Po urodzeniu trochę przytyłam. Waga tak naprawdę nie skoczyła jakoś drastycznie, ale Mój małżonek zaczął narzekać, że niby jestem inna, że coś mu nie pasuje taki polski maruda, wiecznie coś mu nie leży.
Zamiast powiedzieć: Nic się nie martw, kochanie, i tak jesteś dla mnie najlepsza! i cierpliwie poczekać, aż dojdę do siebie, on odwalił lewego. Tak się zawinął, że jednego dnia po prostu zniknął na dobre. Zostałam z dzieckiem na rękach nie ma się co rozpisywać, chyba każdy rozumie, że różowo nie było.
W końcu miałam już dosyć ostrego samoumartwiania się i postanowiłam się pozbierać. Kupiłam sobie psa śląski kundel, Bartek i zaczęliśmy biegać rano po parku Kościuszki. Zaczęłam ćwiczyć brzuszki, choć mentalnie było mi bardzo ciężko, ale chociaż z głowy zniknęły czarne myśli. Przyzwyczaiłam się do sportu i kiedy wreszcie dostałam nową pracę, zapisałam się do fitness klubu w Katowicach.
W przeciwieństwie do pamiętnego pana od WF-u z podstawówki, mój trener fitness okazał się gościem cierpliwym, życzliwym i naprawdę zwracał uwagę, czy się nie przemęczam. Po kilku latach regularnych wizyt na siłowni nie tylko wróciłam do dawnej sylwetki, ale trochę ją nawet poprawiłam, i to przynajmniej półtora raza! Polubiłam siebie na nowo, pokochałam swoje ciało.
Pewnego dnia, wracając z siłowni z torbą sportową, w dresie, zauważyłam, że mój były stoi pod moimi drzwiami. Z kwiatami i czekoladą Wedla Dzwoni do drzwi, syn nie otwiera. No i wtedy dociera do mnie, że jestem tu i teraz mam szansę spełnić marzenie wielu opuszczonych
Sprawić, żeby żałował i się popłakał ze skruchy. Poprawiłam włosy, zrobiłam szybki poker face, wyprężyłam klatę i ruszyłam w jego stronę
No i zgadnijcie, co mi powiedział? Przepraszam, pani tu mieszka? Może mi pani otworzyć drzwi?
Zaśmiałam się przez łzy, zakryłam dłonią twarz i poczułam tryumf nie do opisania bezpieczna przed tą całą operą mydlanych emocji Co pani taka rozbawiona? zirytował się nagle. Co panią tak śmieszy? pytam. Przysięgałem kiedyś w USC, że będę kochał i chronił Popatrzyłam mu prosto w oczy i powiedziałam Jeszcze nawet się nie mogę śmiać porządnie!
Spojrzał na mnie zdezorientowany. Dam ci dziesięć sekund, żebyś opuścił ten blok powiedziałam już bez żartów. Ale czy mogę chociaż zobaczyć syna? żebrał. Marsz wyjdź stąd! powtórzyłam.
Patrzyłam, jak odchodzi, co kawałek oglądając się za siebie Ale nic mu to nie dało. Marzenia się spełniają, jeśli się tylko wystarczająco mocno tego chceWeszłam do mieszkania, a Bartek radośnie zamachał ogonem i przytulił się do mojego kolana. Syn wybiegł z pokoju z szerokim uśmiechem, cały dumny, że nie otworzył obcemu. Zrobiłam nam gorącą czekoladę, zapaliłam świecę waniliową i usiadłam na kanapie. Przypomniałam sobie wszystkie noce, kiedy myślałam, że nie dam rady, kiedy świat zdawał się walić mi na głowę.
Ta chwila była nagrodą.
Z okna widać było słońce chowające się za chmurami nad Katowicami. Bartek mruknął, syn rozłożył planszówkę. Patrzyłam na nich z wdzięcznością, która wypełniała mnie aż po czubek głowy.
Już przeszłość nie mogła mnie dotknąć. Przyszłość należała do nas.




