieśmiało mama, ale Zosia popchnęła tylko herbatę i wstała.

Idę spać, mamo. Myślałam, że chociaż ty widzisz we mnie człowieka, a jesteś taka jak wszyscy uważasz, że jestem brzydka…

Zosiu, córeczko, co ty mama rzuciła się za nią, ale Zosia tylko machnęła ręką.

Wystarczy mamo!

Zamknęła drzwi do swojego pokoju tuż przed jej nosem.

Długo nie mogła zasnąć. Myślami wracała do chłopaka, którego ostatnio przywieźli do kliniki, stracił nogę do kostki.

Nogę przygniotła mu płyta w opuszczonym budynku przeznaczonym do rozbiórki, po co tam wlazł nie wiadomo. Wyciągnęli go dopiero po czasie, nogi nie dało się uratować. Nikt go nie odwiedzał, a był jeszcze młody, nawet trzydziestu jeszcze nie miał.

Najpierw patrzył na Zosię tak szczególnie, trzymał ją za rękę po operacji, smutno szukał wzroku. Potem, kiedy się otrząsnął, zrozumiał, co się stało, patrzył już tylko w sufit, milcząc posępnie. Jakoś żal jej go było bardziej niż innych, może dlatego, że nawet nikt po niego nie przychodził.

Myślisz, że będę mógł chodzić? zapytał ją kiedyś bez patrzenia w jej strony. Zosia odpowiedziała pewnym głosem:

Jasne, że będziesz! Wszystko się zagoi, jesteś młody!

Wszyscy tak mówią. Niech byś sama spróbowała bez nogi, zobaczyłabyś, jaka to radość warknął, odwracając się do ściany, jakby chciał jej na złość zrobić.

To po co tam właziłeś? Sam jesteś winien! odpowiedziała ostro Zosia.

Wydawało mi się, że coś widziałem wyburczał, i od tej pory, gdy przychodziła, odwracał się cały do ściany.

Zosia zaczęła przyglądać mu się z uwagą oczy miał jasnoniebieskie, zimne jak lód, a twarz przyjemną, szkoda tylko, że coś takiego go spotkało…

Żałujesz mnie? złapał ją kiedyś na spojrzeniu. Widzę, że żałujesz. Mnie teraz już tylko żałować można, takiego kalekę nikt już nie pokocha!

Takich jak ja też nie kochają, choć mam wszystkie kończyny. Bo jestem jakaś nie taka, nawet żałować nikt nie chce. Może lepiej by było bez nóg, przynajmniej by żałowali odburknęła Zosia, aż się jej płakać chciało z samego żalu do siebie.

Wtedy Michał, bo tak miał na imię, po raz pierwszy się uśmiechnął.

Ty głupia, ty siebie brzydką nazywasz? Zwariowałaś? Ja tylko patrzę na ciebie i myślę, jak ci będzie zazdrościł ten, kogo wybierzesz, wiesz o tym?

Patrzyła w jego oczy i czuła, że mu wierzy.

I wtedy powiedziała to, co już od dawna jej chodziło po głowie:

A jakbym wybrała ciebie, ożeniłbyś się ze mną? Milczysz, czyli kłamiesz, już wiem!

Zosia się obraziła, wstała i ruszyła do drzwi z urażoną miną.

Michał na łokciach się podniósł, jakby zaraz miał za nią pobiec, ale przypomniał sobie, że przecież nie da rady. Zawołał:

Zosiu, wyjdź za mnie, przysięgam, że wkrótce nikt nie pozna, że mam coś z nogą. Szybko stanę na nogi, nie odchodź, Zosiu…

Zosia i Michał

Stanęła w korytarzu, ledwo powstrzymując łzy, ale już wtedy wiedziała, że to właśnie TEN. Nieważne czy nos, czy oczy, czy on ma jedną nogę mniej po prostu się spotkali i tyle.

Czas nadszedł, jak powtarzała jej mama…

Michał zabrał się za rehabilitację z niespotykanym zapałem. Teraz miał cel: chciał ożenić się z cudowną dziewczyną. Musiał dla nich być sprawny.

Chciał, by Zosia już nigdy nie czuła się niepotrzebna i samotna. Była mu bardzo potrzebna! Tylko z nią pragnął żyć i być zawsze obok…

No, zakochałaś się wreszcie, córuś? zagadnęła po jakimś czasie mama. Zobacz, jak rozkwitłaś, a narzekałaś, że jesteś brzydka.

Zosia nawet nie próbowała zaprzeczać. Chodziła radośnie, jakby miała skrzydła. Teraz jej największym marzeniem było, by Michał nauczył się porządnie chodzić i przyzwyczaił do protezy.

Coraz częściej i dłużej wychodzili razem, najpierw na spacer po szpitalnym podwórku, a potem po pokrytych śniegiem, rozświetlonych świątecznie uliczkach starego Krakowa…

Tam już nie ma domu, właśnie tu mnie przygniotło pokazał jej kiedyś Michał.

No i co cię tam ciągnęło? Coś widziałeś, ale nigdy mi nie powiedziałeś przypomniała Zosia.

Pewnie będziesz się śmiała, ale zobaczyłem tam takiego bezpańskiego szczeniaka. Chudy, czarny z białymi łatkami, bałem się, że zamarznie, chciałem zabrać go do siebie… Miałem nadzieję, że nie będę już sam wyjaśnił Michał.

Patrz, tam jakiś piesek chodzi, głodny, patrzy z żalem, ale podejść się boi.

To chyba on! ucieszył się Michał. Piesek podbiegł, a potem dreptał za nimi aż pod sam dom.

Popatrzcie tylko, jak się Zośce poszczęściło! Młodszego od siebie dorwała, przystojnego, z mieszkaniem i bez teściowej! żartowały koleżanki na jej weselu.

Mamie Zosi łza się w oku zakręciła, gdy Michał po raz pierwszy nazwał ją mamą.

On sam wychował się w domu dziecka, nie miał żadnej rodziny. Wspaniały chłopak, szczery i czuły, a najważniejsze oni naprawdę się kochają. Oby byli szczęśliwi.

A ogródki działkowe? Nie warto się nimi przejmować, bez nich też można żyć, choć Michał jest chętny do każdej roboty i wszystko mu się udaje!

Na razie mieszkają we troje Zosia, Michał i pies Kubuś, który już z nimi został. Ale już wkrótce będzie ich czworo, bo Zosia i Michał spodziewają się córeczki…

Nigdy nie można się poddawać, bo łatwo wtedy przeoczyć własne szczęście.

Przecież życie jest tak piękne w swojej nieprzewidywalności…

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyjść za mąż za inwalidę. Opowieść o poszukiwaniu miłości, trudnych wyborach i szczęściu, które przy…